Pokazywanie postów oznaczonych etykietą DA SIĘ. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą DA SIĘ. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 19 marca 2020

Przewidywanie przyszłości?


W tym jak się spodziewam krótkim poście chcę zamieścić parę słów o antycypacji, ponieważ jest według mnie istotny w wielu miejscach szeroko rozumianego trzeźwienia, w procesie budowania nowego życia nie tylko przez osoby uzależnione. Samo słowo ma wiele znaczeń w różnych dziedzinach życia. Mnie będzie interesować jego rozumienie w psychologii a w szczególności w terapii rożnego rodzaju zaburzeń.




...lęk antycypacyjny. Cechą charaktery styczną tego lęku jest to, że wywołuje on dokładnie ten skutek, którego pacjent się obawia/s.109/. Logoterapia wypracowała metody na zwalczanie tego lęku. Co to za lęk? Można tak w uproszczeniu powiedzieć, ze jest to samosprawdzająca się przepowiednia. Na początku pierwszej, długiej abstynencji pilnie jeździłem na mitingi AA, niestety miałem wtedy taką możliwość raz w tygodniu. Jak to na mitingach podawano kawę lub herbatę, które trzeba było posłodzić. Jednak tak jak przewidywałem ręka się trzęsła, cukier się rozsypywał. Zastosowałem metodę trochę logoterapeutyczną nie wiedząc o tym. Po prostu mówiłem przy słodzeniu – patrzcie jak mi się trzęsie ręka. Przestałem chcieć to na siłę ukrywać i po stosunkowo krótkim czasie przeszło.

Źródło - pixabay.com


Jeszcze dwa pojęcia o których krótko
  • przesadne pragnienie – hiperintecja. Za bardzo ktoś się chce wykazać w seksie i to go paraliżuje, efekt u nie ma.
  • Przesadna koncentracja na tym co pragniemy osiągnąć – hiperrefleksja. Rozumiem przez to zjawisko przypadek, kiedy trzeźwiejący alkoholik naczyta się jakie skutki osobowościowe może spowodować picie i przesadnie chce teraz być w życiu idealny przez co otoczenie i on sam często cierpią.

Technika zwana intencją paradoksalną polega na tym żeby zapragnął tego czego się boi. W moim przypadku byłby to założenie, że będą mi się trzęsły ręce przy słodzeniu kawy.
Technika ta jest również skuteczna w zaburzeniach obsesyjno–kompulsywnych np. przymus nadmiernie częstego mycia rąk. Podobnie w zaburzeniach snu. Im bardziej chcę zasnąć tym trudniej to się udaje. Próbuję teraz, jak mam takie kłopoty strać się nie zasnąć – zaczyna pomagać.
Wydaje mi się że niektóre zaburzenia obsesyjno–kompulsywne są bliskie zachowaniom o charakterze uzależnieniowym. O ile pamiętam Anna Dodziuk, Leszek Kapler w książce Nałogowyczłowiek opisują różne rodzaje uzależnień, między innymi uzależnienie od zimnego prysznica. Facet stwierdził, że bardzo zdrowo jest brać zimny prysznic, to prawda, ale zaczął go brać długo często co doprowadzało do przeziębień.

Z tymi zagadnieniami wiążą mi się niektóre problemy, które występują w okresie trzeźwienia.

  • Osoby uzależnione często w wypowiedziach używają zwrotu – jest możliwość, że kiedyś wrócę do nałogu. Jest to prawda, ale z drugiej strony jest to samosprawdzająca się przepowiednia, pewna furtka. Moja od wieków znajoma Doktor Psychiatra jak coś takiego powiedziałem odparła – a dlaczego masz wrócić, nawet o tym nie myśl. Owszem po wielu latach wróciłem, ale przez sporo lat to między innymi to zdanie pomogło mi uwolnić się od rozważań typu – napić się czy nie. Jak wspominałem w okresie, kiedy byłem w bardzo ostrym kryzysie nawet przez myśl mi to nie przeszło. Już prędzej myślałem o samobójstwie, co zresztą też było chore.
  • Niektóre osoby uzależnione, jak już dzisiaj wspominałem nasłuchają się, naczytają o strasznych skutkach picia, czy brania przez co trudno im się wyzwolić z zaniżonego poczucia własnej wartości. Widziałem, ze niektórzy terapeuci, czy może tak zwani terapeuci traktują alkoholików z góry, jak osoby częściowo niezdolne do samodzielnego myślenia. Pamiętam kiedyś na zebraniu naszego stowarzyszenia, którego byłem współtwórcą, przy omawianiu jakiegoś zagadnienia kolega zauważył, że my, jako osoby uzależnione nie bardzo mamy prawo, czy jakby legitymację aby wypowiadać się na pewne tematy – szlak mnie trafił.

Wspomnę jeszcze o trudności, którą musiałem przezwyciężyć – wrodzonej nieśmiałości. Nie wiem, czy metoda ta wiąże się z logoterapią, trochę chyba tak. Na początku miałem trudności z zabraniem głosu na mitingach, bałem się tego. Podszedłem do sytuacji zadaniowo i założyłem, że na najbliższym mitingu zgłoszę się do krótkiej wypowiedzi. Pomalutku zacząłem robić to coraz częściej.
Później moja metoda wyglądała tak –
Kiedy miałem załatwić jakąś sprawę w urzędzie, miałem zabrać głos na mniejszym, a potem większym forum przygotowywałem się tak jak aktor przed wystąpieniem w teatrze. Z grubsza układałem sobie w głowie zarys tekstu. Potem wyobrażałem sobie, że jestem aktorem i mam do zagrania rolę przed publicznością. Z czasem było coraz łatwiej. Naprzód małe zebrania, posiedzenia komisji do spraw rozwiązywania problemów alkoholowych, potem większe na przykład gościnnie przed radą miasta, a też w teleturnieju Jeden z dziesięciu. Co prawda odpadłem po pierwszej rundzie, ale przeżyłem fajną przygodę, zobaczyłem telewizję od środka, porozmawiałem z Tadeuszem Sznukiem, którego lubię od dawna. Inna sprawa, że byłem mało skoncentrowany, ponieważ miałem wtedy poważne problemy na głowie. Trudnością w tym tym teleturnieju jest to, że jest bardzo mało czasu do namysłu.

Wspomnę jeszcze o jednym kłopocie, który dotyka osoby uzależnione, szczególnie na początku drogi – przyznać się a prawidłowo uznać przed ludźmi, ze jest się uzależnionym. Nie – przyznać się – bo choroba to nie jest wykroczenie ani przestępstwo. Trzeba powiedzieć, że też inne choroby, które uchodzą za wstydliwe na przykład mój pęcherz neurogenny, skutkuje to za dużą częstotliwością potrzeby oddawania moczu, co bywa kłopotliwe i w niektórych sytuacjach zachodzi potrzeba noszenia pampersa. Na szczęście rośnie zrozumienie do takich chorób m. in. choroby alkoholowej. Dużo dobrego zrobili w tym zakresie tzw. celebryci opowiadając o swoich, często dość intymnych dolegliwościach.
W moim przypadku nie było tak trudno opowiadać o swoim uzależnieniu, ponieważ w moim małym mieście i tak dużo osób o nim wiedziało. Mimo to przez ok. pięć lat mówienie o swoim problemie przychodziło m z trudem, unikałem publicznych wystąpień, których tematem były sprawy związane z moją działalnością alkoholową. Potem mi to przeszło i poczułem się dużo lepiej. Oczywiście przy każdej nie mówię o swojej chorobie. Często jest dyplomatycznie przemilczać ten fakt, np. przy szukaniu pracy. Na spotkaniach alkoholików, terapiach nie przedstawiam się Józek, czy Andrzej alkoholik, czynię tak tylko na spotkaniach AA. Przecież jak mam wrzód na dupie nie przedstawiam się Józek – wrzód. Warto także mieć na uwadze rodzinę, nie zawsze życzy sobie ona, aby kojarzono ja z uzależnieniem od alkoholu. Z tego też względu nie podaję na tym blogu bliższych danych o sobie, może to też przeszkodzić mi w poszukiwaniu pracy w przyszłości.

Jest jeszcze wiele drobniejszych i grubszych trudności, jakie napotykają osoby trzeźwiejące na swojej drodze. Zapewne będzie okazja aby do tych zagadnień powrócić. I nie wyszło mi zbyt krótko, jak pisałem na wstępie, lubię gadać. Żona mawiała – gadasz, aby tylko gębą ćwiachać.

Przewidywanie przyszłości?


W tym jak się spodziewam krótkim poście chcę zamieścić parę słów o antycypacji, ponieważ jest według mnie istotny w wielu miejscach szeroko rozumianego trzeźwienia, w procesie budowania nowego życia nie tylko przez osoby uzależnione. Samo słowo ma wiele znaczeń w różnych dziedzinach życia. Mnie będzie interesować jego rozumienie w psychologii a w szczególności w terapii rożnego rodzaju zaburzeń.

sobota, 27 kwietnia 2019

Przerwa i długi.


Na początku zwrócę tylko uwagę że postanowiłem zmienić prowokacyjny tytuł wątku – DA SIE, czym chciałem zwrócić uwagę na potrzebę jako takiej poprawności językowej, sam nie zawsze przestrzegam na właściwy – DA SIĘ.
Jak zwykle przerwa – częściowo były powody – 

 
  • Mój Urząd skarbowy dopomina się o swoje i trzeba było szukać rozwiązań. Niby ma prawo. Nie wydatkowałem całej kwoty ze sprzedaży darowanego mi domu na cele mieszkaniowe. Bez obciążeń podatkowych mogłem sprzedać po upływie pięciu lat od darowania mi nieruchomości przez Mamę. Według mnie jest to chory przepis. Dom i nieruchomość na której jest on położony, zaistniały dzięki pracy i dochodom, które już raz zostały opodatkowane, najbliższej rodziny a także ja i Żona włożyliśmy dużo pracy i pieniędzy. Można by powiedzieć, że nakładanie na mnie podatku od sprzedaży prowadzi w zasadzie do jakby – podwójnego opodatkowania, co za tym idzie chyba narusza istotę prawa własności i poza tym. Powstanie tego podatku można ocenić jako niezgodne z zasadą sprawiedliwości społecznej. Zwróciłem na to uwagę w piśmie skierowanym do Rzecznika Prawa Obywatelskich które wysłałem za pomocą https://serwis.epuap.gov.pl /podpis profilem zaufanym/. Na razie nie mam żadnej odpowiedzi.
Przede wszystkim nielogicznym wydaje mi się, że gdyby to Mam sprzedała nieruchomość i podarowała mi pieniądze nie było by podatku gdyż – w przypadku 0 /tzw. zerowej grupy podatkowej wszystkie darowizny pieniężne, bez względu na ich wartość, mogą są zwolnione z opodatkowania. Rozpisałem się trochę na ten temat, można by jeszcze więcej, ponieważ rożnego rodzaju długi są częstym skutkiem uzależnienia i zdrowienie to w niektórych przypadkach w dużej części walka z długami. Zapewne szczególnie w przypadku hazardu.
Jeśli ktoś ma tego rodzaju problemy to gorąco polecam lekturę – Poradnik dla zadłużonych: jak uwolnić się od długów?. Autor Krzysztof Oppenheim proponuje Ci rozwiązania za pomocą których możesz, Drogi Czytelniku, odzyskać spokój Ducha.
aby przywrócić Ci spokój Ducha.


Foto - Ja

  • Inne powody to znowu przeprowadzka, trochę lekarze i inne sprawy organizacyjne.

  • Poza tym lenistwo . Jakoś na wiosnę trochę mi się nie chce. Czuję się odrobinę wypalony. Niby wszystko idzie powoli odpukać do przodu ale ma wrażenie, że za wolno. No i każdy dzień to taki Dzień Świstaka. Jedzenie, robienie jedzenia, praca, załatwienia itp.

Jeśli już mowa o Pogodzie Ducha to muszę wspomnieć o tym co mi ostatnio bardzo pomogło. Wymaga to większego komentarza, w tej chwili będzie krótko.

Natknąłem się na YouTube na pozycję w której lektor bardzo fajnie czyta książkę Jak przestać się martwić i zacząć żyć autor – Dale Carnegie. No i co tu dużo mówić, zafascynowała mnie ona i pomogła spojrzeć na moje życie z zupełnie innej strony. Nie chwaląc się wiele obserwacji zawartych w tej pozycji sam już wcześniej poczyniłem i zastosowałem w praktyce. Cholernie mi pomogła – myślę że prawie każdemu może się przydać – niby oczywiste sprawy ale często nieuświadamiane. Nie ma tam żadnych cudów, ani rewolucyjnych pomysłów.
Zalety – nie jest naukowa, ani też hurra-motywująca, nie mówi, że jak zechcesz to polecisz na Księżyc /chociaż nigdy nic nie wiadomo/. Są przykłady z życia sławnych i zwyczajnych ludzi, a także samego autora.
Dwa słowa o czym –
  • Nie ma już wczoraj, jutra jeszcze nie ma, jest dzisiaj. Nie warto, choć to trudne przeżywać wczorajsze niepowodzenia, a także się nie opłaca martwić na zapas przyszłością;
  • Odpoczywać dobrze jest nim się całkiem wykończę pracą. Serce takie sprawne bo pracuje tylko jedną trzecią doby;
  • Nuda wykańcza i w pracy i w domu;
  • i tym podobne rzeczy.
Jeszcze raz polecam.

Przerwa i długi.


Na początku zwrócę tylko uwagę że postanowiłem zmienić prowokacyjny tytuł wątku – DA SIE, czym chciałem zwrócić uwagę na potrzebę jako takiej poprawności językowej, sam nie zawsze przestrzegam na właściwy – DA SIĘ.
Jak zwykle przerwa – częściowo były powody –