poniedziałek, 21 kwietnia 2025

Język.

 Jakoś naszło mnie na pisanie. To trochę egoistyczne, ponieważ jak piszę to mi się łatwiej porządkuje myśli, nie wiem czy kogoś te wypociny interesują.

Kurcze dalej jest różnie, czasami wątpię, że kiedyś dojdę do siebie, chyba jednak za dużo picia było w poprzednich latach. Organizm się przestawił fizycznie i psychicznie. Może tu trzeba jakiejś głębszej psychoterapii lub hipnozy. Jeśli nie jakaś - odpukać choroba to podejrzewam, że w psychice coś głęboko siedzi. Psychika może w niewyobrażalny sposób wpływać na ciało. Przy depresji tak jest raz lepiej raz gorzej. I jak tu wyjść i pracować, o ograniczeniach pisałem.

I tak dzisiaj w gębie jak w d..ie, bardzo nieprzyjemnie, słaby + objawy takie jak pisałem. Wczoraj wieczorem zjadłem zająca z czekolady co dostałem. Praktycznie nie czułem smaku,  a na czekoladę jestem łasy. Każdy posiłek to problem. Schabowy prawie bez odczuwania smaku. Niby takie pieczenie języka może mieć pochodzeni depresyjno-nerwicowe, lub po lekach antydepresyjnych.



Ale staram się coś tam dłubać, czytać choć bardzo ciężko zabrać mi się za cokolwiek, ale jak leżę i nic nie robię, patrzę w sufit to się wkurzam i jest gorzej.
Można siedzieć i pisać, tylko cały dzień nie bardzo szczególnie na telefonie, choć da się, tylko wzrok może się pogorszyć. Niby pisarze piszą całymi dniami.
Denerwuje mnie też to, bo głowa bardzo chce działać, a ciało nie bardzo.

Mimo wszystko spróbowałem przejść na próbę bez chodzika na rynek to 400 metrów. Doszedłem pomaleńku tam i z powrotem, jednak ciągle słaby jestem daleko nie bardzo mogę do Stokrotki 750 metrów za daleko. Na zakupy i tak będę chodził z chodzikiem, żeby nie dźwigać. Zresztą i tak nie mam kasy na zakupy Chodziłem kiedyś tu trochę na rehabilitację, ale po niej gorzej mnie bolało w kręgosłupie, to wyciąganie na drabinkach nie dla mnie, z tego co wiem kręgosłupa nie można rozciągać.

Myślę też ciągle o tym aparacie słuchowym, trochę lepszy bardziej automatycznie się zachowuje w zmiennym środowisku akustycznym, ma więcej kanałów oraz algorytmy poprawiające funkcjonowanie aparatów - taki bym wolał.

Potrzebny mi bardzo, bo np. jak jestem u lekarza mało co słyszę, jak jadę z opiekunką to mi musi tłumaczyć, z panią Psycholog trudno się rozmawia, na mitingach AA nie słyszę i przestałem chodzić itp.
Do trochę lepszego trzeba dopłacić 2×650=1300zł, 950 bym nazbierał zbraknie 350, może ktoś mi pomoże. Tylko jak dołożę do droższego zostanie mi 235 zł na życie na miesiąc, 7 zł na dzień kicha. Trzeba jakoś zarabiać tylko na razie nie ma jak.
Pożyczki wziąć nie mogę, ponieważ jestem w trakcie procesu upadłościowego.

Piecze dzisiaj strasznie, rzutuje to na całe ciało, na ogólne samopoczucie.

Mam od dawna w zanadrzu, taki post o kropelkach, może niedługo dokończę.

PS Papież Franciszek był postacią znaczącą głównie dla katolików, jednak nie był Bogiem, popełniał błędy np. nie potępił agresji Rosji. Jednakże był też zwykłym człowiekiem jak każdy, pisać, że cały świat się zmartwił to lekka przesada.



niedziela, 20 kwietnia 2025

Wątpliwości ciąg dalszy.

 


Zdaję sobie sprawę, że zaczynam przynudzać, to pisanie pomaga mi uporządkować myśli, raczej chyba powinienem zachować je dla siebie, ale egoistycznie publikuję. Po co? Może oczekuję od Czytelnika jakiejś podpowiedzi, może ktoś miał podobne dylematy?

Niedziela Wielkanocna w Domu Pomocy to trochę nie bardzo. Owszem przygotowali fajne potrawy, złożyli życzenia, mili są, ale to nie to co z Rodziną - sam tego chciałeś - mówią. Nie chciałem, ale z drugiej strony mam wolną wolę i niby mogłem wybierać drogę.

Tu - https://youtu.be/uuB-QcCGrrM?si=tge8vid-uxL_cmoU - trochę facet o tym mówi, nie słuchałem jeszcze.

Kurcze jak zwykle różnie się czuję. Wczoraj przed południem byle jak a pod wieczór wspaniale. Dzisiaj wstałem i OK potem gorzej. Fakt, że późno usnąłem a wcześnie się zbudziłem koło 5, jakoś teraz wcześnie się budzę i byłoby fajnie jakbym wcześniej usypiał, wieczorem oglądam głupoty, odwlekam zasypianie, bo wiem, że będę długo leżał nim usnę, a tego nie lubię.

Jak pisałem w którymś poście - jak nie mam zajęcia to myślę i to mi szkodzi, nie ma z kim pogadać mogę tylko telefonicznie z kolegą, a jak wiadomo - silne relacje społeczne to fundament zdrowia psychicznego.

Wczoraj po raz n-ty zająłem się porządkowaniem papierów zdrowotnych potrzebnych między innymi na wizyty u lekarzy czy na różne komisje. Wkurza mnie takie zajęcie, ale jak skończyłem to mi się polepszyło i czułem się pełen energii i chęci do życia. Jak jest gorzej to wtedy takie objawy jak pisałem - jakbym miał gorączkę a nie mam itp. - podświadomość.

Dzisiaj rano zmartwiłem się, bardzo schudłem. Chciałem założyć pasek do spodni co kupiłem i spodnie spadają a są już dorobione dziurki. Dżinsy co dawno kupiłem były za ciasne, nie mogłem zapiąć teraz prawie spadają. Ogólnie to dobrze, bo brzuch mi strasznie urósł, może z leków? Ale ja jak to ja zacząłem dopatrywać - odpukać choroby, w zasadzie ciągle szukam jakichś chorób u siebie, wariat chyba.
Fakt, że teraz mniej jem może trochę przez ten niesmak w ustach, nie jem czekolad, bo mało kasy a potrafiłem i 4 na raz, mam takiego apetytu jak wcześniej. Na drugą kolację potrafiłem zjeść i 8 kanapek, o czekoladach nie wspomnę, a teraz ok. trzy. Mam dużo mniejszy apetyt niż wcześniej. Może po prostu organizm się nasycił po okresie poszczenia i złych posiłków.

No i umartwiam się przyszłością, szukaniem innego mieszkania, pisałem ostatnio o tym, nudzę.

W zasadzie to ono mi głównie potrzebne do szukania pracy w większym mieście łatwiej. Co za tym idzie szukania pieniędzy, teraz żyję tak na styk, w zasadzie mi nie starcza na to co bym chciał,  a tak dużo nie chcę, ale bym gdzieś jeszcze wyjechał na wakacje, kupił laptopa, czasem ubranie, lepsze jedzenie, czekoladę itd.
Ale jak wspominałem zaraz dopadają mnie wątpliwości -
- A co jak ta depresja do końca nie przejdzie? Wtedy praca nie bardzo. To już prawie 3 lata jak jest byle jak. Od ostatniego dużego zapicia w czerwcu 2022 nie mogę dojść do siebie. Dawnymi czasy po ciągu był kac fizyczny krócej, moralny, dół dłużej, ale stosunkowo szybko wracałem do życia. Teraz to trwa, zapewne trochę wiek i przekroczyłem granicę, ile można się bawić.

- A co jak poważne nie daj Boże zachorowanie np. nowotwór czy kręgosłup, jak wtedy w mieszkaniu żyć. Trzeba zrobić zakupy, coś ugotować. Tu mam wszystko podane. Jest też kwestia wieku, ale i młodsi mogą zachorować, można np. nogę złamać itp.

- Trochę problem, że mam wpisane w orzeczeniu o niepełnosprawności - nie wskazana. Nie w każdej pracy potrzebne, ale z nim zwykle łatwiej.

Nie wiem czy można myśleć w taki pesymistyczny sposób, a ja tak mam. Czasami można to poczytać za ostrożność, nic pochopnie, a czasami za brak odwagi, nadmierną przezorność. A jak się czuję dobrze, normalnie to mam dużo mniej wątpliwości.

Przecież niby mam czas, na mieszkanie treningowe czeka się pół roku do roku i dlatego dobrze jest wcześniej złożyć kwity, może jednak się z czasem rozruszam.

Siedzenie tutaj w Domu Pomocy jak się dobrze czuję jest, z całym szacunkiem jest trochę wkurzające. Jak było gorzej to leżałem prawie cały dzień i się nie przejmowałem tym. Pisanie bloga, książki, oślepnąć można, angielski,  itp. jest OK, ale to nie to co być aktywnym między ludźmi. Praca internetowo, w większości ściema.

Właśnie jak to piszę czuję się byle jak - niepokój, ciągle toaleta. Zwykle jak już jest gorzej to zwykle przed południem, wieczorem OK, typowy objaw depresji. Chyba jakbym był somatycznie chory to raczej cały dzień byłoby źle?
Pewnie będę jeszcze rozważał przez jakiś czas. Jak wyślę kwity z wnioskiem o przyznanie mieszania chronionego zaproszą na rozmowę może wtedy się coś wyjaśni tylko nie bardzo mam siłę i kasę żeby jechać.

Nie wiem na razie o czym będę dalej pisał, a lubię pisać. Może trochę wrócę do wspomnień, może Córka jednak kiedyś zechce poznać historię naszych rodzin, trochę mało rozmawialiśmy o niej.

piątek, 18 kwietnia 2025

Poszukiwania wyjścia.

 



Jednak jest trochę optymizmu. Ogólnie - odpukać lepiej się czuję nie wiem czy leki, czy myślenie się zmieniło, czy wiosna.

Wobec tego zacząłem myśleć o przyszłości. Zdaję sobie sprawę, że wyjście z dpsu to dużo za wcześnie. Jeszcze czasami gorzej się czuję tak jak w niektóre dni, a czasami zupełnie normalnie. Jak gorzej to przeważnie rano i przed południem, czasem przed spaniem, bywa, że cały dzień, ale nie jest tak tragicznie jak kiedyś, nie telepie, jest bez porównania lepiej niż jeszcze miesiąc temu było.

Doszukuję się czasem jakiejś choroby, ale to raczej z szajby, to nie do uwierzenia jak psychika może wpływać na ciało. Na przykład język mnie piecze raz więcej raz mniej, w ustach niesmak jedzenie, papierosy i kawa nie smakują.
Wyczytałem, że może to być związane ze stanami depresyjnymi czy przyjmowaniem leków antydepresyjnych. Mój Rodzinny mówi, że to niedobór witamin z grupy B, przepisał Neurovit.
Wkurzają mnie strasznie te nawroty złego samopoczucia, bo takie siedzenie tu jest bezpłodne, trzeba działać. Niby coś tam teraz dłubię - blog, pisma, odwołania, wnioski, porządkuję i przygotowuję kwity dla lekarzy i biegłych sądowych. Ale ile można pisać.
Zacząłem myśleć o bardziej samodzielnym mieszkaniu w moim dużym mieście, gdzie długo mieszkałem.

Wiem doskonale, że to jeszcze dużo za wcześnie, może za bardzo się śpieszę, ale na przykład na mieszkanie chronione /treningowe czy wspierane jak teraz nazywają/ czeka się długo, pół roku do roku, myślę że kwity trzeba złożyć do tego czasu mam nadzieję, że jeszcze dalej mi się - odpukać polepszy. Na socjalne czy komunalne jeszcze dłużej, ale tu kaucja i raczej wyposażenie trzeba skombinować. Można myśleć też o stancji, schroniska nie biorę pod uwagę.

Jednak warunki teraz mam tu bardzo dobre, źle było jak mieszkałem z ludźmi zaburzonymi. A tak t⁴u upiorą, posprzątają, do lekarza zawiozą, jedzenie dobre chociaż czasami trzeba troszkę dokupić itd., a tak gdzie indziej trzeba samemu wszystko ogarniać.
Ja od razu mam złe myśli - a jak mi się znowu pogorszy, zachoruję to co wtedy? W dpsie bezpieczniej. Nie wiem czy można tak myśleć.

Syndyk może zmniejszy zabieraną kwotę do 50zł teraz bierze ok. 500 tylko wtedy będą pobierać całą kwotę za DPS 1400 się im należy, teraz brali część 1000, bo więcej ZUS nie mógł ściągnąć, wtedy na rękę 639 teraz na razie 490, mało co więcej wyjdzie. To dalej trochę mało są wydatki jak pisałem, są wydatki jak pisałem - pieluchomajtki, telefon, trochę ciuchy, leki itd. Teraz będzie 13-stka, ale mam długi i może do aparatu słuchowego trzeba będzie dołożyć.

Kiedyś sobie myślałem, żeby sobie posiedzieć, pisać książkę do czego namawia mnie też moja Psychiatra i inni, wznowić po raz n-ty angielski itp. Ten mój blog to jakby notatki do ewentualnej książki. Problem taki, że na telefonie trochę ciężko pisać, ale da się. Może skombinuję laptop.

Myślę również o podjęciu pracy, ale to jeszcze dłuższa perspektywa.  Muszę jeszcze też poczekać na wizyty u lekarzy: okulisty i laryngologa i na protezę zębową, na biegłego sądowego.

W zasadzie chodzi mi o kasę. Jakbym zarabiał mógłbym spokojniej żyć. Pieniądze jednak dają poczucie bezpieczeństwa tak jak opisuje Maslov w swoim trójkącie.

Ale nie tylko kasa, jestem jeszcze mimo wszystko sprawny i mogę aktywnie żyć jak mi się dalej polepszy. Pracując człowiek czuje się potrzebny, przeważnie ma kontakt z ludźmi, tu pomimo że mieszka dużo ludzi czuję się samotnie, a jak piszą w internecie -  wiadomo — silne relacje społeczne to fundament zdrowia psychicznego.
Oczywiście wiadomo, że najlepiej jakbym wrócił do siebie ale...

To miasteczko co mieszkam to dziura i z pracą problem. Trochę jest w powiatowym mieście, ale trzeba dojeżdżać, to 24 km. U mnie trochę problem z dojeżdżaniem ze względu na pęcherz.

Oczywiście w dużym mieście jest wybór ofert pracy. Tylko nie wiadomo co mogę robić z tym kręgosłupem, zobaczę co pani Neurolog powie. Neurochirurga mam dopiero w lipcu.Depresję już znam, a problemy z kręgosłupem to dla mnie trochę nowość.

No i w orzeczeniu o niepełnosprawności  wpisali mi nie wiem czemu, zakaz pracy.

Tak czy siak na razie siedzę na du..e i staram się zdrowieć.


poniedziałek, 14 kwietnia 2025

Syndyk.


Nareszcie coś optymistyczngo - ogłoszono w końcu upadłość konsumencką, trochę to trwało, mój Prawnik porządkował dokumenty od lata. Ale pojawił się problem, nie wiedziałem, że w związku z tym zablokują mi konto w banku tymczasowo i prawie miesiąc trwał proces odblokowania, inne co mam nieużywane też też zablokowali, ale one mi niepotrzebne.
Teraz trwa cały proces oddłużeniowy, trochę to potrwa, na razie duży minus w aplikacji bankowej zniknął. Jeszcze Syndyk teraz bierze pieniądze w miejsce komorników. Jest duża szansa - odpukać, że i to zniknie i darują wszystko, albo Syndyk trochę zmniejszy pobieraną kwotę.


Znalazłem w internecie ciekawy artykuł o charakterze przewlekłego stresu i propozycje jak sobie z nim radzić -


Kurcze mam podobną sytuację jak w tym artykule. Żyję w permanentnym stresie, może nie jest on za bardzo silny, ale jest.
Myślę, że trochę wynika to z tego, że jak piszą w tym artykule, że niby mam co robić, ale dużo się obijam, mam parę pomysłów na zajęcie się czymś, ale prokrastynacja.
Zresztą do niedawna często tak się czułem, że byłem do niczego. Mogę pisać blog i właśnie to robię, czytać książki na interesujące mnie tematy, wrócić do nauki angielskiego po raz n-ty.
Do pracy na razie nie mogę na razie pójść ze względów zdrowotnych.

Jak nic nie robię to myślę, a to szkodliwe. Też brak kontaktu z drugim człowiekiem. Przez cały dzień nie mam do kogoś się odezwać, troszkę z opiekunkami i często długo z moim kolegą, z moimi współlokatorami w zasadzie nie ma kontaktu.

Pomijając pracę, wyjście z DPSu itp. to nie wiem co dalej robić z tym moim zdrowiem. Przecież nie można tak żyć.

Raz lepiej raz gorzej. Oczywiście nie ma porównania do tego jak się czułem miesiąc temu i wcześniej kiedy to szczególnie przed południem a czasem cały dzień telepało mnie strasznie. Taki słaby,  że nie mogłem nic robić tylko leżałem całymi dniami.

Teraz nie telepie tak i coś tam dłubię. Ale jak gorzej przeważnie rano i przed południem, czasem przed spaniem ⁴to słabość mam, pęcherz się nasila, czuję się tak jakbym miał gorączkę a nie mam, uczucie pełności w żołądku, ale tragicznie nie jest jak kiedyś.

Nie wiem czy to może być skutek zaburzeń depresyjno-nerwicowych, czy może - odpukać jakieś choróbsko, niby morfologię i ciśnienie mam dobre.

Myślę, że to coś w środku siedzi,  w podświadomości. Te wszystkie grzechy wyłażą, poczucie winy żal po stracie itp.
Może przydałaby się psychoterapia, ale w zasadzie nie mam teraz możliwości z niej skorzystać.

Pomimo wszysystko to będę się starał o mieszkanie chronione, teraz to się nazywa treningowe i socjalne w mieście gdzie mieszkałem.

Może i za wcześnie, ale to długo się czeka szczególnie na socjalne i dobrze wcześniej złożyć. Z depresją wiadomo co jest, wielką niewiadomą jest kręgosłup może pani Neurolog coś powie 28 kwietnia, neurochirurg dopiero w lipcu.

Tak że na razie muszę tu siedzieć i pogodzić się z losem, tym bardziej, że pokój jest OK tylko telewizor ciągle gra, ale się przyzwyczaiłem, poprzednio było tragicznie. Na żadne schroniska się nie nadaję, tam Dyrektorka ciężka, nie lubią jak używam pieluchomajtek to się im nie podoba, towarzystwo różne.

P⁴rędzej na stancję tylko bez chodzika problem, tak czy siak za wcześnie.
Najlepiej jakbym wrócił do mojego mieszkania, ale wiadomo...

Na razie czekam na panią Neurolog pod koniec kwietnia i biegłego w maju. Wysłałem jeszcze do sądu wniosek o przebadanie mnie przez biegłych neurologa lub neurochirurga i urologa i będą badać.
W maju będę u biegłego psychiatry sądowego. To wszystko dlatego, że odwołałem się do sądu w sprawie przyznania mi 500+, a przyznać mogą wtedy jak orzekną moją niezdolność do samodzielnej egzystencji.
Taki jestem upierdliwy.

Mam nadzieję, że w końcu będzie to i owo posuwać się do przodu.


niedziela, 13 kwietnia 2025

Lekarze.

Znowu jak zwykle długa przerwa w pisaniu.

Powie Czytelnik, że dalej narzekam, ale jak zwykle samolubnie piszę, to mi pomaga.

U mnie nic ciekawego się nie dzieje, obijam się i nic konstruktywnego nie robię a i z tym będzie problem, wyjaśnię kiedyś.

Ciągle obiecuję, że będzie jakiś w końcu trochę optymistyczny post, a tu coraz gorzej czasami chociaż⁸ czasami trochę lepiej, są iskierki nadziei.

Trochę jeździłem po lekarzach i po komisjach do spraw niepełnosprawności. Byłem badany przez biegłego sądowego ponieważ odwoływałem się od decyzji komisji do sądu, ale sąd utrzymał na podstawie opinii biegłych w mocy decyzję o przyznaniu mi umiarkowanego stopnia niepełnosprawności, a liczyłem na znaczny, wtedy np. chodzik bym miał za darmo.

Wobec ujawnionych dużych zmian w kręgosłupie będę składał za jakiś czas jeszcze raz wniosek przyznanie mi stopnia niepełnosprawności, zobaczymy co moja pani Neurolog napisze, będę u niej pod koniec kwietnia.

Miałem robiony rezonans magnetyczny kręgosłupa. Jak pani Dr neurolog zobaczyła wynik stwierdziła, że jest źle, operacja? Nie mam zamiaru się operować. Skierowała na neurologię, ale powiedzieli na neurologii, że za zdrowy to wybrałem psychiatrię, bo myślałem,  że nie dam rady w tym stanie w dps. Nie wiem czy dobrze zrobiłem, napiszę jeszcze o tym.
Kolega, który ma podobny problem i dostał między innymi na to 500+, mówi, że mój kręgosłup jest w gorszym stanie niż jego. Wystąpiłem teraz do sądu z wnioskiem o przebadanie mnie jeszcze przez biegłego neurologa i urologa. Mam też zaproszenie na maj na badanie psychiatrę sądowego w sprawie o przyznanie 500+.

Natomiast w lecie byłem w klinice psychiatrii, ponieważ szukam różnych rozwiązań aby pokonać depresję - fajnie tam było, ale za dużo mi to nie dało, dalej objawy depresyjne. Tutaj prawie sama młodzież, samookaleczenia itp.

Jak wspomniałem ostatno trafiłem na psychiatrię w szpitalu neuropsychiatrycznym. Tutaj warunki nieporównywalnie gorsze niż w Klinice.

Z lekarzem prowadzącym tylko raz dłużej rozmawiałem. Rzeczy osobiste mi zabrali do depozytu i nie chcieli oddać, tłumaczyli, że ich za dużo i będzie bałagan. Trochę zwykłych chuliganów na oddziale, wszystko może zginąć, strach telefon ładować na korytarzu,
Kaszlałem przez cały pobyt, w gardle drapało to chyba z zatok ściekało, nie mogłem usypiać. Lekarz cały czas mówił, że w płucach czysto a to nic takiego dopiero Rodzinny po powrocie przypisał mi antybiotyk, przeszło ale trochę kaszlę - papierosy...

Psychoterapii nie ma zresztą i w Klinice nie było, były 3 panie Psycholog, ale w zasadzie nie można skorzystać z ich pomocy. Tylko lekowa terapia.

Były takie dni, że żołądek tak bolał, że mogłem tylko leżeć, nie mogłem ani jeść, ani nawet pić.
Drżenie całego ciała, niepokój, wstręt do jedzenia, nie jadłem 3 dni, niemożność robienia czegoklwiek
Podejrzewałem odnowienie się wrzodu, brałem na to leki, ale to raczej na tle nerwowo-depsyjnym. Jakoś przeszło, może trochę pomógł Sulpiryd, to taki lek na dolegliwości nerwowo-somatyczne.
Liczyłem na szybką poprawę, a tu jeszcze gorzej, przecież byłem już w tym szpitalu i wiedziałem niby wszystko.
Tylko przez ostatnie miesiące wcześniej miewałem takie nasilenia zaburzeń depresyjnyjnych, czy nerwicowych, czy późny zespół abstynencyjny, jak twierdzi moja Psychiatra, tak też miewałem po długim piciu, że już nie wiedziałem co robić, emocje, a przecież wiedziałem, że tu cudów nie ma, a warunki takie nie bardzo, wyżywienie wiadomo...
Lekkie biegunki codziennie, pęcherz neurogenny się uaktywnił.

Niektórzy radzili mi żeby siedzieć w szpitalu do dwóch miesięcy. Ja uznałem, że to nie ma sensu. To żadno leczenie, tabletki mogę brać i w domu. Uzgodniłem z lekarzem, że wystarczy i wyszedłem po 3 tygodniach i jestem przekonany, że dobrze zrobiłem. Lekarz wpisał mi w epikryzie, że wyszedłem na własną prośbę, a przecież było to obopólnie uzgodnienione. Ogólnie ta psychiatria to dziadostwo tyle że ogólnie w Polsce z psychiatrią jest źle szczególnie z dziecięcą.



W sumie są i zyski z tego pobytu
- przepisano mi nowe leki, Duloksetynę i Sulpiryd, nie takie całkiem nowe kiedyś już brałem;
- dostrzegłem, doceniłem zalety domu pomocy porównując ze szpitalem.

Jest i optymistyczny akcent. Po blisko  miesiącu teraz - odpukać lepiej się czuję, nie telepie tak, tylko słaby jakiś jestem szczególnie przed południem i taki swoisty objaw język piecze, dyskomfort w ustach, nic nie smakuje. Wyczytałem, że może tak być przy zaburzeniach depresyjno-nerwicowych - dziwne, teraz trochę przychodzi to pieczenie.

Jeszcze parę rzeczy się wydarzyło, ale o tym potem i tak się rozpisałem.

PS - Na załączonym obrazku widać jak czasami człowiek się czuje pod skrzydłami lekarzy, czy personelu szpitalnego, czy opiekunów...