Strony

▼

sobota, 21 stycznia 2023

Nerwy.

 


Tak sobie płynę od paru lat, niby świadomie,  a może nie?


No i wylądowałem w szpitalu psychiatrycznym. Nie wiem jak to się stało, a w zasadzie wiem.
Od czasu kiedy wyszedłem we wrześniu ze szpitala i zamieszkałem w schronisku było coraz gorzej.
Nie bardzo chcieli przyjąć, ale przyjęli na gorszy oddział. Szkoda bo wszystko przepadło - ale nie było wyjścia, telepało mnie gorzej niż po wódce. Chyba stresu się nazbierało, a teraz puściło.

Ale dalej do nie rozumiem dlaczego tak się stało, że trafiłem na psychiatrię - chyba widać do czego przewlekły stres może doprowadzić.

Byłem na zakaźnym - jakaś grypa, zapalenie płuc, bóle w plecach silne, wykryli przewlekłe zapalenie trusztki. Jak poleżalem ok. tydzień to przeszło, ale ogarnęła mnie niemoc nie wiadomo skąd i nie mogłem chodzić wprost jak przy silnym epizocie depresyjnym. Poprosiłem o skierowanie na psychiatrię, bo nie miałem siły wrócić do schroniska i mnie z bólem przyjęli.

Teraz przez picia w ostatnich latach straciłem dużo, prawie wszystko.
Tym razem w psychiatryku nie po alkoholu. Raz już byłem na trzeźwo w psychiatryku w Morawicy pod Kielcami, wtedy nie piłem prawie rok. Nie mogłem się poruszać coś mnie ściskało, przeszło mi bardzo szybko, fajnie tam było. Może to wszystko zespół abstynencyjny, jak twierdzi moja pani Dr?

Poprzedniej zimy też to miałem, bo przetupałem całe wyrównanie renty, kilkanaście tysięcy. Nie wszystko poszło na picie. Wynajmowałem hostele 80 100 zł za noc, żeby szukać stancji, ale przeważnie piłem zamiast szukać i lądowałem na odtruciu i tak w kółko. Po ponad 3 miesiącach jakoś przeszło  tak po covidzie, przenieśli mnie na somatyczny, tak było fajnie. Dostałem 13 rentę, wróciłem na starą stancję, szybko znalazłem fajną pracę. Czułem się bardzo dobrze, ale nagle źle się poczułem i zacząłem się leczyć alkoholem, co jak wiadomo nie dla mnie. Raz drugi się udało bez konsekwencji a potem za którymś razem ostry ciąg.
I tego nie mogę sobie w ogóle darować, nie umiem z tym żyć.

Mogłem wziąć za styczeń ok 2600 pensji plus renta - a tak wszystko przepadło załamać się tylko i zabić - a ile mogłem wziąć od czerwca szkoda mówić...
Picie już teraz doprowadziło mnie na dno i nie wiem, czy z tego wyjdę. Trzeba chyba odpowiedniego otoczenia, ale gdzie takie znaleźć.

Nie ma po co żyć. Nie przypuszczałem, że mnie tak weźmie - ale było to do przewidzenia, od września, kiedy przyszedłem do schroniska było źle. Źle spałem, nerwy mnie nosiły - poczucie winy, żal po stracie i głupotach moich.

W ogóle źle znoszę pobyt i atmosferę w schroniskach, a przecież byłem parę razy i było jako tako.

Tylko pobyt w moim też domu lub na stancji mógłby mnie uratować - ale wiem, że to nierealne, a tak to nie wiem, Żona nie chce kontaktu i nie chce abym zamieszkał w moim też domu. Nie wiem, czy mnie zechcą znowu przyjąć w schronisku, oni chorych nie lubią.

Było mi naprzód wyzdrowieć, bo czułem się chory od dawna, a potem szukać pracy, jak niektórzy radzili. Trzeba było jeździć na tę terapię w Ex CORDIS to taka terapia dochodząca, są psychoterapeuci i psychiatrzy, ale naprawdę nie miałem siły rano wstawać o 6 - naprawdę to dla mnie duży problem w tym stanie.

W depresji jak to przy depresji, rano jestem nieprzytomny, w południe jako tako, a wieczorem przeważnie całkiem dobrze. Teraz jeszcze sikam co 15 minut, pampers nie wyrabia, odczuwam niepokój, śpię do obiadu jakbym chciał uciec w sen tylko usnąć nie mogę, sny mam ciekawe, barwne i takie jakbym był na realu, przeważnie Żona i Córką.
W gębie jak w d...ie, język piecze, smaku nie czuję tak mam przy nerwach.

Nie wiem co dalej robić. Tu mi raczej nie pomogą, nie ma żadnej terapii tylko leki i 5 minut rozmowy z lekarzem i to nie codziennie. Atmosfera na oddziale taka sobie. Trzeba pilnować wszystkiego bo zginąć - odpukać może, na 6 oddziale są szafki zamykane.
Może było pójść na odwyk po szpitalu, tam chociaż porozmawiają, a tu nie ma z kim. W Lublinie na odwyk w tym staniie raczej by mnie nie chcieli, prędzej w Hrubieszowie, ale tam teraz mało terapeutów i problem logistyczny - odebranie renty, zakup pampersów. Że zniżką mogę kupować na to skierowanie tylko w jednym sklepie w Lublinie.

Rozmawiałem codziennie z Kolegą, jak to On nazywał mnie najlepszym przyjacielem, ale się obraził nie wiadomo o co. Powiedziałem tylko że nie te pampersy przywiózł, a on zaraz oddał pieniądze i stwierdził, że relacje że mną go denerwują, a chodziliśmy razem na mitingi, sam nie bardzo chciał itp. i było OK. On tak ma, w sumie uzależniony od leków i alkoholu szczególnie piwa, a pożądnej terapii nie miał.
Jak we wtorek pomógł mi się dostać do szpitala obiecał pomagać, odwiedzać codziennie. Cieszyliśmy się, że na 5 oddziale, bo na 6 ojciec, który opłaca mu stancję i utrzymuje zabronił mu chodzić.

A jeszcze kończy mi się w lutym orzeczenie o niepełnosprawności - trzeba złożyć kwity.
Inny kolega trochę pomógł, ale on ciągle nie ma czasu, mało kupił do jedzenia choć mam jeszcze pieniądze,a tu kolacje marne i głodny wieczorem,  a nie ma mi kto kupić. Ten niby przyjaciel, co się obraził mi pomagał, a teraz nie ma kto i będę chodził głodny, bo kolacje marne. Żona żadnego kontaktu nie chce. Nie ma kto co kupić, na 6 oddziale z terapii kupowały choć drogo bardzo w sklepiku koło szpitala. Może inny Kolega mi pomoże.

Zasiłku chorobowego nie dostanę - trzeba chyba 30 dni odpracować, a mam umowę tylko na styczeń, na Tzech Króli miałem iść do pracy na dyżur, ale mi się mocno pogorszyło, karetka zabrała mnie do szpitala.

Nie mam żadnego pomysłu na dalsze, jeśli się nie napiję i skończę ze sobą życie. Nie wiem co robić, czuję się strasznie


1 komentarz:

  1. Trzymaj się. Dasz sobie radę. Wierzę w Ciebie. Nie znasz mnie, ale wiem że jesteś w stanie zwyciężyć!

    OdpowiedzUsuń