środa, 25 grudnia 2019

Mama i Morze Czarne.


Trzeba w końcu napisać coś o osobach mi najbliższych – Mamie i Ciotce Krysi, nie wiem czy kolejność jest właściwa. Mama na pewno miała dobre serce, miała to podobno po tacie. Dziadek był wspaniałym człowiekiem, życzliwym ludziom. Ale podobnie jak Mama był pod silnym wpływem mojej Babki. Gdy umarł przed moim narodzeniem na raka płuc Babka narzekała – wziął i umarł a nie skończył dachu naprawiać. Chciał umrzeć w domu ale Babka zdecydowała, żeby został w szpitalu. Teraz ciekawe po kim odziedziczyłem geny. Dziadek mało chyba mało palił w młodości i rak płuc. Ja palę od 45 lat. Rodzina ze strony Babki była długowieczna.

piątek, 20 grudnia 2019

Tragedia i lokatorzy.


Dzisiaj dalszy ciąg opowieści, która myślę oddaje specyfikę naszej rodziny.

Mama miała brata. Skończył studia, co w tym czasie było rzadkością, pracował jako inżynier w nauce czy w przemyśle, ale raczej w przemyśle, mieszkał w drugim końcu Polski. Był bardzo uzależniony od matki, nawet na wakacje jeździł z nią na motorze. Poznał fajną dziewczynę, ale nie spodobała się ona matce ponieważ nosiła okulary. Ten fakt oddaje dobrze charakter mojej Babki, może były też inne powody. 

środa, 18 grudnia 2019

Urodziny.


Tak jak pisałem opowiem w tym wątku o swoich dziejach.

Wychowywałem się i większość życia spędziłem w małym miasteczku powiatowych, do którego byłem bardzo przywiązany, ale urodziłem się w mieście wojewódzkim. Widocznie Mama chciała mieć lepsze warunki lub też były inne powody.
Taty nie znałem, jego nazwisko wyjawiła mi Mama będąc już prawie na łożu śmierci, można powiedzieć. Znalazłem rodzinę już nieżyjącego Taty dwa lat temu, a mam 60 lat.


niedziela, 15 grudnia 2019

Nowy wątek - wstęp.


Pisałem w poście Chcesz to wierz – nie to nie wierz. pisałem, że moja od dawna znajoma Panie Doktor Psychiatra uważa i namawia mnie, ze powinienem opisać całe swoje życie. Może nie jest ono jakieś wyjątkowe, ale na pewno wiele się w nim działo.
Można za pomocą tego opisu m. in. zrozumieć jak doszło do uzależnienia od alkoholu, ale także opiszę inne zdarzenia, które mogą kogoś zainteresować.




Ogólnie powiem tak ludzie uzależnieni podobnie jak chorzy na inne choroby, nie chorują na własne życzenie. W pewnym sensie sami zwiększają ryzyko zachorowania pijąc nadmiernie. Podobnie jak zawałowcy paląc papierosy, czy nadmiernie jedzący zwiększają szanse na stanie się cukrzykami.
Przeważnie w programach terapii mało się o tym mówi, chyba żeby osoby uzależnione nie szukały usprawiedliwień.

Jednak jak już za pomocą terapeutów alkoholicy poznają, że są chorzy i poznają sposoby postępowania prowadzące do tego aby już nie wracać. Stają się już wtedy całkowicie odpowiedzialni za swoje zdrowienie.
Jak pisałem w grudniowych postach znając dobrze chorobę nie stosowałem podstawowych zasad – m. in. nie zachowywałem pełnej abstynencji i tego nie mogę sobie wybaczyć, a muszę, aby iść do przodu.

Ogólnie napiszę – żeby nabawić się, wejść w uzależnienie, jak twierdzą lekarze i terapeuci muszą zaistnieć przynajmniej dwa z trzech czynników –
    1. Genetyczna skłonność do zachowań typu uzależnianowego. – Nie znaczy to, że wprost dziedziczy się alkoholizm, czy narkomanię tylko pewną podatność tak jak skłonność do zapadania na inne choroby. Osobiście uważam, że czynniki genetyczne, osobowościowe są najbardziej odpowiedzialne za powstanie mechanizmu utraty kontroli np. nad piciem.
    2. Sytuacja rodzinna w młodości wychowanie. – Ja nie zwracałem u siebie na ten czynnik uwagi. Dopiero jak pojechałem na Program Rozwoju Osobistego realizowany przy Instytucie Zdrowia w Warszawie zobaczyłem, że w mojej rodzinie, którą uważałem za normalną miałem małe szanse na normalne dojrzewanie. Program jest treningiem intra- i interpersonalnym, w którym się się w głąb siebie i swoje dzieciństwo. Jest to niesamowite przeżycie. Jak wracałem z jednej sesji ruszyły mnie po drodze, zamiast na sesji, takie emocje, że przez całą drogę płakałem i miałem ochotę wyskoczyć z pociągu. Na szczęście miałem przy sobie signopam, lek na uspokojenie i zrobiło mi się trochę lepiej. Ale po PRO moje życie stało się całkiem inne, nabrało nowego blasku.
    3. Otoczenie środowisko. – Napiszę o tym szerzej, powiem tylko, że liceum i pierwsze studia to w zasadzie piłem przy każdej okazji, zamiast np. podrywam dziewczyny, czy rozwijać się.
Rodzina - źródło - Pixabay.
Opiszę swoje dzieje nie po to aby usprawiedliwiać moje ostatnie zachowani, kiedy byłem i jestem odpowiedzialny za swoje zdrowienie. Zapewne Los, Siła Wyższa, czy Bóg ma jakiś udział, ale głównie JA. Jakbym zdał się na los i nic nie robił nic by z tego nie wyszło. Cuda rzadko się zdarzają, chociaż początek mojej długiej abstynencji, kiedy odechciało mi się po prostu pić, można uznać za cud, któremu później pomogłem.

Ja w tym wątku opiszę swoje dzieje, może kogoś je zainteresują, może ktoś znajdzie podobieństwa do swoich.

Nowy wątek - wstęp.


Pisałem w poście Chcesz to wierz – nie to nie wierz. pisałem, że moja od dawna znajoma Panie Doktor Psychiatra uważa i namawia mnie, ze powinienem opisać całe swoje życie. Może nie jest ono jakieś wyjątkowe, ale na pewno wiele się w nim działo.
Można za pomocą tego opisu m. in. zrozumieć jak doszło do uzależnienia od alkoholu, ale także opiszę inne zdarzenia, które mogą kogoś zainteresować.

piątek, 13 grudnia 2019

Mieszkanie – dziennik 13.12.2019.


Znowu będę się trochę użalać, ale to czasami silniejsze ode mnie. Ten brak ruchów, zajęcia mnie dobija. Tylko to pisanie na dzień dzisiejszy trzyma mnie przy życiu. Opiszę niebawem moje życie do czego namawiała mnie moja Pani Dr psychiatra.
Wysłałem trochę dzisiaj parę odpowiedzi na oferty pracy, ale co z tego. Muszę naprzód wyjść ze szpitala, a skąd wziąć pieniądze na życie – w jednym schronisku dają tylko zupę, a w drugim podobno bardzo ciasno, trzeba by pojechać sprawdzić. A potem nie mam nawet w co się ubrać, żeby pójść na rozmowę. 



 
W ogóle to denerwuje nie to szukanie pracy, wiele razy to robiłem w życiu, tez aktywnie, zamieszczałem swoje ogłoszenia. Ale najczęściej znajdowałem pracę przez przypadek, oczywiście ze swoim udziale.

Często polemizuję z moim znajomym Terapeutą. On twierdzi, że abstynencja to podstawa. Ja się z nim zgadzam, ale bez pieniędzy i mieszkania nic się nie da zrobić.

Miałem co prawda dzisiaj w południe 37,5 stopnia i straszne łamanie w kościach, czyli infekcja jest, ale depresyjne objawy też, jakiś niepokój mam – trudno o spokój w mojej sytuacji, a infekcje pogarszają sprawę. Myślę, że minęły by one szybko jakbym miałem gdzie mieszkać, nie w schronisku i pracę. Już tak kiedyś miałem. Męczyłem się trzy miesiące z depresją po niespodziewanej utracie pracy. Psychiatra, leki, psychoterapia i nic. Jak znalazłem wyjście, zatrudnienie wszystko przeszło za trzy dni.
Teraz wieczorem temperatura 36,6 – nie wiem już co się dzieje.

Mieszkanie – dziennik 13.12.2019.


Znowu będę się trochę użalać, ale to czasami silniejsze ode mnie. Ten brak ruchów, zajęcia mnie dobija. Tylko to pisanie na dzień dzisiejszy trzyma mnie przy życiu. Opiszę niebawem moje życie do czego namawiała mnie moja Pani Dr psychiatra.
Wysłałem trochę dzisiaj parę odpowiedzi na oferty pracy, ale co z tego. Muszę naprzód wyjść ze szpitala, a skąd wziąć pieniądze na życie – w jednym schronisku dają tylko zupę, a w drugim podobno bardzo ciasno, trzeba by pojechać sprawdzić. A potem nie mam nawet w co się ubrać, żeby pójść na rozmowę. 


czwartek, 12 grudnia 2019

Niepewna przyszłość – dziennik 12.12.2019.


Byłem w poniedziałek na przepustce, jakoś się wyrobiłem jakoś się wyrobiłem, a miałem parę sprawa do załatwienia dla siebie i kolegi. Jak się szykowałem na przepustkę wyciągnąłem na chwilę fajną kurtkę granatową jesienną odszedłem na chwilę i już nie ma. Później zostawiłem stary power bank ze starą ładowarką i nie ma. Kupiłem nową ładowarkę i przewód bo to nie wina gniazda, że źle się ładował, teraz ładuje się szybko, łatwiej upilnować. Trzeba cały czas wszystkiego pilnować, to też stres. Teraz ładuje dobrze i szybko. Miałem fajnego kolegę, też uzależnionego od alkoholu, który przypilnował, ale poszedł do domu.




Żona mówi – sam tego chciałeś. I tak i nie

Czuję się coraz gorzej mam jakąś infekcję, ale nie uwierzą i nie wyleczą. U mnie takie infekcje z małymi stanami podgorączkowymi trwają długo i są trudno wyleczalne.
Ja tu zwariuję czuję się coraz gorzej może szajba się pogłębia, nie mogę rano wstać, leżę do obiadu. Nie mam kompletnie apetytu, jestem słaby, stawy rypią, nie mam napędu do działania. Mówiłem Pani. Dr mówi, że się pieszczę. A jeszcze mam uszkodzoną jamę ustną przez kawę i papierosy.

Wygląda na to, że się użalam. Moja znajoma Pani Dr Psychiatra mówi żeby iść do przodu ponieważ użalanie prowadzi do picia. Pisałem o tym w poprzednim poście. Ale jest mi trudno myśleć pozytywnie. Jak pomyślę o schronisku to tracę chęć do życia.




Niepewna przyszłość – dziennik 12.12.2019.


Byłem w poniedziałek na przepustce, jakoś się wyrobiłem jakoś się wyrobiłem, a miałem parę sprawa do załatwienia dla siebie i kolegi. Jak się szykowałem na przepustkę wyciągnąłem na chwilę fajną kurtkę granatową jesienną odszedłem na chwilę i już nie ma. Później zostawiłem stary power bank ze starą ładowarką i nie ma. Kupiłem nową ładowarkę i przewód bo to nie wina gniazda, że źle się ładował, teraz ładuje się szybko, łatwiej upilnować. Trzeba cały czas wszystkiego pilnować, to też stres. Teraz ładuje dobrze i szybko. Miałem fajnego kolegę, też uzależnionego od alkoholu, który przypilnował, ale poszedł do domu.

Chcesz to wierz – nie to nie wierz.




Czasem nie widzę sensu tego pisania, tyle już napisano o chorobie alkoholowej.
Jednak mój znajomy terapeuta pisze do mnie – Każdą refleksję nad drogami do trzeźwości uważam za ważną dla Pana zdrowia. Może Pan jakoś zatrzyma tę autodestrukcję z ostatnich lat. Nigdy nie jest za późno na życie z sensem i w trzeźwości. Trzeźwienie zawsze dla alkoholików było walką o godność, a dla Pana powiedziałbym, że nawet bardziej. Pana doświadczenie może komuś uratować życie.




I jeszcze – I dobrze, grunt to twórczo wykorzystać cierpienie.
To też trochę logoterapia
.
A moja od dawna znajoma Panie Doktor Psychiatra twierdzi, ze powinienem opisać całe swoje życie. Może nie jest ono jakieś wyjątkowe, ale na pewno urozmaicone. Można za pomocą tego opisu zrozumieć jak doszło do uzależnienia od alkoholu.

No to chyba jednak warto.


W poście – Próba analizy powrotów próbowałem zanalizować jak to się dzieje, że pomimo pomimo doświadczenia, wiedzy, umiejętności i jak niektórzy twierdzą inteligencji od paru lat wracam ciągle do picia. Spróbuję ostatnie lata opisać w wątku – Analiza kryzysu, który kiedyś zacząłem.

Teraz patrzę, że w tej ostatniej analizie brakuje podkreślenia podstawowego elementu – po prostu od czasu kiedy zacząłem brać kropelki na alkoholu, o czym wspominałem na stronie – Tadeusz– pomagacz z zamiłowania.

Przede wszystkim przestałem uznawać fakt, że jestem bezsilny wobec alkoholu. Moja P. Dr też to podkreśla.

W ciągu ostatniego okresu wielokrotnie zdarzało mi się wypić bez większych konsekwencji. To znaczy były – lekkie zatrucie, zgubiłem słuchawki, przepuściłem pieniądze, ale nie straciłem pracy i stancji. Ubzdurałem sobie, że mogę pić w sposób prawie kontrolowany, co oczywiście było bzdurą. System Iluzji i Zaprzeczeń działał z całą mocą i pomimo uczoności kontynuowałem eksperymenty z uporem maniaka. Zawsze kończyły się one dużym ciągiem po jakimś czasie, a wtedy już nie wiedziałem co robię, działał system Rozdwojonego Ja. W ciągu byłem całkiem innym człowiekiem – nie bardzo wiedziałem co robię, robiłem głupoty. Trwało to w sumie parę lat a ja ciągle powtarzałem ten schemat. Pisałem w którymś z postów o programach w których uczą alkoholików pić kontrolowanie, ale pisałem też, że w to nie wierzę. Nadmiernie pijący nie muszą być osobami uzależnionymi, ale to zupełnie inna sprawa.
Rozmawiałem wczoraj telefonicznie z moją Panią Doktor. Też wyraźnie podkreśla, że jedyna droga do zdrowia psychicznego i fizycznego to bezwarunkowa abstynencja, a ja ciągle swoje. Wiele ludzi mi pomagało, a niszczę siebie i szkodzę otoczeniu. To wszystko prawda niestety, ciężko mi z tym żyć. Rozmyślam o przeszłości dobrej i złej, nie powinienem teraz trzeba iść do przodu. P. Dr mówi, że takie myśli szkodliwe i prowadzą do picia. A to jak niektórzy mówią samo się myśli i trudno jest mi się takich myśli pozbyć. Mówi jeszcze, że trzeba się cieszyć, że przeżyłem, całkiem nie zwariowałem, ale trudno mi jest w tej chwili się cieszyć tym bardziej, że źle się czuję i pobyt w szpitalu mi szkodzi. Mało mogę tu zdziałać i nie chce mi się działać, takie pisanie przeważnie mi pomagało, więc próbuję.
Dzisiaj na Facebooku nalazłem cytat z Olgi Tokarczuk, naszej Noblistki – Bóg stworzył człowieka z oczami z przodu, a nie z tyłu głowy, co znaczy, że człowiek ma się zajmować tym co będzie, a nie tym co było.

Nie mogę tego wszystkiego tez zrozumieć, że zaczynałem picie pomimo tego, że miałem ostatnio stosunkowo nieźle, a i ma wieloletnie doświadczenie fajnego trzeźwego życia. Kiedy dopadały mnie silne napady depresji, tak że byłem do niczego leczyłem je alkoholem, co oczywiście nie jest żadnym usprawiedliwieniem.

Bezsilni jesteśmy wobec zawodowego boksera, byka, czy niektórych chorób, tak tu jesteśmy bezsilni wobec niektórych substancji lub zachowań.

 
Źródło - Pixabay.

Bezsilność oczywiście nie oznacza, że nie można nic zrobić, nie oznacza bezradności wobec problemu. To niby proste – wystarczy nie pić alkoholu, nie brać narkotyków, nie uprawiać hazardu. Są odpowiednie programy na wyjście, placówki i ruchy samopomocowe np. Anonimowi Alkoholicy.

No to na koniec tego postu jeszcze raz powtórzę - 
 
Dla człowieka uzależnionego nie ma powrotu do kontrolowanego picia, brania czy grania.

Chcesz to wierz – nie to nie wierz. Ja mam przekonanie, że w końcu uwierzę.

nie to nie wierz. Ja mam przekonanie, że w końcu uwierzę.




Chcesz to wierz – nie to nie wierz.




Czasem nie widzę sensu tego pisania, tyle już napisano o chorobie alkoholowej.
Jednak mój znajomy terapeuta pisze do mnie – Każdą refleksję nad drogami do trzeźwości uważam za ważną dla Pana zdrowia. Może Pan jakoś zatrzyma tę autodestrukcję z ostatnich lat. Nigdy nie jest za późno na życie z sensem i w trzeźwości. Trzeźwienie zawsze dla alkoholików było walką o godność, a dla Pana powiedziałbym, że nawet bardziej. Pana doświadczenie może komuś uratować życie.


środa, 4 grudnia 2019

Od początku - przekonania itd.


W swoich planach nie wspomniałem jeszcze o o części, którą wyróżniam w w swoim modelu trzeźwienia.
    Przekonania.
Tu nie będę dzielił na szpital i potem, ponieważ w zasadzie dotyczy to całego ciągu zdarzeń, podobnie jak i w pozostałych dalszych, pozostałych punktach.

Na nowo - zdrowie, układanka.



Zajmę się jeszcze trochę pozostałymi kierunkami zaspokajania potrzeb, znowu od nowa przeważnie. Jak zrobić, aby tym razem się udało?

Co to w ogóle jest - ZDROWIE? - napiszę szerzej innym razem.


Zdrowie fizyczne



Szpital:

W zasadzie poza snem i regularnym odżywianiem nic nie zdziałam. Znalezienie zajęcia jakiegoś twórczego by pomogło.



Później:



  • Ogólnie powinienem rzucić palenie, ale mi się nie chce chcieć. To głupie, ale to dla mnie w tej chwili prawie jedyna jedyna dla mnie rozrywka. Jest to na tyle istotne , ze wykryto mi zwapnienie pęcherzyków w płucach, a Dziadek umarł na nowotwór płuc choć wiele lat nie palił. System Iluzji i Zaprzeczeń mnie mami – wiele osób paliło i dożyło sędziwego wieku np. Wisława Szymborska.
  • No i bardziej intensywnie leczyć nadreaktywność pęcherza. Bardzo to bardzo uciążliwa przypadłość. Jak gdzieś wychodzę nawet na godzinę muszę zabezpieczać się pampersem. Leki i zioła.



    Co mogę ja – popracować nad rzucaniem paleni, Siła Wyższa może pomóc, tak jak przy pierwszym rzuceniu picia. Leczyć pęcherz – tu dużo jednak zależy od SW.



    Zaburzenia o charakterze depresyjnym



Szpital:

  • Tutaj w zasadzie leki, innego wsparcia tu nie dostanę, lekarz nie ma czasu na dłuższą rozmowę;
  • Autoterapia za pomocą np. logoterapii, jak podpowiada mój Terapeuta;
  • W formie np. pisania co też czynię;

  • Rozmowy telefoniczne z moją p. Dr, przyjacielem, życzliwym znajomym, czasami mail ze znajomym terapeutą.



Później:





W zasadzie podobnie jak wyżej –

  • Leki chyba trzeba brać cały czas przynajmniej na razie bo jak nie brałem to wracały czasami silne zaburzenia o charakterze depresyjnym, nawet ja nie piłem alkoholu. Ostatnio leczyłem je alkoholem. Problem taki, że na leki nie zawsze mam pieniądze;
  • No i zwiększenie uwagi na HALT, jak pisałem. Szczególnie na małe przyjemności;
  • Znalezienie odpowiedniego terapeuty /nie chodzi o uzależnienie/ z NFZ jest trudne, a prywatnie ceny całkiem nie dla mnie. Może jakieś stowarzyszenie?
  • Lektura książek o charakterze terapeutycznym.
  • No i oczywiście w miarę sensowne mieszkanie i praca.



    Co mogę ja – mogę dużo ja, w zasadzie przeważnie ja sam mogę sobie tu tylko pomóc, Siła Wyższa może postawić fajnych ludzi na mojej drodze. 

    Zostało jeszcze parę punktów do planu.


Na nowo - zdrowie, układanka.



Zajmę się jeszcze trochę pozostałymi kierunkami zaspokajania potrzeb, znowu od nowa przeważnie. Jak zrobić, aby tym razem się udało?

wtorek, 3 grudnia 2019

Znowu mieszkanie i pieniądze.


Zajmę się w tym poście potrzebami podstawowymi z dolnej części piramidy Maslowa.




Bezdomność.



Szpital:

Mieszkanieto dla mnie w tej chwili problem podstawowy. Z innymi rzeczami myślę, że dużo łatwej sobie poradzę.
Jak pisałem w przepuściłem pieniądze wszystkie moje i nie moje. Jak wróciłem spod Warszawy doszedłem do wniosku, że najlepiej na razie pójść do szpitala na oddział psychiatryczny bo po tych przeżyciach, stratach, głupotach spodziewałem się dużego nawrotu depresji. Tak że jestem na razie w szpitalu, nie wiem jak długo.
Od razu zwróciłem się do Pomocy Społecznej o przydział miejsca w schronisku dla osób bezdomnych, chociaż szczerze mówiąc niedobrze mi się robi i ciarki przechodzą, jak pomyślę, że miałbym tam wrócić, ale na razie nie mam innego pomysłu. Pod Warszawą, gdzie miałem pracować miałem mieć pracę z zamieszkaniem ale... Są takie oferty w Polsce ale nie chciałbym wyjeżdżać swojego miasta z różnych względów.

Później:

Wspomniałem, że ze stancji mnie wyrzucono za picie. Teraz nie mam pieniędzy, aby wynająć nową to czynsz plus kaucja. W totolotka małe szanse, aby wygrać. Jakbym przesiedział w szpitalu ze dwa miesiące, co mało prawdopodobne i wziął 2 zasiłki to może dałoby radę tani pokój. W schronisku pierwszym razem dało się mieszkać, ale drugim razem ledwo nerwowo wytrzymywałem, takie miałem towarzystwo. Starsze osoby, które jak przypuszczam przegrały życie i wyżywały się na mnie za swoje krzywdy. Tyle, że schronisku za darmo spanie i zupa.
    Co mogę ja – prosić o schronisko /brrr/, przeglądać oferty w internecie, choć nie wiem po co. Poprzednio Siła Wyższa pomogła mi znaleźć stancję pierwszą stancję i następne na korzystnych warunkach, choć i ja sobie pomogłem dając ogłoszenie swoje, że szukam pokoju.


Brak środków do życia.





Tutaj przynajmniej pozornie sprawa wydaje się /odpukać/ trochę łatwiejsza.

Szpital:

Parę groszy mi zostało na grzebień, maszynki do golenia, małe gilzy. Kolega podał mi tytoń na krechę. Inny Kolega przywiózł kawę i paszteciki. Z PZU przyszedł nieduży zwrot. Żona, chociaż ma wstręt zapewne uzasadniony, kupiła mi parę drobiazgów i resztę przywiozła, tak że majątku na dzisiaj mam ok. 50 zł.
Oczywiście poprosiłem Pomoc Społeczną o zasiłek stały, który mi się należy. Mówiła,że po szpitalu, ale co mi to da jak wyjdę bez grosza. Oraz o załatwienie ubezpieczenia zdrowotnego, które mi się kończy, Pani z pomocy mówiła,ze zadzwoni po niedzieli, zobaczymy, odpukać. Przyjaciel obiecał mi jakieś wsparcie, jak mi się uda wyjść na przepustkę i załatwić sprawę i pieniądze dla niego.
Jeśli chodzi o wyżywienie to śniadania i obiady są OK, tylko kolacje takie sobie, czasami coś zostanie, a czasami trzeba coś dokupić.

Później:

Zasiłek stały, ok. 600 złotych, ponieważ posiadam umiarkowany stopień niepełnosprawności. Z tym stopniem jest problem, ponieważ kończy mi się z końcem stycznia i już trzeba składać wniosek o przedłużenie, ponieważ czeka się ok. dwóch miesięcy na komisję. Efekt tez , odpukać jest niepewny, a ten stopień jest mi potrzebny do wielu spraw – praca, schronisko, dopłata do pampersów, zniżka na autobusy miejskie.

Oczywiste, że praca by mogła być najlepszym źródłem dochodu, za chwilę o tym.

    Co mogę ja – tu mogę przynajmniej na razie niewiele, składać wniosek o zasiłek, szukać zatrudnienia, dochodu przy pomocy Boga jakkolwiek go rozumiem.


Bezrobocie

Szpital:

Tutaj ruchów mam mało na razie. Mogę orientować się w sytuacji na rynku pracy przy pomocy internetu i chyba tyle. Zacząć załatwiać przedłużenie orzeczenia o o umiarkowanym stopniu niepełnosprawności, które w niektórych rodzajach prac jest to bardzo pomocne , w innych może nie bardzo, ale niekoniecznie. Terapeutka która była w hostelu gdzie umiarkowany miała mieszkałem miała umiarkowany i normalnie pracowała pracowała, nie wiem tylko, czy psychiczne czy inne.

Później:

Znowu napiszę, że jedną z podstaw jest uzyskanie grupy. Jak odchodziłem Szef powiedział, że jak się podleczę zaprasza z powrotem do pracy. Pewnie im się spodobałem. Tylko tu niezbędny umiarkowany stopień. Oczywiście będę intensywnie szukał też w internecie, zamieszczał swoje ogłoszenia, mam też stronę internetową w formie takiego rozbudowanego jakby CV.

    Co mogę ja – Niby tu dużo mogę ja, ale większość zajęć i prac uzyskałem w dużej mierze przez przypadek, oczywiście przy moim dużym udziale.

    W następnym poście wspomnę jeszcze o pozostałych próbach odbudowy.



Znowu mieszkanie i pieniądze.


Zajmę się w tym poście potrzebami podstawowymi z dolnej części piramidy Maslowa.

Dziennik 03.12.2019



Poczułem potrzebę napisania paru słów do mojego dziennika. Dzisiaj jakoś gorzej się czuję. Wspomnienia głupot z ostatniego okresu mnie dopadły trochę, ale bez sensu rozpamiętywać jak chcę żyć, wbrew pozorom. Będę o tym jeszcze pisał. No i ten brak perspektyw, pomysłów...
Zaczynam się nudzić trochę. Poszedłbym do pracy zawsze to część dnia jakoś trochę twórczo zajęta. Tylko to schronisko...






Problem, że jeśli trzeba grupę to nie wiem czy mnie ktoś zechce, jak mi się kończy 31 stycznia, a efekt niepewny, ale będę patrzył i za innymi pracami. Duży problem, że znowu siada gniazdo ładowania w telefonie trzeba by naprawić jak będę na przepustce i znajdę parę groszy. Sprawny telefon jest mi potrzebny do korzystania z internetu, a tu i trudno ładować telefon w pokojach nie ma gniazdek, a tu często różne rzeczy giną. Zresztą ostatnio jeden i uciekł mimo pilnowania.
Jak byłem na oddziale psychiatrycznym w Morawicy koło Kielc było dużo lepiej. Ciężej chorzy i ci co wykazywali antyspołeczne zachwalania byli przenoszeni na pododdział ściśle dozorowany.

Na razie załatwiam zasiłek stały, schronisko /brrr/, ubezpieczenie zdrowotne. W czwartek ma przyjść Pracownik Socjalny na wywiad.

No ale cóż – trzeba coś działać – może to się przyda mi i komuś.




Dziennik 03.12.2019



Poczułem potrzebę napisania paru słów do mojego dziennika. Dzisiaj jakoś gorzej się czuję. Wspomnienia głupot z ostatniego okresu mnie dopadły trochę, ale bez sensu rozpamiętywać jak chcę żyć, wbrew pozorom. Będę o tym jeszcze pisał. No i ten brak perspektyw, pomysłów...
Zaczynam się nudzić trochę. Poszedłbym do pracy zawsze to część dnia jakoś trochę twórczo zajęta. Tylko to schronisko...