Strony

▼

piątek, 27 marca 2020

Dalej diagnozujemy.


Można powiedzieć, że od pewnego czasu panuje pewnego rodzaju moda na alkoholizm lub inne uzależnienia. Tak zwani celebryci aktorzy, piosenkarze i w ogóle osoby publiczne szczególnie ze świata show-biznesu chętnie opowiadają o swoich wadach w tym zakresie, wspominają również o swoich chorobach, czasami uważanych za wstydliwe. Wspominałem już o tym w poście Przewidywanie przyszłości. Czasami może to uchodzić za ekshibicjonizm jednak moim zadaniem to zjawisko przynosi wiele dobrego, ośmiela przeciętnego człowieka, pozwala u łatwiej mówić o swoich niedoskonałościach przez co oswaja się z nimi. Czasami takie opowieści snują się aż do przesady, swego czasu Stanisława Celińska, aktorka opowiadała wszędzie do znudzenia o swoim alkoholizmie.





Rozpowszechniane są przy tej okazji różne testy, mające pomóc w postawieniu sobie diagnozy. Bezkrytyczne stosowanie ich, bez konsultacji ze specjalistą, może czasami przynieść więcej szkody niż pożytku. Na przykład Test Baltimorski może, może trochę namieszać, chociaż może też być wspaniałym narzędziem służącym do zasygnalizowania problemu, może np. podpowiedzieć czy ktoś jest tylko narażony na chorobę alkoholową, a może większość odpowiedzi będzie na tak a wtedy...

Nie będę w tym miejscu szczegółowo wyjaśniał innych objawów uzależnienia od alkoholu, zapraszam na konsultacje. Wspomnę tu tylko jeszcze o utracie kontroli, o wzroście tolerancji wspominałem już wcześniej. Utrata kontroli jest według wielu opinii punktem, w którym zaczyna się uzależnienie, a kończy nadużywanie, chociaż w niektórych rodzajach alkoholizmu ona nie występuje, jeśli weźmiemy na przykład klasyfikację zaproponowaną przez Jellinka. Można w dużym skrócie powiedzieć, że utrata kontroli jest to stan, który charakteryzuje się tym, iż występuje u danej osoby duża trudność, a nawet niemożność raz rozpoczętego picia. Bardzo dobrze oddaje to wielokrotnie przytaczane powiedzenie francuskie – alkoholik przestałby pić gdyby mógł, pijak, gdyby chciał.
Komuś stojącemu z boku problemu może wydawać się to nieprawdopodobne, ale tak rzeczywiście jest, dowodzą tego zarówno badania naukowe jak i doświadczenia alkoholików. Niektórzy alkoholicy, nieraz przez wiele lat próbują nauczyć się kontrolowanie pić, ale nie znamy takiego, któremu to się udało. Pomijam tutaj przypadki, w których prawdopodobnie była błędnie postawiona diagnoza. Wspomnę jeszcze, że od strony medycznej zjawisko próbuje się tłumaczyć nieodwracalną zmianą sposobu przyswajania alkoholu przez organizm, mówimy wtedy o zależności fizycznej, wystąpienie jej było kiedyś konieczne do postawienia diagnozy. Obecnie uznaje się, na przykład rewizja przeprowadzonej 1987 roku wspominanej już klasyfikacji DSM o tym mówi, że istnienie zależności psychicznej jest wystarczające do postawienia diagnozy. Myślę, iż jest to skutek bardziej podmiotowego obecnie podejścia do pacjenta, docenienia znaczenia przeżyć psychicznych, odczuwania, a nie, jak dawniej opieranie się tylko na wskaźnikach fizycznych, bezpośrednio mierzalnych mechaniczną czy elektroniczną aparaturą diagnostyczną.
Oczywiście powstały terapie, które proponują osobom uzależnionym naukę picia kontrolowanego, wspomniałem już krotko o tym w poście Idę dalej i nie chcę się powtarzać, wyrażę tylko moją opinię w języku młodzieżowym o takich pomysłach – ściema. Warto może wrócić do tego zagadnienia, albowiem ciekawią mnie powody dla których osoby uzależnione tak tęsknią do kontrolowanego picia


Wspomnę jeszcze o opisach choroby, które, jak zauważyłem w okresie mojej działalności, bardzo silnie przemawiają do większości osób mających problemy alkoholowe. Są bardzo przydatne na każdym etapie radzenia sobie z problemem.
Jellinek odkrył i opisał po raz pierwszy w 1952 roku schemat pojawiania się oznak alkoholizmu. Opis ten krytykowany jest za to, że jest zafałszowany, ponieważ powstał na podstawie obserwacji podawanych tylko przez samych alkoholików oraz, że podawane w nim cechy są niełatwe do ustalenia przez lekarzy /Kinney Jean, Leaton Gwen, Zrozumieć alkohol. Państwowa Agencja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych,Warszawa1996., s. 69-71 i 74/. Ja jednak myślę, że jeśli chodzi o nasze potrzeby jest to siłą tego opisu, a że lekarze czy psycholodzy mają trudności w ustaleniu tych cech to jest to ich problem. Jellinek /za: Kinney, Leaton 1996, s. 70/ wyodrębnił w procesie uzależnienia od alkoholu cztery fazy.


  Każda z tych faz jest szczegółowo opisana poprzez podanie oznak, które występują w niej po raz pierwszy. Poszczególne fazy przedstawiane są często w postaci graficznej.

Pisałem już o tym wszystkim w poście Etapy, tam też zamieściłem wykres, który obrazuje, zaczynając od lewej strony, proces wchodzenia w uzależnienie, jest podzielony na fazy, natomiast z prawej strony pokazuje etapy radzenia sobie z uzależnieniem, etapy powrotu do normalnego życia, pomimo istnienia przewlekłej choroby. Procesowi wchodzenia przyjrzę się bliżej od strony mechanizmów uzależnień później.

Model zdrowienia w takiej postaci, jako zwierciadlanego odbicia procesu wchodzenia w uzależnienie został pierwszy raz zaproponowany przez Glatta w 1963 roku /Cierpiadłowska Lidia: Alkoholizm. Przyczyny, leczenie, profilaktyka. Uniwersytet Adama Mickiewicza w Poznaniu, Poznań 2001. s. 148/. Dzisiaj podkreślam nie zgodziłbym całkowicie z jego modelem. Jakość życia przeważnie jest lepsza niż przed popadnięciem w nałóg pod warunkiem dbania o proces trzeźwienia

Zdjęcie - Ja.

Można się zastanawiać, czy takie przedstawienie uzależnienia od alkoholu jest dobre czy nie, ale z moich doświadczeń wynika, że wykres ten zwany przez alkoholików betoniarą lub macicą jest bardzo pomocny dla nich jak również dla ich rodzin przy określeniu istoty ich problemów. Często po nawet krótkim przyjrzeniu się jemu stwierdzają: – Jestem w tym miejscu, nie ma wątpliwości. Po wielu latach trzeźwienia, gdy wspominają początki zdrowienia mówią: – Dzięki betoniarze zobaczyłem, kim jestem i jeszcze długo potem odkrywałem coraz to nowe oznaki tam przedstawione. Dzisiaj, gdy na niego popatrzę przypomina mi jak ważna jest dla mnie abstynencja.

Według mnie, nie są najistotniejsze fazy, ważne aby wykres skłonił do zastanowienia się nad swoim piciem. Powiem podobnie, jak mawiała wybitna terapeutka Magdalena Ilnicka podczas szkolenia o nazwie – Program Rozwoju Osobistego w Centrum Edukacji i Psychoedukacji Instytutu Psychologii Zdrowia P.T.P. w Warszawie. Było to 220 godzin treningu intra- i interpersonalnego i terapeutycznego będącego podstawowym przygotowaniem pracy z ludźmi, w których uczestniczyłem w roku 1998, (cytuję z pamięci):

– Albo ktoś chla alkohol i chlanie to szkodzi jemu oraz jego rodzinie, ma tego chlania dosyć albo nie.
Jeśli ktoś stwierdzi, że tak, to proponuję zgłosić się po pomoc.

Mogę śmiało powiedzieć, że udział w tych zajęciach był momentem przełomowym w moim trzeźwieniu. Od tego czasu stałem się prawie zupełnie innym człowiekiem – inaczej czułem i myślałem, ale jest dłuższa opowieść na inny post, gdzie będę szerzej pisał o procesie trzeźwienia.

Ja bardzo wcześnie stwierdziłem, że jestem osobą uzależnioną od alkoholu. Wzrastałem w rodzinie lekarsko-farmaceutycznej, przez co różne zagadnienia związane z medycyną nie były mi obce. Przede wszystkim zauważyłem, że mój sposób picia różni się od tego jak piją koledzy. Było to na pierwszym roku moich pierwszych studiów na politechnice wydziale budowy dróg i mostów. Prawie co tydzień były wyjścia na imprezy dyskoteki, lub też popijanie w domu któregoś z kolegów. Naprzód przeważnie w niedzielę dochodziłem do siebie, chodziłem wtedy często do kina. Później przedłużało się to, oczywiście samo się nie przedłużało, kontynuowałem picie. Często w czasie tygodnia chodziliśmy do swoich kawiarni lub tak zwanych mordowni. Zacząłem opuszczać zajęcia, które trzeba było w pocie czoła odrabiać, przepijałem pieniądze,które dostawałem od Mamy i Babki. Czasami wyjeżdżałem na tydzień do rodzinnego miasta, studiowałem w dużym wojewódzkim, aby kontynuować zabawę, jeśli to tak można w ogóle nazwać. W sumie zacząłem ponosić ewidentne straty. Jak tak cofam się we wspomnieniach to widzę, że te chore picie zacząłem już w liceum.

Wszystko to do pewnego momentu wydawało mi się wesołą zabawą, ale w pewnym momencie zauważyłem, że nie jest to tak całkiem fajnie. W tym czasie natknąłem się na książkę Tadeusz Kulisiewicza Uzależnienie alkoholowe to taka stara pozycja raczej dla fachowców. Po lekturze przekonałem się, że stałem się alkoholikiem. Nie przeszkodziło mi to w żaden sposób w tym aby kontynuować picie jeszcze prawie dziesięć lat z przerwami /podkreśliłem ten fakt, aby pokazać, że droga od diagnozy do zdrowia może być długa/. Gdy już stwierdziłem ten fakt udałem się do pani Doktor w poradni akademickiej, było to chyba już na pierwszym roku. Jak jej powiedziałem, ze prawdopodobnie jestem uzależniony od alkoholu. Pani Doktor wydała mi się mocno zaskoczona, przypomnę, że miałem wtedy 20 lat. Z tego co pamiętam skierowała mnie do pani Doktor Psychiatry. Chodziłem na wizyty, coś mi przepisywała, a ja robiłem swoje. Po pierwszym roku wziąłem urlop dziekański, trochę zawaliłem, a trochę mi się chciało odpocząć. Wtedy po raz pierwszy trafiłem na oddział odwykowy, ale o tym opowiem przy okazji postów o leczeniu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz