środa, 27 grudnia 2023

Rok 2023


W zasadzie już po Świętach, ale mimo to pozwalam sobie pozwalam sobie złożyć czytelnikom spóźnione życzenia wszystkiego najlepszego i symbolicznie przełamać się opłatkiem, na to jeszcze pora, myślę,  że nie zaszkodzi to i słabo wierzącym, agnistykom jak i niewierzącym. Również życzę z całego serca, aby w Nowym Roku 2024 Bóg, Los, czy Siła Wyższa były dla Was łaskawe.


Chociaż jestem "wierzący w Boga, Siłę Wyższą", ale niepraktykujący, podobno takich nie ma. Jednak modlę się. Kiedyś szerzej o tym napiszę.


Niedługo minie rok od kiedy zamieściłem ostatni post na blogu. Częściowo wynikało to z lenistwa i tego, że przed południem nie bardzo do życia jestem, też trochę z tego, że marnuję dużo czasu na robieniu papierosów głupich. W sumie tracę dużo czasu.

Nie wiem czy kogokolwiek to obchodzi to co piszę i cały mój blog, jak kiedyś już wspominałem, niemniej spróbuję dalej pisać. Trochę dla siebie i trochę dla kogoś któremu może jednak on się przyda.

Jak przeglądam ostatnie to zauważam, że ciągle się użalam, piszę o chorobie, ale niestety taka jest moja rzeczywistość teraz. A może jednak pora aby myśleć i pisać trochę do przodu?

No tak, nie da się jednak pominąć opisu ostatniego, tego blisko roku.

Ja dalej w szpitalu.
Po ostatnim zapiciu w czerwcu 2022 nie mogę dojść do siebie, depresja straszna. Długotrwałe pobyty w szpitalu nie pomagają.
U mnie, kurcze cały czas bez zmian. Tak to wygląda -
• jak wstanę tragedia, dreszcze, łamie w stawach, dreszcze, nie chce się żyć, biegunki, a w zasadzie wiele luźnych stolców;
• potem do południa coraz lepiej, ale zdarza się że leżę cały dzień, bo nie mam sił:
• po południu całkiem dobrze, prawie normalnie, i to mnie bardzo wkurza w tym popołudniowym stanie mógłbym pójść do pracy i chociaż to trudne, na razie do głupiego schroniska i jak najszybciej na stancję.
Ale cały czas słaby jakiś, nerwy i ciągłe oddawanie moczu. Może ktoś w to nie wierzyć, ale to mnie dobija /mam pęcherz neurogenny, używam pieluchomajtek/. No i przez to mało piję płynów,  żeby nie latać co mnie osłabia.

Pani Ordynator, jestem na psychiatrii, twierdzi, że ja zdrowy i muszę się wypisać, mówi, że to sprawa internistyczna, ale ja uważam, że się myli, mi nie wierzy Ona i inni. To są według mnie typowe objawy depresji, Moja Pani Dr z wolności też tak sądzi. Lekarz prowadząca od miesiąca ze mną nie rozmawiała, nie ma czasu i chyba nie widzi potrzeby, a ja rano dalej zdycham i kompletnie nie wiem gdzie pójść. W schronisku nie dam rady, wygonią i nie chcą tam chorych.

Już trzy razy wychodziłem ze szpitala i szybko wracałem. Za każdym razem taki jakby napad depresji - straszna niemoc, drżenie, lęk, niepokój, jakbym był po pół roku picia, a nie piję już ponad 15 miesięcy. I pogotowie i szpital psychiatryczny

Na przykład - wyszedłem ze szpitala ze szpitala w czwartek do mieszkania co mi kolega udostępnił, a w piątek znowu mnie wzięło nie jadłem i nie piłem płynów przez 3 dni.

Boję się teraz wychodzić do schroniska, bo jest duża szansa, że to się powtórzy i wtedy nawet do szpitala nie zechcą z powrotem przyjąć, zresztą ile można siedzieć jak to i tak nic nie daje.

Nie wiem już kompletnie co robić.
Dwadzieścia parę lat byłem porządnym człowiekiem, ale parę lat temu pomimo mojej wiedzy, doświadczeniu wróciłem do picia.
Pisałem już o tym wszystkim na stronie tutaj -

W schronisku nie dam rady, wygonią i nie chcą tam chorych.

Rozważam - że może było jednak pójść do drugiego gorszego schroniska. Tam warunki gorsze, piętrowe łóżko, jedno WC oczko na piętro, tylko cienka zupka raz dziennie. Nie ma za to odpraw zebrań rano 3 razy w tygodniu i trudnego kierownictwa z małą empatią. Im się nawet nie podobało,  że używam pieluchomajtek, a wiele osób tak ma,  normalnie żyją i pracują nawet z workiem stomijnym. Jednak chyba w dpsie szybciej dojdę do siebie,  a mam jednk dużą nadzieję, że dojdę.

A w ogóle nabrałem, może niepotrzebnie,  silnego urazu do wszelkich schronisk. Podświadomość je odrzuca, a przecież sporo w nich mieszkałem.

Wcześniej bywało - schronisko - praca - stancja - picie - szpital - schronisko i tak w kółko.

Na stancję mnie nie stać po komornikach zostaje 1.150 zł, a jedzenie leki, pieluchomajtki itp.

Żona /po rozwodzie, ale zawsze dla mnie mimo wszystko Żona/ wyrzekła się całkiem, nie życzy sobie abym mieszkał z nią w moim też mieszkaniu. Podobnie Córka.

Zacząłem wobec tego rozważać dom pomocy społecznej, bo to do niczego nie zmierza, pomimo tego, że zadupie, w moim mieście nie ma dla psychicznych, jest specjalizacja, no i tak nie ma miejsc,  trwają miesiąc. Na zadupiu obdzwoniłem wojwództwo, coś się znajdzie, ale to pomoc społeczna decyduje gdzie umieścić.

Daleko wszędzie, wolałbym bliżej mojego miasta. Niby nic mnie tu nie wiąże oprócz głupich sentymentów, ale imprezy, lekarze, AA itd. Nie wiem jacy mieszkańcy mogą być w takim domu, nie wiem jak się będę tam czuł.

No i zostanie mi ok. 200 z czymś złotych, bo mała renta, a tu opłata dps i komornicy i jak tu żyć - leki, pieluchomajtki, kawa, tytoń. Lepszy byłby zakład opiekuńczo-leczniczy, ale to się długo czeka. Złożyłem podania i tu i tu.

Teraz czekam na decyzję, wywiad z pomocy społecznej był 30.11 niby mają miesiąc na załatwienie, wysyłają zapytania do powiatów itp.

Nie mam częsci dokumentów, ubrań itp. Są u kolegi w piwnicy. Obawiam się tej przeprowadzki,  trzeba wyjść na przepustkę, gdzieś się przespać, bo jednodniowych nie dają no i te rzeczy w piwnicy u kolegi jakoś przejrzeć, bo trzeba coś wziąć, a tam straszny bałagan. Co prawda kupiłem fajną kurtkę i parę rzeczy w szmatekcie internetowym Vinted, ale to mało.

Jakbym czuł się znośnie dałbym sobie radę - poszedłbym do schroniska chociaż mi niedobrze jak o tym pomyślę,  wstrętu nabrałem, a potem do pracy i później na stancję. W tym stanie ani noclegownie, ani świetlice jakieś.

Myślę czasami  napić się i skończyć ze sobą, może po pijanemu dam radę, ale to wtedy jak świtem zdycham.

Sytuacja jest w zasadzie patowa - nic już nie wiem.

Chyba na dzisiaj wystarczy mam jeszcze zapisanych trochę notatek z przemyśleń, ale to może potem, a może w końcu spłodzę następne posty.

sobota, 21 stycznia 2023

Nerwy.

 


Tak sobie płynę od paru lat, niby świadomie,  a może nie?


No i wylądowałem w szpitalu psychiatrycznym. Nie wiem jak to się stało, a w zasadzie wiem.
Od czasu kiedy wyszedłem we wrześniu ze szpitala i zamieszkałem w schronisku było coraz gorzej.
Nie bardzo chcieli przyjąć, ale przyjęli na gorszy oddział. Szkoda bo wszystko przepadło - ale nie było wyjścia, telepało mnie gorzej niż po wódce. Chyba stresu się nazbierało, a teraz puściło.

Ale dalej do nie rozumiem dlaczego tak się stało, że trafiłem na psychiatrię - chyba widać do czego przewlekły stres może doprowadzić.

Byłem na zakaźnym - jakaś grypa, zapalenie płuc, bóle w plecach silne, wykryli przewlekłe zapalenie trusztki. Jak poleżalem ok. tydzień to przeszło, ale ogarnęła mnie niemoc nie wiadomo skąd i nie mogłem chodzić wprost jak przy silnym epizocie depresyjnym. Poprosiłem o skierowanie na psychiatrię, bo nie miałem siły wrócić do schroniska i mnie z bólem przyjęli.

Teraz przez picia w ostatnich latach straciłem dużo, prawie wszystko.
Tym razem w psychiatryku nie po alkoholu. Raz już byłem na trzeźwo w psychiatryku w Morawicy pod Kielcami, wtedy nie piłem prawie rok. Nie mogłem się poruszać coś mnie ściskało, przeszło mi bardzo szybko, fajnie tam było. Może to wszystko zespół abstynencyjny, jak twierdzi moja pani Dr?

Poprzedniej zimy też to miałem, bo przetupałem całe wyrównanie renty, kilkanaście tysięcy. Nie wszystko poszło na picie. Wynajmowałem hostele 80 100 zł za noc, żeby szukać stancji, ale przeważnie piłem zamiast szukać i lądowałem na odtruciu i tak w kółko. Po ponad 3 miesiącach jakoś przeszło  tak po covidzie, przenieśli mnie na somatyczny, tak było fajnie. Dostałem 13 rentę, wróciłem na starą stancję, szybko znalazłem fajną pracę. Czułem się bardzo dobrze, ale nagle źle się poczułem i zacząłem się leczyć alkoholem, co jak wiadomo nie dla mnie. Raz drugi się udało bez konsekwencji a potem za którymś razem ostry ciąg.
I tego nie mogę sobie w ogóle darować, nie umiem z tym żyć.

Mogłem wziąć za styczeń ok 2600 pensji plus renta - a tak wszystko przepadło załamać się tylko i zabić - a ile mogłem wziąć od czerwca szkoda mówić...
Picie już teraz doprowadziło mnie na dno i nie wiem, czy z tego wyjdę. Trzeba chyba odpowiedniego otoczenia, ale gdzie takie znaleźć.

Nie ma po co żyć. Nie przypuszczałem, że mnie tak weźmie - ale było to do przewidzenia, od września, kiedy przyszedłem do schroniska było źle. Źle spałem, nerwy mnie nosiły - poczucie winy, żal po stracie i głupotach moich.

W ogóle źle znoszę pobyt i atmosferę w schroniskach, a przecież byłem parę razy i było jako tako.

Tylko pobyt w moim też domu lub na stancji mógłby mnie uratować - ale wiem, że to nierealne, a tak to nie wiem, Żona nie chce kontaktu i nie chce abym zamieszkał w moim też domu. Nie wiem, czy mnie zechcą znowu przyjąć w schronisku, oni chorych nie lubią.

Było mi naprzód wyzdrowieć, bo czułem się chory od dawna, a potem szukać pracy, jak niektórzy radzili. Trzeba było jeździć na tę terapię w Ex CORDIS to taka terapia dochodząca, są psychoterapeuci i psychiatrzy, ale naprawdę nie miałem siły rano wstawać o 6 - naprawdę to dla mnie duży problem w tym stanie.

W depresji jak to przy depresji, rano jestem nieprzytomny, w południe jako tako, a wieczorem przeważnie całkiem dobrze. Teraz jeszcze sikam co 15 minut, pampers nie wyrabia, odczuwam niepokój, śpię do obiadu jakbym chciał uciec w sen tylko usnąć nie mogę, sny mam ciekawe, barwne i takie jakbym był na realu, przeważnie Żona i Córką.
W gębie jak w d...ie, język piecze, smaku nie czuję tak mam przy nerwach.

Nie wiem co dalej robić. Tu mi raczej nie pomogą, nie ma żadnej terapii tylko leki i 5 minut rozmowy z lekarzem i to nie codziennie. Atmosfera na oddziale taka sobie. Trzeba pilnować wszystkiego bo zginąć - odpukać może, na 6 oddziale są szafki zamykane.
Może było pójść na odwyk po szpitalu, tam chociaż porozmawiają, a tu nie ma z kim. W Lublinie na odwyk w tym staniie raczej by mnie nie chcieli, prędzej w Hrubieszowie, ale tam teraz mało terapeutów i problem logistyczny - odebranie renty, zakup pampersów. Że zniżką mogę kupować na to skierowanie tylko w jednym sklepie w Lublinie.

Rozmawiałem codziennie z Kolegą, jak to On nazywał mnie najlepszym przyjacielem, ale się obraził nie wiadomo o co. Powiedziałem tylko że nie te pampersy przywiózł, a on zaraz oddał pieniądze i stwierdził, że relacje że mną go denerwują, a chodziliśmy razem na mitingi, sam nie bardzo chciał itp. i było OK. On tak ma, w sumie uzależniony od leków i alkoholu szczególnie piwa, a pożądnej terapii nie miał.
Jak we wtorek pomógł mi się dostać do szpitala obiecał pomagać, odwiedzać codziennie. Cieszyliśmy się, że na 5 oddziale, bo na 6 ojciec, który opłaca mu stancję i utrzymuje zabronił mu chodzić.

A jeszcze kończy mi się w lutym orzeczenie o niepełnosprawności - trzeba złożyć kwity.
Inny kolega trochę pomógł, ale on ciągle nie ma czasu, mało kupił do jedzenia choć mam jeszcze pieniądze,a tu kolacje marne i głodny wieczorem,  a nie ma mi kto kupić. Ten niby przyjaciel, co się obraził mi pomagał, a teraz nie ma kto i będę chodził głodny, bo kolacje marne. Żona żadnego kontaktu nie chce. Nie ma kto co kupić, na 6 oddziale z terapii kupowały choć drogo bardzo w sklepiku koło szpitala. Może inny Kolega mi pomoże.

Zasiłku chorobowego nie dostanę - trzeba chyba 30 dni odpracować, a mam umowę tylko na styczeń, na Tzech Króli miałem iść do pracy na dyżur, ale mi się mocno pogorszyło, karetka zabrała mnie do szpitala.

Nie mam żadnego pomysłu na dalsze, jeśli się nie napiję i skończę ze sobą życie. Nie wiem co robić, czuję się strasznie


środa, 11 stycznia 2023

Choroba.

 



Miałem pisać na inne tematy - a tu niespodzianka - choroba i w zasadzie nie mogę nic robić. Słabo mi i nyje w żołądku.

Już 4 dzień w szpitalu, a w sumie jutro będzie tydzień jak choruję i nie ma zmian. Cały czas podobne objawy - bardzo słaby, w żołądku jakby kamień i boli czasem taki dyskomfort, brak apetytu, prawie nie śpię, mało co jem, mało piję. Nerwy zruszone, może objawy depresji, niepokój.
Biegunka była, ale w kale nic nie znaleźli, sama woda - plecy bardzo bolą od leżenia - kroplówki dają i nic nie pomaga na razie. Za późno zacząłem się leczyć - cierpię strasznie.
Pewnie jakbym nie popił w czerwcu - wszystko było by inaczej a tak czarna rozpacz brak nadziei.

Mówią, że to zapalenie płuc po przewlekłym zapaleniu oskrzeli, też mówią grypa - już sam nie wiem.
A dzisiaj mi powiedzieli/wcześniej niby mówili, ale byłem nieprzytomny na SORe/, że wykryli przewlekłe zapalenie trzustki. Nie rozmawiałem o tym, tu na zakaźnym nie ma gastrologa, nie wiem, czy coś się dowiem. To poważna sprawa - wiadomo z czego, ale piszą, że papierosy też kurcze - odpukać.

W sumie nic nie nie wiem, ani co mi jest dokładnie, ani jak to rokuje. Wczoraj po południu było trochę lepiej a dzisiaj gorzej. Leżę - nie mogę się nad niczym skupić.
6 w 3 Króli miałem pójść do pracy, szef niby mówił, że czeka ale nie wiem ile. A jakbym nawet - odpukać wyszedł trzeba dojść do siebie. Jedzenie kupić itp. w ewentualnej pracy jeszcze wszystkiego nie wiem, szybko krótko jak zwykle pokazali i nie wszystko wiem.

Zresztą nie wiem co ja w tym stanie mogę - ledwo żyję, słaby żołądek ćmi. Nie wiem...