No
i znowu kombinuję jak wrócić do pisania. Na przeszkodzie wszelkiej
aktywności czy to w szukaniu pracy, czy pisaniu, czy spotykaniu się
z ludźmi lub nauce stanęła przewlekła infekcja oskrzeli.
W
tym miejscu opiszę jak to u mnie z tymi oskrzelami jest. Od
kilkunastu lat zapadam co roku lub co dwa lata na trudne do
zwalczenia infekcje układu oddechowego. Dwie, trzy serie
antybiotyków i przechodzi z trudem. Jak wspomniałem w wątku –
Moje dzieje, a
poście – Mama i Morze Czarne od
dziecka miałem skłonność do przeziębień.
W
tym miejscu nawiążę do jednego z objawów choroby alkoholowej
zawartych w definicji Światowej Organizacji Zdrowia w proponowanej X
wersji Klasyfikacji Chorób, Urazów i Przyczyn Zgonów (ICD-10) –
8.
picie alkoholu pomimo wyraźnych szkód (fizycznych psychicznych i
społecznych), o których wiadomo, że mają ścisły związek z
piciem. /za: Woronowicz
Bohdan T.: Alkoholizm jako
choroba. Państwowa
Agencja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych, Warszawa1994, s.
50-51/.
Ta
część definicji bardzo do mnie przemawia i myślę, że dobrze
opisuje też istotę innych uzależnień zarówno od substancji
/narkotyki, tytoń/ jak i zachowań /hazard, złość/.
Ktoś
powie -
– Jak
palę to szkodzę tylko sobie.
– Guzik
prawda. Smród wącha rodzina, tracę pieniądze, społeczeństwo
płaci za leczenie. Choć jeśli chodzi o pieniądze państwo
ponosi co prawda koszty leczenia, ale oszczędza na przykład na
emeryturach ponieważ palacze rzadziej dożywają emerytury. Ma
też zyski z akcyzy.
Odnośnie
mojego palenia to pasuje mi jeszcze jedno określenie –
…jak
mówi przyjaciel ruchu AA dr William Silkworth: „... obsesja
umysłu i alergia ciała”
/Kinney
Jean, Leaton Gwen, Zrozumieć alkohol. Państwowa Agencja
Rozwiązywania Problemów Alkoholowych,Warszawa1996, s. 63/.
Palę
około 45 lat i narzekam na infekcje w płucach i na to, że Żona
miała pretensje do smrodu – trudno to inaczej określić jak
zaburzenia umysłowe.
Ktoś
powie –
- Nic mi nie jest płuca mam zdrowe pomimo tego, że palę wiele lat a Wisława Szymborska kopciła do śmierci a żyła prawie 90 lat.
- Jakiś argument to jest ale po pierwsze jak popatrzeć na palenie z boku to tak czy siak to głupota. Po drugie jak pokazuje krzywa Gaussa obrazująca rozkład tzw. normalny prawdopodobieństwa o której pisałem wcześniej, większość palaczy choruje a przypadek pani Szymborskiej czy Churchilla znajduje się na początku krzywej czyli inaczej mówiąc takich przypadków jest stosunkowo mało.
Tym
razem zaczęło się listopad-grudzień w szpitalu psychiatrycznym, o
czym wspominałem – Niepewna przyszłość – dziennik 12.12.2019.
Jak zwykle pani Doktor w psychiatryku nie chciała dać od razu antybiotyku ponieważ
teraz taka moda, że się ich unika. Ogólnie zapewne takie, u
przeciętnego człowieka przechodzi po polopirynce ale u mnie, a wiem
to z wieloletniego doświadczenia, wygląda to trochę inaczej. Na
wolności
nie czekam na rozwój wydarzeń tylko ordynuję sobie zaraz
antybiotyk. Jak wyszedłem ze szpitala z miejsca poszedłem do
lekarza rodzinnego, który potem skierował mnie do pulmonologa,
ponieważ nie miał już pomysłu a nie przechodziło. W sumie
styczeń-luty wziąłem około sześciu antybiotyków. W końcu
pulmonolog skierował mnie do szpitala. Wahałem się czy iść
ponieważ ponad tydzień temu zacząłem czuć się dobrze normalnie
chociaż jeszcze kaszlę do dzisiaj i temperatura lekko skacze.
Przez
te dwa miesiące czułem się fatalnie, byłem jakby na kacu albo
przy grypie, ale jak to zwykle u mnie temperatura była najwyżej
37,3, taką mam wadę, ze nie gorączkuję, czasami do tego były
takie nawroty depresyjne i chyba wrzód trochę się odnowił.
Przykre było to, że wiele osób nie rozumiało mojej choroby,
ponieważ z boku wyglądało to tak jakbym się pieścił ze sobą a
ja zdychałem – rano wstać nie mogłem, brak apetytu, słaby jak
mucha.
Zdecydowałem
się jednak pójść do szpitala chorób płucnych w którym obecnie
jestem. Pomyślałem trochę za namową lekarzy, że jak nie pójdę
to lekarze powiedzą, że nie chcę się leczyć i się obrażą.
Na
razie stwierdzono, że jeszcze jakaś drobna infekcja jest, coś
trochę jeszcze słychać w płucach. Zalecono plwocinę do badania,
jak coś urośnie to dadzą antybiotyk i wypiszą chyba w środę,
jak nie to pani Doktor proponuje że też wypiszą i będę czekać
na możliwość zrobienia bronchoskopii. Strasznie tego nie chcę,
miałem to kiedyś, badanie bezbolesne, ale bardzo nieprzyjemne. Jak
mi robili w innym szpitalu to dali jakiegoś głupiego Jasia i
nie bardzo wiedziałem co się ze mną dzieje. W ogóle mam dosyć
tych badań, rury wsadzali mi już wszędzie jeszcze do – żołądka,
penisa, jelita grubego.
Tak
że na razie siedzę w szpitalu i czekam na rozwój wydarzeń trochę
denerwując się.
Wysyłam oferty w poszukiwaniu pracy, ale nie wiem
jak, na kiedy się z kimś umawiać ze względu na tę niepewna
sytuację. Poza tym próbuję dalej pisać posty na bloga chociaż
trudno mi się zmobilizować do pracy. Ściągam muzykę, żeby mieć
co słuchać w telefonie. Mam co prawda YouTube bez limitu, ale w
trasie jak odtwarzam utwory z obrazem to bateria szybko siada.
Pobrałem też parę filmów. Jak kiedyś pisałem dobrze abym trochę
wyluzował – obejrzał fajny film, pograł trochę, pogadał z
ludźmi a nie ciągle szukanie pracy, nauka języka /zaniedbana/ –
trochę HALTu słowem. W następnych postach mam zamiar wrócić do
teorii choroby i poszukiwania SENSU, szczególnie w cierpieniu, jak
proponuje Frankl, a ja tego kompletnie nie rozumiem.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz