Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dramat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dramat. Pokaż wszystkie posty

środa, 9 lutego 2022

Co dalej?


W poprzednim  poście opisałem jak doszło do ostatniego dramatu i przypomniałem początek jak to się wszystko zaczęło parę lat temu i trochę mojego życia.
Ciągle jestem w szpitalu i nie wiadomo do kiedy będę.
Nic się nie polepsza, jest wręcz coraz gorzej - 



Piszę choć nic nowego - z dnia na dzień coraz gorzej już 4 dzień nie jem w zasadzie śniadania obiadu a kolacja mało co telepie chodzić nie mogę.  Lekarz mówi że jest poprawa bo on psychiatra i wie lepiej - a ja cierpię strasznie jak nigdy
Po zatruciu  alkoholem trwało to nie 3 4 dni a teraz już 3 tydzień

Jakbym  miał jak tobym się zabił ‐ to jest nie do wytrzymania - moja moja pani Dr żebym się wódki napił to przejdzie, tak sobie kpi ale to prawda - tylko co to za rozwiązanie.
Nie wiem czy z tego wyjdę nic nie pomaga, jestem  u kresu wytrzymałości nie wiem jak sobie pomóc - mniej rozpamiętują ostatnie głupoty przypomina mi się bardziej całe życie.

Ciężko pisać i czytać na telefonie, a Ewangelia jest wogóle ciężka w czytaniu  wogóle zresztą nie mogę się skupić - większość dnia leżę w łóżku.

Podobnie miałem jak Szwagier mnie niespodziewanie wyrzucił z pracy. A wcześniej zrezygnowałem z rozmowy o pracę bliższą moim zainteresowaniom.  Załamałem się wtedy strasznie - depresja terapia i psychiatra. O wódce nawet nie pomyślałem. Miałem jednak łatwiej, nie byłem sam mieszkałem z Żoną I Córką, a teraz jestem sam. Nie mam żadnego wsparcia od rodziny. 

Pęcherz to duży problem - co 15 minut sikam, bez pampersów nie daję rady bo popuszczam, może dziwić ale to dla mnie poważny problem,  każda podróż to stres, nie każdą pracę mogę podjąć.

Teraz mam 2 a w zasadzie 3
główne problemy. To one uważam wywołują  depresję  i żadne leki tu nie pomogą. Może jeszcze trochę pomogłyby rozmowy z terapeutami czy innymi ludźmi, ale o to trudno. Jakby trochę szczególnie 2 pierwsze rozwiązać byłoby lepiej. Bez rozwiązania chociaż częściowego tych problemów żadne leki nie pomogą.

Oczywiście główny problem to depresja - w tym stanie w zasadzie nie mogę nic robić, a końca nie widać nawet do kibla ciężko mi dojść - cierpienie straszne. 

Nie wiem który z poniższych najważniejszy. Wszystkie łączą się depresją chociaż myślę, że ma ona też podłoże organiczne, miałem trochę podobne stany jeszcze jak nie piłem.

1. - mieszkanie

oczywiście oprócz abstynencji, ale na razie jest ona wymuszona.
Myślę,  jestem przekonany, że to główny powód depresji.
Poprzednimi razy jak byłem w szpitalu zawszę miałem gdzie pójść albo schronisko albo hostel. Teraz nie mam gdzie. Do schroniska nie przyjmą bo dochód za duży - rozłożyli wyrównanie renty na 12 miesięcy. Na hostel i stancję nie mam już pieniędzy.

Pomimo szkód które zrobiłem gospodarzowi na ostatniej stancji, ponieważ mnie polubił ceni i rozumie moje problemy chce mi udostępnić kąt za 300 zł -
mam 730 renty bo mi odtrącają zostaje 400.
Trochę mało można oszczędnie same pampersy i przejazdy 100 miesięcznie.

Bez pomocy przyjaciół  przez jakiś czas póki nie znajdę pracy  nie dam rady.
Piszę prośby o wsparcie do przyjaciół ale na razie nie ma odzewu.
Teraz jeszcze parę groszy pójdzie w szpitalu  - bo po kolacji jestem głodny. 

Mogę ķorzystać trochę z Alberta czy Caritasu, ale to przejazdy koszt i pęcherz.
Poprzednio w takiej sytuacji jedziłem rowerem lub na gapę dopóki mnie nie złapali.

Mogę nocować w noclegowniach - ale jedna jest całkiem do dupy, a we wszystkich trzeba wszystkich wychodzić o 8 i wracać dopiero o 18.

Jakby Żona chciała przyjąć na jakiś czas - do też mojego przecież domu do chociaż do czasu jak pracy nie znajdę tobym załatwiło sprawę, ale ona nawet kontaktów nie chce - straszy policją i więzieniem .
W sumie bardzo dużo by mi to dało nie tylko dach ale i psychicznie, nie byłbym sam.
W sumie to zrozumiałe po tym co im zrobiłem
Mogła wcześniej zareagować - Al- Anon, terapia dla wspóuzależnionych a nie tylko policja i sąd. Może to chore myślenie ale tak mam.

Są prace z zamieszkniem w Polsce i zagranicą ale w Polsce to rolnictwo albo budowy nie dla mnie choćbym chciał i nie umiem i nie  mam sił. Zagranicą byłem 3 razy i guzik wyszło raczej nie dam rady. No i problem sił fizycznie jestem słaby, sikanie i pampersy.

Odwyk zgoda ale co potem? - To też trochę koszt. Nigdzie nie karmią tak żeby starczyło.
I co teraz dalej po po ewentualnym odwyku problem ten sam.
Ķiedyś w takiej sytuacji pojechałem do hostelu dla uzależnionych pod Kielcami, ale musiałem wrócić bo tam długo nie można,  pół roku.

To racze pobożne życzenia, ale najchętniej zostałbym w Lublinie. Nie pił, brał Antalcol po jego zażyciu jak się napije alkoholu to śmierć, terapia,  mitingi Anononimowych Alkoholików, mieszkanie I praca.

Jest miejsce w hostelu w Abramowicach ale tam trzeba być świerzo po odwyku.

To myślenie o mieszkaniu chyba najbardziej mnie dobija.


2. - rozpamiętywanie strat i błędów.

To w tej chwili to drugi najważniejszy problem. Cały czas o tym myślę i nie mogę się od tego uwolnić. Nawet modlitwa ma razie nie pomaga.
Los dał mi szansę - duże pieniądze wyrównywanie renty za rok.
Ja tę szansę zmarnowałem.
Mogłem znaleźć mieszkanie I pracę.

Nie wszystko poszło na wódkę -
Ale mieszkałem w hostelach 80 za dzień i w hotelach się zdarzało żeby w tym czasie szukać stancji a potem pracy 3 dobre okazję mi uciekły - myślę że jakby ktoś mnie nie ubiegł toby było inaczej, chociaż abstynencję trudno byłoby utrzymać. Ale w sumie mało szukałem bo piłem i jeszcze brudu narobiłem w hostelach.

Ale też nie było sumie dużego wyboru - albo chcieli kobiety albo młodych albo drogo. 

Może było pójść od razu na odwyk jak sugerowali niektórzy albo chociaż na odtrucie.
Ale i tak mogłem przestać wcześniej.
A ja przy całej swej uczoności mogłem zauważyć że coś jest nie tak.
Ale tzw. System Iluzji i Zaprzeczeń działał - "tylko jeszcze dzisiaj się napiję od jutra nie" - rano objawy abstynencyjny i do sklepu albo taxi jak już nie miałem siły. Na depresję pomagało chwilowo, film mi się nie urywał ale co z tego.... Przy ostatnim ciągu tylko się urwał - straciłem wtedy telefon, aparat słuchowy,  bez niego czasami ciężko, okulary i trochę rzeczy. Uszkodziłem się spadając z ławki i zostałem pobity cały zakrwawiony z ubraniem.

Miałem już mieszkanie i pracę, ale ciąg i  straciłem.

Potem schemat się powtarzał - jak pisałem jak - hostele, ciągi i szpital.

Nie mogę sobie wybaczyć mojej głupoty, może i Bóg zrozumienie i wybaczy.

Myślę o tym cały czas w dzień i w nocy tak jak o samobójstwie. Nie umiem zapomnieć z jednej strony trzeba pamiętać a z drugiej zapomnieć bo takie myślenie nic nie daje.
"Boże, użycz mi pogody ducha,
abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić,
odwagi, abym zmieniał to, co mogę zmienić,
i mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego."

Nie da się cofnąć, trzeba myśleć o przyszłości ale nie mam pomysłu szczegónie na mieszkanie, ani siły tylko skończyć z sobą ale trochę nie mam odwagi, jak bym się napił to może dałbym radę.

No i 62 rok życia trochę późno - co na emeryturze małej z której komornik jeszcze zabierze? A mogłem ogłosić upadłość konsumencką, miałem na to pieniądze.

Z drugiej strony chcę jednak pożyć.
To jest drugi ważny problem,
Jakbym się choć trochę pogodził byłoby lżej, ale największy problem to mieszkanie..


3. - abstynencja

Tu wiadomo należałoby pójść na odwyk, on niczego nie gwarantuje, a nie chce mi się już siedzieć bezczynnie.

Choć jak mam być szczery wolałbym mieszkać I pracować.
Może siebie oszukuję ale - Antalcol lek po zażyciu którego jak się ktoś napiję alkoholu to śmierć kiedyś stosowałem, terapia i mitingi Anononimowych Alkoholików - po tym ostatnim doświadczeniu myślę, że dałbym radę.
Szczególnie jakbym się choć trochę pogodził z przeszłością...  żył tu i teraz


Czytam po trochu Ewangelię św. Marka. Na razie są tam głównie opisy cudów uzdrawianie,  rozmnażanie chleba, chodzenie. Wydaje mi się to mocno nieprawdopodobne. Traktuję to jako formę przypowieści. Ale będę czytatał, może trochę pomoże jak sugeruje mój znajomy Terapeuta i pewien ksiądz na wykładzie.
Wogóle wiele osób mówi,  że zwrócenie się do Boga
Wogóle Biblia wydaje mi się czymś w rodzaju jakiejś przenośni. Te wydarzenia nie działy się naprawdę.

Myślę teraz cały czas na poważnie o samobójstwie - ale z drugiej chcę jeszcze pożyć.

Ja już mam wątpliwości czy z tego wyjdę tym razem. 

Myślę że jak miałbym gdzie pójść i przestał się użalać szybko by depresja znikła - wieczorami czuję się trochę lepiej, rano jest tragedia.

Na razie nie mam pomysłu na dalsze życie - cierpię strasznie i to nie pozwala mi się skupić i myśleć.

poniedziałek, 7 lutego 2022

I znowu

 


Opiszę historię mojego ostatniego upadku.
Nie wiem na ile to ma sens - trochę dla samego siebie żeby pamiętać, choć należałoby zapomnieć żyć tu i teraz. Trochę  dla innych, może to być ostrzeżeniem.

Muszę wyjaśnić,  że piszę ten post na telefonie, stąd mogą być pewne niedoskonałości, ale straciłem laptopa - jeden gospodarzy go zabrał w ramach szkód których tam wiele akurat nie było wiele  zachlapana ściana trochę w innych miejscach były poważniejsze
Chciał 300 zł wartego 100 nie miałem miałem I uważałen że nie warto - było zgłosić na policję.

Tym razem upadek przekroczył wszelkie granice w wyniku tego. Jestem na psychiatrii leki nie pomagają - mam strasznego doła po tym wszystkim - jak nigdy przedtem. 

Psychicznie jest strasznie - telepie mnie znerwów, cały czas mi zimno inni w koszulkach a ja 2 bluzy i nic, właśnie teraz gdy piszę  ten post na stołówce.
Żołądek nawala, w kościach łamie, brak apetytu, źle śpię, sikam co 15 minut. 

A przez  przez wiele lat byłem porządnym człowiekiem - mężem, ojcem i chyba w sumie niezłym pracownikiem.
Urządziłem się strasznie. Straciłem prawie wszystko, no może zdrowia jeszcze trochę zostało ale niewiele, a los dał mi szansę. Mogłem wynająć pokój, znaleźć pracę  i żyć prawie normalnie.

Było kiedyś dobrze ale tego nie doceniałem i ostatnio byłem już na prostej.

Wiem przepuściłem kupę ķasy - nie wszystko poszło na wódkę nawet mniej. 
Ale dużo poszło na hostele 80 zł. doba, czasem hotel, taxi itp.

A zaczęło się tak - dostałem duże wyrównanie renty. Miałem pracę, stancję.
I znowu ciąg nie wróciłem już do pracy i znowu odwyk.
Potem schemat -
- hostel trochę trochę szukałem mieszkania,  głównie piłem - nie było też dużego wyboru, wszędzie chcieli albo młodych, albo kobiety, albo drogo.
A potem znowu
- ciąg
- szpital
- hostel żeby szukać mi
ciąg i tak do dzisiaj.
Pieniądze się skończyły - mogę wrócić na stancję ale za 730 zł nie dam rady przeżyć bez drobnej pomocy póki nie znajdę pracy a jest szansa.

Tzw. w chorobie alkoholowej System Iluzji i Zaprzeczeń spowodował, że ja sobie mówiłem tylko dzisiaj się napiję bo mam depresję I kaca, a o jutra nie, a rano znowu  do sklepu i tak wkółko.

A wogóle zaczęło się wszystko parę lat.
Pisałem o tym już na stronie -
Tadeusz – pomagacz z zamiłowania.
i w wątku -
Znowu początek.

Przypomonę pokrótce.
Tak wogóle zaczęło się to wszystko parę lat temu po ok. 27 latach abstynencji w moim rodzinnym mieście.
Ciśnienie mi spadało często i brałem cardiamid z kofeiną ale przestali produkować i zacząłem brać cardiol C nie zwróciłem uwagi, że ma on 72% alkoholu. 
Póki brałem tyle ile zalecają było OK, ale ja wbrew temu co sam nauczałem, że nie można, że alkoholik nie może używać substancji z alkoholem, zacząłem go brać coraz więcej tak że faktycznie byłem pod wpływem i znowu System Iluzji i Zaprzeczeń spowodował, że ja sobie wyobrażałem, że biorę tylko leki. Także nieuznanie bezsilności wobec alkoholu - pierwszy krok z 12 Anonimowych Alkoholików I przykazanie terapeutyczne.

 Motywowałem i uczyłem innych, pracowałem trochę jako pomagacz-terapeuta a sam sobie nie pomogłem.

Tak się przyzwyczaiłem do tych kropelek, że jak próbowałem pić wódkę to mi nie szła. Przyjaciele, terapeuci i osoby z otoczenia zwracali mi uwagę, ale ja pomimo swojej uczoności używałem je dalej. Myślę, że niektóre decyzję podejmowałem pod wpływem alkoholu - nie wszystkie były złe ale były i dobre.

Mieszkaliśmy w małym mieście w rodzinnym domu ale wymagał on ogromnych nakładów na remont miał prawie 80 lat. Poza tym Żona pracowała w dużym mieście 50 km oddalonym od naszego miasta, Córką podjęła też tam studia i obie nie wiązały przyszłości z naszym rodzinnym miastem.


Potem sprzedaliśmy dom i przenieśliśmy do  dużego miasta. Podjąłem pracę w szkole, przez rok pracowałem bo taka była umowa,  ale po południu piłem 2 - 4 buteleczki dziennie. 

Jak skończyła się praca w szkole piłem dalej przeszedłem w końcu na wódkę.
Zamiast szukać pracy siedziałem i nic nie robiłem tylko piłem miałem jeszcze pieniądze ze sprzedaży domu. Trochę remontowałem stare mieszkanie, które mieliśmy kupić i nowe mieszkanie, które kupiliśmy.

Nabrałem pożyczek jak skończyły się i mam chyba ponad 60 tys. Jak miałem pieniądze mogłem zrobić upadłość konsumencką.

Byłem w międzyczasie na odwyku w Dużym Mieście, ale po 2 tygodniach mnie wywalili niby za brak motywacji 

Potem byłem pierwszy raz na odwyku w Małym Miasteczku dość daleko, wróciłem i dalej piłem.


W końcu Źona miała dosyć I przeniosła się do starego mieszkania.
Potem pojechałem do Niemiec do pracy ale po tygodniu mnie wygonili. 

Wróciłem już do starego mieszkania i siedziałem szukałem pracy ale guzik z tego wyszło. 
Żona zmotywowała mnie znowu do pójścia na odwyk .
Po odwyku nie chciała mnie trzymać - pojechałem do hostelu dla pod Kielcami. 

Byłem tam niecały rok. Nie mogłem dłużej. 

Wróciłem do Dużego Miasta, zamieszkałem w schronisku i szybko znalazłem pracę.
Żonapomogła mi w znalezieniu mieszkania i pomagała. Chodziliśmy na tańce, spacery i było już dobrze. Niestety po miesiącu wpadłem w ciąg i wszystko runęło. 

Potem  schemat się powtarzał - 
schronisko
praca
ciąg
odwyk
schronisko
Itd.
Ciągle do tego picia wracałem.

A było tak dobrze - 
Żyliśmy z Źoną I Córką w sumie fajnie,  popełnialiśmy oczywiście błędy. 

Naprzód biznes się posypał ale znalazłem pracę w oknach. Gdy się skończyła pracowałem u Szwagra dopóki mnie wyrzucił. Załamałem się wtedy strasznie - depresja terapia i psychiatra.
Ale piciu nawet nie pomyślałem nawet przez chwilę.

Potem jak zajmowałem się giełdą   przeszło mi.
Jednak wszystko się posypało. 
Bez mojej pracy nie stać było na mieszkanie. Wróciliśmy do rodzinnego miasteczka. 

Potem byłem trochę w Belgii - wróciłem I pracowałem jako asystent rodziny, żeby było śmieszniej pracowałem z rodzinami, w których był problem alkoholowy.


Żona mieszkała w Lublinie naprzód u Teściowej, a potem mieszkaniu które mieliśmy kupić.

Zajmowałem się dużo córką, zabawy, wycieczki, pomoc w nauce, podpowiedziałem jej naukę hiszpańskiego,

Byliśmy  na Węgrzech i Bułgarii.
W sumie było fajne życie chociaż czasami narzekałem.
Córką jak zdała maturę i dostała się na studia filologię hiszpańską, pojechaliśmy w czasie wakacji naszym ceicento do Anglii, dotarliśmy aż  do Liverpoolu, pracowaliśmy trochę tam, ale o tym innym razem.

I wszystko poszło w diabły.

Myślę teraz cały czas na poważnie o samobójstwie - użalam się, gadam głupoty  ale z drugiej strony chcę jeszcze pożyć.

Czy da się z tym coś zrobić? - o tym w następnym  poście.