W zasadzie już po Świętach, ale mimo to pozwalam sobie pozwalam sobie złożyć czytelnikom spóźnione życzenia wszystkiego najlepszego i symbolicznie przełamać się opłatkiem, na to jeszcze pora, myślę, że nie zaszkodzi to i słabo wierzącym, agnistykom jak i niewierzącym. Również życzę z całego serca, aby w Nowym Roku 2024 Bóg, Los, czy Siła Wyższa były dla Was łaskawe.
Chociaż jestem "wierzący w Boga, Siłę Wyższą", ale niepraktykujący, podobno takich nie ma. Jednak modlę się. Kiedyś szerzej o tym napiszę.
Niedługo minie rok od kiedy zamieściłem ostatni post na blogu. Częściowo wynikało to z lenistwa i tego, że przed południem nie bardzo do życia jestem, też trochę z tego, że marnuję dużo czasu na robieniu papierosów głupich. W sumie tracę dużo czasu.
Nie wiem czy kogokolwiek to obchodzi to co piszę i cały mój blog, jak kiedyś już wspominałem, niemniej spróbuję dalej pisać. Trochę dla siebie i trochę dla kogoś któremu może jednak on się przyda.
Jak przeglądam ostatnie to zauważam, że ciągle się użalam, piszę o chorobie, ale niestety taka jest moja rzeczywistość teraz. A może jednak pora aby myśleć i pisać trochę do przodu?
No tak, nie da się jednak pominąć opisu ostatniego, tego blisko roku.
Ja dalej w szpitalu.
Po ostatnim zapiciu w czerwcu 2022 nie mogę dojść do siebie, depresja straszna. Długotrwałe pobyty w szpitalu nie pomagają.
U mnie, kurcze cały czas bez zmian. Tak to wygląda -
• jak wstanę tragedia, dreszcze, łamie w stawach, dreszcze, nie chce się żyć, biegunki, a w zasadzie wiele luźnych stolców;
• potem do południa coraz lepiej, ale zdarza się że leżę cały dzień, bo nie mam sił:
• po południu całkiem dobrze, prawie normalnie, i to mnie bardzo wkurza w tym popołudniowym stanie mógłbym pójść do pracy i chociaż to trudne, na razie do głupiego schroniska i jak najszybciej na stancję.
Ale cały czas słaby jakiś, nerwy i ciągłe oddawanie moczu. Może ktoś w to nie wierzyć, ale to mnie dobija /mam pęcherz neurogenny, używam pieluchomajtek/. No i przez to mało piję płynów, żeby nie latać co mnie osłabia.
Pani Ordynator, jestem na psychiatrii, twierdzi, że ja zdrowy i muszę się wypisać, mówi, że to sprawa internistyczna, ale ja uważam, że się myli, mi nie wierzy Ona i inni. To są według mnie typowe objawy depresji, Moja Pani Dr z wolności też tak sądzi. Lekarz prowadząca od miesiąca ze mną nie rozmawiała, nie ma czasu i chyba nie widzi potrzeby, a ja rano dalej zdycham i kompletnie nie wiem gdzie pójść. W schronisku nie dam rady, wygonią i nie chcą tam chorych.
Już trzy razy wychodziłem ze szpitala i szybko wracałem. Za każdym razem taki jakby napad depresji - straszna niemoc, drżenie, lęk, niepokój, jakbym był po pół roku picia, a nie piję już ponad 15 miesięcy. I pogotowie i szpital psychiatryczny
Na przykład - wyszedłem ze szpitala ze szpitala w czwartek do mieszkania co mi kolega udostępnił, a w piątek znowu mnie wzięło nie jadłem i nie piłem płynów przez 3 dni.
Boję się teraz wychodzić do schroniska, bo jest duża szansa, że to się powtórzy i wtedy nawet do szpitala nie zechcą z powrotem przyjąć, zresztą ile można siedzieć jak to i tak nic nie daje.
Nie wiem już kompletnie co robić.
Dwadzieścia parę lat byłem porządnym człowiekiem, ale parę lat temu pomimo mojej wiedzy, doświadczeniu wróciłem do picia.
Pisałem już o tym wszystkim na stronie tutaj -
W schronisku nie dam rady, wygonią i nie chcą tam chorych.
Rozważam - że może było jednak pójść do drugiego gorszego schroniska. Tam warunki gorsze, piętrowe łóżko, jedno WC oczko na piętro, tylko cienka zupka raz dziennie. Nie ma za to odpraw zebrań rano 3 razy w tygodniu i trudnego kierownictwa z małą empatią. Im się nawet nie podobało, że używam pieluchomajtek, a wiele osób tak ma, normalnie żyją i pracują nawet z workiem stomijnym. Jednak chyba w dpsie szybciej dojdę do siebie, a mam jednk dużą nadzieję, że dojdę.
A w ogóle nabrałem, może niepotrzebnie, silnego urazu do wszelkich schronisk. Podświadomość je odrzuca, a przecież sporo w nich mieszkałem.
Wcześniej bywało - schronisko - praca - stancja - picie - szpital - schronisko i tak w kółko.
Na stancję mnie nie stać po komornikach zostaje 1.150 zł, a jedzenie leki, pieluchomajtki itp.
Żona /po rozwodzie, ale zawsze dla mnie mimo wszystko Żona/ wyrzekła się całkiem, nie życzy sobie abym mieszkał z nią w moim też mieszkaniu. Podobnie Córka.
Zacząłem wobec tego rozważać dom pomocy społecznej, bo to do niczego nie zmierza, pomimo tego, że zadupie, w moim mieście nie ma dla psychicznych, jest specjalizacja, no i tak nie ma miejsc, trwają miesiąc. Na zadupiu obdzwoniłem wojwództwo, coś się znajdzie, ale to pomoc społeczna decyduje gdzie umieścić.
Daleko wszędzie, wolałbym bliżej mojego miasta. Niby nic mnie tu nie wiąże oprócz głupich sentymentów, ale imprezy, lekarze, AA itd. Nie wiem jacy mieszkańcy mogą być w takim domu, nie wiem jak się będę tam czuł.
No i zostanie mi ok. 200 z czymś złotych, bo mała renta, a tu opłata dps i komornicy i jak tu żyć - leki, pieluchomajtki, kawa, tytoń. Lepszy byłby zakład opiekuńczo-leczniczy, ale to się długo czeka. Złożyłem podania i tu i tu.
Teraz czekam na decyzję, wywiad z pomocy społecznej był 30.11 niby mają miesiąc na załatwienie, wysyłają zapytania do powiatów itp.
Nie mam częsci dokumentów, ubrań itp. Są u kolegi w piwnicy. Obawiam się tej przeprowadzki, trzeba wyjść na przepustkę, gdzieś się przespać, bo jednodniowych nie dają no i te rzeczy w piwnicy u kolegi jakoś przejrzeć, bo trzeba coś wziąć, a tam straszny bałagan. Co prawda kupiłem fajną kurtkę i parę rzeczy w szmatekcie internetowym Vinted, ale to mało.
Jakbym czuł się znośnie dałbym sobie radę - poszedłbym do schroniska chociaż mi niedobrze jak o tym pomyślę, wstrętu nabrałem, a potem do pracy i później na stancję. W tym stanie ani noclegownie, ani świetlice jakieś.
Myślę czasami napić się i skończyć ze sobą, może po pijanemu dam radę, ale to wtedy jak świtem zdycham.
Sytuacja jest w zasadzie patowa - nic już nie wiem.
Chyba na dzisiaj wystarczy mam jeszcze zapisanych trochę notatek z przemyśleń, ale to może potem, a może w końcu spłodzę następne posty.


