Strony

▼

wtorek, 15 marca 2022

Dziennik 15.03.2022 - Śmierć.

Dalszy ciąg pieczenia języka. Zdawałoby, że drobiazg, a tak utrudnia życie, dyskomfort. Też wyzwalacz, pisałem w o tym w poprzednich postach.

Kiedy pisałem o uczuciach natknąłem się w internecie na Gałczyńskiego. Nie tylko głupoty są w internecie, zależy kto czego szuka, zacytuję duży fragment -

Ile razem dróg przebytych
Ile ścieżek przedeptanych
Ile deszczów, ile śniegów
Wiszących nad latarniami...

...Ile w trudzie nieustannym
Wspólnych zmartwień, wspólnych dążeń
Ile chlebów rozkrajanych
Pocałunków, schodów, książek?

Oczy twe jak piękne świece
A w sercu żródło promienia
Więc ja chciałbym Twoje serce
Ocalić od zapomnienia...

Wzruszyłem się i równocześnie odczułem jakiś taki menalcholijny spokój na duszy.
Wiersz ten dedykuję osobie mi bardzo bliskiej, którą kocham od wielu lat.

Natrafiłem też na film na YouTube - Odeszli w 2021, mowa tu o artystach - Gołas, Kowalewski, Krawczyk, Cieślak itd. Przyszła mi refleksja - towarzyszyli mi oni od dzieciństwa i już ich nie ma.
Uświadamiałem sobie już trochę wcześniej, że lata płyną, ale dzisiaj, jak w rozmowie Salowy mnie zapytał ile mam lat, zobaczyłem to wyraźniej - 63 skończę we wrześniu. Niby, nie chwaląc się młodo wyglądam, pomimo picia, młodo się czuję, ale bliżej niż dalej. Przeraża mnie perspektywa śmierci. Tyle przeżyć i wszystko zginie. Wiele ludzi wierzy w fajne życie w niebie po śmierci. Niektóre nacje wierzą, że dusza wędruje i przenosi się do następnego człowieka, nawet niektórzy udowadniają to, inni uważają, że lokuje się w zwierzętach.

Mi, pomimo tego, że próbuję się modlić i zdobyć wiarę jakoś trudno mi uwierzyć w życie po śmierci, niebo. Z drugiej strony trudno mi uwierzyć, że to wszystko zginie - MYŚL, DUCH. Świat będzie istniał dalej, chyba, że został stworzony tylko dla mnie, zarozumialstwo, to może iluzja, jak pisałem /Truman show/.

Nie wyobrażam sobie - nagle nie ma nic.
Jeszcze jak się umiera nagle lub w nieświadomości to jakoś chyba łatwiej. Po pijanemu, z ciężką demencją, we śnie, wypadek. A jeśli śmiertelna choroba to trudniej chyba żyć ze świadomością rychłej śmierci.
Dzięki Systemowi Iluzji i Zaprzeczeń na codzień spycham myśli o śmierci do podświadomości, ale z wiekiem coraz częściej przychodzi refleksja.

Śmierć jest "logiczna" gdyby wszys
cy żyli wiecznie i ludzie i zwierzęta, lub bardzo długo nie starczyłoby miejsca na Ziemi ani pożywienia. Jest też przydatna ewolucji, eliminuje osobniki słabo przystosowane, "wadliwe", żeby mógł się doskonalić rodzaj ludzki.


                          Źródło - pixabay.com
             


W tym miejscu należałoby się zastanowić czym jest DUSZA, ale to później. Kiedyś czytałem, że był gość, który ważył pacjenta w trakcie umierania. W momencie śmierci stracił ileś tam gramów. Facet wywnioskował, że tyle waży dusza.

Ale może teraz bardziej o życiu jednak, ale to w następnych listach.

                   

Dziennik 15.03.2022 - Śmierć.

Dalszy ciąg pieczenia języka. Zdawałoby, że drobiazg, a tak utrudnia życie, dyskomfort. Też wyzwalacz, pisałem w o tym w poprzednich postach.

Kiedy pisałem o uczuciach natknąłem się w internecie na Gałczyńskiego. Nie tylko głupoty są w internecie, zależy kto czego szuka, zacytuję duży fragment -

Ile razem dróg przebytych
Ile ścieżek przedeptanych
Ile deszczów, ile śniegów
Wiszących nad latarniami...

...Ile w trudzie nieustannym
Wspólnych zmartwień, wspólnych dążeń
Ile chlebów rozkrajanych
Pocałunków, schodów, książek?

Oczy twe jak piękne świece
A w sercu żródło promienia
Więc ja chciałbym Twoje serce
Ocalić od zapomnienia...

Wzruszyłem się i równocześnie odczułem jakiś taki menalcholijny spokój na duszy.
Wiersz ten dedykuję osobie mi bardzo bliskiej, którą kocham od wielu lat.

Natrafiłem też na film na YouTube - Odeszli w 2021, mowa tu o artystach - Gołas, Kowalewski, Krawczyk, Cieślak itd. Przyszła mi refleksja - towarzyszyli mi oni od dzieciństwa i już ich nie ma.
Uświadamiałem sobie już trochę wcześniej, że lata płyną, ale dzisiaj, jak w rozmowie Salowy mnie zapytał ile mam lat, zobaczyłem to wyraźniej - 63 skończę we wrześniu. Niby, nie chwaląc się młodo wyglądam, pomimo picia, młodo się czuję, ale bliżej niż dalej. Przeraża mnie perspektywa śmierci. Tyle przeżyć i wszystko zginie. Wiele ludzi wierzy w fajne życie w niebie po śmierci. Niektóre nacje wierzą, że dusza wędruje i przenosi się do następnego człowieka, nawet niektórzy udowadniają to, inni uważają, że lokuje się w zwierzętach.

Mi, pomimo tego, że próbuję się modlić i zdobyć wiarę jakoś trudno mi uwierzyć w życie po śmierci, niebo. Z drugiej strony trudno mi uwierzyć, że to wszystko zginie - MYŚL, DUCH. Świat będzie istniał dalej, chyba, że został stworzony tylko dla mnie, zarozumialstwo, to może iluzja, jak pisałem /Truman show/.

Nie wyobrażam sobie - nagle nie ma nic.
Jeszcze jak się umiera nagle lub w nieświadomości to jakoś chyba łatwiej. Po pijanemu, z ciężką demencją, we śnie, wypadek. A jeśli śmiertelna choroba to trudniej chyba żyć ze świadomością rychłej śmierci.
Dzięki Systemowi Iluzji i Zaprzeczeń na codzień spycham myśli o śmierci do podświadomości, ale z wiekiem coraz częściej przychodzi refleksja.

Śmierć jest "logiczna" gdyby wszys
cy żyli wiecznie i ludzie i zwierzęta, lub bardzo długo nie starczyłoby miejsca na Ziemi ani pożywienia. Jest też przydatna ewolucji, eliminuje osobniki słabo przystosowane, "wadliwe", żeby mógł się doskonalić rodzaj ludzki.


                          Źródło - pixabay.com
             


W tym miejscu należałoby się zastanowić czym jest DUSZA, ale to później. Kiedyś czytałem, że był gość, który ważył pacjenta w trakcie umierania. W momencie śmierci stracił ileś tam gramów. Facet wywnioskował, że tyle waży dusza.

Ale może teraz bardziej o życiu jednak, ale to w następnych listach.

                   

poniedziałek, 14 marca 2022

Dziennik 14.03.2022 - Myśl.

 


Jak pisałem w poprzednim liście, spróbuję się zastanowić co się dzieje przed zapiciem.
Psychologowie, przede wszystkim Freud, ale nie tylko, zastanawiają się z czego składa się człowiek, wrócę do tego jeszcze szerzej.

Na swój użytek do analizy nawrotu dzielę siebie na cztery części -
MYŚL - EMOCJE - CIAŁO - PODŚWIADOMOŚĆ

MYŚL - co to jest każdy czuje co to jest, lecz jest to trudne do zdefiniowania w teorii, jak zresztą pozostałe pojęcia. Są w Wikipedii i innych źródłach definicje, ale są one dość mętne i niczego nie wnoszą. Ja przyjmuję je jako tzw. pojęcia pierwotne - jak np. liczba, punkt, czy prosta w matematyce. Niby prostą można definiować w geometrii euklidesowej i nieeukledisowej, ale też nie do końca.

EMOCJE - tu niejasne dla mnie jest czym się różnią od uczuć. Emocją będzie chyba strach, miłość uczuciem ale miłość nierozerwalnie łączy się z emocjami.

CIAŁO - czyli nasz organizm, może oprócz mózgu.

PODŚWIADOMOŚĆ - też wiem co to jest i wyczuwam, że do części mogę dotrzeć poprzez analizę sytuacji. Do innej części będzie trudno, może się ujawniać w hipnozie, snach. Do innej może się nigdy nie da dotrzeć, jak np. do intuicji.
U Freuda będzie to podświadomość i nadświadomość, id i superego.

Intuicja jest dla mnie bardzo ważnym pojęciem. W dzisiejszym świecie jest taki natłok informacji, że trudno podjąć jakąś decyzję opierając się na chłodnej analizie danych, nawet komputer kwantowy miałby kłopoty. A dzięki intuicji rozwiązanie problemu przychodzi samo, nie wiadomo skąd. Intuicja mi np. mówi, żeby nie iść na odwyk.
Jest taka fajna książka - Laury Day,
Praktyczna intuicja. Jak pobudzić i wykorzystywać instynktowną wiedzą.

Oczywiście jest jeszcze - DUSZA czy DUCH, może sumienie, ale teraz dla uproszczenia nie będę się tą częścią zajmował. Pewnie należałoby ją zaliczyć do nieświadomości, a może to osobny byt?

Oczywiście wszystkie te cztery moje składniki funkcjonują razem, podział jest sztuczny, ale dla mnie przydatny.
W niektórych sytuacjach po prostu któryś ma przewagę. Ogólnie to emocje mają trochę przewagę. Ośrodki za nie odpowiedzialne znajdują się wcześniej w mózgu niż kora mózgowa, która podobno myśli, u mnie nie zawsze. Powstały w procesie ewolucji wcześniej no i dobrze - gdy napada mnie bandyta odczuwam strach i złość, muszę reagować szybko, żeby przeżyć, nie ma czasu na myślenie. Ale superego też działa - podpowiada, żeby go nie zabijać bo normy ogólnospołeczne, religia mówią, że zabijanie jest nie bardzo OK.

Kurcze, nie chce mi się iść spać, i nie chce mi się spać. Złapałem wenę i szkoda mi czasu na spanie /HALT/.

Spróbuję to przeanalizować to na przykładzie swoich nawrótów.
Jak wspomniałem w poprzednim poście w ostatnim czasie piłem zaraz lub prawie zaraz po wyjściu ze szpitala -

1. Ciało i trochę mózg zmęczone.
2. Myśl - kielich pomoże i tylko dzisiaj.
3. Emocje - złość na siebie i żal.
4. Podświadomość - mówi że nie, ale to da się zagłuszyć, zintelektualizować,
Id pragnie odrobiny przyjemność zapewne.

Rozmyślanie nadmierne o błędach -

1. Myśl - co ja zrobiłem przez ostatnie lata I co to teraz będzie.
2. Uczucia - dyskomfort, wstyd.
3. Ciało - dreszcze, brak dobrego snu.
4. Podświadomość - wyrzuty sumienia.
Id nie chce, żeby bolało.

Przeziębienie -

1. Ciało - temperatura trochę wyższa, papierosy nie smakują
2. Uczucia - zniecierpliwienie, irytacja.
3. Myśl - wóda przyniesie ulgę i oczywiście tylko dzisiaj.
4. Podświadomość - to bracie nie jest dobry sposób.
Id nie mimo wszystko trzeba poprawić samopoczucie, dyskomfort jest be.
Nerwy związane z pęcherzem; neurogennym lub chorym językiem.

1. Ciało - nagłe parcie, choć niedawno byłem w toalecie.
2. Uczucia - złość, wstyd.
3. Myśl - trzeba na chwilę o tym zapomnieć.
4. Podświadomość - to bracie nie jest dobry sposób.
Id nie mimo wszystko.

Oczywiście w praktyce trudno to rozdzielić, wszystko się dzieje prawie równocześnie.
Jakoś mi wychodzi, że ciało ma duży udział w nawrotach, Id nie jest dużo gorsze o ile trafnie rozpoznałem jego udział. Czyżbym był niewolnikiem swojego ciała? Dużego wpływu na nie nie mam, chociaż trochę mam /mogę, choć to ciężko I teraz sobie nie wyobrażam, rzucić palenie - to jedna z niewielu przyjemności w moim życiu!?/.

Ale na myślenie mam duży wpływ, mogę się przeprogramować trochę jak w programowaniu neurolingwistycznym (NLP) – pisałem już o tym parę lat temu, cytat w poprzednim poście.

Ale zaraz pojawią się MYŚL /u niektórych niekoniecznie/. Teraz chodzi o to, żeby była właściwa. W zasadzie powinienem sobie wyrobić taki odruch bezwarunkowy - że w tym momencie daję sobie np. godzinę na podjęcie decyzji i od razu nie piję, daję sobie czad na przemyślenie. Wypracowuję taki odruch jak uzyskał Pawłow u psa.

Myślę, że takie rozważania pomogą mi utrzymać abstynencję.



                        Źródło - pixabay.com.  

Dziennik 14.03.2022 - Myśl.

 


Jak pisałem w poprzednim liście, spróbuję się zastanowić co się dzieje przed zapiciem.
Psychologowie, przede wszystkim Freud, ale nie tylko, zastanawiają się z czego składa się człowiek, wrócę do tego jeszcze szerzej.

Na swój użytek do analizy nawrotu dzielę siebie na cztery części -
MYŚL - EMOCJE - CIAŁO - PODŚWIADOMOŚĆ

MYŚL - co to jest każdy czuje co to jest, lecz jest to trudne do zdefiniowania w teorii, jak zresztą pozostałe pojęcia. Są w Wikipedii i innych źródłach definicje, ale są one dość mętne i niczego nie wnoszą. Ja przyjmuję je jako tzw. pojęcia pierwotne - jak np. liczba, punkt, czy prosta w matematyce. Niby prostą można definiować w geometrii euklidesowej i nieeukledisowej, ale też nie do końca.

EMOCJE - tu niejasne dla mnie jest czym się różnią od uczuć. Emocją będzie chyba strach, miłość uczuciem ale miłość nierozerwalnie łączy się z emocjami.

CIAŁO - czyli nasz organizm, może oprócz mózgu.

PODŚWIADOMOŚĆ - też wiem co to jest i wyczuwam, że do części mogę dotrzeć poprzez analizę sytuacji. Do innej części będzie trudno, może się ujawniać w hipnozie, snach. Do innej może się nigdy nie da dotrzeć, jak np. do intuicji.
U Freuda będzie to podświadomość i nadświadomość, id i superego.

Intuicja jest dla mnie bardzo ważnym pojęciem. W dzisiejszym świecie jest taki natłok informacji, że trudno podjąć jakąś decyzję opierając się na chłodnej analizie danych, nawet komputer kwantowy miałby kłopoty. A dzięki intuicji rozwiązanie problemu przychodzi samo, nie wiadomo skąd. Intuicja mi np. mówi, żeby nie iść na odwyk.
Jest taka fajna książka - Laury Day,
Praktyczna intuicja. Jak pobudzić i wykorzystywać instynktowną wiedzą.

Oczywiście jest jeszcze - DUSZA czy DUCH, może sumienie, ale teraz dla uproszczenia nie będę się tą częścią zajmował. Pewnie należałoby ją zaliczyć do nieświadomości, a może to osobny byt?

Oczywiście wszystkie te cztery moje składniki funkcjonują razem, podział jest sztuczny, ale dla mnie przydatny.
W niektórych sytuacjach po prostu któryś ma przewagę. Ogólnie to emocje mają trochę przewagę. Ośrodki za nie odpowiedzialne znajdują się wcześniej w mózgu niż kora mózgowa, która podobno myśli, u mnie nie zawsze. Powstały w procesie ewolucji wcześniej no i dobrze - gdy napada mnie bandyta odczuwam strach i złość, muszę reagować szybko, żeby przeżyć, nie ma czasu na myślenie. Ale superego też działa - podpowiada, żeby go nie zabijać bo normy ogólnospołeczne, religia mówią, że zabijanie jest nie bardzo OK.

Kurcze, nie chce mi się iść spać, i nie chce mi się spać. Złapałem wenę i szkoda mi czasu na spanie /HALT/.

Spróbuję to przeanalizować to na przykładzie swoich nawrótów.
Jak wspomniałem w poprzednim poście w ostatnim czasie piłem zaraz lub prawie zaraz po wyjściu ze szpitala -

1. Ciało i trochę mózg zmęczone.
2. Myśl - kielich pomoże i tylko dzisiaj.
3. Emocje - złość na siebie i żal.
4. Podświadomość - mówi że nie, ale to da się zagłuszyć, zintelektualizować,
Id pragnie odrobiny przyjemność zapewne.

Rozmyślanie nadmierne o błędach -

1. Myśl - co ja zrobiłem przez ostatnie lata I co to teraz będzie.
2. Uczucia - dyskomfort, wstyd.
3. Ciało - dreszcze, brak dobrego snu.
4. Podświadomość - wyrzuty sumienia.
Id nie chce, żeby bolało.

Przeziębienie -

1. Ciało - temperatura trochę wyższa, papierosy nie smakują
2. Uczucia - zniecierpliwienie, irytacja.
3. Myśl - wóda przyniesie ulgę i oczywiście tylko dzisiaj.
4. Podświadomość - to bracie nie jest dobry sposób.
Id nie mimo wszystko trzeba poprawić samopoczucie, dyskomfort jest be.
Nerwy związane z pęcherzem; neurogennym lub chorym językiem.

1. Ciało - nagłe parcie, choć niedawno byłem w toalecie.
2. Uczucia - złość, wstyd.
3. Myśl - trzeba na chwilę o tym zapomnieć.
4. Podświadomość - to bracie nie jest dobry sposób.
Id nie mimo wszystko.

Oczywiście w praktyce trudno to rozdzielić, wszystko się dzieje prawie równocześnie.
Jakoś mi wychodzi, że ciało ma duży udział w nawrotach, Id nie jest dużo gorsze o ile trafnie rozpoznałem jego udział. Czyżbym był niewolnikiem swojego ciała? Dużego wpływu na nie nie mam, chociaż trochę mam /mogę, choć to ciężko I teraz sobie nie wyobrażam, rzucić palenie - to jedna z niewielu przyjemności w moim życiu!?/.

Ale na myślenie mam duży wpływ, mogę się przeprogramować trochę jak w programowaniu neurolingwistycznym (NLP) – pisałem już o tym parę lat temu, cytat w poprzednim poście.

Ale zaraz pojawią się MYŚL /u niektórych niekoniecznie/. Teraz chodzi o to, żeby była właściwa. W zasadzie powinienem sobie wyrobić taki odruch bezwarunkowy - że w tym momencie daję sobie np. godzinę na podjęcie decyzji i od razu nie piję, daję sobie czad na przemyślenie. Wypracowuję taki odruch jak uzyskał Pawłow u psa.

Myślę, że takie rozważania pomogą mi utrzymać abstynencję.



                        Źródło - pixabay.com.  

niedziela, 13 marca 2022

Dziennik 13.03.2022 - Zachętki

 Nasila mi się pieczenie języka, ciężko jeść i się skupić, nie chce mi się pisać. W ogóle nic mi się nie chce mi się robić ostatnio szczególnie, tylko palić mi się chce, a i to przez język ciężko.

Może to wynikać trochę z tego, że czas płynie, ja powinienem robić teraz co innego - pracować np. Z drugiej strony pobyt w szpitalu pozwala mi na chwilę refleksji, na zastosowanie autoterapii, na wolności zapewne nie miałbym czasu, prę do przodu, łatwo wtedy się zagubić.

Gdy zastanawiałem się nad tym "niechceniem" uświadomiłem sobie, że taki stan to dla mnie wybitny wyzwalacz.
Kiedy pracowałem jako asystent rodziny w pomocy społecznej i miałem pisać kwity, i mi się nie chciało, to stosowałem kropelki i wtedy jakoś szło. Nie upijałem się całkiem, ale byłem w stanie wskazującym. Pracę z klientami /niektórzy nie lubią tego określenia/ lubiłem, ale jak przyszło do sporządzania planów i raportów robiło mi się niedobrze.
Jak byłem na pierwszych studiach, politechnice /przez 6 lat zaliczyłem 2,5 roku/ i trzeba było zrobić duży projekt za 3 dni /bo wcześniej spędzałem czas na piwie/ popijałem powoli koniak, bo inaczej nie dałbym rady przez 2 nocy bez dopalacza.

W związku z tym wyzwalaczem pomyślałem sobie, że warto by sobie zrobić listę wyzwalaczy - zachętek jak mówi moja pani Dr.

Po co ostatnimi czasy zaczynałem pić praktycznie zaraz po wyjściach ze szpitala?
A no chciałem się odprężyć, zapomnieć i oczywiście sobie myślałem - tylko dzisiaj trochę, na drugi dzień kac i wiadomo... , a kasa była.

Inne moje wyzwalacze -
- rozmyślanie nadmierne o przeszłości i o przyszłości;
- myli z tym związane - co by było gdyby;
- przeziębienie, oskrzela lekka temperatura tak 37,2;
- nerwy związane z pęcherzem; neurogennym lub chorym językiem;
- niewyspanie - jak łyknę aktywność wraca.

Jest tego trochę - każdy powód dobry.
A u podłoża tego wszystkiego dwie rzeczy -
- nieuznanie bezsilności wobec alkoholu, trudne, bo wiele razy się udawało nie upić, ale to lotroteria, przeważnie kończyłem ciągiem.
- i poczucie małego sensu w życiu, brak fajnego celu.

O większości moich zachętek wiedziałem już dawno - no i co z tego. Myślę, że główna przyczyna to brak określonego celu w życiu. 



                             Źródło - pixabay.com              



U mnie jest jeszcze taka kwestią, że nie umiem sobie wrzucić na luz. Mam zakodowane że zawsze trzeba coś konstruktywnego robić. Jak nie piszę /to też jakiś rodzaj pracy/ i nie pracuję to mam wyrzuty sumienia. A przecież nie zawsze muszę coś robić, choć są sytuacje że muszę. Może jak się nic mi się nie chce to sygnał od organizmu, że trzeba się poobijać.
Czy przed zapiciem pojawią się naprzód emocja, czy myśl? Zastanowię się w następnym poście.

Dziennik 13.03.2022 - Zachętki

 Nasila mi się pieczenie języka, ciężko jeść i się skupić, nie chce mi się pisać. W ogóle nic mi się nie chce mi się robić ostatnio szczególnie, tylko palić mi się chce, a i to przez język ciężko.

Może to wynikać trochę z tego, że czas płynie, ja powinienem robić teraz co innego - pracować np. Z drugiej strony pobyt w szpitalu pozwala mi na chwilę refleksji, na zastosowanie autoterapii, na wolności zapewne nie miałbym czasu, prę do przodu, łatwo wtedy się zagubić.

Gdy zastanawiałem się nad tym "niechceniem" uświadomiłem sobie, że taki stan to dla mnie wybitny wyzwalacz.
Kiedy pracowałem jako asystent rodziny w pomocy społecznej i miałem pisać kwity, i mi się nie chciało, to stosowałem kropelki i wtedy jakoś szło. Nie upijałem się całkiem, ale byłem w stanie wskazującym. Pracę z klientami /niektórzy nie lubią tego określenia/ lubiłem, ale jak przyszło do sporządzania planów i raportów robiło mi się niedobrze.
Jak byłem na pierwszych studiach, politechnice /przez 6 lat zaliczyłem 2,5 roku/ i trzeba było zrobić duży projekt za 3 dni /bo wcześniej spędzałem czas na piwie/ popijałem powoli koniak, bo inaczej nie dałbym rady przez 2 nocy bez dopalacza.

W związku z tym wyzwalaczem pomyślałem sobie, że warto by sobie zrobić listę wyzwalaczy - zachętek jak mówi moja pani Dr.

Po co ostatnimi czasy zaczynałem pić praktycznie zaraz po wyjściach ze szpitala?
A no chciałem się odprężyć, zapomnieć i oczywiście sobie myślałem - tylko dzisiaj trochę, na drugi dzień kac i wiadomo... , a kasa była.

Inne moje wyzwalacze -
- rozmyślanie nadmierne o przeszłości i o przyszłości;
- myli z tym związane - co by było gdyby;
- przeziębienie, oskrzela lekka temperatura tak 37,2;
- nerwy związane z pęcherzem; neurogennym lub chorym językiem;
- niewyspanie - jak łyknę aktywność wraca.

Jest tego trochę - każdy powód dobry.
A u podłoża tego wszystkiego dwie rzeczy -
- nieuznanie bezsilności wobec alkoholu, trudne, bo wiele razy się udawało nie upić, ale to lotroteria, przeważnie kończyłem ciągiem.
- i poczucie małego sensu w życiu, brak fajnego celu.

O większości moich zachętek wiedziałem już dawno - no i co z tego. Myślę, że główna przyczyna to brak określonego celu w życiu. 



                             Źródło - pixabay.com              



U mnie jest jeszcze taka kwestią, że nie umiem sobie wrzucić na luz. Mam zakodowane że zawsze trzeba coś konstruktywnego robić. Jak nie piszę /to też jakiś rodzaj pracy/ i nie pracuję to mam wyrzuty sumienia. A przecież nie zawsze muszę coś robić, choć są sytuacje że muszę. Może jak się nic mi się nie chce to sygnał od organizmu, że trzeba się poobijać.
Czy przed zapiciem pojawią się naprzód emocja, czy myśl? Zastanowię się w następnym poście.

sobota, 12 marca 2022

Dziennik, 12.03.2022

 Znowu znalazłem dowody na to, że ten mój ciąg trwa ładnych parę lat. Przytaczam fragment notatek jakie kiedyś robiłem. Byłem wtedy prawdopodobnie na odwyku -


18.07.2017
Rozpamiętuję coby było gdyby było – co mnie dobija
Zapominam ciągle co miałem napisać
Wszystko się ułoży jak przestanę – K.
19.07
Jednak kombinuję brak pokory – samoobserwacji – Paweł /piątek/ i inni
Motywacja teraz
po wypiciu była
system działa jak cholera – święcie wierzę w danym momencie, że się nie napiję itp.
miłość do alkoholu – zyski krótkie, ale duże
24.07
może przy stresie-głodzie taki pomysł, jak u Osiatyńskiego
analiza – korzystanie z zasobów
przeziębienie – wyzwalacz
xxxxxxxxxxxxx
picie bez ciągu też rusza
wrócić do loterii i czy potrzebne
wypalenie przy szukaniu
to tylko lekarstwo
26.07
zakodowane miałem jak w NLP
U mnie nawrót zaczął się tak jakoś płynnie - trudno wyznaczyć granicę.
Czy zaczął się od początku brania kropli czy trochę później jak zacząłem
Niektóre zdania prawie identyczne jak teraz piszę a minęło parę lat.

Jedno mnie zastanowiło - zyski krótkie, ale duże - Tak, są też jakieś zyski, szczególnie na początku picia. Odprężam się, doznaję niezwykłych doznań. Jedna z teorii na temat przyczyn alkoholizmu mówi, że ludzie piją ponieważ szukają innych przeżyć niż w codziennym szarym życiu.

Zgadzam się z tym. Tylko takie niezwykłe doznania można mieć i po trzeźwemu. Doświadczyłem tego. Bez nich życie jest rzeczywiście szare i nudne. Szczególnie zacząłem przeżywać życie po treningach na zajęciach Programu Rozwoju Osobistego na który jeździłem do Warszawy. 


      
                                  Źródło - pixabay.com 

Może to być doświadczenie w kontakcie ze sztuką - obraz, film, poezja; przyrodą - góry, morze, krajobraz. Może to być pasja - wędkarstwo, piłka, majsterkowanie, pisanie wierszy, pomaganie innym, pisanie bloga. Dla niektórych praca jest równocześnie pasją. Nie pamiętam kto to powiedział - szczęście to to jak się robi to co lubi i jeszcze ma się z tego pieniądze.



ludzie, którzy mają porządek w finansach i potrafią się mądrze bogacić, mogą na większą skalę realizować swoje pasje i marzenia. 


Czyli pieniądze się przydają.

Sądzę, że bez pasji abstynencja będzie wątpła.

Jedną z przyczyn powrotu upatruję w tym, że nie realizowałem swoich pasji i tutaj przejdę do sygnałów ostrzegawczych "zachętek" ale to w następnym liście.














Dziennik, 12.03.2022

 Znowu znalazłem dowody na to, że ten mój ciąg trwa ładnych parę lat. Przytaczam fragment notatek jakie kiedyś robiłem. Byłem wtedy prawdopodobnie na odwyku -


18.07.2017
Rozpamiętuję coby było gdyby było – co mnie dobija
Zapominam ciągle co miałem napisać
Wszystko się ułoży jak przestanę – K.
19.07
Jednak kombinuję brak pokory – samoobserwacji – Paweł /piątek/ i inni
Motywacja teraz
po wypiciu była
system działa jak cholera – święcie wierzę w danym momencie, że się nie napiję itp.
miłość do alkoholu – zyski krótkie, ale duże
24.07
może przy stresie-głodzie taki pomysł, jak u Osiatyńskiego
analiza – korzystanie z zasobów
przeziębienie – wyzwalacz
xxxxxxxxxxxxx
picie bez ciągu też rusza
wrócić do loterii i czy potrzebne
wypalenie przy szukaniu
to tylko lekarstwo
26.07
zakodowane miałem jak w NLP
U mnie nawrót zaczął się tak jakoś płynnie - trudno wyznaczyć granicę.
Czy zaczął się od początku brania kropli czy trochę później jak zacząłem
Niektóre zdania prawie identyczne jak teraz piszę a minęło parę lat.

Jedno mnie zastanowiło - zyski krótkie, ale duże - Tak, są też jakieś zyski, szczególnie na początku picia. Odprężam się, doznaję niezwykłych doznań. Jedna z teorii na temat przyczyn alkoholizmu mówi, że ludzie piją ponieważ szukają innych przeżyć niż w codziennym szarym życiu.

Zgadzam się z tym. Tylko takie niezwykłe doznania można mieć i po trzeźwemu. Doświadczyłem tego. Bez nich życie jest rzeczywiście szare i nudne. Szczególnie zacząłem przeżywać życie po treningach na zajęciach Programu Rozwoju Osobistego na który jeździłem do Warszawy. 


      
                                  Źródło - pixabay.com 

Może to być doświadczenie w kontakcie ze sztuką - obraz, film, poezja; przyrodą - góry, morze, krajobraz. Może to być pasja - wędkarstwo, piłka, majsterkowanie, pisanie wierszy, pomaganie innym, pisanie bloga. Dla niektórych praca jest równocześnie pasją. Nie pamiętam kto to powiedział - szczęście to to jak się robi to co lubi i jeszcze ma się z tego pieniądze.



ludzie, którzy mają porządek w finansach i potrafią się mądrze bogacić, mogą na większą skalę realizować swoje pasje i marzenia. 


Czyli pieniądze się przydają.

Sądzę, że bez pasji abstynencja będzie wątpła.

Jedną z przyczyn powrotu upatruję w tym, że nie realizowałem swoich pasji i tutaj przejdę do sygnałów ostrzegawczych "zachętek" ale to w następnym liście.














wtorek, 8 marca 2022

Dziennik, 08.03.2022

I znowu przez dwa dni szczególnie przed południem sobota i niedziela, czułem się bardzo źle - słaby, brak napędu, jakieś dreszcze, jak poprzednio. Do obiadu w łóżku nic nie jadłem dopiero kolację. Może efekt haloperidolu co mi lekarz dał ostatnio.

Może ulegam opiniom z internetu, ale już pierwszego dnia wybitnie gorzej mi było, po nim chyba - taki rozkojarzony, w głowie się kręci, nie mogłem się skupić.
Co ciekawe - jak zwykle, po południu, późnym wieczorem czuję się całkiem normalnie.
Dzisiaj niby dobrze, ale słaby.

Do tego wszystkiego się przeziębiłem - trochę kaszlę, duży katar, papierosy i kawa nie smakują /to dobry wskaźnik/na moim termometrze 37,0 na ich 36,5. 37 niby niedużo ale u mnie jak pisałem przy infekcjach bardzo rzadko jest więcej niż 37,2. Jak nie daj Boże oskrzela to czasami się ciągnie i 3 miesiące i dłużej. Na wolności już bym brał antybiotyk bo moja pani Dr rodzinna zna specyfikę moich oskrzeli. Mam przewlekłe zapalenie oskrzeli.

Myślę, że główna przyczyna gorszego samopoczucia to myśli, lęk przed wyjściem. Co bym nie wybrał to problemy i załatwienia, trzeba gdzieś się zatrzymać ze 2 - 3 dni i pozałatwiać - ZUS, pampersy, ubranie itp.


Po raz n-ty piszę o tym, że nie wiem co dalej.
Odwyk, oprócz terapii, daje to że mogę w moim mieście pomieszkać w hostelu dla uzależnionych, skończenie na świeżo odwyku jest warunkiem przyjęcia, teraz jest miejsce, ale kiedyś jak się starałem to długo nie było.

Drugi odwyk wiąże się z wyjazdem.

Mój znajomy Terarapeuta cały czas sugeruje odwyk, a jak jak zwykle mam swoje zdanie. Odwyk niczego nie gwarantuje. Po pierwszym napiłem się po dwu tygodniach chyba, po drugim po miesiącu, kolega po tygodniu. Są też inne sposoby na abstynencję, pisałem o tym.

Odwyk daje mi 2 miesiące na przeżycie. Hostel pod Buskiem-Zdrojem daje mi pół roku, ale terapii bardzo mało.

W ośrodku w Połańcu jest dużo terapii, ale biorą tyko do 60 r.ż.

W innym ośrodku nie przyjmują bo goszczą Ukraińców.

Gospodarz raczej - odpukać nie przyjmie - weźmie Ukraińców tym bardziej, że Państwo płaci 1200 jak ktoś przyjmuje uchodźców.

Znajomy mówi, że będzie praca może ochrona, a później biurowa rozliczenia itp. tylko trzeba działalność zakładać - nie wiem co komornicy na to.

Nie chce mi się strasznie iść gdzikolwiek,  tak mi intuicja podpowiada, mam dosyć różnych szpitali itp., może - odpukać będę musiał. Może się wymądrzam, ale jestem w dużym stopniu bezpieczny. W jakimś klasztorze bym pomieszkał, spokoju mi potrzeba.

O schronisko mogę się starać chyba od września, jak duży dochód zniknie.

Któregoś dnia po południu czułem się byle jak. Szukałem, jak wcześniej pisałem różnych przyczyn, ale odkryłem, że akurat w tej chwili jedną z głównych przyczyn jest niewyspanie, nie mogę usnąć mimo leków do 1 czasem do 2, a rano budzą po 7. Chce mi się spać a w dzień nie mogę. Teraz lepiej sypiam.
Kłania się tutaj program HALT.


Jak tak czasem narzekam na warunki bytowe
Nie wiem jak Frankl umiał się zająć myśleniem o psychologii w nieporównywalnie gorszych warunkach niż moje.

Są sytuacje, że ludzie tracą wszystko, czy to wojna, powódź czy pożar.
Moja sytuacja jest chyba inna, chociaż nie jest fajna - ponieważ powstała z mojej winy i trudno mi liczyć na zrozumienie, może chcę współczucia? a na pewno współodczuwania.
Na ile ja jestem winien za ten pożar, a na ile Los? Czy ja jestem tylko, całkiem winien?
Są też sytuacje tego typu - ktoś spowodował groźny wypadek z jego winy
Na ile on winny, na ile przypadek, jak z tym żyć?


                    Źródło - pixabay.com
   
Ostatnio śledzę swoje sny. Freud przypisywał im duże znaczenie, będę o nim pisał.
Ja na razie zauważyłem, że bardzo często występują w nich sytuacje, które widziałem na jawie, w ciągu dnia. Na przykład
śnił mi się TIR - był na filmie, który oglądałem przed snem.
Wojna - wiadomo sytuacja na Ukrainie.
Umawiałem się z nastolatką - widziałem w serialu.
Budowa - pilnowałem budowy. 

Często śnią mi się bliscy żyjący i ci, którzy odeszli, dom rodzinny, czasem wspomnienia z dzieciństwa, niekiedy bywają. 

Na razie siedzę w szpitalu, mówi, że ok miesiąc może niecały.

piątek, 4 marca 2022

Dziennik 04.03.2022 - Przypadek.


W ostatnią sobotę i niedzielę miałem wybitny nawrót zaburzeń depresyjnych, czy nawrotowych, a już było lepiej. Ja bym się skłaniał, jak pisałem do depresji. Do obiadu leżałem w łóżku, jak po południu i wieczorem jak zwykle lepiej.

Objawy jak zwykle - apetyt słaby, nerwowość, jakoś nienaturalnie mi zimno, kłapię protezą zębową. Mam w środku jakieś takie dreszcze, itp., pisałem wcześniej. Nic mi się nie chciało, ani pisać ani czytać. Nic nowego.
Czuję się jakbym miał niewielką gorączkę, a nie mam. Mam teraz swój normalny termometr, mój prawie zawsze w szpitalu wskazywał inaczej, teraz się zgadza, nie wierzę w te bezdotykowe. Zwykle przy infekcjach miewam lekko podwyższoną tak 37,2 i czuję się podobnie, prawie nigdy nie mam gorączki wysokiej. Infekcje mam często, ponieważ mam przewlekłe zapalenie oskrzeli - a przy tym jeszcze, głupi, palę papierosy.

W takie dni tylko się napić, potrzeba wtedy większej uważności, może Antalcolu lub rozmowy z kimś kto zna problem.

Może to u mnie wynikać z -

- w ustach język piecze jak cholera, a palę papierosy i piję trochę kawę, nie ma poprawy pomimo stosowania Sacholu żelu stomatologicznego, bardzo to przeszkadza w życiu - dyskomfort, nie czuję smaku. Zacząłem teraz płukać usta szałwią i rumiankiem. Dzisiaj jakby - odpukać lepiej, czyżby tak szybko zioła pomogły? Wyczytałem, że podobno badania sugerują, iż występuje to także przy nerwicy i depresji.
- efekt po szczepionce - raczej nie;
- nawrót myślenia, umartwiania się  co dalej i wyrzuty sumienia, żal itp.;
- jakaś infekcja bez gorączki u mnie to możliwe, mam lekki katar i nos się zatyka, oddycham przez usta - raczej nie, nerwy - mam wadę w nosie, miałem operację ale nie jest tak jak powinno być, ale to też raczej nie;
- pęcherz neurogenny wariuje strasznie, są okresy że mam parcie co 10-15 minut, ciągle o tym piszę bo to boli i wpływa na życie codzienne i ducha też. Ciekawe - to to, że jak leżę w łóżku to jest dużo lepiej, na wolności też, choć nie dokońca dobrze, raczej źle.

Sądzę, iż zachodzi tu sprzężenie zwrotne.
depresja - wywołuje objawy - a objawy pogłębiają depresję - nasilają się objawy i tak w kółko. A co było na początku? - oczywiście myśl - co ja zrobiłem.
Czyli dobrze jak bym zmienił myślenie i złe przekonania.

Oprócz zastanawiania się nad sensem i celem w życiu, myślę o sensie pisania na blogu.
Wtedy przyszła mi do głowy taka myśl -

Może gdybym przeczytał coś takiego podobnego jak to co piszę na tym blogu lub spotkał odpowiedniego człowieka - bym zaprzestał używania kropelek? Powinienem sam zauważyć z taką wiedzą i doświadczeniem no i słuchać trochę innych.
Może takie pisanie się komuś przyda, jakby choć jednej osobie to warto.
"Miłe złego początki, lecz koniec żałosny" Jak mówił Krasicki.

Może Bóg, Siła Wyższa czy Los tak chciał.

Wygląda tak jakby trochę rządził przypadek. Gdyby w aptece nie zaproponowano mi Cardiolu C jak przestali produkować Cardiamidu z kofeiną pewnie nie wpadłbym w ciąg.

Głupie rozważania - gdyby ciocia miała wąsy toby była wujkiem.

Ale też przypadek sprawił, ja mu trochę pomogłem, że spotkałem na swojej drodze Magdę Ilnicką na zajęciach Programu Rozwoju Osobistego. Dzięki temu spotkaniu moje życie zmieniło się na lepsze. Terapia może pomóc, chociaż po drodze to czasami boli.

Gdyby przyszła Żona nie chciała się usamodzielnić, do tej pory mieszkała z rodzicami i nie zamieszkała na stancji w moim, a w zasadzie Babki domu, tobym jej nie poznał. Ale gdybym ja nie zadziałał tobym się z nią nie ożenił.

Z jednej strony przypadek /lub wola Boża, powiedzą inni/, z drugiej wolna wola moja i pole do działania. Gdzie jest granica?

Urodziłem się w takiej a nie innej rodzinie i nie miałem na to wpływu - ale później, gdy zyskuję świadomość zaczynam mieć wpływ.

  
                               Źródło - pixabay.com