Strony

▼

piątek, 20 grudnia 2019

Tragedia i lokatorzy.


Dzisiaj dalszy ciąg opowieści, która myślę oddaje specyfikę naszej rodziny.

Mama miała brata. Skończył studia, co w tym czasie było rzadkością, pracował jako inżynier w nauce czy w przemyśle, ale raczej w przemyśle, mieszkał w drugim końcu Polski. Był bardzo uzależniony od matki, nawet na wakacje jeździł z nią na motorze. Poznał fajną dziewczynę, ale nie spodobała się ona matce ponieważ nosiła okulary. Ten fakt oddaje dobrze charakter mojej Babki, może były też inne powody. 

 

Źródło- pixabay.com
Wujek miał problem – czy słuchać swojej matki, czy siebie. Wybrał co innego. Zjadł pierogi u innej mojej ciotki, która mieszkała w tym samym mieście. Wrócił do siebie i się powiesił. Zakończył pięknie rozpoczęte życie i w wieku chrystusowym 33 lata zrezygnował z niego. Może były jeszcze inne powody. Fakt samobójstwa wujka był długo ukrywany przede mną. Sam znalazłem w dokumentach fotokopię listu pożegnalnego, którą chyba udostępniła milicja, czy prokurator. Babka tłumaczyła to w taki sposób, że uszkodził sobie nogę na nartach i to też go podłamało. Jak patrzę na to wszystko widzę, że jest to bardzo tragiczne i trochę niewytłumaczalne zdarzenie.



W domu mieszkali zawsze jacyś lokatorzy, warto napisać parę słów o nich.

Muszę w tym miejscu coś wyjaśnić. Dom był zbudowany jako parterowy ze skośnym dachem. Miał on szereg załamań, tak że wyglądał trochę jak dworek. Później Dziadkowie przerobili poddasze i wyszły tam dwa pokoje – jeden długi na 7 metrów i drugi mniejszy, który zaciemniono oraz mała kuchnia. W czasie okupacji rodzina mieszkała na tym poddaszu. Parter zajęli Niemcy. Podobno stosunki mimo wojny dobrze się z nimi układały. Mieli dużego psa, ślady pazurów na drzwiach przetrwały. Ogólnie Babka mówiła, że Niemcy pomimo że byli agresorami zachowywali się z kulturą. Gdy kopali okopy pytali się Babki gdzie je kopać żeby nie zniszczyć truskawek. Wyzwoliciele – Rosjanie byli oględnie mówiąc mniej delikatni. Dziwne że tak światły kraj Niemcy, którego obywatele maja wiele osiągnięć w nauce i sztuce, dał się wciągnąć w tak brudne, odrażające rzeczy.
Niestety trochę podobne rzeczy obserwuję teraz w naszym kraju. Na szczęście, odpukać na razie jeszcze dość daleko do totalitaryzmu.

Po wojnie rodzina zamieszkała na parterze. Jeden pokój na parterze oddano Ciotce Krysi i jej Mamie, który służył im za sypialnię, pokój dzienny i kuchnię. Był to jeden z najzimniejszych pokoi w domu. Następny pokój zajmowali naprzód nauczyciel łaciny i chyba matematyki w gimnazjum, potem, czy naprzód nauczyciel przedmiotów zawodowych w technikum pan Ż. mąż mojej wychowawczyni w szkole podstawowej przez cały okres nauki.

Później Babka wpadła na wspaniały pomysł. Przegrodziła pokój na pół. Wyszedł mały pokoik taki ok. 2 na 3 metry kwadratowe, mini korytarzyk i ta łazienka, która była już całkiem najzimniejszym miejscu w domu, od północy bez okna. Dobrzy ludzie radzili, aby łazienkę zrobić w środku domu, gdzie były składzik i spiżarnia. Byłoby w niej cieplej i wygodniej. Jak wspominałem Babka miała jednak przeważnie swoje zdanie. Kąpiele to był rytuał. Był tam naprzód bojler opalany węglem. Trzeba było ogrzać wodę i łazienkę. Odbywało się to raz na tydzień. Pamiętam że Ciotka Krysia oprowadzała mnie do sypialni z głową całkiem zakrytą ręcznikiem. I tak było lepiej niż wcześniej, kiedy to kąpano mnie w balii, mam takie zdjęcie. Potem Babka zainstalowała bojler elektryczny i mały akumulacyjny piecyk elektryczny, który guzik grzał. Przed kąpielą trzeba było dogrzewać tzw. słoneczkiem, był to taki grzejnik z widocznymi spiralami, które często się przepalały.
Ubikacja przed powstaniem łazienki była tylko na dworze, podwójny mini-budyneczek z boku ogrodu i jeszcze jeden trochę z boku, który za moich czasów służył jako skład narzędzi. W zimie i w nocy chodziło się na wiadro lub na nocnik. W lecie korzystanie z wychodka na dworze było nawet przyjemne, mieszkały tam bardzo fajne, ładne pająki krzyżaki.

Po wojnie na poddaszu mieszkały dwie starsze siostry, chyba panny. Jedna nazywała się Grzybowska i pracowała w kiosku RUCHU, który stał przy głównej ulicy. Lubiłem tam przychodzić ponieważ był fajny zapach farby drukarskiej i tytoniu. Gdy umarły, górę dano Ciotce Krysi, a ja zamieszkałem samodzielnie w jej dotychczasowym pokoju. Było to chyba jak byłem w siódmej, czy ósmej klasie. W ósmej już na pewno mieszkałem samodzielnie.

Źródło - pixabay.com


Przy okazji napiszę jeszcze o innych ciekawych lokatorach. Teraz zajmę się wspomnieniami o bliskich.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz