Nim przejdę do zagadnienia, które mnie w tej chwili najbardziej interesuje –
Co mam zrobić, a w zasadzie, co przede wszystkim chcę zrobić, aby po przerwaniu bardzo długiej abstynencji wrócić do normalnego życia –
Napiszę jeszcze o dwóch rzeczach.
Pomimo olbrzymich strat jakie w ostatnim czasie poniosłem – swoją historię opiszę w skrócie na osobnej stronie – myślę, iż dużo, a może więcej, mogę jeszcze w życiu zrobić. Oczywiście, jak zwykle piszę, to są propozycje dla mnie, jak ktoś chce z nich zaczerpnąć to bardzo proszę.
Ogólnie – mam wiele pomysłów na życie, na działanie /może wbrew pozorom to wszystko odpukać, jednak może było po coś? szkoda, że takim kosztem, ale nic darmo w życiu chyba.
Zaczynam dostrzegać oprócz strat zyski – dużo lepiej siebie ostatnio poznałem, wzrosło moje poczucie wartości, nabrałem siły do działania. Wiąże się to też na pewno z polepszeniem zdrowia. Od lipca mam różne dolegliwości niewiadomego pochodzenia, może nie bardzo ciężkie, ale bardzo chwilami męczące, ma nadzieję, że w końcu, odpukać wrócę do pełni formy, jeszcze nie do końca jest tak jak powinno być.
Są dwie rzeczy, które chcę brać pod uwagę, żeby trzeźwieć i coś w życiu zrobić
Na trzeźwienie, czy wychodzenie z kryzysu składają się dwa elementy, nazwałem je sobie –
IDEOLOGIA
i
PRAKTYKA
Pod hasłem – ideologia – rozumiem to o czym już trochę pisałem wcześniej przyjęcie istotnych celów dla mnie celów dla, dla których chcę żyć, szukanie odpowiedzi na pytanie – PO CO?
Pod hasłem – praktyka– rozumiem codzienne, działania, czynności mające na celu wzmacnianie, zwiększanie prawdopodobieństwa utrzymania abstynencji, profilaktykę np. –
Gdzieś pomiędzy tymi dwoma kwestiami umieściłbym hasło ZAMIANA PRZEKONAŃ.
Przez pierwsze parę lat mojej pierwszej, długiej abstynencji pojawiało mi się przekonanie -
jak do końca moich dni nie będę już pił, to nigdy nie zaznam w życiu chwil w pełni szczęśliwych. Później zmieniłem to przekonanie, przeżyłem w ciągu 26 lat abstynencji wiele bardzo radosnych momentów, czułem wtedy, że żyję, kojarzy mi się taki stan z piosenką - I'm Alive / Żyję i jej wykonaniem przez Céline Dion –
Przykład dialogu ze swoimi przekonaniami podają między innymi –
Allen Carr – 7 mitów obalonych
i
Albert Ellis – twórca racjonalno-emotywnej terapii behawioralnej /REBT/ – Terapia krótkoterminowa : lepiej, głębiej, trwalej. Raczej fachowa pozycja - ale parę rzeczy można wziąć.
Doszedłem do wniosku, że gdyby nawet wynaleziono lek, sposób na powrót do kontrolowanego picia, to nie byłby mi on potrzebny. Jakbym miał wracać do myśli o piciu, nie pić momentami na siłę, wytrzymywać, to przez te lata bym zwariował. Po pół roku abstynencji miałem jeden nawrót chęci napicia. Alkohol stał się dla mnie substancją obojętną, jest bo jest tak jak wiele innych produktów, których nie używam. Może to się wydawać niektórym dziwne, ale tak miałem.
Oczywiście były trudne chwile, jak to w życiu. Niektórzy określają je jako tzw. nawrót /nawrót – jako kryzys bez uświadomionej sobie chęci napicia się, wzięcia narkotyku, powrotu do hazardu itp./ ja osobiście nie odróżniam nawrotu od sytuacji stresowej – przewlekłego stresu.
Jak go zwał tak zwał w każdym razie dobrze, jak zauważę, że coś w życiu dzieje się nie tak i będę temu przeciwdziałał. Nie musi taki dołek zakończyć się zapiciem, ale może skończyć się różnie –
Pytanie – Dlaczego skoro tak sobie ładnie wymyśliłem wróciłem do picia?- o tym będzie w następnych postach i na stronie o mnie.
Dodam jeszcze dwie uwagi.
Za najważniejsze, za JĄDRO w drodze do trwałej abstynencji, a szerzej w dążeniu do trzeźwości uważam – ideologię. Jeśli wiem, jestem przeświadczony dokąd idę, jaki mam cel, praktyka, technika są mniej ważne, co nie znaczy, że niepotrzebne.
Na przykład – jeśli nie nauczyłem się ładnie, asertywnie odmawiać częstowania alkoholem, czy odmawiać udzielenia pożyczki itp. to jeśli widzę cel odmówię, może w sposób mniej elegancki, nieasertywny. Jeśli nie przestrzegałem HALTu, jestem głodny, zmęczony i chcę się napić to się nie napiję, jak już teraz wiem o co w życiu mi naprawdę chodzi. Może to jest i trochę kontrowersyjny pogląd.
Oczywiście nie wiem gdzie jest to największe – PO CO? Ja tak do końca Nie wiem do czego to wszystko zmierza. Po co się staram, wyznaczam sobie cel napisanie książki. Na krótka metę wiem – mam że ta książka komuś pomoże i mi też psychicznie i nie ukrywam – finansowo. Chcę nawiązać znowu relacje z rodziną, bo razem fajniej, robię zdjęcia, żebym ja i bliscy mieli pamiątki. Ale za 200, 1000, 10 000, 100 000 lat nic z tego nie zostanie materialnie i może duchowo /a może jednak coś zostanie?/. Już teraz mam stare zdjęcia na których nie mogę niektórych osób poznać, A może jednak coś zostanie. Nie jestem w tej chwili praktykujący religijnie, zraziłem się do instytucji Kościoła, chociaż wiem że tam duchowni są różni dobrzy i źli, jak wszędzie. Poznałem paru wspaniałych księży, czytam Tygodnik Powszechny /niektórzy uważają, ze nie jest katolicki. Czytam Księży Bonieckiego, Tichnera.
Jest taki wątpiący, trochę wierzę, że jest jakaś Siła Wyższa, Bóg w jakiej postaci, że coś tam jest. Podobno nie można być trochę w ciąży – tak mi odpowiadają moi adwersarze na taką myśl, a ja tak mam i już.
Jednak obecnie mimo wszystko z pasją wyznaczam sobie duże cele, wierzę, że to wszystko – ma sens, ma sens...
Jak się ktoś pyta – po co mi to, po co to robię?– odpowiadam – po gó..o.
Oczywiście każdy może wyznaczyć sobie jako cel główny różne cele np. poprawa nawiązanie relacji z rodziną, ja postawiłem sobie taki cel główny dosyć wysoki, ale to nie znaczy że np. dochód, rodzina, mieszkanie nie jest dla mnie ważna wręcz przeciwnie
Szczególnie na początku drogi te cele bywają bardziej jakby bliższe, ale też nie sądzę aby trzeba było zbytnio ograniczać – warto może odważyć się na odrobinę szaleństwa – odważ się, mówię sobie też – Sapere AUDE– miej odwagę być mądrym.
A teraz na nowej stronie i w następnych postach powiem parę słów o sobie.
Zajmę si uporządkowaniem swoich doświadczeń, przeżyć obserwacji.
Na razie