Strony

▼

poniedziałek, 7 lutego 2022

I znowu

 


Opiszę historię mojego ostatniego upadku.
Nie wiem na ile to ma sens - trochę dla samego siebie żeby pamiętać, choć należałoby zapomnieć żyć tu i teraz. Trochę  dla innych, może to być ostrzeżeniem.

Muszę wyjaśnić,  że piszę ten post na telefonie, stąd mogą być pewne niedoskonałości, ale straciłem laptopa - jeden gospodarzy go zabrał w ramach szkód których tam wiele akurat nie było wiele  zachlapana ściana trochę w innych miejscach były poważniejsze
Chciał 300 zł wartego 100 nie miałem miałem I uważałen że nie warto - było zgłosić na policję.

Tym razem upadek przekroczył wszelkie granice w wyniku tego. Jestem na psychiatrii leki nie pomagają - mam strasznego doła po tym wszystkim - jak nigdy przedtem. 

Psychicznie jest strasznie - telepie mnie znerwów, cały czas mi zimno inni w koszulkach a ja 2 bluzy i nic, właśnie teraz gdy piszę  ten post na stołówce.
Żołądek nawala, w kościach łamie, brak apetytu, źle śpię, sikam co 15 minut. 

A przez  przez wiele lat byłem porządnym człowiekiem - mężem, ojcem i chyba w sumie niezłym pracownikiem.
Urządziłem się strasznie. Straciłem prawie wszystko, no może zdrowia jeszcze trochę zostało ale niewiele, a los dał mi szansę. Mogłem wynająć pokój, znaleźć pracę  i żyć prawie normalnie.

Było kiedyś dobrze ale tego nie doceniałem i ostatnio byłem już na prostej.

Wiem przepuściłem kupę ķasy - nie wszystko poszło na wódkę nawet mniej. 
Ale dużo poszło na hostele 80 zł. doba, czasem hotel, taxi itp.

A zaczęło się tak - dostałem duże wyrównanie renty. Miałem pracę, stancję.
I znowu ciąg nie wróciłem już do pracy i znowu odwyk.
Potem schemat -
- hostel trochę trochę szukałem mieszkania,  głównie piłem - nie było też dużego wyboru, wszędzie chcieli albo młodych, albo kobiety, albo drogo.
A potem znowu
- ciąg
- szpital
- hostel żeby szukać mi
ciąg i tak do dzisiaj.
Pieniądze się skończyły - mogę wrócić na stancję ale za 730 zł nie dam rady przeżyć bez drobnej pomocy póki nie znajdę pracy a jest szansa.

Tzw. w chorobie alkoholowej System Iluzji i Zaprzeczeń spowodował, że ja sobie mówiłem tylko dzisiaj się napiję bo mam depresję I kaca, a o jutra nie, a rano znowu  do sklepu i tak wkółko.

A wogóle zaczęło się wszystko parę lat.
Pisałem o tym już na stronie -
Tadeusz – pomagacz z zamiłowania.
i w wątku -
Znowu początek.

Przypomonę pokrótce.
Tak wogóle zaczęło się to wszystko parę lat temu po ok. 27 latach abstynencji w moim rodzinnym mieście.
Ciśnienie mi spadało często i brałem cardiamid z kofeiną ale przestali produkować i zacząłem brać cardiol C nie zwróciłem uwagi, że ma on 72% alkoholu. 
Póki brałem tyle ile zalecają było OK, ale ja wbrew temu co sam nauczałem, że nie można, że alkoholik nie może używać substancji z alkoholem, zacząłem go brać coraz więcej tak że faktycznie byłem pod wpływem i znowu System Iluzji i Zaprzeczeń spowodował, że ja sobie wyobrażałem, że biorę tylko leki. Także nieuznanie bezsilności wobec alkoholu - pierwszy krok z 12 Anonimowych Alkoholików I przykazanie terapeutyczne.

 Motywowałem i uczyłem innych, pracowałem trochę jako pomagacz-terapeuta a sam sobie nie pomogłem.

Tak się przyzwyczaiłem do tych kropelek, że jak próbowałem pić wódkę to mi nie szła. Przyjaciele, terapeuci i osoby z otoczenia zwracali mi uwagę, ale ja pomimo swojej uczoności używałem je dalej. Myślę, że niektóre decyzję podejmowałem pod wpływem alkoholu - nie wszystkie były złe ale były i dobre.

Mieszkaliśmy w małym mieście w rodzinnym domu ale wymagał on ogromnych nakładów na remont miał prawie 80 lat. Poza tym Żona pracowała w dużym mieście 50 km oddalonym od naszego miasta, Córką podjęła też tam studia i obie nie wiązały przyszłości z naszym rodzinnym miastem.


Potem sprzedaliśmy dom i przenieśliśmy do  dużego miasta. Podjąłem pracę w szkole, przez rok pracowałem bo taka była umowa,  ale po południu piłem 2 - 4 buteleczki dziennie. 

Jak skończyła się praca w szkole piłem dalej przeszedłem w końcu na wódkę.
Zamiast szukać pracy siedziałem i nic nie robiłem tylko piłem miałem jeszcze pieniądze ze sprzedaży domu. Trochę remontowałem stare mieszkanie, które mieliśmy kupić i nowe mieszkanie, które kupiliśmy.

Nabrałem pożyczek jak skończyły się i mam chyba ponad 60 tys. Jak miałem pieniądze mogłem zrobić upadłość konsumencką.

Byłem w międzyczasie na odwyku w Dużym Mieście, ale po 2 tygodniach mnie wywalili niby za brak motywacji 

Potem byłem pierwszy raz na odwyku w Małym Miasteczku dość daleko, wróciłem i dalej piłem.


W końcu Źona miała dosyć I przeniosła się do starego mieszkania.
Potem pojechałem do Niemiec do pracy ale po tygodniu mnie wygonili. 

Wróciłem już do starego mieszkania i siedziałem szukałem pracy ale guzik z tego wyszło. 
Żona zmotywowała mnie znowu do pójścia na odwyk .
Po odwyku nie chciała mnie trzymać - pojechałem do hostelu dla pod Kielcami. 

Byłem tam niecały rok. Nie mogłem dłużej. 

Wróciłem do Dużego Miasta, zamieszkałem w schronisku i szybko znalazłem pracę.
Żonapomogła mi w znalezieniu mieszkania i pomagała. Chodziliśmy na tańce, spacery i było już dobrze. Niestety po miesiącu wpadłem w ciąg i wszystko runęło. 

Potem  schemat się powtarzał - 
schronisko
praca
ciąg
odwyk
schronisko
Itd.
Ciągle do tego picia wracałem.

A było tak dobrze - 
Żyliśmy z Źoną I Córką w sumie fajnie,  popełnialiśmy oczywiście błędy. 

Naprzód biznes się posypał ale znalazłem pracę w oknach. Gdy się skończyła pracowałem u Szwagra dopóki mnie wyrzucił. Załamałem się wtedy strasznie - depresja terapia i psychiatra.
Ale piciu nawet nie pomyślałem nawet przez chwilę.

Potem jak zajmowałem się giełdą   przeszło mi.
Jednak wszystko się posypało. 
Bez mojej pracy nie stać było na mieszkanie. Wróciliśmy do rodzinnego miasteczka. 

Potem byłem trochę w Belgii - wróciłem I pracowałem jako asystent rodziny, żeby było śmieszniej pracowałem z rodzinami, w których był problem alkoholowy.


Żona mieszkała w Lublinie naprzód u Teściowej, a potem mieszkaniu które mieliśmy kupić.

Zajmowałem się dużo córką, zabawy, wycieczki, pomoc w nauce, podpowiedziałem jej naukę hiszpańskiego,

Byliśmy  na Węgrzech i Bułgarii.
W sumie było fajne życie chociaż czasami narzekałem.
Córką jak zdała maturę i dostała się na studia filologię hiszpańską, pojechaliśmy w czasie wakacji naszym ceicento do Anglii, dotarliśmy aż  do Liverpoolu, pracowaliśmy trochę tam, ale o tym innym razem.

I wszystko poszło w diabły.

Myślę teraz cały czas na poważnie o samobójstwie - użalam się, gadam głupoty  ale z drugiej strony chcę jeszcze pożyć.

Czy da się z tym coś zrobić? - o tym w następnym  poście.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz