Można
powiedzieć, że od pewnego czasu panuje pewnego rodzaju moda na
alkoholizm lub inne
uzależnienia. Tak zwani celebryci aktorzy, piosenkarze i w ogóle
osoby publiczne szczególnie ze świata show-biznesu chętnie
opowiadają o swoich wadach w tym zakresie, wspominają również o
swoich chorobach, czasami uważanych za wstydliwe. Wspominałem już
o tym w poście Przewidywanie przyszłości.
Czasami może to uchodzić za ekshibicjonizm jednak moim zadaniem to
zjawisko przynosi wiele dobrego, ośmiela przeciętnego człowieka,
pozwala u łatwiej mówić o swoich niedoskonałościach przez co
oswaja się z nimi. Czasami takie opowieści snują się aż do
przesady, swego czasu Stanisława Celińska, aktorka opowiadała
wszędzie do znudzenia o swoim alkoholizmie.
Rozpowszechniane
są przy tej okazji różne testy, mające pomóc w postawieniu sobie
diagnozy. Bezkrytyczne stosowanie ich, bez konsultacji ze
specjalistą, może czasami przynieść więcej szkody niż pożytku.
Na przykład Test Baltimorski może, może trochę namieszać, chociaż może też być wspaniałym narzędziem służącym do zasygnalizowania problemu, może np. podpowiedzieć czy ktoś jest tylko narażony na chorobę alkoholową, a może większość odpowiedzi będzie na tak a wtedy...
Nie
będę w tym miejscu szczegółowo wyjaśniał innych objawów
uzależnienia od alkoholu, zapraszam na konsultacje. Wspomnę tu
tylko jeszcze o utracie kontroli, o wzroście tolerancji
wspominałem już wcześniej. Utrata kontroli jest
według wielu opinii punktem, w którym zaczyna się uzależnienie, a
kończy nadużywanie, chociaż w niektórych rodzajach alkoholizmu
ona nie występuje, jeśli weźmiemy na przykład klasyfikację
zaproponowaną przez Jellinka. Można w dużym skrócie powiedzieć,
że utrata kontroli jest to stan, który charakteryzuje się
tym, iż występuje u danej osoby duża trudność, a nawet
niemożność raz rozpoczętego picia. Bardzo dobrze oddaje to
wielokrotnie przytaczane powiedzenie francuskie – alkoholik
przestałby pić gdyby mógł, pijak, gdyby chciał.
Komuś
stojącemu z boku problemu może wydawać się to nieprawdopodobne,
ale tak rzeczywiście jest, dowodzą tego zarówno badania naukowe
jak i doświadczenia alkoholików. Niektórzy alkoholicy, nieraz
przez wiele lat próbują nauczyć się kontrolowanie pić, ale nie
znamy takiego, któremu to się udało. Pomijam tutaj przypadki,
w których prawdopodobnie była błędnie postawiona diagnoza.
Wspomnę jeszcze, że od strony medycznej zjawisko próbuje się
tłumaczyć nieodwracalną zmianą sposobu przyswajania alkoholu
przez organizm, mówimy wtedy o zależności fizycznej, wystąpienie
jej było kiedyś konieczne do postawienia diagnozy. Obecnie uznaje
się, na przykład rewizja przeprowadzonej 1987 roku wspominanej już
klasyfikacji DSM o tym mówi, że istnienie zależności psychicznej
jest wystarczające do postawienia diagnozy. Myślę, iż jest to
skutek bardziej podmiotowego obecnie podejścia do pacjenta,
docenienia znaczenia przeżyć psychicznych, odczuwania, a nie, jak
dawniej opieranie się tylko na wskaźnikach fizycznych, bezpośrednio
mierzalnych mechaniczną czy elektroniczną aparaturą diagnostyczną.
Oczywiście
powstały terapie, które proponują osobom uzależnionym naukę
picia kontrolowanego, wspomniałem
już krotko o tym w poście Idę dalej
i nie chcę się powtarzać, wyrażę tylko moją opinię w języku
młodzieżowym o takich pomysłach – ściema. Warto może wrócić
do tego zagadnienia, albowiem ciekawią mnie powody dla których
osoby uzależnione tak tęsknią do kontrolowanego picia
Wspomnę
jeszcze o opisach choroby, które, jak zauważyłem w okresie mojej
działalności, bardzo silnie przemawiają do większości osób
mających problemy alkoholowe. Są bardzo przydatne na każdym
etapie radzenia sobie z problemem.
Jellinek
odkrył i opisał po raz pierwszy w 1952 roku schemat pojawiania się
oznak alkoholizmu. Opis ten krytykowany jest za to, że jest
zafałszowany, ponieważ powstał na podstawie obserwacji podawanych
tylko przez samych alkoholików oraz, że podawane w nim cechy są
niełatwe do ustalenia przez lekarzy /Kinney Jean, Leaton Gwen,
Zrozumieć alkohol. Państwowa Agencja Rozwiązywania
Problemów Alkoholowych,Warszawa1996., s. 69-71 i 74/. Ja jednak
myślę, że jeśli chodzi o nasze potrzeby jest to siłą tego
opisu, a że lekarze czy psycholodzy mają trudności w ustaleniu
tych cech to jest to ich problem. Jellinek /za: Kinney, Leaton 1996,
s. 70/ wyodrębnił w procesie uzależnienia od alkoholu cztery fazy.
Każda
z tych faz jest szczegółowo opisana poprzez podanie oznak, które
występują w niej po raz pierwszy. Poszczególne fazy przedstawiane
są często w postaci graficznej.
Pisałem już o tym wszystkim w poście Etapy, tam też zamieściłem wykres, który obrazuje, zaczynając od lewej strony, proces wchodzenia w
uzależnienie, jest podzielony na fazy, natomiast z prawej strony
pokazuje etapy radzenia sobie z uzależnieniem, etapy powrotu do
normalnego życia, pomimo istnienia przewlekłej choroby. Procesowi
wchodzenia przyjrzę się bliżej od strony mechanizmów uzależnień
później.
Model
zdrowienia w takiej postaci, jako zwierciadlanego odbicia procesu
wchodzenia w uzależnienie został pierwszy raz zaproponowany przez
Glatta w 1963 roku /Cierpiadłowska Lidia: Alkoholizm. Przyczyny,
leczenie, profilaktyka. Uniwersytet Adama Mickiewicza w Poznaniu,
Poznań 2001. s. 148/. Dzisiaj podkreślam nie zgodziłbym całkowicie
z jego modelem. Jakość życia przeważnie jest lepsza niż przed
popadnięciem w nałóg pod warunkiem dbania o proces trzeźwienia
Można
się zastanawiać, czy takie przedstawienie uzależnienia od alkoholu
jest dobre czy nie, ale z moich doświadczeń wynika, że wykres ten
zwany przez alkoholików betoniarą lub macicą jest
bardzo pomocny dla nich jak również dla ich rodzin przy określeniu
istoty ich problemów. Często po nawet krótkim przyjrzeniu się
jemu stwierdzają: – Jestem w tym miejscu, nie ma wątpliwości.
Po wielu latach trzeźwienia, gdy wspominają początki zdrowienia
mówią: – Dzięki betoniarze zobaczyłem, kim jestem i jeszcze
długo potem odkrywałem coraz to nowe oznaki tam przedstawione.
Dzisiaj, gdy na niego popatrzę przypomina mi jak ważna jest dla
mnie abstynencja.
Według mnie, nie są najistotniejsze fazy, ważne aby wykres skłonił do zastanowienia się nad swoim piciem. Powiem podobnie, jak mawiała wybitna terapeutka Magdalena Ilnicka podczas szkolenia o nazwie – Program Rozwoju Osobistego w Centrum Edukacji i Psychoedukacji Instytutu Psychologii Zdrowia P.T.P. w Warszawie. Było to 220 godzin treningu intra- i interpersonalnego i terapeutycznego będącego podstawowym przygotowaniem pracy z ludźmi, w których uczestniczyłem w roku 1998, (cytuję z pamięci):
– Albo
ktoś chla alkohol i chlanie to szkodzi jemu oraz jego rodzinie, ma
tego chlania dosyć albo nie.
Jeśli
ktoś stwierdzi, że tak, to proponuję zgłosić się po pomoc.
Mogę
śmiało powiedzieć, że udział w tych zajęciach był momentem
przełomowym w moim trzeźwieniu. Od tego czasu stałem się prawie
zupełnie innym człowiekiem – inaczej czułem i myślałem, ale
jest dłuższa opowieść na inny post, gdzie będę szerzej pisał o
procesie trzeźwienia.
Ja
bardzo wcześnie stwierdziłem, że jestem osobą uzależnioną od
alkoholu. Wzrastałem w rodzinie lekarsko-farmaceutycznej, przez co
różne zagadnienia związane z medycyną nie były mi obce. Przede
wszystkim zauważyłem, że mój sposób picia różni się od tego
jak piją koledzy. Było to na pierwszym roku moich pierwszych
studiów na politechnice wydziale budowy dróg i mostów. Prawie co
tydzień były wyjścia na imprezy dyskoteki, lub też popijanie w
domu któregoś z kolegów. Naprzód przeważnie w niedzielę
dochodziłem do siebie, chodziłem wtedy często do kina. Później
przedłużało się to, oczywiście samo się nie przedłużało,
kontynuowałem picie. Często w czasie tygodnia chodziliśmy do
swoich kawiarni lub tak zwanych mordowni. Zacząłem opuszczać
zajęcia, które trzeba było w pocie czoła odrabiać, przepijałem
pieniądze,które dostawałem od Mamy i Babki. Czasami wyjeżdżałem
na tydzień do rodzinnego miasta, studiowałem w dużym wojewódzkim,
aby kontynuować zabawę, jeśli to tak można w ogóle
nazwać. W sumie zacząłem ponosić ewidentne straty. Jak tak cofam
się we wspomnieniach to widzę, że te chore picie zacząłem już w
liceum.
Wszystko
to do pewnego momentu wydawało mi się wesołą zabawą, ale w
pewnym momencie zauważyłem, że nie jest to tak całkiem fajnie. W
tym czasie natknąłem się na książkę Tadeusz Kulisiewicza Uzależnienie alkoholowe to taka stara
pozycja raczej dla fachowców. Po lekturze przekonałem się, że
stałem się alkoholikiem. Nie przeszkodziło mi to w żaden
sposób w tym aby kontynuować picie jeszcze prawie dziesięć lat z
przerwami /podkreśliłem ten
fakt, aby pokazać, że droga od diagnozy do zdrowia może być
długa/. Gdy już stwierdziłem ten fakt udałem się do pani
Doktor w poradni akademickiej, było to chyba już na pierwszym roku.
Jak jej powiedziałem, ze prawdopodobnie jestem uzależniony od
alkoholu. Pani Doktor wydała mi się mocno zaskoczona, przypomnę,
że miałem wtedy 20 lat. Z tego co pamiętam skierowała mnie do
pani Doktor Psychiatry. Chodziłem na wizyty, coś mi przepisywała,
a ja robiłem swoje. Po pierwszym roku wziąłem urlop dziekański,
trochę zawaliłem, a trochę mi się chciało odpocząć. Wtedy po
raz pierwszy trafiłem na oddział odwykowy, ale o tym opowiem przy
okazji postów o leczeniu.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz