Strony

▼

piątek, 11 lutego 2022

Dzieciństwo i podstawówka.

 Jak wspominałem namawia mnie moja znajoma, można wręcz powiedzieć chyba przyjaciółka namawia mnie ciągle do napisania książki o moim życiu.  Mój znajomy terarapeuta Dr Sz. też mówi że mój przypadek warty opisu i jak nie ja to on to zrobi.


Pisałem już trochę o moim dzieciństwie teraz trochę szczegółów.

Nasz dom był przy małej uliczce w małym miasteczku. Ulica do pewnego nie miała nawet bruku. W czasie deszczów same błoto. Sąsiad na wiosnę ją poprostu orał, wyrównywa starym Ursusem. Miał on cegielnię z dużym kominem i uchodził za bogatego człowieka do dziś zresztą. Ma on 3 córki, z jedną z nich chodziłem do szkoły.
Wogóle przy ulicy były kiedyś jednorodzinne domki, dzisiaj powstał blok i obok osiedle i oczywiście Biedronka.
Mieszkało w nich paru rówieśników, tak że miałem towarzystwo, miałem się z kim bawić - wyścigi kapslami, rzucanie scyzorykiem, potem Zorro i oczywiście Czterej pancerni i pies. Robiliśmy biwaki, wioski indiańskie w moim ogrodzie, który kiedyś był bardzo duży, potem zabrali część pod budowę bloku.

Za odszkodowanie Babka zmieniła pokrycie dachu z dachówki tzw. marsylki na blaszane wygląd trochę gorszy ale za to przestał przeciekać dach. Wcześniej wcześniej jak był deszcz wszyscy chodziliśmy z wiadrami i miskami na strych i łapali wodę cieknącą z dziur w dachu.
Na ogrodzie rosło dużo drzew i krzewów - śliwki, jabłonie, wiśnie, porzeczki, maliny, agrest i warzywa itp.
Roboty było sporo i na wiosnę i na jesieni. Wszystkich domowników Babka goniła do roboty. Kopanie ziemi, robienie grządek to była praca o tyle trudna, że miała do przesady duże wymagania. Gracowanie ścieżek to moje zajęcie było. Wogóle to nie lubiłem tych zajęć może dlatego że było to po przymusem i wymagania były często przesadne. Ale na jesieni jak się paliło ognisko i piekło kartofle było całkiem fajnie.

Jak wspomniałem miałem paru kolegów, niektóre znajomości przetrwały do dziś. Szczególnie przyjaźń z Arturem, jesteśmy w ciągłym kontakcie. Bawiliśmy się w jego i moim domu, czytali książki Bahdaja, Niziurskiego, komiksy Kapitana Żbika, Tytusa, Romka i Atomka. Wydawali gazetki jedna to Rozrywka druga to Relax chyba, nie pamiętam która była czyja,  ja chyba Rozrywka. Były krzyżówki i nagrody. A propo krzyżówek to Ciotka je lubiła i też z nią rozwizywałem. Mama lubiła krzyżówki z Przekroju dość trudne i podchwytliwe. Stawialiśmy też pasjanse i grali w brydża remi. Też jak przyjeżdżała Ciotka Halka z zachodniego miasta.

Z Arturem graliśmy czasem w piłkę lecz ja w sporcie wogóle byłem słaby. Arturowi podbała się pozycja bramkarza, chciał być jak Perełka z książki Bahdaja "Paragon gola".

Ciężko bardzo pisać na telefonie a poza tym przypominają mi się różne rzeczy Nie zawsze w kolejności chronologicznej.

Babka wynajmowała kawałek ogrodu pod uprawę tytoniu. Jak podrósł był wspaniałym lasem do zabawy, właśnie najczęściej z Arturem. Były też zabawy z monetami - tzw. dmuchanki gdzie dmuchając trzeba było przykryć monetę przeciwnika. Lub rzucało się monetami z góry jak jakąś została przykryta to była jego. To czasami był hazard jak grało się naprawdę a nominały były duże.
Dla zabawy zebraliśmy 100 monet po 1 groszu, wygrywał ten kto zebrał więcej groszy i tak w kółko.

Przypomniałem mi się że z Ciotką bardzo lubiłem bawić się sklep, gry planszowe - chińczyka i taką przedwojenną grę podróż samolotem po Europie.

Artur i koledzy chodzili do jednej szkoły podstawowej, która była niedaleko.  Po drodze był taki zagajnik, w ķtórym paliło się  papierosy. Ja pierwszego zapaliłem w komórce - klubowe, które chyba podciągnąłem Ciotce. Potem paliłem sporadyczne, a w liceum już stale razem z Ciotką też.

W szkole podstawowej już trochę się wyróżniałem. Gdy na pierwszej lekcji Pani poleciła coś narysować ‐ wszyscy narysowali domek, a ja drzewo, starego kasztanowca, który rósł przy drodze do szkoły.
Wogóle w szkole podstawowej byłem raczej dobrym i grzecznym uczniem - tylko WFu nie znosiłem, byłem noga.

Wychowawczyni była ta sama przez cały okres podstawówki p. Żelisko. Była ona dobrą znajomą naszego domu, bywała na imieninach Babki. Trzeba przypomnieć, że Dzidek i Babka byli nauczycielami.

Jak byłem w klasie 8 stworzono nowa
nową klasę D i ja się tam znalazłem. Byli tam różni uczniowie, sporo takich mniej grzecznych i gorzej uczących się. Ja też się opuściłem w nauce i trochę zacząłem rozrabiać, palić więcej papierosów. Jak powiedziałem już nowej wychowawczyni p. Błaszczak że wybieram się do liceum mocno się zdziwiła bo oceny miałem słabe - ale ja się tym nie przejąłem,  byłem dobry z matematyki i fizyki. Bez problemów zdałem do liceum.

W tym czasie zetknąłem się pierwszy raz z alkoholem. Babka robiła wino z naszych porzeczek i częstowała po trochu. Ale pierwszy raz zaszumiało mi w głowie po imieninach u znajomej Mamy, wtedy trochę więcej wypiłem, miałem wtedy pierwszy wytrysk.

Upiłem się pierwszy raz tak solidnie po zakończeniu podstawowej szkoły kolegami chyba to był Fredek i jeszcze ktoś, chyba to był jarzębiak. Miałem pierwszego kaca.

W sumie podstawówka to był fajny okres w moim życiu.











Brak komentarzy:

Prześlij komentarz