Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PO CO?. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PO CO?. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 marca 2020

Sens w cierpieniu.

Na początku swoich rozważań o cierpieniu chcę przypomnieć, podkreślić, że moja strona nie jest rozprawą naukową chociaż staram się pisać w sposób quasi-naukowy, odwołuje się do uznanych autorytetów naukowych. Miejscami przypomina zbiór luźnych notatek. W przyszłości zamierzam wykorzystać do bardziej zwartego opracowania – książki.
Tak jak w innych postach z wątku – PO CO? piszę, wybieram problemy, które są według mnie istotne dla mnie jak i zapewne wielu czytelników będąc w jakiś sposób w podobnej sytuacji. W tej chwili jestem zafascynowany Franklem /Człowiekw poszukiwaniu sensu/  i na nim opieram swoje rozważania o SENSIE, w tym poście – przemyślenia na temat cierpienia.

wtorek, 10 marca 2020

Sens w miłości, bliskosci i doznaniach.


Na wstępie przypomnę sposób który wykorzystując można według logoterapii stworzonej przez Frankla o którym pisałem – Senswedług Frankla można poczuć się szczęśliwym:

  1. poprzez twórczą pracę lub działanie ;
  2. poprzez doświadczanie czegoś lub kontakt z innym człowiekiem;
  3. poprzez to, jak znosimy nieuniknione cierpienie.



Po pierwsze –

O sensie miłości na wstępie Frankl pisze tak – Miłość to jedyna na droga, aby w pełni ogarnąć pełnię jestestwa drugiego człowieka. Nikt nie zdoła całkowicie uświadomić sobie istoty swego bliźniego, o ile go nie pokocha /s. 98/.






Ja to zdanie, które rozumiem w następujący sposób. Trudno kochać każdego jeśli rozumiem przez to uczucie taką miłość jak na przykład do żony, czy kochanki. Rozumiem pojęcie miłości bardziej ogólnie, po platońsku trochę – jako akceptację, empatię, pewną bliskość, poczucie wspólnoty z możliwie każdym spotkanym człowiekiem. Zacząłem głębiej zaznawać tak rozumianą miłość bliźniego po udziale w szkoleniu pod nazwą - Program Rozwoju Osobistego w Centrum Edukacji i Psychoedukacji Instytutu Psychologii Zdrowia P.T.P. w Warszawie. 220 godzin treningu intra- i interpersonalnego i terapeutycznego będącego podstawowym przygotowaniem pracy z ludźmi. Uczestnikami były osoby uzależnione, współuzależnione, dorosłe dzieci alkoholików – osoby z różnych bajek, różnych środowisk, z rożnym wykształceniem. Trochę na zasadzie psychoanalizy poznawaliśmy swoje i współuczestników dzieje życia, uwarunkowania, które doprowadziły nas TU.

Teraz jak rozmawiam z osobą, której się w życiu nie powiodło widzę w niej małe dziecko, którym kiedyś była i miała marzenia, a nie np. przegranego alkoholika.


W wielu terapiach mówi się – żyjesz dla siebie, przez co chyba rozumieją – żyj swoim życiem. Ja się z tym nie zgadzam, może źle rozumiem zalecenia terapeutów. Golę się przecież dla siebie, ale też dla żony, kolegów z pracy przechodniów. Jeśli podjąłem studia aby zdobyć zawód to nie tylko dla siebie, ale też dla rodziny. Inna sprawa, że na mało to się zdało lepiej było się nauczyć angielskiego bo dzisiaj wszędzie potrzebny, niby nic straconego pomimo wieku. Taka nauka też może nadać sens życiu, na przykład ułatwi kontakt z ludźmi i pomoże lepiej poznać świat.



Przez te trzeźwe lata w ogromnej mierze sens mojemu życiu nadawała miłość do Żony i Córki. Teraz to widzę wyraźnie. Nie zawsze byłem idealnym mężem i ojcem, ale myślę i wiele osób to potwierdza, że w sumie byłem całkiem OK. Córce poświęciłem bardzo dużo uwagi i czasu, który uważam za dobrze wykorzystany. Organizowałem zabawy, chodziłem i jeździłem pod miasto na wycieczki, podsunąłem pomysł że może uczyć się hiszpańskiego potem skończyła iberystykę, pomagałem w lekcjach. Żona sprawowała funkcje głównie socjalno-opiekuńcze, ale nie tylko. Uczestniczyła razem ze mną we wsparciu w rozwoju Córki, jak to niby mądrze powiedzieć, na przykład mocno wspieraliśmy zamiłowanie Córki do tańca. Razem z Córką objechaliśmy pół Europy pojazdem marki Seicento, ale to zupełnie inny temat do wątku Moje dzieje.

Żonę pomimo że mnie odrzuciła, formalnie jesteśmy po rozwodzie /ja traktuję go jak papierek/, nadal kocham. Nie mogę się dziwić że ma mnie dosyć po tym co jej zrobiłem przez ostatnie lata. Mam trochę pretensje że za późno mnie kopnęła, terapeuci mówią, że to pijane myślenie. Córce też się nie dziwię, że ponad trzy lata nie chce utrzymywać ze mną kontaktu.

Mam nadzieją, że da się jeszcze mimo wszystko kontakty odbudować. Może łudzę się nadzieją na odzyskanie uczuć Żony, ale trudno mi o niej zapomnieć. Jest to niebezpieczna nadzieja ponieważ w razie niepowodzenia utracę dużą część sensu życia, ale na razi tak jest i nic na to nie poradzę.

Zbudowanie nowego życia będzie bardzo trudne ponieważ jest to już trzecia próba w ciągu ostatnich dwóch lat. Staram się zmobilizować, ale jak pisałem ciężko mi to idzie.



Podobnie lecz inaczej sens nadają mi kontakty z przyjaciółmi, niestety jeden z nich rok starszy ode mnie umarł ponad rok temu. Z drugim utrzymujemy fajne kontakty. Chce jeszcze ze mną rozmawiać choć myślę wiele razy go zawiodłem, a on dużo razy mi pomagał też w dużej mierze finansowo, ale i psychicznie. W ogóle spotkania z ludźmi, wymiana poglądów to budująca rzecz.



Po drugie –



Niby to oczywiste ale dla mnie trochę odkrywcze punkt – 2. poprzez doświadczanie czegoś.

Banalnym będzie stwierdzenie że obcowanie z przyrodą wyzwala Pogodę Ducha. Jest jednak prawda. Wiele duchowych przeżyć dostarczały mi wycieczki po pięknej okolicy mojego miasteczka, w którym długo mieszkałem, zakola rzeki, odwiedziny w pobliskim rezerwacie z pierwotną przyrodą. Także zagranicą – przejazd przez piękną Rumunii od Oradeiw kierunku Bukaresztu, zakątki Paryża i wiele wiele innych miejsc. 

Źródło - pixabay.com.
 

Podobnie jest z muzyką – Andrzej Poniedzielski, Grechuta, Queen i wiele wiele innych. Tak też z filmami – Lot nad kukułczym gniazdem, Titanic, komedie z Lesli Nilsenem /może łzawy, ale fajnie zrobiony i wiele wiele innych. Wymieniłem tylko parę przykładów, jakbym się głębiej zastanowił mógłbym utworzyć długą listę, może przy okazji to uczynię.

Mając takie doznania – patrząc, słuchając, oglądając – wiem że żyję I, alive jak śpiewa Celine Dion I'm Alive /ja żyję/.



Następnie będzie o sensie w cierpieniu – tego na razie zupełnie nie rozumiem.

Sens w miłości, bliskosci i doznaniach.


Na wstępie przypomnę sposób który wykorzystując można według logoterapii stworzonej przez Frankla o którym pisałem – Senswedług Frankla można poczuć się szczęśliwym:

  1. poprzez twórczą pracę lub działanie ;
  2. poprzez doświadczanie czegoś lub kontakt z innym człowiekiem;
  3. poprzez to, jak znosimy nieuniknione cierpienie.



Po pierwsze –

O sensie miłości na wstępie Frankl pisze tak – Miłość to jedyna na droga, aby w pełni ogarnąć pełnię jestestwa drugiego człowieka. Nikt nie zdoła całkowicie uświadomić sobie istoty swego bliźniego, o ile go nie pokocha /s. 98/.


sobota, 11 stycznia 2020

Sens w działaniu i tworzeniu.

Dla mnie ważne jest zdanie  Frankla:



Logoterapia nie jest nauczaniem ani kaznodziejstwem. Równie daleko jej do logicznego rozumowania, jak i do umoralniającego napominania /s.96.



Nie da się logicznie, rozumowo wyjaśnić wszystkich naszych działań, czasami nie da się opowiedzieć po co się staram, trzeba odpowiedzieć – po gó..o.


Logoterapeuta jest pomocnikiem w poszukiwaniu sensu. Tak też traktuję tę książkę – jako przewodnik do mojego poszukiwania. Nie mam możliwości ze względu na dostępność lub brak pieniędzy skorzystania z pomocy zawodowego psychoterapeuty.


środa, 8 stycznia 2020

Sens według Frankla.

Wróciłem do lektury Victora Frankla/Człowiek wposzukiwaniu sensu/o którym już wspominałem. Teraz zauważyłem, że bliska mojemu widzeniu drogi do w miarę pełnej trzeźwości, pisałem o tym w poście Jeszcze o sensie. Wspominałem ogólnie w wątku PO CO o tym, że warto mieć CEL, a ściślej – kierunek działań ponieważ ścisłe plany to rzecz nierealna i dlatego też umieszczam ten post w wątku PO CO. Ja nazywałem to potrzebą posiadania celu w życiu, Frankl nazywa to potrzebą dostrzegania sensu w życiu niezależnie od okoliczności.




Niektóre tezy będą trochę niezgodne w opozycji niektórych myśli Katie Byron, o czym pisałem w poście Teraz i tu. Chodzi mi o kwestionowanie przez nią zadania – Moje życie powinno mieć cel. Ja przez – cel rozumiem – sens, ogólny kierunek działań w życiu. Dokładnego planu nie da się


W części pierwszej Frankl opisuje swoje przeżycia z obozów koncentracyjnych. Szczerze mówiąc przejrzałem tę część tylko pobieżnie. Nie bardzo mogę czytać o obozach, jest to dla mnie za trudne. W głowie mi się nie mieści jak człowiek człowieka może prześladować. Nie mogę zrozumieć jak Frankl, czy Stanisław Grzesiuk /Pięć lat kacetu/ mogli to przeżyć i jeszcze jak Frankl dostrzegać sens tego cierpienia, ja raczej nie dałbym rady, nie chcę o tym myśleć. Frankl dostrzega sens w tych obozowych latach i wykorzystuje te doświadczenie w tworzeniu swojego modelu psychoterapii.

W części drugiej autor objaśni zasady swojej psychoterapeutycznej doktryny, którą nazywa logoterapią. Upraszczając pisze –
w porównaniu z psychoanalizą logoterapia jest metodą znacznie mniej retrospektywną, a bardziej introspektywną. Logoterapia skupia się głównie na przyszłości, to znaczy na ty m, do czego pacjent ma w swoim życiu dążyć (logoterapia jest w rzeczy samej psychoterapią
skoncentrowaną na sensie życia). /s. 85/
Co było odkładamy na półkę i zajmujemy się tym co jest, to dla mnie szalenie trudne.
i dalej
Zgodnie z logoterapią, dążenie do znalezienia w życiu sensu jest u człowieka najpotężniejszą siłą motywującą /s. 86/.
Logos po grecku sens
Uważam że w wychodzeniu z uzależnień od alkoholu, narkotyków, leków odgrywa poszukiwanie sensu w życiu. Sens jest tym czego mi najbardziej brakuje w radzeniu sobie ze swoją sytuacją, brakuje też wielu uzależnionym. Frankl przytacza wyniki badań –

Jeśli zaś chodzi o trzeci problem /poprzednie opiszę później/, jakim jest uzależnienie, przy chodzą mi na myśl potwierdzone obserwacjami klinicznymi i danymi statystycznymi wyniki pracy Annemarie von Forstmeyer; stwierdziła ona, że aż 90 procent przebadany ch przez nią alkoholików traktowało swą egzystencję jako bezsensowną i bezcelową. Natomiast już 100 procent narkomanów badanych przez Stanley a Krippnera uważało, że ich ży cie „nie ma sensu”/s.123/

Można nie pić, aby tylko nie pić, ale trudno jest przynajmniej mi żyć bez poszukiwania sensu. Nie bawi mnie takie życie – praca, jedzenie, robienie jedzenia, sen itd. dzień taki jak w filmie Dzień świstaka. Podobne obserwacje ma autor. W innych modelach terapii kładzie się nacisk na dążeniu do przyjemności lub do wyższości.

W wynikach różnych przeprowadzanych ankiet widać, że człowiek przeważnie człowiek potrzebuje „czegoś”, dla czego mógłby żyć.

Oczywiście poszukiwanie sensu jest czasem trudne i nie gwarantuje spokoju, homeostazy, wewnętrznego spokoju przez cały czas, , prowadzić może jednak do prawdziwej Pogody Ducha i pełnej satysfakcji z życia niezależnie od okoliczności. Dla mnie jest to w tej chwili bardzo trudne – nie mam pomysłu na resztę życia oprócz takich podstawowych spraw jak praca czy mieszkanie.

Przyszłość jest teraz - pixabay.com

Wątpienie w sens życia nie jest oznaką choroby –

Stanowczo nie zgadzam się z poglądem, jakoby ludzkie poszukiwanie sensu własnej egzystencji, a nawet powątpiewanie w ów sens nieodmiennie miało swoje źródło w chorobie czy też było jej powodem. Frustracja egzystencjalna jako taka nie jest sama w sobie zjawiskiem patologiczny m ani patogeniczny m. Troska, czy wręcz lęk człowieka dotyczący sensu życia, jest wy razem niepokoju egzystencjalnego, lecz z pewnością nie choroby umysłowej./s. 89/

i dalej

Widać zatem wy raźnie, że podstawą zdrowia psychicznego jest pewien stopień napięcia – rozdźwięk pomiędzy ty m, co już osiągnęliśmy, i ty m, co jeszcze musimy osiągnąć, albo tym, kim jesteśmy, a kim być powinniśmy. Tego rodzaju wewnętrzne napięcie jest nieodłączną cechą ludzkiej natury, a co za tym idzie, niezbędnym warunkiem zdrowia psychicznego./s.91/

Te zdania nieco mnie uspokoiły, nie podejrzewałem u siebie choroby umysłowej oprócz skłonności do zaburzeń o charakterze depresyjnym, lecz jednak martwiłem się, że takie wątpliwości co do sensu życia są odrobinę nienormalne.

Wiele jest prawdy w słowach Nietzschego, który powiedział: „Ten, kto wie, dlaczego żyje, nie troszczy się o to, jak żyje”. To zdanie jest dla mnie mottem, które sprawdza się w każdym rodzaju psychoterapii /s.91/.

Z drugiej strony pewnym okresie przywiązywałem nadmierną wagę do idei pomagania, za mało troszczyłem się o to jak żyję – Żona miała o to pretensje. Truizmem jest też twierdzenie, że w dzisiejszym czasie wiele osób poszukuje sensu w życiu. Mamy niby dzięki rozwojowi nauki wiele możliwości. Mamy więcej wolnego czasu, więcej możliwości komunikacji, rozrywki nauki. Jednak wielu z nas nie wie co zrobić z wolnym czasem, kontakty nawiązywane za pomocą mediów często są płytkie i nie dają satysfakcji. Praca, rodzaj działalności biznesowej nie są dane raz na całe życie.

Nie da się ogólnie odpowiedzieć – co to jest sens życia.

Wątpię, czy jakikolwiek lekarz potrafiłby odpowiedzieć ogólnie na tak postawione pytanie. Sens zmienia się nie tylko z dnia na dzień i z godziny na godzinę, lecz także od człowieka do człowieka. /s.95./

Oczywiście oczekiwałbym, aby psychoterapeuta, mentor powiedział mi jaki jest sens mojego życia, może podpowiedzieć lecz odpowiedź muszę znaleźć sam. Podobne odczucia miałem jak pojechałem na treningi psychoterapeutyczne do Warszawy. Spodziewałem się odpowiedzi na pytanie – jak żyć? Okazało się jednak, że nikt poza mną nie odpowie na to pytanie. Psychoterapeuta może jedynie pobudzić do samodzielnego myślenia. Jednak jest to bardzo dużo. Po tych treningach moje życie zmieniło się, ja się zmieniłem, zaczynałem dostrzegać szczęście. Spróbuję w następnych postach poszukać sensu swojego życia, na razie ciężko mi to idzie.

Sens według Frankla.

Wróciłem do lektury Victora Frankla /Człowiek wposzukiwaniu sensu/ o którym już wspominałem. Teraz zauważyłem, że bliska mojemu widzeniu drogi do w miarę pełnej trzeźwości, pisałem o tym w poście Jeszcze o sensie. Wspominałem ogólnie w wątku PO CO o tym, że warto mieć CEL, a ściślej – kierunek działań ponieważ ścisłe plany to rzecz nierealna i dlatego też umieszczam ten post w wątku PO CO. Ja nazywałem to potrzebą posiadania celu w życiu, Frankl nazywa to potrzebą dostrzegania sensu w życiu niezależnie od okoliczności.

niedziela, 19 maja 2019

Opowieści nie z tej ziemi.


Często ludzie gdy jest mowa o duchowości mają na myśli kontakt z Bogiem, szczególnie przy okazji zdrowienia z uzależnień. Lecz duchowość to przecież też podziwianie przyrody/może się wiązać z zachwytem nad dziełem Stwórcy/, wiersz, miłość, wielbienie dobra. Również prawa fizyki mogą być piękne. Jak już wspominałem dzisiaj fizyka spotyka się z filozofią, transcendencją. W szkole uczą wzoru – F = m * a, podają wzór na natężenie prądu, przebytą drogę. Wszystko to potrzebne, ale to bardzo mało w świetle dzisiejszej wiedzy. Brak głębszej refleksji nad zjawiskami o których piszę. Może przez to wielu uczniom fizyka wydaje się mało ciekawa, nudna.



Fizyka wkroczyła w świat, który jest kompletnie inny od tego, który znam z codziennego życia.
Są rzeczy na niebie i na ziemi, o których się filozofom nie śniło.
There are more things in Heaven and Earth, than are dreamt of in your philosophy. (ang.)
Źródło: Leksykon złotych myśli, wyboru dokonał K. Nowak, Warszawa 1998. /wikiquote.org/.

Jednym z takich bardzo ciekawych zjawisk, którego w żaden sposób nie można wytłumaczyć jest efekt splątania. Fizycy w żaden sposób nie umieją go uzasadnić, nazywają go chyba diabelskim ja bym powiedział boskim. Szczegółowo jest on omawiany w wielu wykładach na YouTube. Dlatego tylko krótko przypomnę nie wychodząc w szczegóły, nie rozumiem tego ale idea jest ciekawa. Zresztą, jak mówią uczeni – jeśli ktoś mówi, ze rozumie dokładnie prawa mechaniki kwantowej to znaczy, ze nic nie rozumie.
Gdy np. 2 elektrony są blisko siebie i się zaprzyjaźnią /splączą/ to potem jak je rozdzielimy nawet na odległość galaktyki to wzajemnie wiedzą o sobie, jak jeden przyjmuje jakąś wartość to drugi natychmiast przeciwną. Czyli informacja idzie natychmiast, szybciej niż światło. A wiadomo że wg wiedzy nic nie może poruszać się z prędkością większa od światła. Czyli chyba jest jakby był inny sposób przekazywania informacji. Idąc dalej można dojść do wniosku że w przyszłości będzie możliwa teleportacja. Pojedyncze cząstki już się teleportuje. A przecież materia, która nie jest określeniem fizycznym, ale potocznym czy filozoficznym, jak i człowiek są w zasadzie w pewnym sensie zbiorem informacji.

Źródło - pixabay.com
Może jest tak jak np. mam krzesło i prześlę jego rysunek techniczny na inny kontynent to ktoś zrobi identyczne krzesło. Czy będzie takie samo? Pozornie tak, małe szczegóły będą się różnić. A jak teleportujemy człowieka to czy będzie się różnił? A jak się nie uda całego przekazać? Obiekt teleportowany w punkcie wysyłki musi ulec zniszczeniu. To tak jakby krzesło rozebrać i przesłać.

Dlaczego o tym wszystkim piszę? Żeby uświadomić sobie jak mało wiem, żeby nabrać pokory, uświadomić sobie swoją, ludzi i nauki sporą bezsilność wobec problemów wszechświata. Stosunkowo mało wiadomo, ale i dużo o człowieku i jego otoczeniu bliższym i dalszym.
Również nie wszystko wiem o sobie – nie wiem co się jeszcze wydarzy, jest duże prawdopodobieństwo, że jeszcze coś fajnego w moim życiu się wydarzy, choć czasami tracę trochę tę nadzieję.

Może powstanie skuteczny środek do zwalczania zachętek na początku abstynencji alkoholowej, nikotynowej, czy narkotykowej. Coś takiego jak zioło – kudzu.
Tabletki z kudzu przyczyniają się więc do zwiększenia poziomu serotoniny i dopaminy w mózgu, a tym samym do poprawy i stabilizacji nastroju, umożliwiając osobie uzależnionej łatwiejszą rezygnację z używki. Ale piszą – Pomocniczo przy odstawieniu alkoholu, nikotyny oraz substancji psychoaktywnych.
Oczywiście w żaden sposób to nie zastępuje, ani nie zastąpi metod terapeutycznych. Wiele osób uzależnionych zapewne marzy o jeszcze lepszym wynalazku – leku, który przywracałby kontrolę. Tu muszę zmartwić trochę marzycieli. Może i ułatwiłby zdrowienie ale znowu – nie zastąpił by terapii.

Wiadomo –
celem trzeźwienia nie jest abstynencja – jest tylko środkiem warunkiem koniecznym, a nie wystarczającym na drodze do fajnego życia.
Uzależnienie to splot zdarzeń somatycznych, psychicznych to rodzina społeczeństwo. Ja osobiście o takim środku nie marzyłem zarówno przy pierwszym trzeźwieniu i nie marzę teraz przy drugim, głęboko wierzę, że ostatnim.

Foto - Ja.
Ale na dzisiaj wystarczy. Mam jeszcze przemyślenia na temat podróży w czasie ale - o tym potem.




Opowieści nie z tej ziemi.


Często ludzie gdy jest mowa o duchowości mają na myśli kontakt z Bogiem, szczególnie przy okazji zdrowienia z uzależnień. Lecz duchowość to przecież też podziwianie przyrody/może się wiązać z zachwytem nad dziełem Stwórcy/, wiersz, miłość, wielbienie dobra. Również prawa fizyki mogą być piękne. Jak już wspominałem dzisiaj fizyka spotyka się z filozofią, transcendencją. W szkole uczą wzoru – F = m * a, podają wzór na natężenie prądu, przebytą drogę. Wszystko to potrzebne, ale to bardzo mało w świetle dzisiejszej wiedzy. Brak głębszej refleksji nad zjawiskami o których piszę. Może przez to wielu uczniom fizyka wydaje się mało ciekawa, nudna.


poniedziałek, 13 maja 2019

Wiara religia Kościół


W międzyczasie wpadła mi w ręce, a w zasadzie do smartfona pozycja – Bóg urojony Richarda Dawkinsona. 
 

Wzbudziła ona wiele kontrowersji podobnie jak inne jego dzieło – Samolubny gen. Niektórzy uważają, że może być ona niebezpieczna dla niektórych osób, zapewne mają na myśli ludzi wychodzących z uzależnień oraz będących w kryzysie psychicznym. Może i może zburzyć niektórym widzenie Boga, ale celem zdrowienia jest nauka samodzielnego myślenia. I Dawkinson i terapeuci mogą się mylić.

czwartek, 9 maja 2019

Zasoby.

Jak wspomniałem poprzednio będzie o moich dalszych poszukiwaniach. Natknąłem się w nich na cykl – Historia bez cenzury. Narratorem w nim jest taki fajny gość Wojtek Drewniak. Pokazuje on historię, która jest pomijana w szkole, nie bardzo upowszechniana, niezwykła lub po prostu zapomniana. 

niedziela, 28 kwietnia 2019

Moje poszukiwania.


Jak wskazuję w tytule są to MOJE POSZUKIWANIA, zastanawiam się – PO CO? , nie chcę nikomu nic narzucać, to nie są porady, ale jak komuś coś pasuje z moich przemyśleń to PROSZĘ śmiało KORZYSTAĆ.



Już od dawna nie oglądam telewizji bo –
  • niekończące się reklamy w trakcie programu, filmu
  • tam gdzie nie ma reklam w trakcie filmu telewizja nie taka
  • w płatnych jest mało reklam ale...
  • no i przede wszystkim muszę oglądać program wtedy, kiedy chce stacja – chyba że mam sprzęt do nagrywania i nie zapomnę go nastawić.

Jak filmy, a mało oglądam to internet – CDA albo YouTube. Kiedyś lubiłem czytać ale teraz mało, jak już z to w pdf, bo albo nie miałem dostępu do biblioteki, albo mi się nie chciało iść do biblioteki, wolę jednak czytać papierowe.

Wcześniej myślałem, jak niektórzy, że na YouTube jest tylko muzyka i nie zawsze mądre filmiki. Przekonałem się, może za późno, wcześniej nie miałem czasu bo naprzód sporo pracowałem i zajęcia domowe, przedostatnio piłem. Piszę – przedostatnio, ponieważ miałem roczną przerwę w piciu. Ile miałem lat zmarnowanych powrotem do picia nie chce mi się liczyć no i granica jest płynna. Na początku zażywałem krople wg zaleceń, choć nie powinienem, a potem wiadomo – pisałem. Uśpiło mnie też to, że wcześniej bardzo sporadycznie, raz na parę miesięcy brałem krople żołądkowe, które mają dużo spirytusu, przy kłopotach z żołądkiem i nie odczuwałem żadnych objawów ubocznych. Natomiast kiedyś przepisano mi syrop na kaszel, który miał smak taniego wina marki Atut. Nie zawierał alkoholu, ale nie mogłem go zażywać, ponieważ wzbudzał we mnie niezdrowe emocje. Ale o tym już pisałem. Powtarzam się – owszem, ale po lekturze Carnegi Dale'a o którym pisałem poprzednio – Przerwa i długi /jemu to się zdarza/ uznałem że ma to uzasadnienie.
Po pierwsze – utrwalam, podkreślam rzecz istotną – tu Czytelnik może powiedzieć, ze przynudzam jak niektórzy na mitingach AA.
Po drugie – istotniejsze – przy którymś powtórzeniu, naświetleniu problemu z innej strony w innym kontekście można odkryć coś nowego, co się wcześniej mi nie skojarzyło.


Wracam to wątku. Na początku na YouTube oprócz muzyki i różnych różności natknąłem się na ciekawy cykl eventów TEDx Talks. Co to jest event tego tak do końca nie wie nikt. Tutaj mam cykl spotkań podczas których wygłaszane są około piętnastominutowe wykłady, wystąpienia, przesłania? Przeważa tematyka związana z motywowaniem do samodoskonalenia, rozwoju ale także jest o skutecznych metodach nauki, zjawiskach społecznych, badaniach naukowych itd. Wiele jest bardzo budujących – Walkiewicz, ale jest też trochę ściemy. Na przykład człowiek opowiada, że mieszka w lecie w Polsce a zimą w ciepłych krajach. Stać go na to bo nakupił mieszkań i żyje z wynajmu. Sugeruje, że inni też mogą robić podobnie, tylko nie wolno brać kredytu, a za co kupić pierwsze mieszkania? Znaczy można, jak się jest dyrektorem banku, prezesem spółki z nadania słusznej partii. Owszem, zdążają się, którzy dzięki pracy, odwadze, oryginalnym pomysłom szybko dochodzą do dużych pieniędzy. Czy każdy tak może? Albo taki pozer jak Łukasz Jakóbiak z Lublina, którego nawiasem mówiąc później go rozszyfrowano.


Screen / skrin / z YouTube.


Niebawem dalsze poszukiwania /lub dalsze błądzenie, jak ktoś może uznać/.




Moje poszukiwania.


Jak wskazuję w tytule są to MOJE POSZUKIWANIA, zastanawiam się – PO CO? , nie chcę nikomu nic narzucać, to nie są porady, ale jak komuś coś pasuje z moich przemyśleń to PROSZĘ śmiało KORZYSTAĆ.

poniedziałek, 4 marca 2019

Znowu pytania.


Opowiem teraz trochę o tym jak ja zapycham dziurę a ładniej – uzupełniam deficyty w moim JA, które powstały w okresie picia. Ale też przed nawrotem picia powstało trochę niedoborów, to między innymi było bardzo przyczyną nawrotu, ale bardzo pośrednią.
W zasadzie ten wątek powinien przynależeć do cyklu – DA SIE, ale jakoś te dociekania do szukania sensu w cyklu – PO CO. Zapewne pewne myśli się powtórzą, ale ciągle dostrzegam nowe elementy układanki.



Jak wypominałem w poście Zaczynamy odpowiadać – trzeba mieć przede wszystkim pieniądze. Zarobić, ale niekoniecznie – np. bogata żona lub tatuś, emerytura najlepiej mundurowa. Mieć gdzie mieszkać, co jeść, trochę relaksu, odpoczynku – to zresztą wszystko pieniądze., słowem podstawa. To na razie odpukać w większości dobyłem, pewne minimum. Sądzę jednak, że wbrew pozorom później większym problemem może stać się próba odpowiedzi na pytania o charakterze trochę, a nawet bardziej filozoficznym –
  • Po co żyję?
  • Jak być szczęśliwym?
  • Jaka będzie moja przyszłość?
  • A jaka Świata?
  • Co mogę jeszcze dla siebie i innych zrobić?
  • Itp. itd.

Osoby głęboko wierzące mają łatwiej, choć też zapewne miewają wątpliwości.
Inni mówią – żyję i nie piję dla żony, dzieci, rodziców. Niektórzy terapeuci mówią – robisz to dla siebie. A guzik prawda
  • Golę się przede wszystkim dla siebie, ale też dla żony, córki, sąsiadów, przechodniów.

Takie pytania są szczególnie kiedy –
- dużo lat straconych, a wiek dojrzały
  • po przerwaniu długiej abstynencji
  • albo po bardzo dużych stratach – rodzina, więzienie, zdrowie, środki do przeżycia np hazard

Wtedy –
  • już za późno, nie warto
  • po co to wszystko
  • wszystko stracone, spierd.....
Takie pytania pojawiają się również często u osób nieuzależnionych, starszych, na emeryturze, co nie znaczy, że nie stawia sobie ich młodzież. Proponowałem w poprzednim poście przeczytanie artykułu na ten temat. Jak nie spróbujemy odpowiedzieć to wiadomo – depresja i inne nieprzyjemności.

żródło - pixbay

Może łatwiej odpowiedzi szukać młodszym, oni mogą mieć problemy – typu jak wytrzymać bez picia do końca życia – jak tu żyć, jak żyć...
Powtarzam po raz kolejny – bez tych poszukiwań nie ma większych szans,
i dlatego warto szukać, dlatego też zajmuję się w osobnym wątku sferą duchową. Łączy się ona wg mnie z emocjami, choć to nie to samo, jak też z tzw inteligencją emocjonalną, o niej kiedy indziej. Oczywiście sztucznym jest podział na ciało, emocje, rozum i ducha.
Jak ciało głodne to emocje przyćmiewają rozum i na duchowe przeżycia małe, patrz → HALT. Jak się zakocham to nie mam apetytu, albo za duży, jak jestem mocny duchem to łatwiej mi z emocjami, niektórzy mędrcy duchowi mogą podobno długo nie jeść , podobno Ojciec Kolbe pomimo długiego cierpienia przed śmiercią głodową, wspierał towarzyszy niedoli, z piwnicy słychać było odgłosy pieśni religijnych. Dzisiaj oglądałem wywiad z ks. prof. Hellerem. Było pytanie skąd u niego taki spokój, opanowanie, dla mnie jasne – silny duchem.

W zdrowym ciele zdrowy duch!

Niby to wszystko wiem, a zdarza mi się zapominać i nie stosować – ale się staram.

W ogóle większość ludzi zastanawia się nad takimi zagadnieniami i nie zależy to od wykształcenia, pozycji społecznej, wieku /chociaż chyba mężczyźni częściej filozofują/.
Może tzw. inteligenci inaczej wyrażają owoce swoich przemyśleń, ale niekoniecznie mądrzej
O swoich pomysłach następnym razem.




Znowu pytania.


Opowiem teraz trochę o tym jak ja zapycham dziurę a ładniej – uzupełniam deficyty w moim JA, które powstały w okresie picia. Ale też przed nawrotem picia powstało trochę niedoborów, to między innymi było bardzo przyczyną nawrotu, ale bardzo pośrednią.
W zasadzie ten wątek powinien przynależeć do cyklu – DA SIE, ale jakoś te dociekania do szukania sensu w cyklu – PO CO. Zapewne pewne myśli się powtórzą, ale ciągle dostrzegam nowe elementy układanki.

niedziela, 3 marca 2019

Dopisek do dziury.


Wrócę jeszcze na chwilę do poprzedniego posta Łatanie dziury bo zauważyłem jedną nieścisłość otóż pisałem – 
 
W życiu człowieka powstają jakieś dziury i kolo życia nie toczy się gładko wtedy –

    • albo rozwiązuję problem w konstruktywny sposób
    • albo piję , biorę, gram lub popełniam samobójstwo.



Trzeciej drogi nie ma.

  • Czemu?
  • Bo żeby samochód dobrze jechał koła muszą być okrągłe, choć da się trochę pojechać na obręczach.
Właśnie jest taka jakby trzecia droga – można pić – odtruwać się, leczyć się, AA – nawrót i nawrót picia – odtruwać się, leczyć się, AA – nawrót i nawrót picia – odtruwać się, leczyć się, AA – nawrót i nawrót picia i tak stosunkowo długi czas.
  • No przecież robię co w mojej mocy, ale to taka choroba. Gorsza jak rak – jak mawiał mój znajomy alkoholik z dużym stażem.



  Obok– lokal na wolnym powietrzu 
/foto - Tadeusz O.














A też czasem osoba uzależnione zapomina po co pije /w jej przynajmniej mniemaniu/ bierze, gra. Fajnie opisuje to de Saint-Exupéry, Który przytoczyłem w mojej pracy –

Istotę choroby bardzo dobrze oddaje wielokrotnie cytat z książki, której autorem jest Antoine de Saint-Exupéry Mały Książę. Mały Książę podczas swojej wędrówki na jednej z planet spotkał Opoja i zapytał go, dlaczego pije.
„ – Żeby zapomnieć – odrzekł Opój.
– O czym zapomnieć? – wypytywał Mały Książę zdjęty litością.
– Żeby zapomnieć, że mi wstyd – wyznał Opój spuszczając głowę.
– A czego się wstydzisz? – zaciekawił się Mały Książę, który chciał przyjść mu z pomocą.
– Wstydzę się, że piję – zakończył rozmowę Opój i ostatecznie zapadł w milczenie.”/de Saint-Exupéry 2000, s. 34, 35/.
W tym miejscu Mały Książę poczuł się bezradny. My, wierzę w to, nie ulegniemy poczuciu bezradności i weźmiemy się za rozwiązywanie problemu.

A jeszcze à propos sensu ciekawy artykuł w Wyborczej – Prof.Michał Głowiński: Nie całkiem zramolałem, bo mnie się chce wpaskudną pogodę chodzić wieczorem do filharmonii. – dotyczy głównie poszukiwania sensu w starości, ale zasad podobna.

I raport ze spożycia – czyli jakby gorzej? Czy pije więcej osób, ale kulturalniej, ale chyba nie małpki. Może stres powszechny?


Dopisek do dziury.


Wrócę jeszcze na chwilę do poprzedniego posta Łatanie dziury bo zauważyłem jedną nieścisłość otóż pisałem – 
 
W życiu człowieka powstają jakieś dziury i kolo życia nie toczy się gładko wtedy –

    • albo rozwiązuję problem w konstruktywny sposób
    • albo piję , biorę, gram lub popełniam samobójstwo.