Dlaczego
rozpisałem się o zdrowiu?
Uważam,
że w pierwszym roku niepicia główną przeszkodą, nie tylko u
mnie, jest problem zdrowienia psycho-fizycznego. Chociaż u różnych
osób różnie początek trzeźwienia wygląda. U mnie barierą może
ważniejszą był brak środków czyli pieniędzy i mieszkanie. Osoby
uzależnione gdy na zajęciach lu mitingach jest mowa wartościach to
na pierwszych miejscach wymieniają zdrowie, miłość itp. Ogólnie
się zgadzam, lecz bez pieniędzy trudno się leczyć. Do lekarza
trzeba czasami dojechać, trzeba wykupić lekarstwa. O swoich
przygodach z leczeniem opowiadałem poprzednio. Jak już np.
znalazłem bezpłatne spanie to jednak musiałem pożyczyć pieniądze
na bilety, żeby do niego dojechać. Pieniądze dają podstawowe
poczucie bezpieczeństwa /trójkąt Maslova/.
Niektórzy
ludzie po wypiciu alkoholu miewają tzw. kaca, nie jest to dobre, to
już jakieś ostrzeżenie. Rasowi alkoholicy miewają natomiast cęsto
objawy zatrucia alkoholowego, objawy odstawienia. Objawy odstawienia
miewają też jednak nałogowi hazardziści, gracze, seksoholicy,
lekomani.
U
osób uzależnionych od alkoholu na początku abstynencji występuje zazwyczaj tzw. – alkoholowy zespół abstynencyjny w skrócie
AZA, w ICD-10 ma symbol F10.3. Jest on szeroko opisany np. przez
prof. dr hab. Marcina Wojnara – Alkoholowy zespółabstynencyjny i psychozy alkoholowe rozpoznawanie i postępowanie.
1
– 14 dni – odstawienia.
15
– 45 dni – miodowego miesiąca.
46
– 135 dni – muru.
136
– 365 dni – przystosowania.
Takie
wyszczególnienie wyszczególnienie okresów jest oczywiście umowne.
Wszystko – długość i intensywność, zależy od wielu czynników
–
- długość ciągu;
- ilość spożytego alkoholu;
- dodatki np. dopalacze;
- uszkodzenia ciała np. pobicie;
- kondycji psychofizycznej;
- sposobu picia – do oporu lub lekki rausz – dawniej zwany sposobem angielskim, ale po pobycie w Anglii zweryfikowałem u siebie ten pogląd.
Inną
grupę stanowią czynniki psychiczno-społeczno-rodzinne;
- straty materialne – pieniądze;
- też materialne, zniszczenia – mieszkania, auta, zastawienie telefonu;
- odrzucenie prze rodzinę;
- utrata pracy lub konflikt szefem;
- sprawy karne – przemoc domowa – jazda pijanemu;
- żal po stracie, poczucie winy, wyrzuty sumienia;
- która to próba powrotu to trzeźwego trybu życia;
- i wreszcie – przypadek, który mnie szczególnie interesuje – budowa nowego życia po powrocie do picia po długiej np. dłuższej niż dziesięcioletnia abstynencja.
Są
cechy wspólne, są i specyficzne cechy wymienionych trudności. Ja
skupię się głównie na swoim przypadku.
Jeżeli
weźmiemy pod uwagę wymienione fazy to słusznym wydaje się
proponowanie niektórym alkoholikom pobytu w hostelu dla osób
uzależnionych, gdzie przez pewien czas przebywają w środowisku chronionym.
Kolega który był na jeździe na Słowacji przekazał nam że w
rozmowie z nim słynny doktor nauk medycznych, specjalista psychiatra
Bohdan Tadeusz Woronowicz stwierdził, że nie zgadza się z pomysłem
pobytu alkoholików w hostelach.
Sądzę,
że taka opinia wynika niskiej efektywności niektórych hosteli, to
znaczy stosunkowo mało osób po takim pobycie zachowuje abstynencje
przez dłuższy czas. Uważam, że to z kolei wynika z nie najlepiej
zbudowanego programu pobytu. Paradoksalnie przedłużanie nadmierne
pobytu nie służy wg mnie zdrowieniu.
Osoba
uzależniona mało doświadczona w życiu z abstynencją wyobraża
sobie, że jak przestanie brać, pić, grać, złościć się,
palić/?!?/ po odtruciu będzie już wszystko cacy. Czasami
tak bywa następuje faza miodowego miesiąca. W pracy się
układa, rodzina w siódmym niebie, komornik poszedł na układ.
Nieczęsto się zdarza, ze trwa to długo. Jeśli nawet w sferze
przyziemnej wszystko się układa to psychice zaczyna czegoś
brakuje. Nałóg coś dawał, po coś piłem, kiedy przestałem
powstała dziura – trzeba ja czymś zatkać. Zacząłem o tym pisać
w wątku PO CO?. To jest temat na osobny artykuł.
Ostatnio
pisałem o swoich kłopotach zdrowotnych. Można sztucznie /?/
podzielić na te pochodzenia cielesnego /np. poziom serotoniny/ i
psychicznego czy duchowego.
Jeżeli
ktoś chce się dowiedzieć dowiedzieć jak fachowo nazywają się
jego przekonania odnośnie tego podziału to polecam psychotest –
wydanie specjalne nr 1 z 25.04.2018 Tygodnika Powszechnego,
Wszystko co wiemy str. 84.
eraz
dalej jednak nie wiadomo, czy kłopoty typu bardziej somatycznego
wynikły z:
- ostatniego ostatniego okresu picia i trybu życia z tym związanego;
- poprzedniego okresu picia z picia 40-30 lat temu;
- z zaniedbań w okresie długiej abstynencji – niedoleczone pewne dolegliwości, kawa i papieros na śniadanie, brak ruchu, czasami niepotrzebny stres /piszę o tym ostatnim w poście „Straty” z niepicia.
- numeru PESEL.
Sądzę,
że wszystko po trochę wpłynęło na moje zdrowie.
Poza
tym jestem przekonany –
pod
wpływem moich destrukcyjnych działań
wyzwoliły się poczucie winy, żal po stracie, wyrzuty sumienia w
dużym stopniu zapewne podświadome i niestety znowu – niedobór
działań zapobiegawczych co z kolei
wywołało depresję egzogenną nasilone – objawy somatyczne
i psychiczne szpital /całe
szczęście – w tym miejscu może u niektórych prawdopodobne
zapicie, samobójstwo lub bardzo cieka i długotrwała choroba
psychiczna lub somatyczna, ale jak u nikogo, nie straszę...
Bardzo
ważna w tym momencie jest świadomość, że wiele tych
dolegliwości w tym okresie /ok. jednego rok/ ma mniejszy lub większy
związek nadużywaniem alkoholu w przeszłości bliższej lub
dalszej, co według mnie nie jest jednoznaczne z sytuacją
nawrotową. Czym w ogóle jest nawrót bez zapicia? Nie znam
definicji, chyba,że wystarczy zdefiniowanie go za pomocą objawów,
ale czy wtedy będzie różnił się od innego rodzaju kryzysu w
życiu?
Ta
świadomość, że wiele z moich kłopotów zdrowotnych, choć nie
wszystkie, wynika z picia trochę uspokaja moje hipochondryczne
wątpliwości.
Trochę
przykładów –
Na
początku pierwszego długiego okresu miałem przez ok. rok ataki
polegające na że nagle serce zaczynało bić po stosunkowo krótkim
czasie uspokajało się. Gdy byłem na zjeździe ruchu AA we
Wrocławiu przebadałem si e w klinice kardiologicznej, gdzie
pracowała moja ciotka jako lekarz. Wszystko było w porządku,
przepisała tabletki do doraźnego stosowania.
Na
początku obecnej drugiej ostatniej, do końca życia /?!/
abstynencji miałem obawy, czy oswoję się z uczuciem wstydu.
Zasłużony działacz trzeźwościowy, pomagacz, pracownik pomocy
społecznej – asystent rodziny zapił i to w tak destrukcyjny.
Pomimo moich obaw stosunkowo łatwo poradziłem sobie ze wstydem.
Brzydkie to pocieszenie, ale ja nie pierwszy zasłużony i długoletni
zapiłem. Piszę o tym na stronie Tadeusz – pomagacz zzamiłowania. Dużo pomogły mi rozmowy terapeutą
Pawłem. Dałem się przekonać, że nie jestem Bogiem, mam prawo do
błędów w różnych sytuacjach życiowych. Czasami brak mi pokory.
Warto rozwinąć ten temat.
Napisałem,
zdanie po przeczytaniu którego niektórym, a może większości
trzeźwiejących alkoholików skoczy gul –
ostatnia abstynencja , do końca życia. Jest taka moda że
zdecydowana większość trzeźwiejących osób zastrzega się, że
dzisiaj nie piję /program 24 godzin/, tym tygodniu, miesiącu, jak
Bozia da. Mi ponieważ jestem odmieńcem pomaga co innego, ale
o tym w następnym spotkaniu.
Jak
zwykle rozgadałem się, z nie dość, że miałem skończyć ten
temat to jeszcze panowałem następny krótko poruszyć. Ale już jak
wspominałem za bardzo nie przejmuję się ostatnio planami. Kierunek
mojego projektu jest według mnie na dzisiejszy dzień dobry!
A
jeśli chodzi o moje rozgadywanie to chyba jednak tak mam i nie
powinienem się tym przejmować. Niektórych może to denerwować
innym się podobać, nie dogodzę i tak.
Kiedyś
w latach siedemdziesiątych, kiedy w Polsce obowiązywał, przypomnę
młodym socjalizm we wspaniałej audycji radiowej Trójki –
Sześćdziesiąt minut na godzinę, chyba /nie jestem pewien
czy on i czy w tej audycji/ nieoceniany Jan Kaczmarek mówił mniej więcej taki tekst:
- Kiedy jeżdżę z występami po Polsce nocuje w hotelach. Przeważnie w każdym hotelu jest radio i przeważnie zepsute, widocznie tak musi być, norma i nie ma się czym przejmować.
Łatwo spaść...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz