niedziela, 21 grudnia 2025

Radość!

Miałem zacząć od czego innego, ale wydarzyła się wielka rzecz, aż napiszę wielkimi literami — nareszcie coś optymistycznego.

Pierwszy raz od prawie dwóch lat, a w zasadzie od 3,5
                              CZUJĘ SIĘ PRAKTYCZNIE NORMALNIE!
Zostało co prawda ogólne osłabienie i dalej powoli chodzę, normalne u mnie. Jednak zasypiam normalnie 22–23, wstaję 5–6 i działam od samego rana, po obiedzie zwykle godzina lub więcej sjesty, a ja bez sił, teraz tylko chwilę odsapnę i dalej działam, myśli optymistyczne. Nie umiem znaleźć jednoznacznej przyczyny.

Życzenia!

 


Nie bardzo ma z kim się podzielić radością to podzielę się tutaj.

- odpukać po trzech latach mniejszych, większych i też ogromnych zaburzeń MINĘŁA MI DEPRESJA zostało tylko lekkie osłabienie, trochę męcziwość. Oczywiście ja jak to ja boję się nawrotu, albo rozwoju dwubiegunówki, bo ma teraz trochę hipomanię, może nic nie będzie.


niedziela, 14 grudnia 2025

Siedziba.

 




Dzisiaj parę słów o moim tymczasowym — mam taką dużą nadzieję  /z całym szacunkiem dla DPS/ — domu.


CHCĘ WYRAŹNIE PODKREŚLIĆ, ŻE TEN WPIS PRZYGOTOWAŁA SZTUCZNA INTELIGENCJA NA PODSTAWIE MOICH SUGESTII.


środa, 3 grudnia 2025

Doświadczam.

Dzisiaj trzecia część poszukiwania sensu według Frankla. Znowu przypomnę jego wskazówki - można to realizować się poprzez -  PRÓBA

- działanie i twórczość; 

- doświadczanie; 

- postawę wobec cierpienia. 


Działanie i cierpienie już były teraz - doświadczanie. 


Jeśli chodzi o doświadczanie życia to uświadomiłem sobie, że rzadko zwracam uwagę na co dzień na moje doznania. Słucham muzyki, ale przeważnie ona jest gdzieś w tle z radia Złote Przeboje i różnych innych rzeczy, jak wykonuję jakieś czynności np. robię fajki. Chociaż nie zawsze, rano jak wstaję zwykle słaby pomimo tego, że dobrze sypiam słucham Queen pobudza mnie do życia. 

Często jednak też poza tym słucham już w pełni świadomie - Celine Dion, Leonard Cohen, Ewa Demarczyk, Marek Grechuta, Budka Suflera, Pod Budą, Édith Piaf itp. Niektórzy uważają to za obciach, ale ja złączam Ich Troje jakoś mam do nich sentyment. 


sobota, 29 listopada 2025

Znowu i listy.

 

Bardzo dawno nie marudziłem więc troszkę napomknę co u mnie. Myślałem, że posty będą coraz bardziej optymistyczne, ale niestety znowu muszę ponarzekać, nie bardzo mam z kim porozmawiać i takie pisanie przynosi mi  samolubnie ulgę.


W sumie nic za bardzo nowego, o moich problemach zdrowotnych i innych pisałem już dawniej w postach, większość się powtarza.


Było jednak już jakoś lepiej. Co prawda jestem od wielu miesięcy jakoś słaby, do rynku jest 400 metrów, a mi ciężko dojść i wrócić. Nogi mnie nie bolą tylko ogólnie słaby jestem, szczególnie z rana wstać i chodzić mi ciężko. Ale już funkcjonowałem jako tako, kąpałem się w pobliskim jeziorze chociaż nie bardzo miałem siłę pływać, jeździłem do miasta wojewódzkiego po laptopa starego co mi dał za darmo Sprzedawca aparatu słuchowego, stary laptp , ale dobrze chodzi na Windows 10, przedłużyli aktualizację zabezpieczeń na rok. 


środa, 13 sierpnia 2025

Działam.

Przypomnę jeszcze raz w jaki sposób Victor Frankl proponował poszukiwać sensu. Według niego można realizować się poprzez -  

- działanie i twórczość; 

- doświadczanie; 

- postawę wobec cierpienia. 

O cierpieniu pisałem w poprzednim poście, teraz opowiem jak szukam i będę szukał sensu poprzez działanie i twórczość. 


Tu znowu nieskromnie napiszę, że ja też dawno zauważyłem, że działanie              i twórczość pomaga mi w codziennym życiu. Kiedy coś konstruktywnie czynię, jestem aktywny mniej odczuwam moje  chroniczne osłabienie, wywołane prawdopodobnie przez resztki depresji czy nerwicy, a może jednak - odpukać jakieś choróbsko? 


wtorek, 12 sierpnia 2025

Magda i emocje.

 Dzisiaj miałem co innego pisać. Jednak skojarzyło mi się co innego. Rozmawiałem z kolegą między inni o tzw. Programie Rozwoju Osobistego w Centrum Edukacji  i Psychoedukacji Instytutu Psychologii Zdrowia P.T.P. w Warszawie. Jest to 220 godzin treningu intra- i interpersonalnego i terapeutycznego będącego podstawowym przygotowaniem pracy z ludźmi.

Trenerką naszej grupy była Magda Ilnicka.




Źródło - Metrum.

środa, 23 lipca 2025

Sens cierpienia.

Miałem pisać o swojej autoterapii w poprzednim poście, ale jak zwykle zeszło.


Na początku przywołam cytat z książki Człowiek w poszukiwaniu sensu. 
Viktora Frankla -

Nie należy poszukiwać w życiu jakiegoś abstrakcyjnego sensu. Każdy człowiek ma swoje wyjątkowe powołanie, którego nikt inny nie może za niego wypełnić.

Ja tę myśl rozumiem tak, że nie ma co kombinować, szukać nie wiadomo czego, jakichś szczytnych idei tylko trzeba zająć się sobą. Tym co ja czuję, wyznaję, co jest bliskie mojej duszy.

Przypomnę też z postu Nauki Mistrza myśli, wskazówki do poszukiwania sensu sformułowane przez Victora Frankla -

Każdy człowiek nie tylko chory może poszukiwać sensu, realizować się poprzez - 

- działanie i twórczość;

- doświadczanie;

- postawę wobec cierpienia.

niedziela, 13 lipca 2025

Frankl a uzależnienia.

 Dzisiaj mam zamiar dalej poszukiwać swojego sensu. Opisuję jak zwykle na swoim przykładzie, ale mam nadzieję, że ktoś może z tych wypocin skorzysta, w przypadku pytań proszę o kontakt.

Naprzód jeszcze bieżące sprawy. Byłem we wtorek u pani Neurochirurg utytułowanej mocno, całkiem przyjemna, nie podobało jej się, że śmierdzę papierosami.

No cóż - kręgosłup zdewastowany nie 3 a parę przepuklin, ale jak nic nie boli /tylko rano po wstaniu przez 20 minut w krzyżu/ ale nie ma mowy o operacji, a to jak rokuje - któż to wie. Według pani Dr wady kręgosłupa nie powinny wpływać na moje przewlekłe osłabienie.

Abstynencja bez bólu.


poniedziałek, 7 lipca 2025

Nauki Mistrza.

 Dzisiaj znowu powrócę do refleksji


Pisalem poprzednio o kłopotach z  ZUSem i sądem, jest to jedna z przeszkód, które pojawiają się na drodze ku trzeźwości. Drugim zjawiskiem jest to, że w pierwszym okresie abstynencji ujawniają się różne choroby somatyczne. W czasie picia nie było czasu się tym zająć.
Oczywiście uwidaczniają się wtedy też zaburzenia psychiczne, kłopoty w relacjach rodzinnych czy w pracy. Tutaj nie zawsze jest znaleźć wsparcie, nie można ciągle rozmawiać o nawrotach czy sygnałach ostrzegawczych, trzeba chcąc nie chcąc wchodzić w normalne, prozaiczne, jak się czasem wydaje życie.

poniedziałek, 30 czerwca 2025

Upadłość konsumencka.

 Tak jak pisałem w poście - Plany publikacji.

Będę pisał teraz w czterech grupach, wątkach, przypomnę -

- dziennik - już pisałem w tym wątku. Bieżące sprawy i przemyślenia;

- uzależnienia - refleksje na tematy uzależnień w oparciu o moje prace dyplomowe napisane na studiach;

- wspomnienia osobiste - pisałem już trochę w wątku Moje dzieje, może się przyda to przyszłym - odpukać pokoleniom, Córka do tej pory nie bardzo interesowała się historią rodziny,

- przemyślenia na temat lektur, wykładów.


wtorek, 10 czerwca 2025

Lista objawów.

 Jak już wspomniałem osoba mająca problemy 

z alkoholem, jej bliscy i znajomi nawet jeżeli nie znają teorii dotyczących choroby alkoholowej przeczuwają, że coś jest nie tak.

W tym miejscu przytoczę parę definicji zmieszczonych w fajnej książce, z której wiele można się dowiedzieć - Zrozumieć alkohol, której autorami są Kinney i Leaton.

Oczywiście żadna z nich nie jest doskonała tak jak kryteria uzależnienia czy schemat pojawiania się oznak uzależnienia, które podam później. Jednak w sumie dość dobrze oddają istotę problemu. Podam te z nich, które jak wiem z doświadczenia są najbardziej przydatne w praktyce..E. M. Jellinek, którego uważa się za ojca badań nad alkoholizmem:


niedziela, 8 czerwca 2025

Grzech czy choroba?

 Tytuł posta to tytuł książki o której dalej wspominam.

Jak pisałem we wstępie tematem tego wątku bloga są różne aspekty radzenia sobie z problemami alkoholowym, będą też moje dygresje.
Nie chciałbym rozpisywać się na takie zagadnienia jak definiowanie i diagnozowanie alkoholizmu czy też źródła i przyczyny.
Jednak trudno by było mówić o radzeniu sobie z problemem bez poznania go chociaż troszkę, więc jednak będę musiał trochę o tych sprawach opowiedzieć. Oczywiście wiele materiałów, informacji jest powszechnie dostępnych - internet, książki.

Będę starał się pisać w taki sposób, żeby
informacje były przydatne do realizacji naszych celów, będę wskazywać jak
wiedzę o nich można wykorzystać
na każdym etapie radzeniu sobie z
problemami alkoholowymi. Będę też odwoływał się do przykładów ze swojego życia.

Nie jest też moim zadaniem podawanie  jedynych  słusznych rozwiązań .
Celem jest natomiast zachęcenie Czytelnika do samodzielnych poszukiwań, wskazanie możliwych  dróg wyjścia.

Trzeba w tym miejscu uczciwie
powiedzieć zainteresowanym o tym,
iż pomimo tego, że zjawisko alkoholizmu jest znane od dość dawna i
opracowane są sposoby terapii, to jednak trzeba przyznać, że cho skuteczność jest coraz wyższa to jest jeszcze stosunkowo mała i myślę, że wskazane jest dalsze
doskonalenie metod postępowania. Mam parę pomysłów na to, ale o tym potem.
Skuteczność psychoterapii w leczeniu alkoholizmu trudno zbadać, szacowana jest na 30-40%. Na podstawie moich obserwacji powiem, że chyba mniejsza. Przy chorobach przewlekłych, a do takich zalicza się uzależnienie od alkoholu jak i inne uzależnienia przyjmuje się, że jest skuteczne jeśli nie ma nawrotu picia przez 5 lat. Ale są przecież nawroty po dłuższym czasie tak jak chociażby u mnie po po dwudziestu paru latach.


                                           Źródło - pixabay.com

W tym miejscu przypomnę, że pisząc - problem alkoholowy mam na uwadze też wszystkich ludzi, ķtórych on dotyka - rodziny, różne służby i instytucje.

Prawie każdy w jakimś okresie życia stawia sobie pytania:
- Czy sposób, w jaki piję alkohol
jest normą czy już poza nią wykracza?
Część osób gdy odpowie sobie na
to pytanie, że normą nie jest zadaje sobie następne pytanie:
– Czy to jest nadużywanie czy może jakaś choroba?

Takie same pytania stawiają sobie myśląc o pijącym bliscy, znajomi, czy też, gdy pracujemy w różnych służbach społecznych myśląc o klientach. Czasami, może częściej zdarza się, że sami pijący zaczynają odczuwać, że z ich piciem jest coś nie w porządku. Na przykład w pewnym momencie zauważają, że ich koledzy piją inaczej, umieją odejść od stolika w trakcie picia, nie mają parodniowych ciągów. Dostrzegają, że to jednak chyba choroba może stali się alkoholikami i przychodzą do pomagaczy mówią, aby z nimi coś zrobić, bo już nie mają siły tak dalej żyć Zwiększyła się wśród społeczeństwa świadomość istnienia choroby alkoholowej, i coraz częściej zdarzają się takie przypadki. Ale uwaga, świadomość istnienia u alkoholika choroby alkoholowej wcale mu nie musi mu przeszkadzać w dalszym piciu.
Ja jak piszę w poście Równia pochyła.

Ja bardzo wcześnie uznałem, że jestem uzależniony, było mi łatwiej, ponieważ 
wzrastałem w otoczeniu farmaceutyczno-lekarskim i miałem dostęp do różnych materiałów. Natknąłem się na książkę Tadeusza Kulisiewicza tytuł chyba Uzależnienie alkoholowe. Była to pozycja raczej dla lekarzy, ale po przeczytaniu jej zrozumiałem, uznałem, że prawdopodobnie jestem chory na chorobę alkoholową. Piszę - uznałem. Niektóre osoby uzależnione używają terminu - przyznałem się do tego, że jestem alkoholikiem, a przecież przyznać się można do grzechu czy przestępstwa, a nie do choroby. Mi ta autodiagnoza nie przeszkodziła w piciu przez następne 10 lat po niej. Pierwszy raz tym problemem zwróciłem się do lekarki akademickiej jak byłem na pierwszym roku pierwszych studiów to było gdzieś w roku 1980.

Inni, kiedy doświadczają złych skutków picia na przykład ulęgają zatruciu alkoholem lub grozi im zwolnienie dyscyplinarne za picie w pracy zgłaszają się po pomoc czasami z oczekiwaniem, aby nauczyć ich pić w sposób nieszkodliwy, kontrolowany, cóż oczekiwać sobie można.
Są co prawda takie terapie, które propagują i stosują tzw. metodę redukcji szkód, ja do tego podchodzę z bardzo dużym dystansem, pisałem kiedyś o tym. Z drugiej strony jak komuś to trochę pomoże to nie wiem - może lepszy rydz jak nic? Pisze między innymi tu.

Jednak część tych osób, które odpowiedziały sobie twierdząco na te pytania lub nigdy ich sobie nie zadawały nie zgłasza się po pomoc, niektórzy nie zgłoszą się nigdy, część umrze w niewiedzy lub będzie Zespół Korsakowa.
Natomiast chyba częściej zgłaszają się po pomoc ich matki, mężowie czy żony, bliscy przyjaciele, instytucje. 

U mnie dużo zaangażowania w pomocc przy mojej chorobie wykazywała Babka. Charakter miała ciężki, despotyczny, ale na swój sposób kochała rodzinę. W sprawie mojego picia chodziła do psychiatry i do sądu rodzinnego.

W tym miejscu, jak zresztą i później jeszcze wiele razy będę podkreślał, że lektura książek, rozwiązywanie różnych testów czy też konsultacje przez internet nie zastąpią do końca wizyty u specjalisty lub uczestnictwa w Ruchu AA. Są co prawda osoby, które same z siebie zaprzestały picia i nie piją wiele lat. Nie wierzę jednak, że są do końca szczęśliwe. Będę jeszcze o tym pisał a teraz tylko zaznaczę, iż - abstynencja nie jest celem postępowania w chorobie alkoholowej, jest tylko środkiem. Celem jest uzyskanie trwałej równowagi psychicznej i fizycznej o tym też szerzej potem zresztą dawno temu o tym pisałem muszę tylko to odnaleźć

Jak mamy grypę idziemy do lekarza,
choć oczywiście wstępnie często
sami się diagnozujemy, ale lekarz
stwierdza ostatecznie czy to grypa
czy zwykłe przeziębienie. My jednak dalej, pomimo tej diagnozy możemy uznać, że mamy grypę lub możemy uznać, że jej nie mamy albo uznać chorobę, a nie zaakceptować
zaproponowanego sposobu leczenia
i nie stosować go narażając się na
powikłania i może śmierć .

Pisząc tego wielokrotnie zastanawiam się czy nie przyczyniam się do tego, że ktoś zrezygnuje z wizyty u specjalisty,
uzna, że już wszystko wie, ale z drugiej strony mam nadzieję, iż jego lektura może stać się właśnie zachętą do takiej wizyty. 
Może jakbym przeczytał taki blog prawdopodobnie nie byłoby nawrotu picia? Ale gdyby ciocia miała wąsy...

Taka wizyta u fachowca szczególnie pierwsza często nie jest łatwa i może ten
blog pozwoli komuś na oswojenie się z problemem, poza tym nie zawsze jest łatwo dotrzeć do specjalisty. Podobnie często pierwszy miting AA może być trudny. Czasami kobieta mieszkająca na dalekiej wsi,
której mąż pije jest tak uwiązana przy gospodarstwie, przy dzieciach, że czytanie gdzieś ukradkiem
książek na te tematy jest czasem prawie
jedyną metodą, którą może, czy umie zastosować przynajmniej na początku.
Też może być problem z dostępem do ekspertów dla osób mieszkających zagranicą, ale prawie w każdym kraju działają grupy AA.

Pojęcia alkoholik, alkoholizm używane stosunkowo od niedawna, ale od
bardzo dawno zauważano, że część
ludzi pije alkohol w sposób bardzo szkodliwy dla siebie i otoczenia. Nie badano istoty tego zjawiska. Wyróżnić za to można by dwa podejścia do sposobu traktowania osoby uzależnionej, zresztą myślę, że oba z nich w gruncie rzeczy mimo postępu nauki przetrwały do dnia dzisiejszego, oczywiście nauka nie traktuje dzisiaj alkoholizmu jako grzechu, ale uważam, że spora część społeczeństwa tak go traktuje. Zaskakujące może być to, iż traktuje go tak wielu samych trzeźwiejących alkoholików.

Dawniej alkoholizm traktowano jako opętanie przez jakąś siłę tajemniczą /czy ktoś normalny może sobie tak szkodzić?/, albo niedostatki moralne u alkoholików. 
Zresztą właśnie Grzech czy choroba? to tytuł książki Wiktora Osiatyńskiego gdzie autor zwraca uwagę na te dylematy. Ja uważam, że na początku osoba uzależniona nie zdaje sobie sprawy z istnienia choroby. Jednak później gdy pozna mechanizmy uzależnienia, sposoby radzenia sobie z nią, ale nie stosuje ich to już będzie grzech czy raczej błąd, uchybienie i powrót do picia będzie jej winą, trudno wtedy obwiniać chorobę, tak jak było u mnie - zaniedbanie mimo wiedzy o chorobie. 

U mnie dokładnie tak było, pisałem o tym w poście Równia pochyła.

Po pierwsze przestałem przestrzegać jednego z zaleceń dla zdrowiejących alkoholików, któro sugeruje, żeby nie stosować leków, które zawierają alkohol.

Po drugie - przestałem uczestniczyć w mitingach AA. Kiedy zacząłem prowadzić zajęcia dla osób z problemem alkoholowym, a potem pracować jako asystent rodziny nie chodziłem na mitingi ponieważ nie chciałem, aby klienci myśleli, że ich śledzę itp. Jednak miałem samochód i mogłem jeździć do ościennych miast.

Uświadamiano więc sobie problem od dawna, a wraz z podjęciem badań tego zjawiska zaczęto je diagnozować. Stwierdzono, iż ponad wszelką wątpliwość również
alkoholicy nie są tacy sami/Kinney, Leaton 1996, s. 63/.
W następnym poście trochę sobie jeszcze podfiniujemy.


niedziela, 1 czerwca 2025

Dlaczego ja.

 


                                                 Foto - Autor. 

Pisząc ten wątek zresztą jak i całego bloga będę wykorzystywał swoje doświadczenia osobiste, praktykę i umiejętniści zdobyte przy pomaganiu, wiedzę uzyskaną na studiach, szkoleniach i warsztatach.

I tak doświadczenia osobiste - trochę już o nich pisałem, tutaj tylko w skrócie przypomnę, w skrócie, bo to długa historia.

- Pierwszy alkohol - Babka częstowała mnie winem porzeczkiwym swojej roboty.
- Pierwszy urwany film - zakończenie podstawówki.
- Pierwsza wizyta u lekarza początek studiów, zgłoszenie problemu.
- Potem do 30 roku picie z przerwami niedużymi, odwyki starego typu. Tu trzeba zaznaczyć, że nie było wtedy odwyków z programem terapii uzależnień, siedziało się po prostu, czasem pogadanki, niekiedy anticol.
- 30 rok życia - oświecenie i dwadzieścia parę lat fajnego trzeźwego życia.
- Potem paroletni nawrót o czym pisałem w poście Równia pochyła.
https://problems-aude.blogspot.com/2025/05/rownia-pochya.html?m=1

- Teraz trzeźwieję od nowa gdzieś tak od początku lutego.

W trzeźwych życiu zajmowałem się różnymi rzeczami oprócz oczywiścir bycia mężem, ojcem i pracy zawodowej.

Piszę o swojej drodze nie po to aby się chwalić choć trochę też, ale chcę też pokazać, że jestem w pełni uprawniony do wypowiadania się na temat uzależnień ośmielę się powiedzieć więcej niż niektórzy terapeuci. Mam odpowiednie doświadczenie, wiedzę i umiejętności.

- Jestem jednym z współzałożycieli pierwszej w moim mieście grupy Anonimowych Alkoholików, potem  uczestniczyłem w powstaniu stowarzyszenia abstynenckiego.

- Prowadziłem jak ja to nazywałem zajęcia grupowe dla osób z problemem alkoholowym.
Zajęcia o charakterze
edukacyjno-motywacyjno-wspierającym oraz udzielałem konsultacji w różnych instytucjach między innymi: w Stowarz-
yszeniu Abstynenckim, Areszcie Śledczym, Domu Pomocy Społecznej, Stwarzeszeniu Katolickim.

- Udział w szkoleniu - Program Rozwoju Osobistego w Centrum Edukacji
 i Psychoedukacji Instytutu Psychologii Zdrowia P.T.P. w Warszawie. 220 godzin treningu intra- i interpersonalnego będącego podstawowym przygotowaniem do pracy z ludźmi.
- udział w Studium Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie I stopnia w wyżej wymienionym Centrum.

- Prowadziłem przez jakiś czas zajęcia objęte programem psychoterapii uzależnień w Ośrodku Szkoleniowo-Terapeutycznym.
- Pracowałem w Miejskiej Komisji do spraw Rozwiązywania Problemów Alkoholowych i
Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie, działającej przy Urzędzie Miasta.
- Współpracowałem z Miejskim i
Gminnym Ośrodkiem Pomocy Społ
ecznej, a takżeinnymi instytucj-
amitakimi jak szkoły, policja itp.

- Poza tym cały czas się uczyłem - wspominałem o tym w poście - Problemy uzależnień.

Wyższa Szkoła Pedagogiczna Towarzystwa Wiedzy Powszechnej w Warszawie – pedagogika socjalna i resocjalizacyjna, licencjat.

Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie - studia magisterskie pedagogiczne.

Dużo wcześniej pięć semestrów na Wydziale Inżynierii Budowlanej i Sanitarnej Politechniki Lubelskiej. Tych studiów nie ukończyłem, powodu można się domyślić.

- Pracowałem w Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej jak asystent rodziny.
Wspierałem głównie rodziny w których występował problem alkoholowy.

- Byłem też pedagogiem wspierającym kształcenie ucznia zakwalifikowanego do kształcenia specjalnego z uwagi na autyzm – zespół Aspargera w Gimnazjum.

I jak wcześniej pisałem m.in. w poście Równia pochyła. Jednak pomimo tak pięknych kart życiorysu wróciłem do picia.

W następnym poście absolutnie podstawowe pojęcia.

czwartek, 29 maja 2025

Osoba uzależniona czy alkoholik?

 

    
               Foto - Autor.

Gwoli ścisłości wyjaśnię jednak tylko podstawowe terminy stosowane przez fachowców trochę teraz trochę potem. Eksperci Światowej Organizacji Zdrowia zaproponowali nowe terminy wprowadzone w 1978 roku. Zamiast używanych dotąd alkoholizm nałogowy
lub przewlekły wprowadzono termin - zespół uzależnienia od alkoholu /ZUA/ -
/Woronowicz 1994, s. 45/ .
Zamiast szeroko dotychczas stosowanego alkoholizm, który
zawierał w sobie wiele pojęć, tak
że wszystkie patologie społeczne
związane z piciem alkoholu wprowadzono terminy: problemy
alkoholowe tak jak ja pisałem lub stany ograniczonej sprawności spowodowanej alkoholem /Woronowicz 1994, s. 45/ .
Ja dla uproszczenia na okrelenie zespół uzależnienia od alkoholu będę używał terminów choroba alkoholowa i uzależnienie od alkoholu. Będę się też posługiwać określeniami niefachowymi - alkoholizm i alkoholik.
Kłopotliwe byłoby mówienie na codzień  – on ma zespół uzależnienia od alkoholu, lub
- Kazik ma ZUA.

Jest też wiele rodzajów stanu po spożyciu alkoholu np. upojenie powikłane czy patologiczne ale to inny temat.

Dlaczego ogólnie wolę używać określenia osoba uzależniona od alkoholu, a nie alkoholik?
Otóż określenie alkoholik chociaż przydatne dla alkoholików, ponieważ pomaga rozbroić ich SIiZ to jest też stygmatyzujące, a jest to przecież choroba jak każda inna, piszę o tym w poście - Czy da się nie palić?

Określenie osoba podkreśla podmiotowość człowieka.

Alkoholizm jako chorobę zaczęto rozumieć i klasyfikować dopiero od końca XIX wieku. Na przykład, w 1852 roku Magnus Huss, szwedzki lekarz, stworzył koncepcję alkoholizmu jako choroby. A wiadomo jak pito dawniej m.in. w Polsce szlacheckiej, na pewno było mnóstwo alkoholików. Inna sprawa, że dzisiaj dalej niektórzy nie uważają uzależnienia od alkoholu i innych substancji czy zachowań za chorobę. Wynika to zapewne z nierozumienia problemu. Francuskie powodzenie -
pijak mógłby przestać pić, gdyby chciał – alkoholik chciałby przestać pić, gdyby mógł.
Żeby uściślić - osoba uzależniona może nie pić, ale jak zacznie to nie ma końca. Może jednak przerwać picie np. jak kasy zbraknie, ale wiąże się to wtedy z dużymi cierpieniami dyskomfortem. Nagłe przerwanie picia po długim i ostrym cięgu może skończy się tzw. delirką /delirium tremens, majaczenie drżenne, biała gorączka/ i być niebezpieczne dla zdrowia, może nawet skończyć się śmiercią jak nie było odtrucia.

Postaram się przybliżyć te zjawiska w taki sposób, aby był on interesujący dla osób:
- znających to zjawisko bardzo mało;
- znających go już trochę ;
- znających go od dawna, lecz mimo to, jak wiem z własnego doświadczenia, często też doświadczających poczucia bezradności wobec niego, mam
nadzieję, że znajdą tu oni nowe
pomysły. Czasami występuje wypalenie zawodowe wśród pomagaczy. Wiąże się to zapewne że stosunkowo niską skutecznością leczenia chociaż jest z tym ostatnio lepiej, duża w tym zasługa Ruchu Anonimowych Alkoholików.

Postaram się krótko przybliżyć od
strony teoretycznej  Czytelnikowi też zjawiska towarzyszące używaniu alkoholu, które uważam za najistotniejsze dla zrozumienia
całości zagadnienia. Podkreślam w
tym miejscu wyraźnie, iż nie jest
moim celem usprawiedliwianie zachowań związanych z używaniem
alkoholu, celem moim jest pomoc
w zrozumieniu istoty tych zachowań po to, aby łatwiej można było sobie radzić z problemem alkoholowym. Zastrzeżenie to wynika stąd, żeczęsto spotykam się z bardzo emocjonalnym podejście do problemu, a takie podejście utrudnia
szukanie rozwiązań.
Trzeba powiedzieć, że bardzo często i tak osoby uzależnione, żyją bardzo długo w poczuciu winy, nie ma co je dobijać. Trochę to pomaga na początku, ale w dłuższej perspektywie jest szkodliwe, było minęło żyjemy tu i teraz. Naprawiamy co się tylko da, nie wszystko się da i idziemy do przodu. Zbytnie wyrzuty sumienia, długie rozpamiętywanie głupich, czasem niebezpiecznych, szkodliwych dla alkoholika i otoczenia zachowań do niczego nie prowadzi oprócz depresji.

W psychoterapii leczenia uzależnień na początku jest tak zwana część destrukcyjna w której rozbija się system zaprzeczeń osoby, sprowadza osoby do parteru. Potem ma się składać alkoholika z powrotem. Piszę - ma się, ponieważ w praktyce różnie to bywa, przynajmniej tak było za moich czasów, teraz może jest inaczej nie jestem na bieżąco. Z odwyku, elegancko i naukowo z zakładu czy ośrodka leczenia uzależnień wychodzili ludzie całkiem rozbici, czasem przez wiele lat. Zetknąłem się z tym zjawiskiem w mojej praktyce pomocowej i podczas własnego udziału w późniejszych warsztatach i terapiach.

W następnym poście opiszę swoje kompetencje w zakresie pomagania w zdrowieniu z choroby alkoholowej. 

sobota, 24 maja 2025

Problemy uzależnień.

 


Tak jak zapowiadałem w poście Plany publikacji zaczynam jeden z nowych cyklów mojej pisaniny.

Dzisiaj i później przez jakiś czas będą to refleksje oparte na mojej pracy dyplomowej licencjackiej napisanej w uczelni
Towarzystwa Wiedzy Powszechnej. Nie pamiętam tytułu chociaż pracę mam zapisaną. Przytoczę zatem tytuł pierwszego rozdziału - Kiedy picie staje się problem. Nie chcę w tym miejscu umieszczać szerszych definicji, obserwacji czy opisów choroby alkoholowej. Takich jest całe mnóstwo w internecie, tu będą takie aspekty, które mnie szczególnie interesują i uderzają.
Będę przytaczał fragmenty tej pracy. Dlaczego nie zamieszczę od razu całej?
W zasadzie mógłbym, ale chcę po prostu przejrzeć ją powtórnie razem z Czytelnikiem, może trzeba będzie coś zmienić uzupełnić, skomentować. W nawiasach są nazwiska autorów na których się powoływałem, zamieszczę potem bibliografię.

Używam terminów – radzenie sobie
oraz – problem alkoholowy. Chyba byłwobec tego tytuł pracy dyplomowej Radzenie sobie z problemem alkoholowym. Zacznę od wyjaśnienia tego drugiego terminu. Może czytelnik zapytać, dlaczego problem alkoholowy, co to takiego? Dlaczego nie alkoholizm lub uzależnienie od alkoholu?
Użyłem zwrotu problem alkoholowy
wpełni świadomie z paru powodów -

Po pierwsze -

Uważam, że zagadnienia związane z uzależnieniem od alkoholui innych substancjisą często widziane w dość wąskim zakresie.
Słyszę często głosy:
– Po co się tyle o tym mówi, przecież osób uzależnionych nie jest wcale tak dużo, są inni, którym należy się pomoc osoby starsze, emeryci, renciści, bezrobotni. Tam trzeba angażować siły społeczne i środki finansowe.
Pozornie rzeczywiście tak to wygląda, ale z drugiej strony, jeśli na przykład przyjrzymy się zagadnieniu od strony liczb to wygląda to trochę inaczej. W Polsce liczbę osób uzależnionych oceniało się na około 600 – 700 tys. /Lentowicz 2000/. Jak do tego dodamy liczbę członków najbliższej rodziny, których w jakiś sposób dotyka ten problem to już otrzymamy parę milionów. W problemach związanych z uzależnieniem uczestniczą też czy chcą
tego czy nie, znajomi, sąsiedzi, a nawet przechodnie na ulicy. Dalej, w obsługę , jeśli można się tak wyrazić, każdego alkoholika i jego rodziny jest zaangażowanych wiele różnych służb, są to pracownicy służb socjalnych, słu zdrowia, policja i wiele innych.
Jeżeli teraz zsumujemy liczby to otrzymamy może kilkanaście milionów osób, których dotyka problem uzależnienia w sposób bezpośredni albo pośredni.
Każda nawet najlżesza choroba angażuje wiele osób z otoczenia, ale wszelkie uzależnienia myślę wciągają myślę szczególnie dużo osób, zwłaszcza uzależnienie od alkoholu i narkotyków. Inne na przykład od nikotyny, hazardu, gier trochę mniej. Chociaż wszystkie są podobnie odporne na leczenie.

Wspomniałem na razie tylko o
osobach uzależnionych, a przecież
liczbę osób nadużywających alkohol
szacuje się w Polscena parę milionów. Jeżeli teraz, tak jak poprzednio do liczby osób nadużywających dodamy liczbę osób w jakiś sposó uczestniczących w problemach związanych z używaniem substancji alkoholu i osób uzależnionych behawioralnie otrzymamy bardzo dużą liczbę. Statystyki dotyczące tego problemu są rozbieżne, można poszukać ich w internecie.

Po drugie -

Piszę równocześnie o zjawi-
skach uzależnienia i nadużywania
nazywając jełącznie ze zjawiskami
im towarzyszącymi – problemem
alkoholowym, dlatego, że:
– Jeżeli rozbije mi samochód osoba będąca pod wpływem alkoholu, to w sumienie jest dla mnie nie jest istotne, czy jest ona uzależniona od alkoholu, czy tylko nadużywa. Co by nie było jeżdżenie po alkoholu nie jest normą i wskazuje na problem.

Podobnie dla dziecka, w pierwszej kolejności ważne, bolesne i przykre jest to, że tatuś awanturuje się po pijanemu, a może dopiero później to, czy jest alkoholikiem, czy nie. Zresztą nie musi się zaraz awanturować sama obecność pod wpływem alkoholu tatusia jest przykra, dzieci to odczuwają
Wydaje mi się, że dla przeciętnego Czytelnika, który nie jest specjalistą
ważne jest to, co zrobić z
konkretnym problemem. Mniej
ważne czy ma do czynienia z nadużywaniem, czy
z uzależnieniem, choć nie zaszkodzić poczytać o tej chorobie z wiarygodnych źródeł.

– Podobnie zajęcia, które prowadziłem w stowarzyszeniu abstynenckim nazywałem zajęciami dla
osób z problemem alkoholowym,
ponieważ były one przeznaczone
dla wszystkich chętnych, którzy
mają kłopoty związane z piciem
alkoholu zarówno dla i trudno wymagać, żeby od razu wszyscy przychodzący umieli się określić i odnaleźć. Diagnozę stawia rerapeuta uzależnień choć są osoby, które nie miały do czynienia z terapeutą a postawiły sobie diagnozę np. przy pomocy koleżanek czy kolegów z AA.7

Nadużywanie alkoholu prowadzi
bardzo często do uzależnienia,
oba te zjawiska ściśle się łączą, będę pisał o tym trochę później.

Po trzecie. -

Jak wynika z doświadczenia
bardzo często jest tak, że problemu
nie ma osoba pijąca, nadużywająca
lub uzależniona, inaczej mówiąc
nie widzi tego problemu. Problem
ma, widzi go, osoba z rodziny lub
osoba mająca jakieś kontakty z pijącym, chociaż nie zawsze bliscy widzą, u mnie moja Żona nie bardzo dostrzegała piszę o tym - Równia pochyła
Chcę, aby ten blog był pomocny dla tego kto ma jakikolwiek problem związany z piciem alkoholu.

W cudzysłowie - Prawdziwy alkoholik
na początku swojej drogi do abstynencji a potem do trzeźwości przeważnie kłopotów nie widzi lub widzi je całkiem inaczej.

Po czwarte. -

Zagadnienia związane z problemami alkoholowymi były bardzo często
ujmowane dość jednostronnie,
to znaczy przeważnie książki i
opracowania przeznaczone były głównie dla fachowców, pomagaczy pracowników rożnych służb, pracowników socjalnych itp. Obecnie jest bardzo dużo ķsiążek, materiałów w internacie przeznaczonych dla szerokich kręgów społecznych, są dostępne dla wszystkich zainteresowanych. Dlatego będę się starać nie powielać informacji, zwrócę tylko uwagę na te bardziej istotne według mnie.


poniedziałek, 19 maja 2025

Plany publikacji.


 Zastanawiam się o czym dalej pisać, interesuję się nie tylko uzależnieniami, ciekawi mnie wiele różnych rzeczy.


Mam w zamyśle 4 wątki -
- Dziennik - to co się u mnie teraz dzieje, aktualne zdarzenia i przemyślenia tak jak do tej pory, zapewne nie wszystkich to interesuje, ale jak wspominałem samolubnie piszę. Pomaga mi to, redukuje poczucie samotności i aktywizuje mózg w procesie trzeźwienia szeroko rozumianego.

Na przykład dzisiaj dzień wyborów prezydenckich skłania do refleksji. Nie są to zwykłe polityczne wybory. To jest wybór wizji życia w Polsce w najbliższych latach. W czołówce mamy ludzi o niejasnej przeszłości i takich nieodpowiedzialnych co nie bardzo nadają się nawet na wójta z całym szacunkiem do wójtów. Są też wśród kandydatów osoby zaburzone psychicznie. Problem jest taki, że duża część społeczeństwa nie bardzo myśli.
Inteligencja przez wojnę i komunę mocno się przerzedziła. W szkołach teraz mało uczą myślenia. Dużo nauczania opiera się na testach, mało miejsca do swobodnej własnej wypowiedzi.

Pisałem ten post wczoraj, ale nie chciałem zamieszczać że względu na ciszę wyborczą. No i stało się to czego się obawiałem, wygrał co prawda pan Rafał Trzaskowski, ale różnica jest bardzo nikła pomiędzy nim i panem Karolem Nawrockim. Pisałem o kandydatach nieodpowiedzialnych właśnie miałem na myśli pana Nawrockiego. Już pomijając aferę z mieszkaniem jest to człowiek absolutnie nieodpowiedni na jakiekolwiek stanowisko państwowe, a co dopiero na urząd prezydenta z wielu powodów. Nie będę tu się rozpisywał na ten temat, wszystko jasne. Przykro tylko, że ma tylu zwolenników. Jeszcze przedstawiał się obłudnie jako kandydat obywywatelski.
Przerażające w tych wyborach jest jeszcze to, że kandydaci z tzw. prawicy o dziwnych, ksenofobicznych poglądach uzyskali stosunkowo dużo głosów.

Będę tu też zamieszczał ciekawe linki. Na przykład wysłuchałem dwie interesujące rozmowy -
- o depresji -
https://youtu.be/fKJkqrKzqhc?si=9J32UPm_cQnauYDL
- i o schizofrenii -
https://youtu.be/4MPbZHuDa_Y?si=hMoUP3Yxf-Vbzh51

- Drugi wątek - fragmenty z moich dwóch prac dyplomowych pisanych na studiach z danym komentarzem, Towarzystwo Wiedzy Powszechnej - licencjacka . Nie pamiętam tytułu chociaż pracę mam zapisaną. Przytoczę zatem tytuł pierwszego rozdziału - Kiedy picie staje się problem. Nie chcę w tym miejscu umieszczać szerszch definicji, obserwacji czy opisów choroby alkoholowej. Takich jest całe mnóstwo w internecie, tu będą takie aspekty, które mnie szczególnie interesują i uderzają.

I druga praca tym razem magisterska pisana na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej. Tytuł - Poczucie jakości życia i percepcja własnych problemów trzeźwiejących alkoholików. Tutaj przypomnę Czytelnikom i sobie myśl która jest często przywoływana na terapiach i mitingach AA - celem postępowania w chorobie alkoholowej nie jest abstynencja, ona jest tylko warunkiem podstawowym koniecznym, celem warunkiem końcowym wystarczającym jest uzyskanie jak najpełniejszego zadowolenia z życia często pełniejszego niż przed wpadnięciem w uzależnienie. Tutaj też zwrócę uwagę na rzeczy, które są według mnie najbardziej istotne na drodze ku trzeźwości.

Badania, które prowadziłem do obu tych prac obejmowały co prawda dość małą grupę osób, ale dość reprezentatywną. Też prowadzone były 20 lat temu, dużo się zmieniło w obszarach uzależnień. Właśnie ciekawym by było zobaczyć jak i na ile zaszły zmiany.

Tak w ogóle jak przeglądam teraz te prace to widzę, że to bardzo fajne prace nie chwaląc się i nadają się w całości do publikacji, ale będę je jeszcze raz po trochu przeglądał razem z czytelnikami.

- Trzecia część to wspomnienia osobiste. Mam nadzieję, że kiedyś zainteresują Córkę i może wnuków, których na razie nie mam, ale mam nadzieję - odpukać doczekam. Może jednak i Czytelników coś z tego zainteresuje. Trochę już pisałem na ten temat w wątku Moje dzieje

https://problems-aude.blogspot.com/search/label/Moje%20dzieje.

- W czwartym rozdziale będę snuł szersze reflleksje na temat przeczytanych książek, obejrzanynych filmów, podcastów. Na przykład teraz czytam, w zasadzie czyta mi aplikacja Eleven Reader głosem Piotra Fronczewskiego z pliku pdf. Fajnie słucham i trochę czytam, bo jestem wzrokowcem. Studiuję właśnie - Yalom Irvin - Kat Miłości. opowiadania terapeutyczne, podchodziłem do lektury trochę nieufnie, ponieważ nie bardzo lubię epiki, ale tu się wciągnąłem, napiszę o tym.

Jak kiedyś wspominałem ten blog, mam nadzieję, stanie się notatkami do książki, do której od dawna się zabieram i jak często u mnie to schodzi. Parę lat przecież wyłączyłem się z normalnego życia. Do napisania książki namawia mnie wiele osób między innymi moja znajoma nieoceniona pani Doktor Psychiatra.
Poza tym teraz jest przeszkoda nie mam laptopa. Na telefonie się da np. pisanie przez przeciąganie, ale jest dużo trudniej pisać.

Zamierzam też nagrać swoje wypowiedzi do danego posta, może dodam trochę szczegółów do niego. Do nagrywania filmów nie mam na razie warunków.

sobota, 17 maja 2025

Czy da się nie palić?

 Już może kiedyś wspominałem tu w Domu Pomocy Społecznej nie mam z kim porozmawiać, trochę z panią Psycholog parę słów z pracownikami, dłużej rozmawiam z kolegą, który ma podobne problemy tyle że telefonicznie a to nie całkiem to.


Dlatego tu trochę samolubnie piszę o swoich przemyśleniach i przeżyciach. Z tym pisaniem łatwiej mi się żyje, może ta pogaduszka zamieni się kiedyś w rozmowę z Czytelnikiem. Na razie głównie rozmawiam sam ze sobą na sam.

Teraz wzięło mnie na odstawienie palenia. Wkurza mnie ten pomysł choć od dawna o tym myślałem /tylko myślałem/ to teraz jest to poniekąd wymuszone, bo jestem teraz  w tragicznej sytuacji finansowej, co prawda paliłem tani tytoń, ale jednak też on kosztuje. Oczywiście chcę też wyzwolić z niewolnictwa. Ciągłe myślenie, żeby wziąć fajki, szukanie miejsc gdzie można zapalić, a z tym coraz trudniej itp.
Poza tym jest też zmarnowany czas na robienie fajek.
O zdrowiu i chorobach nie chcę nawet myśleć - system iluzji i zaprzeczeń.

Rzucenie picia alkoholu przyszło mi bardzo łatwo, po prostu któregoś dnia stwierdziłem, że to mi niepotrzebne i uwierzyłem, że da się żyć bez picia, coś mnie oświeciło nie wiem co, nie umiem na takie pytanie dlaczego to się wydarzyło - odpowiedzieć, jakby coś z nieba rypło. Może Siła Wyższa, Przypadek, Bóg? Wierzę, że jest COŚ, nie umiem tego nazwać, w ogóle to jestem niepraktyjący.
Od tego momentu przestałem całkiem myśleć o alkoholu. Śnił mi się tylko może ze 2 razy. Miałem jeden kryzys jak się zakochałem niedługo po zaprzestaniu picia. Szedłem już do Trzynastki żeby się napić, na szczęście była zamknięta więc zwróciłem się do Chmielnej i mi po drodze przeszło. Wróciłem do domu,  popłakałem, zadzwoniłem do telefonu zaufania i to był jedyny kryzys alkoholowy w tym czasie. Nie robiły na mnie wrażenia stoiska z alkoholem ani spotkania gdzie był spożywany alkohol chyba, że głównym celem spotkania było picie alkoholu wtedy omijałem. Same dyskusje pijanych ludzi były już wystarczająco odstęczające.
Nie piłem 24 lata, ale wróciłem i teraz zaczynam od początku. Zacząłem nie przestrzegać zaleceń dla zdrowiejących alkoholików, brałem lek krople na alkoholu i się zaszczepiłem. Piszę o tym w poście Równia pochyła.

Alkohol dla mnie znowu teraz nie problem, ale fajek się boję.

Ale wróćmy do palenia. Przypadek czy opatrzność prawiły, że akurat trafiłem na książkę Allana Carr'a Prosta metoda jak skutecznie rzucić palenie.


W zasadzie czytała mi aplikacja Eleven Reader głosem Piotra Fronczewskiego z pliku pdf. Fajnie słucham i trochę czytam, bo jestem wzrokowcem. 
Allan koncentruje się na obalaniu mitów dotyczących palenia w które wierzymy, nie straszy tylko skupia się na sposobie zmiany przez palacza przekonań odnośnie palenia. To podejście jest bardzo blisko mojemu stosunku do picia alkoholu trochę to wspominałem.

Ogólnie zgadzam się z Autorem tylko 2 zastrzeżenia -
- Carr pisze, że pierwszy papieros nie smakuje i wywołuje złe objawy nudności, wstręt itp. U mnie nic takiego nie było. Pierwszy Klubowy w komórce na podwórku bardzo mi smakowa. Paliłem pomalutku, w początkach nie zaciągałem się, ale potem i tego się nauczyłem.
- Allan twierdzi, że fajki śmierdzą i są odrażające. Mi tam nic nie śmierdzi i bardzo mi smakują szczególnie z rana wtedy aż mnie ssie.

W sumie palenie jest bardzo podobne do innych uzależnień na przykład alkoholizmu. Przy uzależnieniu od papierosów negatywne skutki widać dużo później i przeważnie nie wpływa ono tak na otoczenie chociaż czasami trochę tak. Przy uzależnieniu od alkoholu skutki widać od razu choć wysokofunkcjonujący uzależnieni mogą żyć wiele lat bez prawie niewidocznych dla otoczenia konsekwencji.
Dlaczego czasami używam określenia osoba uzależniona od alkoholu, a nie alkoholik?

Otóż określenie alkoholik chociaż przydatne dla alkoholików, ponieważ pomaga rozbroić ich SIiZ to jest też stygmatyzujące, a jest to przecież choroba jak inne. Jarosław Polanowski, który pełnił dyżury w Niebieskiej Linii opowiadał jak to zadzwoniła pewna kobieta i opowiadała swoją historię. Prawnik dopytał - jest pani ofiarą? Na to ona - I pan też mój mąż tak właśnie ciągle mówi. Czasami lepiej użyć określenia - osoba doznająca przemocy.

O różnych aspektach różnorodnych rodzajach uzależnień jest wiele książek, które warto poczytać na przykład -

Nałogowy człowiek. - Anna Dodziuk, Leszek Kapler.

Skończyłem czytać książkę Allana i mam mieszane uczucia. Między inny trochę boję skutków odstawienia palenia, ponieważ palę 50 lat i sobie zapewne głupio wymyśliłem, że organizm tak się przyzwyczaił, że jak nie dostanie nikotyny to zachoruje. Psyche też mocno się przyzwyczaiła do odruchu i będzie pewnie pustka bez palenia. To jest moja jedyna rozrywka w tej chwili. Oczywiście zdaję sobie doskonale sprawę, że to są durnowte dywagacje, rozum to wie, ale uczucia nie bardzo.

Doświadczenia na razie mam takie -
- jak już się położę do łóżka trochę przed zaśnięciem oglądam film czy czytam to już nawet wcale nie myślę o paleniu;
- też jak się czym zajmę pisanie, jakieś masterkowanie i się wciągnę to szkoda mi czasu na palenie;
- miałem dyżury w punkcie interwencyjnym do spraw przemocy po 3 godziny i dłużej, nie myślałem o paleniu.

Są to pewne moje zasoby, które można wykorzystywać przy wypełnianiu pustki po papierosach. Jest jeszcze taki problem, że nie umiem odpocząć, zrobić sobie przerwy bez papierosa. 

Obiecałem sobie ostatnio któregoś dnia, że już od jutra nie palę. Przyznam się - na razie nie wyszło, rano wstaję rozbity pomimo, że normalnie spałem i przez 2 godziny dochodzę do siebie. Wiem, że przy depresji to normalne, ale mnie to denerwuje, chcę szybko wyzdrowieć. Widać jeszcze całkiem nie przeszło też ogólnie słaby jestem, trzeba ćwiczeń fizycznych to uwalnia serotoninę, trochę zacząłem spacerować. 

Na razie zastosowałem metodę, której stanowczo nie poleca Carr, ograniczyłem palenie. Uczę się wykonywać czynności teraz pisanie i czytanie, spacer bez potrzeby ciągłego sięgania po papierosa. Pisze autor, że przy takiej metodzie palacz okrutnie się męczy, na się nie męczę, zakładam sobie, że np. piszę przez 2 godziny i piszę. Najgorsze są ranki. To oczywiście jest metoda przejściowa, sądzę, że stosunkowo szybko dojrzeję.

Tu podobnie jak przy alkoholiźmie w okresie abstynencji jeden kieliszek może z prawie stuprocentowym prawdopodobieństwem sposowidować nawrót picia, z paleniem u zaawansowanego palacza tak samo, jeden papieros w czasie odstawiania 99,99 % powoduje powrót do palenia.

Będę na bieżąco informować co z tego wyszło. W następnym poście podzielę się planami odnośnie dalszego pisania.










sobota, 3 maja 2025

Równia pochyła.

 Mam sygnały, że jak się na nią wchodzi wyświetla się ostrzeżenie - strona potencjalnie niebezpieczna. Nie wiem czemu tak jest, nie umiem tego zmienić - przepraszam jeśli są niedogodności.

Przed zaśnięciem przypominają mi się dobre i złe czasy. O obu nie ma oczywiście sensu rozmyślać, roztrząsać, ale to jakoś samo mi przychodzi, jak mawiali moi koledzy i klienci. Wspominanie obu przynosi ból. Ostatnio jakoś bardziej mnie dotykają mnie wspomnienia złych lat, chociaż dobrych też bolą, ale są momenty, że nie, bo było fajnie i szlak wszystko trafił, tak czy siak źle, lepiej nie myśleć o przeszłości i żyć dniem dzisiejszym tu i teraz, ale to trudne, a czasem trzeba. Myślenie o przyszłości jakoś mi tak nie szkodzi.

O niektórych rzeczach już pisałem, teraz trochę szerzej napiszę. Jak sobie tu w dpsie siedzę i sobie tak myślę o przeszłości to nie mogę pojąć jak mogłem tyle lat trwać w tym nawrocie picia, mając wiedzę, doświadczenie, umiejętności, trochę praktyki jako terapeuta.

W zasadzie nie wiem od kiedy liczyć nawrót picia. Choć na początku kiedy używałem według instrukcji nie było żadnych konsekwencji. Jednak faktem jest, że jako osoba uzależniona nie powinienem w ogóle brać leków zawierających alkohol, zresztą, już wtedy używałem dzień w dzień.

W ogóle zacząłem używać kropelek około roku 2013, czyli jak tak liczyć to miałem 23 lata bezwzględnej abstynencji, a nie 27 jak pisałem /taki system iluzji i zaprzeczeń/ 27 to względna abstynencja bez większych negatywnych skutków.
Tak w ogóle to mylą mi się daty z przeszłości dalszej i bliższej, nie pamiętam ich dokładnie. Ogólnie do tej pory mało wracałem do wspomnień.

Można mi zarzucić, że czasami będę  używał żartobliwych zdrobnień, nie jest to omijanie problemu, taki mam styl.

Nawrót picia można zwalić na przypadek, co oczywiście jest chyba niedorzeczne. Chociaż można czasami dyskutować co jest wolną wolą, a co nie jest. Ciekawy wykład między innymi na ten temat - Briana Greene'a - Śmierć myśli. Tak skończy się Wszechświat.

 Też zastanawiałem się kiedyś nad tym w którymś
 poście chyba Przypadek, nie pamiętam gdzie, trzeba by mi zrobić spis treści, wademekum czy skorowidz, zacząłem go robić, ale został na utraconym laptopie. Ale tu wkraczamy w filozofię, trzeba by zahaczyć o pojęcia z mechaniki kwantowej. Kiedyś wrócę do tych rozważań, a na razie trzymam się Ziemi.

Mieszkaliśmy wtedy jeszcze w naszym domu w miasteczku.

I tak - na podwyższenie ciśnienia, bo miewałem niskie, brałem cardiamid z kofeiną, ale przestali produkować. Kiedyś zaszedłem do apteki i zaproponowano mi Cardiol C, ja pomimo posiadanej wiedzy nie patrzyłem na skład od razu tylko później.
I wtedy zauważyłem, że jest w nim 70% alkoholu. Nie przeszkodziło mi to w dalszym używaniu, znowu system iluzji i zaprzeczeń.
Przypadek? - w życiu sam bym na to nie wpadł. 

Pracowałem wtedy jako asystent rodziny w miejskim ośrodku pomocy społecznej. Pracowałem trochę w biurze, w domu, ale głównie w terenie, jeździłem do klientów. Jak zacząłem już zacząłem używać te kropelki to rano troszkę, jak miałem przerwę w wizytach też odrobinę i wieczorem już trochę więcej. W weekend ile się dało, szczególnie wtedy jak pisałem różne sprawozdania co mnie mocno wkurzyło.

Uważałem, bo przeważnie jeździłem samochodem i bałem się dmuchania. Ale później sobie nie żałowałem i przestałem uważać.
Na początku brałem tyle ile zalecano na ulotce i nie było większych następstw, ale szybko zwiększyłem dawki. Na strychu piętrzyły się worki z buteleczkami. Było to szczególnie widoczne jak robiliśmy porządki przy sprzedaży domu i wyprowadzce.

Bywałem pod wpływem na zebraniach w pracy i w czasie wizyt u klientów. W końcu zaczęło to być zauważalne. Dyrektor wysłał mnie na urlop zalecając żebym coś z tym zrobił, a ja to olałem, kropelkowałem nadal. Uwagę mi zwracali przyjaciele, znajomi i oczywiście Żona. Ja oczywiście twierdziłem, że wszystko jest OK nic się nie dzieje, kompletny odlot.

Po przeprowadzce oczywiście kontyuowałem picie leczenie jak twierdziłem.
Pracowałem jakiś czas w gimnazjum jako nauczyciel wspierający. Rano nic nie używałem, bo szkoła, samochód. Ale zaraz po lekcjach szedłem do apteki, a po powrocie do domu bezpośrednio na ławeczkę.

Potem po zakończeniu pracy w szkole, była to umowa na czas określony, popłynąłem całkiem, nie miałem już żadnych hamulców. Nie szukałem pracy.
Kiedy mieszkaliśmy w pierwszym mieszkaniu przeważnie cały czas coś tam trochę grzebałem przy mieszkaniu.
Pykałem na laptopie, ale głównie używałem kropelek czyli alkoholu na ławce. Nie przeszkodziło to, że Żona poważnie zachorowała, zamiast być oparciem to ja ławeczka. Rano wychodziłem na ławeczkę, potem przerwa obiad i wieczorem dalej picie. Po przeprowadzce do innego mieszkania oczywiście kontyuowałem

W końcu przeszedłem na wódkę. Ciężko mi to szło nie smakowała mi, bo miałem zakodowane, że wódka nie dla mnie, ale się przełamałem i dałem radę, kropelki przecież cały czas uważałem za lek. Naprzód stosowałem wiśniówkę, a potem było mi już wszystko jedno.

W międzyczasie byłem krótko w Belgii, pracowałem jako pomocnik na budowie. Jednak szybko zakończyłem karierę, tak się napiłem, że siedziałem na chodniku i policja zwinęła mnie i zawiozła do... szpitala. Pełna kultura, kroplówka rano śniadanko wypasione. Przyjaciel u którego mieszkałem, wieloletni abstynent, zresztą mój wychowanek jak można tak powiedzieć,  wkurzył się mocno i odesłał zaraz do Polski.

I tak ciągnąłem, przepijałem i przepalałem kasę, która została po sprzedaży domu i zakupie i remoncie mieszkania i inną. Ta kasa miała być przeznaczona na wkład własn. Jak się skończyła zacząłem brać pożyczki, przestałem spłacać kredyty, wpadłem w spiralę długów. Dopiero teraz się z tego wyplątuję przeprowadzając upadłość konsumencką.

Niby nie stosowałem przemocy fizycznej, ale psychiczną i ekonomiczną owszem stosowałem. Trudno wytrzymać było z taką gnidą co tylko marudziła, piła, smrodziła papierosami i czasami podciągała pieniądze. Córka wtedy studiowała iberystykę i nie miała za bardzo w domu warunków do nauki. Nawiasem mówiąc ja jej pomogłem w rozwijaniu pasji do nauki hiszpańskiego. Gdzieś nie wiem jak chwyciła ten hiszpański, jak kupiłem jem pierwszy podręcznik, razem z Żoną wspieraliśmy ją w tym. No i Córka zaczęła słuchać w odróżnieniu od rówieśników hiszpańskich, południowoamerykańskich rytmów, oczywiście nie tylko. Np. Juanesa itp. w czasie naszej podróży do Bułgarii cały czas go słuchaliśmy aż do znudzenia.

W końcu Żona miała tego mojego zachowania dosyć i wygoniła mnie z domu. Byłem też 2 razy na odwyku w takim małym mieście. Blisko rok w hostelu dla uzależnionych, nieopodal słynnego uzdrowiska i jakoś nie piłem, chociaż niektórzy tam pili. Nie miałem tam wtedy problemu z utrzymaniem abstynencji.

Potem zaczęła się takie cykle po powrocie z hostelu -
[  ] Schronisko;
[  ] praca w ochronie;
[  ] picie;
[  ] zatrucie;
[  ] szpital psychiatryczny lub odtrucie;
[  ] i znowu schronisko i tak w kółko przez parę lat.

W końcu dostałem rentę i wraz z nią wyrównanie na podstawie takiej ustawy covidowej - ok. 20 tys.
Plan miałem taki żeby - hostel - stancja - trochę odpoczynek - praca - abstynencja i trzeźwienie - powrót do Rodziny jak zechcą przyjąć.

Wyszedł mi tylko sam początek hostel, a potem zacząłem nowy cykl -
[  ] hostel, czasami drogi hotel;
[  ] picie;
[  ] szpital;
[  ] i znowu stancja i tak w kółko.

Jak było do przewidzenia pieniądze się skończyły. W szpital ciężko dochodziłem do siebie, ale jakoś się pozbierałem, po drodze covid. Przed wyjściem dostałem trzynastkę, znalazłem fajną stancję i dobrą pracę. Ale ja jak to ja. Dwa bardzo źle się poczułem, i chyba późny zespół abstynencyjny lub nawroty depresji. Oczywiście leczyłem się wódką. Raz drugi się udało nie było konsekwencji, a trzeci raz jak zwykle ciąg, nie wiedziałem czy dzień, czy noc. Potem szpital - schronisko - rok szpitala psychiatrycznego i w końcu Dom Pomocy Społecznej gdzie przebywam do tej pory.

To duże zapicie w 2022 mnie dobiło. Od tego czasu do tej pory nie mogę dojść do siebie. Depresja i nerwy męczą mnie przez cały czas raz mniej raz więcej. Ostatnio dużo - odpukać lepiej. Pisałem o tym wszystkim w poprzednich postach.
Dawniej jak popiłem i się zatrułem stosunkowo szybko wracałem do normy. Dół psychiczny tydzień dwa i było OK, mogłem normalnie funkcjonować, pracować i oczywiście dalej pić. Chyba ten ostatni raz to było o jeden raz za dużo, ciało i dusza nie wytrzymały.
Cały czas zachodzę w głowę jak tak mogłem parę lat kontynuować ten gigaciąg mając wiedzę,  doświadczenie i umiejętności. Duża zagadka, jeszcze o tym pomyślę chociaż nie wiem czy jest sens, może szkoda czasu. A może taka analiza pozwoli mi zabezpieczyć się na przeszłość?

Nie da się ukryć, że odrobinę mam pretensje do Żony /po rozwodzie ale dla mnie dalej Żona/, mówią, że to myślenie alkoholowe, może trochę tak. Jednak mogła trochę inaczej postępować, np. pójść na miting Al-Anon czy do terapeuty dla współuzależnionych itp. Jej tylko łatwo przychodziło wzywanie policji jak już było gorzej. Jednak oczywiście nie twierdzę, że piłem przez Nią, trudno żyć z czynnym alkoholikiem, choć czasem i z niepijącym często niełatwo.

Trochę się znowu rozpisałem, a obiecałem sobie pisać krótkie posty, jednak tu chciałem szczegółowo opisać proces powrotu do nałogu po wielu latatach abstynencji. Sądzę, że może to być pomocne dla mnie jak i dla niektórych Czytelników. Może jakbym przeczytał coś takiego w czasie nawrotu picia szybciej bym go zakończył?

Zapewne łatwiej dostępne byłyby treści jakbym nagrywał filmy lub chociaż dźwięki, jednak w tej chwili nie bardzo mam warunki do nagrywania filmów i duży problem je na telefonie obrabiać. Może nagrywać i podać link?

W następnym poście opiszę jakie mam zamiary na dalsze pisanie. Teraz lepiej się czuję, mam czas, na razie do pracy nie mogę pójść,  jeszcze nie to zdrowie.