Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Moje dzieje.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Moje dzieje.. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 15 września 2022

Nauczyciel.


Witam ponownie czytelników!

NIE CHCE MI SIĘ NIC ROBIĆ…” – to nie rób nic. Po co robić coś, co tak naprawdę nie sprawia nam przyjemności, co nas męczy. Czasami warto podarować sobie taki wolny dzień, a nawet kilka takich dni, jeśli czujemy, że tego potrzebujemy.
- fragment książki Aleksandry Jagodzińskij - Bliskie Rozmowy.

To stan jak mam w ostatnim okresie. No i prawie nic nie robię. Fajnie - tylko tych wolnych dni mam ostatnio raczej za dużo.


Ostatni raz zamieściłem post miesiąc temu, brakuje mi tego pisania, ale niestety tak wyszło.
Złożyło się na to parę przyczyn -

- miałem nawrót objawów kryzysu, depresji, czy też nawrót chęci picia, jak uważa moja pani Dr;

- wróciły myśli o głupim, ostatnim zapiciu i jego konsekwencjach, niby trochę się pogodziłem, ale wraca;

- myśli o konieczności niechcianego, a koniecznego pobytu w schronisku, przynajmniej przez jakiś czas;

- jakaś infekcja, niby tylko do 37,4 dochodziło, ale czułem się źle, jakbym miał dużo więcej, tak miewam, apetyt gorszy, papieroy i kawa tak nie smakują jak trzeba. Ostatnio wyszła z krwi infekcja - CRP 100 przy normie 5, jestem teraz na antybiotyku przez 10 dni i przez to przedłużył się pobyt w szpitalu. Jak skończę antybiotyk trzeba będzie wychodzić w końcu.

- A przede wszystkim ogromna niechęć, wręcz wstręt do pisania, czytania.
Marnuję czas kręcę się w tą i tamtą, doczego to potrzebne?
Śpię czasem w dzień co mi się nigdy nie zdarzało, raz spałem 18 godzin.

Przeglądam Facebooka, są tam nie tylko głupoty, ale są i ciekawe posty, odnośniki do interesujących artykułów. Ale głównie powinienem stosować autoterapię, chociażby przez pisanie i czytanie literatury psychologicznej.

To ostatnie, ta odraza myślę, że wynika z dwóch rzeczy -

- Źle mi samemu, tęsknię za Żoną, łudzę się, że jeszcze ją odzyskam pomimo krzywd, które jej zrobiłem. Śni mi się po nocach ciągle tak jak Córką, myślę ciągle o niej, wspominam dobre chwile spędzone razem. Jak pisałem - wiem, że to niepoważne, ale tak mam. Całe życie tylko Ją kochałem i kocham nadal. Ciężko mi żyć bez Niej. Myślę, że mieści się to w granicach normy.  Jest wiele przykładów takiej miłości wśród ludzi mniej lub bardziej znanych.

- Przypomina mi się też całe życie. Chyba mam za dużo czasu wolnego.
Było dużo porażek, ale też wiele sukcesów, które nie zawsze do końca wykorzystałem.
Nie wiem na ile jest to sens, ale mam ochotę na opisanie niektórych wspomnień. Z jednej strony to niezdrowe, ale z drugiej może da się opisać i w końcu zamknąć pewne rozdziały.

Jak tak patrzę wstecz to wyróżniam 4 rozdziały -

1. Dzieciństwo i wczesna młodość. Trochę pisałem o tym w wątku Moje dzieje. Trzeba by tu uzupełnić to i owo.

2. Wczesna młodość tak od ok. 20 do 30 r.ż. Czas w większości zmarnowany. Okres studiów itp., wymaga opisu.

3. Okres od poznania Żony do momentu powrotu do picia - małżeństwo, rodzicielstwo, trzeźwienie, działalność pomocowa. Bardzo fajny czas, choć często niedoceniany. Warto parę słów o tym chociażby dla przyszłych pokoleń .

4. Okres powrotu do picia, potężnych problemów, klęsk jedna za drugą. Opisywałem to w wątku Dziennik.

Ten ostatni okres szczególnie rzutuje na ocenę mojego życia. Uważam je za zmarnowane, przekreśliłem wszystko co miałem. Sądzę, że już nic dobrego mnie nie spotka już w życiu, wszystko przepadło, wiek też już nie ten. Została tylko wegetacja. Marna emerytura, nawet na stancję nie będzie bez pracy, chyba, że jednak wrócę jakimś cudem do mojego też mieszkania. Wszystkie marzenia szlak trafił
i nie widzę sensu, aby cokolwiek robić ponad to co muszę, aby przeżyć. Często zastanawiam się, czy warto dalej żyć. To wszystko to gówno oprócz moczu.
Jakaś cicha nadzieja się tli, ale bardzo słabo.

Nie wszystko w życiu straciłem przez picie alkoholu, ale bardzo dużo. Poza tym nie podążałem często za marzeniami -

Iść za marzeniem i znowu iść za marzeniem, i tak zawsze aż do końca.
Joseph Conrad, Lord Jim.

Były złe decyzje, ale z drugiej strony na dany czas były racjonalne co nie znaczy, że właściwe, ale to tak dzisiaj po latach wygląda.

Podam przykład -
Jak miałem naście lat chciałem zostać nauczycielem tak jak Babka i Dziadek. Ponieważ w owym czasie zarobki nauczycieli były marne /podobnie jak dzisiaj/ wybrałem kierunek studiów - politechnika - budowa dróg i mostów. Inżynierowie lepiej zarabiali. Nie do końca kochałem inżynierię, ale była całkiem spoko. Z matematyką i fizyką nieźle sobie radziłem, nie byłem wybitny, ale do nauczania wystarczyłoby raczej.
Mogłem zresztą pójść do nauczycielstwa i po politechnice, ale wtedy zacząłem więcej pić. Rok studiów potem urlop dziekański, potem studia i znowu urlop i tak zaliczyłem 2,5 lat studiów, 5 w sześć lat. Wróciłem jeszcze na zaoczne studia na jeden semestr, ale już nie bardzo dawałem radę bo ta mała działalność gospodarcza i ciężko. A może nie miałem wtedy przekonania do nich, bo przecież zaocznie uniwersytet potem skończyłem i magistra zrobiłem. Diabli wiedzą po co, ale to zupełnie inna bajka.

W tym w drugim okresie życia zdarzyło mi się jednak uczyć trochę w szkole. Nie pamiętam, czy w przerwach studiów, czy po, może po.

W tym czasie było wiele małych wiejskich szkół podstawowych, potem dopiero zrobiono zbiorcze. Te wiejskie były kameralne, parę klas w klasie kilkanaście, czasem kilkoro uczniów. Brakowało tam nauczycieli więc zatrudniano osoby nawet po liceum i tygodniowym kursie. I ja tak się zatrudniłem. Dojeżdżałem do małej szkoły w pobliskiej wsi. Autobus PKS miałem tak, że akurat zdążałem na lekcje i miałem powrót po. Uczyłem matematyki, bardzo mi to się podobało. Niestety przyszedł Dzień Nauczyciela i zacząłem świętować, naprzód w szkole, później z kolegami. No i oczywiście ciąg I zatrucie. Już wtedy tak miewałem. Do szkoły nie wróciłem, chociaż mnie chcieli chociażby do wychowania technicznego teraz. Najbardziej, pomijając wszystko, było mi głupio że zawiodłem takiego chłopaczka, który mnie polubił i czekał codziennie na mnie kiedy przyjeżdżał autobus.
Zatrudniłem się jeszcze w innej szkole jako nauczyciel wychowania technicznego, ale chyba, nie pamiętam nawet nie podjąłem pracy. Ojciec przyjaciela załatwił mi pracę też jak nauczyciel wychowania technicznego, ale nie przyjąłem jej.




I tak moje marzenia legły w gruzach. Oczywiście przez picie alkoholu. Mogłem sobie na to pozwolić gdyż jak to mówią miałem zapewniony wikt i opierunek przez Ciotkę, Mamę i Babkę. Pobyt na studiach stancja itp. opłacony. Na papierosy i alkohol dało się wyciągnąć.

Jeszcze parę rzeczy warto by opisać, może później. W każdym razie stracony czas. Najgorsze, że miałem predyspozycje i mam do nauczania i przepadło. Potem w okresie długiej trzeźwości jakoś to odżałował i myślę odkupiłem, a teraz znowu wróciło.

Ogólnie na dzień dzisiejszy narzekam jak zwykle, doła mam dużego, a powinienem trochę optymizmu w siebie tchnąć tym bardziej, że muszę stawić czoło życiu poza szpitalem - schronisko, niestety itp.

piątek, 18 lutego 2022

Liceum

 Jak wspominałem zdałem egzamin do liceum. Znalazłem się w klasie o profilu matematyczno-fizycznym. Okres liceum wspominam jako najfajniejszy w życiu.

Ale wtedy też zaczęły się kłopoty z alkoholem.

Klasa była bardzo fajna, chodzili tam ludzie o szerokich zainteresowaniach nie tylko, nie tylko matematycznych.

Tam poznałem przyjaciół Daniela i Ryśka. Rysiek chodził do innej klasy, ale w trójkę tworzyliśmy fajną paczkę.

piątek, 11 lutego 2022

Dzieciństwo i podstawówka.

 Jak wspominałem namawia mnie moja znajoma, można wręcz powiedzieć chyba przyjaciółka namawia mnie ciągle do napisania książki o moim życiu.  Mój znajomy terarapeuta Dr Sz. też mówi że mój przypadek warty opisu i jak nie ja to on to zrobi.


Pisałem już trochę o moim dzieciństwie teraz trochę szczegółów.

Nasz dom był przy małej uliczce w małym miasteczku. Ulica do pewnego nie miała nawet bruku. W czasie deszczów same błoto. Sąsiad na wiosnę ją poprostu orał, wyrównywa starym Ursusem. Miał on cegielnię z dużym kominem i uchodził za bogatego człowieka do dziś zresztą. Ma on 3 córki, z jedną z nich chodziłem do szkoły.
Wogóle przy ulicy były kiedyś jednorodzinne domki, dzisiaj powstał blok i obok osiedle i oczywiście Biedronka.
Mieszkało w nich paru rówieśników, tak że miałem towarzystwo, miałem się z kim bawić - wyścigi kapslami, rzucanie scyzorykiem, potem Zorro i oczywiście Czterej pancerni i pies. Robiliśmy biwaki, wioski indiańskie w moim ogrodzie, który kiedyś był bardzo duży, potem zabrali część pod budowę bloku.

Za odszkodowanie Babka zmieniła pokrycie dachu z dachówki tzw. marsylki na blaszane wygląd trochę gorszy ale za to przestał przeciekać dach. Wcześniej wcześniej jak był deszcz wszyscy chodziliśmy z wiadrami i miskami na strych i łapali wodę cieknącą z dziur w dachu.
Na ogrodzie rosło dużo drzew i krzewów - śliwki, jabłonie, wiśnie, porzeczki, maliny, agrest i warzywa itp.
Roboty było sporo i na wiosnę i na jesieni. Wszystkich domowników Babka goniła do roboty. Kopanie ziemi, robienie grządek to była praca o tyle trudna, że miała do przesady duże wymagania. Gracowanie ścieżek to moje zajęcie było. Wogóle to nie lubiłem tych zajęć może dlatego że było to po przymusem i wymagania były często przesadne. Ale na jesieni jak się paliło ognisko i piekło kartofle było całkiem fajnie.

Jak wspomniałem miałem paru kolegów, niektóre znajomości przetrwały do dziś. Szczególnie przyjaźń z Arturem, jesteśmy w ciągłym kontakcie. Bawiliśmy się w jego i moim domu, czytali książki Bahdaja, Niziurskiego, komiksy Kapitana Żbika, Tytusa, Romka i Atomka. Wydawali gazetki jedna to Rozrywka druga to Relax chyba, nie pamiętam która była czyja,  ja chyba Rozrywka. Były krzyżówki i nagrody. A propo krzyżówek to Ciotka je lubiła i też z nią rozwizywałem. Mama lubiła krzyżówki z Przekroju dość trudne i podchwytliwe. Stawialiśmy też pasjanse i grali w brydża remi. Też jak przyjeżdżała Ciotka Halka z zachodniego miasta.

Z Arturem graliśmy czasem w piłkę lecz ja w sporcie wogóle byłem słaby. Arturowi podbała się pozycja bramkarza, chciał być jak Perełka z książki Bahdaja "Paragon gola".

Ciężko bardzo pisać na telefonie a poza tym przypominają mi się różne rzeczy Nie zawsze w kolejności chronologicznej.

Babka wynajmowała kawałek ogrodu pod uprawę tytoniu. Jak podrósł był wspaniałym lasem do zabawy, właśnie najczęściej z Arturem. Były też zabawy z monetami - tzw. dmuchanki gdzie dmuchając trzeba było przykryć monetę przeciwnika. Lub rzucało się monetami z góry jak jakąś została przykryta to była jego. To czasami był hazard jak grało się naprawdę a nominały były duże.
Dla zabawy zebraliśmy 100 monet po 1 groszu, wygrywał ten kto zebrał więcej groszy i tak w kółko.

Przypomniałem mi się że z Ciotką bardzo lubiłem bawić się sklep, gry planszowe - chińczyka i taką przedwojenną grę podróż samolotem po Europie.

Artur i koledzy chodzili do jednej szkoły podstawowej, która była niedaleko.  Po drodze był taki zagajnik, w ķtórym paliło się  papierosy. Ja pierwszego zapaliłem w komórce - klubowe, które chyba podciągnąłem Ciotce. Potem paliłem sporadyczne, a w liceum już stale razem z Ciotką też.

W szkole podstawowej już trochę się wyróżniałem. Gdy na pierwszej lekcji Pani poleciła coś narysować ‐ wszyscy narysowali domek, a ja drzewo, starego kasztanowca, który rósł przy drodze do szkoły.
Wogóle w szkole podstawowej byłem raczej dobrym i grzecznym uczniem - tylko WFu nie znosiłem, byłem noga.

Wychowawczyni była ta sama przez cały okres podstawówki p. Żelisko. Była ona dobrą znajomą naszego domu, bywała na imieninach Babki. Trzeba przypomnieć, że Dzidek i Babka byli nauczycielami.

Jak byłem w klasie 8 stworzono nowa
nową klasę D i ja się tam znalazłem. Byli tam różni uczniowie, sporo takich mniej grzecznych i gorzej uczących się. Ja też się opuściłem w nauce i trochę zacząłem rozrabiać, palić więcej papierosów. Jak powiedziałem już nowej wychowawczyni p. Błaszczak że wybieram się do liceum mocno się zdziwiła bo oceny miałem słabe - ale ja się tym nie przejąłem,  byłem dobry z matematyki i fizyki. Bez problemów zdałem do liceum.

W tym czasie zetknąłem się pierwszy raz z alkoholem. Babka robiła wino z naszych porzeczek i częstowała po trochu. Ale pierwszy raz zaszumiało mi w głowie po imieninach u znajomej Mamy, wtedy trochę więcej wypiłem, miałem wtedy pierwszy wytrysk.

Upiłem się pierwszy raz tak solidnie po zakończeniu podstawowej szkoły kolegami chyba to był Fredek i jeszcze ktoś, chyba to był jarzębiak. Miałem pierwszego kaca.

W sumie podstawówka to był fajny okres w moim życiu.











sobota, 4 kwietnia 2020

Ciotka.


Moim wychowaniem zajmowała się też Ciotka nie wiem, czy nie w głównej mierze. Jakby nie ona nie byłbym tym jestem, oczywiście mówię o moich dobrych stronach. Trudno opisać ile zrobiła abym był mądrym, wartościowym, empatycznym człowiekiem. Jak wspominałem w którymś z poprzednich postów, kiedy umarła bliscy mówili – matka ci umarła. Oczywiście, ktoś może powiedzieć, że dzisiaj jestem w pewnym sensie upadłym człowiekiem. Ja jednak uważam, że jak nie piję i nie będę pił alkoholu, jetem i będę fajnym wartościowym człowiekiem, chociaż ostatnie lata zostawiły blizny i trudno będzie odbudować życie.


środa, 25 grudnia 2019

Mama i Morze Czarne.


Trzeba w końcu napisać coś o osobach mi najbliższych – Mamie i Ciotce Krysi, nie wiem czy kolejność jest właściwa. Mama na pewno miała dobre serce, miała to podobno po tacie. Dziadek był wspaniałym człowiekiem, życzliwym ludziom. Ale podobnie jak Mama był pod silnym wpływem mojej Babki. Gdy umarł przed moim narodzeniem na raka płuc Babka narzekała – wziął i umarł a nie skończył dachu naprawiać. Chciał umrzeć w domu ale Babka zdecydowała, żeby został w szpitalu. Teraz ciekawe po kim odziedziczyłem geny. Dziadek mało chyba mało palił w młodości i rak płuc. Ja palę od 45 lat. Rodzina ze strony Babki była długowieczna.

piątek, 20 grudnia 2019

Tragedia i lokatorzy.


Dzisiaj dalszy ciąg opowieści, która myślę oddaje specyfikę naszej rodziny.

Mama miała brata. Skończył studia, co w tym czasie było rzadkością, pracował jako inżynier w nauce czy w przemyśle, ale raczej w przemyśle, mieszkał w drugim końcu Polski. Był bardzo uzależniony od matki, nawet na wakacje jeździł z nią na motorze. Poznał fajną dziewczynę, ale nie spodobała się ona matce ponieważ nosiła okulary. Ten fakt oddaje dobrze charakter mojej Babki, może były też inne powody. 

środa, 18 grudnia 2019

Urodziny.


Tak jak pisałem opowiem w tym wątku o swoich dziejach.

Wychowywałem się i większość życia spędziłem w małym miasteczku powiatowych, do którego byłem bardzo przywiązany, ale urodziłem się w mieście wojewódzkim. Widocznie Mama chciała mieć lepsze warunki lub też były inne powody.
Taty nie znałem, jego nazwisko wyjawiła mi Mama będąc już prawie na łożu śmierci, można powiedzieć. Znalazłem rodzinę już nieżyjącego Taty dwa lat temu, a mam 60 lat.


niedziela, 15 grudnia 2019

Nowy wątek - wstęp.


Pisałem w poście Chcesz to wierz – nie to nie wierz. pisałem, że moja od dawna znajoma Panie Doktor Psychiatra uważa i namawia mnie, ze powinienem opisać całe swoje życie. Może nie jest ono jakieś wyjątkowe, ale na pewno wiele się w nim działo.
Można za pomocą tego opisu m. in. zrozumieć jak doszło do uzależnienia od alkoholu, ale także opiszę inne zdarzenia, które mogą kogoś zainteresować.




Ogólnie powiem tak ludzie uzależnieni podobnie jak chorzy na inne choroby, nie chorują na własne życzenie. W pewnym sensie sami zwiększają ryzyko zachorowania pijąc nadmiernie. Podobnie jak zawałowcy paląc papierosy, czy nadmiernie jedzący zwiększają szanse na stanie się cukrzykami.
Przeważnie w programach terapii mało się o tym mówi, chyba żeby osoby uzależnione nie szukały usprawiedliwień.

Jednak jak już za pomocą terapeutów alkoholicy poznają, że są chorzy i poznają sposoby postępowania prowadzące do tego aby już nie wracać. Stają się już wtedy całkowicie odpowiedzialni za swoje zdrowienie.
Jak pisałem w grudniowych postach znając dobrze chorobę nie stosowałem podstawowych zasad – m. in. nie zachowywałem pełnej abstynencji i tego nie mogę sobie wybaczyć, a muszę, aby iść do przodu.

Ogólnie napiszę – żeby nabawić się, wejść w uzależnienie, jak twierdzą lekarze i terapeuci muszą zaistnieć przynajmniej dwa z trzech czynników –
    1. Genetyczna skłonność do zachowań typu uzależnianowego. – Nie znaczy to, że wprost dziedziczy się alkoholizm, czy narkomanię tylko pewną podatność tak jak skłonność do zapadania na inne choroby. Osobiście uważam, że czynniki genetyczne, osobowościowe są najbardziej odpowiedzialne za powstanie mechanizmu utraty kontroli np. nad piciem.
    2. Sytuacja rodzinna w młodości wychowanie. – Ja nie zwracałem u siebie na ten czynnik uwagi. Dopiero jak pojechałem na Program Rozwoju Osobistego realizowany przy Instytucie Zdrowia w Warszawie zobaczyłem, że w mojej rodzinie, którą uważałem za normalną miałem małe szanse na normalne dojrzewanie. Program jest treningiem intra- i interpersonalnym, w którym się się w głąb siebie i swoje dzieciństwo. Jest to niesamowite przeżycie. Jak wracałem z jednej sesji ruszyły mnie po drodze, zamiast na sesji, takie emocje, że przez całą drogę płakałem i miałem ochotę wyskoczyć z pociągu. Na szczęście miałem przy sobie signopam, lek na uspokojenie i zrobiło mi się trochę lepiej. Ale po PRO moje życie stało się całkiem inne, nabrało nowego blasku.
    3. Otoczenie środowisko. – Napiszę o tym szerzej, powiem tylko, że liceum i pierwsze studia to w zasadzie piłem przy każdej okazji, zamiast np. podrywam dziewczyny, czy rozwijać się.
Rodzina - źródło - Pixabay.
Opiszę swoje dzieje nie po to aby usprawiedliwiać moje ostatnie zachowani, kiedy byłem i jestem odpowiedzialny za swoje zdrowienie. Zapewne Los, Siła Wyższa, czy Bóg ma jakiś udział, ale głównie JA. Jakbym zdał się na los i nic nie robił nic by z tego nie wyszło. Cuda rzadko się zdarzają, chociaż początek mojej długiej abstynencji, kiedy odechciało mi się po prostu pić, można uznać za cud, któremu później pomogłem.

Ja w tym wątku opiszę swoje dzieje, może kogoś je zainteresują, może ktoś znajdzie podobieństwa do swoich.

Nowy wątek - wstęp.


Pisałem w poście Chcesz to wierz – nie to nie wierz. pisałem, że moja od dawna znajoma Panie Doktor Psychiatra uważa i namawia mnie, ze powinienem opisać całe swoje życie. Może nie jest ono jakieś wyjątkowe, ale na pewno wiele się w nim działo.
Można za pomocą tego opisu m. in. zrozumieć jak doszło do uzależnienia od alkoholu, ale także opiszę inne zdarzenia, które mogą kogoś zainteresować.