Strony

▼

niedziela, 8 marca 2020

Szpital - dziennik 08.03.2020


No i znowu kombinuję jak wrócić do pisania. Na przeszkodzie wszelkiej aktywności czy to w szukaniu pracy, czy pisaniu, czy spotykaniu się z ludźmi lub nauce stanęła przewlekła infekcja oskrzeli.



W tym miejscu opiszę jak to u mnie z tymi oskrzelami jest. Od kilkunastu lat zapadam co roku lub co dwa lata na trudne do zwalczenia infekcje układu oddechowego. Dwie, trzy serie antybiotyków i przechodzi z trudem. Jak wspomniałem w wątku – Moje dzieje, a poście – Mama i Morze Czarne  od dziecka miałem skłonność do przeziębień.








W tym miejscu nawiążę do jednego z objawów choroby alkoholowej zawartych w definicji Światowej Organizacji Zdrowia w proponowanej X wersji Klasyfikacji Chorób, Urazów i Przyczyn Zgonów (ICD-10) –

8. picie alkoholu pomimo wyraźnych szkód (fizycznych psychicznych i społecznych), o których wiadomo, że mają ścisły związek z piciem. /za: Woronowicz Bohdan T.: Alkoholizm jako choroba. Państwowa Agencja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych, Warszawa1994, s. 50-51/.



Ta część definicji bardzo do mnie przemawia i myślę, że dobrze opisuje też istotę innych uzależnień zarówno od substancji /narkotyki, tytoń/ jak i zachowań /hazard, złość/.

Ktoś powie -
   
– Jak palę to szkodzę tylko sobie.

– Guzik prawda. Smród wącha rodzina, tracę pieniądze, społeczeństwo płaci za leczenie. Choć jeśli chodzi o pieniądze państwo ponosi co prawda koszty leczenia, ale oszczędza na przykład na emeryturach ponieważ palacze rzadziej dożywają emerytury. Ma też zyski z akcyzy.


Odnośnie mojego palenia to pasuje mi jeszcze jedno określenie –

…jak mówi przyjaciel ruchu AA dr William Silkworth: „... obsesja umysłu i alergia ciała”

/Kinney Jean, Leaton Gwen, Zrozumieć alkohol. Państwowa Agencja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych,Warszawa1996, s. 63/.



Palę około 45 lat i narzekam na infekcje w płucach i na to, że Żona miała pretensje do smrodu – trudno to inaczej określić jak zaburzenia umysłowe.

Ktoś powie –

  • Nic mi nie jest płuca mam zdrowe pomimo tego, że palę wiele lat a Wisława Szymborska kopciła do śmierci a żyła prawie 90 lat.
  • Jakiś argument to jest ale po pierwsze jak popatrzeć na palenie z boku to tak czy siak to głupota. Po drugie jak pokazuje krzywa Gaussa obrazująca rozkład tzw. normalny prawdopodobieństwa o której pisałem wcześniej, większość palaczy choruje a przypadek pani Szymborskiej czy Churchilla znajduje się na początku krzywej czyli inaczej mówiąc takich przypadków jest stosunkowo mało.



Tym razem zaczęło się listopad-grudzień w szpitalu psychiatrycznym, o czym wspominałem – Niepewna przyszłość – dziennik 12.12.2019. Jak zwykle pani Doktor w psychiatryku nie chciała dać od razu antybiotyku ponieważ teraz taka moda, że się ich unika. Ogólnie zapewne takie, u przeciętnego człowieka przechodzi po polopirynce ale u mnie, a wiem to z wieloletniego doświadczenia, wygląda to trochę inaczej. Na wolnościnie czekam na rozwój wydarzeń tylko ordynuję sobie zaraz antybiotyk. Jak wyszedłem ze szpitala z miejsca poszedłem do lekarza rodzinnego, który potem skierował mnie do pulmonologa, ponieważ nie miał już pomysłu a nie przechodziło. W sumie styczeń-luty wziąłem około sześciu antybiotyków. W końcu pulmonolog skierował mnie do szpitala. Wahałem się czy iść ponieważ ponad tydzień temu zacząłem czuć się dobrze normalnie chociaż jeszcze kaszlę do dzisiaj i temperatura lekko skacze.

Przez te dwa miesiące czułem się fatalnie, byłem jakby na kacu albo przy grypie, ale jak to zwykle u mnie temperatura była najwyżej 37,3, taką mam wadę, ze nie gorączkuję, czasami do tego były takie nawroty depresyjne i chyba wrzód trochę się odnowił. Przykre było to, że wiele osób nie rozumiało mojej choroby, ponieważ z boku wyglądało to tak jakbym się pieścił ze sobą a ja zdychałem – rano wstać nie mogłem, brak apetytu, słaby jak mucha.



Zdecydowałem się jednak pójść do szpitala chorób płucnych w którym obecnie jestem. Pomyślałem trochę za namową lekarzy, że jak nie pójdę to lekarze powiedzą, że nie chcę się leczyć i się obrażą.

Na razie stwierdzono, że jeszcze jakaś drobna infekcja jest, coś trochę jeszcze słychać w płucach. Zalecono plwocinę do badania, jak coś urośnie to dadzą antybiotyk i wypiszą chyba w środę, jak nie to pani Doktor proponuje że też wypiszą i będę czekać na możliwość zrobienia bronchoskopii. Strasznie tego nie chcę, miałem to kiedyś, badanie bezbolesne, ale bardzo nieprzyjemne. Jak mi robili w innym szpitalu to dali jakiegoś głupiego Jasia i nie bardzo wiedziałem co się ze mną dzieje. W ogóle mam dosyć tych badań, rury wsadzali mi już wszędzie jeszcze do – żołądka, penisa, jelita grubego.



Tak że na razie siedzę w szpitalu i czekam na rozwój wydarzeń trochę denerwując się. 


Wysyłam oferty w poszukiwaniu pracy, ale nie wiem jak, na kiedy się z kimś umawiać ze względu na tę niepewna sytuację. Poza tym próbuję dalej pisać posty na bloga chociaż trudno mi się zmobilizować do pracy. Ściągam muzykę, żeby mieć co słuchać w telefonie. Mam co prawda YouTube bez limitu, ale w trasie jak odtwarzam utwory z obrazem to bateria szybko siada. Pobrałem też parę filmów. Jak kiedyś pisałem dobrze abym trochę wyluzował – obejrzał fajny film, pograł trochę, pogadał z ludźmi a nie ciągle szukanie pracy, nauka języka /zaniedbana/ – trochę HALTu słowem. W następnych postach mam zamiar wrócić do teorii choroby i poszukiwania SENSU, szczególnie w cierpieniu, jak proponuje Frankl, a ja tego kompletnie nie rozumiem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz