Strony

▼

niedziela, 13 lipca 2025

Frankl a uzależnienia.

 Dzisiaj mam zamiar dalej poszukiwać swojego sensu. Opisuję jak zwykle na swoim przykładzie, ale mam nadzieję, że ktoś może z tych wypocin skorzysta, w przypadku pytań proszę o kontakt.

Naprzód jeszcze bieżące sprawy. Byłem we wtorek u pani Neurochirurg utytułowanej mocno, całkiem przyjemna, nie podobało jej się, że śmierdzę papierosami.

No cóż - kręgosłup zdewastowany nie 3 a parę przepuklin, ale jak nic nie boli /tylko rano po wstaniu przez 20 minut w krzyżu/ ale nie ma mowy o operacji, a to jak rokuje - któż to wie. Według pani Dr wady kręgosłupa nie powinny wpływać na moje przewlekłe osłabienie.

Abstynencja bez bólu.



Teraz trzeba do lekarza rehabilitanta to coś zleci, tylko na rehabilitację czeka się bardzo długo, Inteligencja /AI/wyszukała mi odpowiednie ćwiczenia na te przepukliny, powinienem je stosować tylko mi się nie bardzo chce.

Tu w DPSie się boję po ich rehabilitacji to dopiero mnie bolało, może tak miało być?. Myślę, że pływanie byłoby dobre, ale to znowu kasa. Przewlekłe osłabienie jednak nie z kręgosłupa. 

Jak pisałem - albo resztki depresji maskowanej czy nerwica też ukryta, albo - odpukać jakieś choróbsko. Wspominałem już o tym w poprzednim poście.

To że rano mi gorzej, a potem pod wieczór się polepsza wskazywałoby jednak na typowe objawy depresyjne, chociaż i przy innych choobach bywa podobnie.

Tak czy siak zastosuję sobie logoterapię, można ją stosować do różnych zaburzeń, i dla kształtowania w sobie ducha wszystkim może się przydać. 


Napomknę jeszcze raz o tym, że Frankl wedlug mnie powinien być obecny przy terapii uzależnienia od alkoholu, a także przy innych uzależnieniach. Ja gdybym nie widział sensu, CELU to raczej nie zachowałbym abstynencji nie trzeźwiałbym przez tyle lat. Oczywiście czasem ten sens się gubi jak mi teraz, w tej chwili po paru latach powrotu i teraz w czasie powtórnego trzeźwienia szukam go na nowo.

Co prawda przy końcu programu terapii sporządza się tak zwany plan na wyjście tylko przez wielu pisany jest tak na odwal, na kolanie aby tylko żeby zaliczyć.

Ja w ogóle zwróciłbym większą uwagę na wartości, na sferę duchową i to od początku terapii, a nawet wcześniej przy motywowaniu do podjęcia pracy nad sobą. Problem może być taki, że terapeuci uzależnień nie są przygotowani do takich działań o charakterze bliskim założeniom logoterapii. Są później proponowane tzw. terapie pogłębione, nie znam ich programu, ale mi chodzi o to, żeby takie działania zacząć dużo wcześniej w zasadzie od początku.

Dawno miałem styczność z programami terapii uzależnień, więc mogę się mylić, może dziś wygląda to inaczej.

Wiem, że po odwyku, a w zasadzie w zasadzie po tak zwanej części destrukcyjnej niektórzy ludzie wychodzą tak poobijani, że nie mogą długo dojść do siebie - nadmierne wyrzuty sumienia i żal po stracie, często prowadzi to do depresji. Wrażliwsi po wstępnym wytrzeźwieniu, aż za dobrze widzą swoje błędy bez ciągłego wskazywania, przeważnie sami wystarczająco się dołują i ciężko ich z tego dołu wyciągnąć. Potem często tkwią w poczuciu niskiej własnej wartości.

Pamiętam było zebranie w naszym Stowarzyszeniu Abstynenckim. Trzeba było się wypowiedzieć w jakieś kwestii dotyczącej społeczności miasta. Jeden z członkowie trzeźwiejących alkoholików stwierdził coś takiego - 

- Jakie my alkoholicy osoby chore mamy prawo wypowiadać się w takich ważnych kwestiach? 

Z tym wiąże mi się inne jeszcze takie zagadnienia - czy trzeźwego czy też trzeźwiejącego uzależnionego można uważać za osobę zdrową? Przyjmuje się, że jak ma 5 lat abstynencji to można uważać go za osobę zdrową. Oczywiście ta granica jest ustalona do celów statystycznych np. utrata kontroli zostaje do końca życia. Jednak na podstawie obserwacji siebie jak i koleżanek, i kolegów sądzę, że coś w tym jest. O pojęciu zdrowia będę jeszcze pisał.

Jeśli nie kręgosłup to przewlekłe osłabienie może mieć źródło w ukrytej depresji czy nerwicy lub - odpukać jakieś choróbsko. Moja pani Psycholog twardo twierdzi, że przyczyna tkwi w braku witamin, minerałów, ruchu, paleniu fajek i w peselu. Ja natomiast uważam, że to owszem, ale tylko w jakiejś części, z doświadczenia czuję, że jest to inne zmęczenie niż normalne.

Czyli wobec braku dostępu do psychoterapii biorę się za autoterapię. 

Myślę - może być tak że gdzieś w środku, w podświadomości mogą tkwić ukryte, nieujawnione, nieprzepracowane żale czy pretensje do LOSU czy Boga. Na choroby mam jakiś wpływ, ale bardzo mały. Na poziomie świadomym niby pogodziłem się z wieloma rzeczami, ale gdzieś tam głęboko mogło coś jeszcze zostać. 

Są u mnie trudne tematy - 

- wieloletni brak kontaktu z Żoną, którą ciągle kocham i Córką, wiadomo, że tęsknię i kocham, jest to bardzo przykre, wracam wspomnieniami do dobrych czasów;

- i w ogóle brak pokrewnej duszy, brak bliskości i seksu, pomimo, że dalej wielbię Żonę przygotowuję plan awaryjny, zamieszczam i odpowiadam na ogłoszenia, może to nieladnie, ale choć z bólem chcę myśleć i sobie;

- nienormalna sytuacja, dom pomocy pomimo tego, że tu całkiem dobrze to jednak to nie to co być na swoim;

- no i świadomie i nie przejmuję się brakiem wystarczającej ilości pieniędzy, zdarza się, że brak mi na leki, popływałbym to dobre na kręgosłup, czasami kupiłbym sobie czekoladę czy owoce, brak mi laptopa itd.

Poza tym są świadome powody do nerwów - czasami bardzo nasilone objawy pęcherza neurogennego, teraz jakiś pypeć na wewnętrznej wardze nie mogę za bardzo nosić protezy jak robiłem poprzednie pasowały od razu a to już około 10 razy poprawiana.

Jak zwykle rozpisałem się a miałem zacząć autoterapię, uczynię to jednak w następnym poście.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz