poniedziałek, 9 marca 2026

Niewdzięczne zadanie, czyli jak efektywnie motywować do leczenia uzależnień.

Jeśli szukasz wsparcia, chcesz porozmawiać zajrzyj tutaj – Może pomóc? 


Miałem nie pisać na blogu o procedurach dotyczących dotyczących tzw. potocznie przymusowego leczenia alkoholizmu oraz postępowania w przypadku występowania zjawiska przemocy domowej, ponieważ jest do bólu materiałów dotyczących tych  zagadnień w internecie, również można uzyskać informacje w instytucjach jak pomoc społeczna, poradnie uzależnień, policja itp.


Jednak spotykałem się i w dalszym ciągu się spotykam podczas podczas spotkań z ludźmi, w wypowiedziach w grupach na Facebooku czy moich kontaktach podczas wpierania osób z wieloma mitami, przekłamaniami, niewiedzą.


Chcę na początku zaznaczyć – nadużywanie alkoholu a przemoc domowa to mimo tego, że przeważnie się łączą, choć nie zawsze, to jeśli chodzi o aspekt prawny tych zagadnień to całkiem inne pojęcia, inne kodeksy. 


Dzisiaj zajmę się problemami związanymi z nadużywaniem alkoholu konkretnie – motywowaniem do leczenia. Opiszę skuteczne metody motywowania do leczenia się od uzależnienia od alkoholu, niektóre z nich można oczywiście zastosować też w przypadku innych uzależnień od narkotyków i behawioralnych np. hazard, gry komputerowe czy kompulsywne zachowania seksualne itd.  


Nie chwaląc się mam duże doświadczenie w tym zakresie o czym piszę na moim blogu – Problems-AUDE na podstronie Może pomóc?.



Logo Miejskiej Komisji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych i Przeciwdziałania Narkomanii w Sierpcu.


Tutaj tylko przypomnę tylko te obszary moich działań, w których nabyłem praktycznego doświadczenia w tych zagadnieniach, znam te działania, procedury nie tylko z teorii, ale przede wszystkim z wieloletniej praktyki.


Przede wszystkim byłem naprzód klientem, a potem wiele lat później wieloletnim członkiem  Miejskiej Komisji do spraw Rozwiązywania Problemów Alkoholowych i Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie w moim mieście. Poznałem to z obu stron.


Pracowałem jako asystent rodziny w Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej Wspierałem głównie rodziny w których występował problem alkoholowy lub przemoc w rodzinie.


Uczestniczyłem w treningach w Centrum Edukacji i Psychoedukacji Instytutu Psychologii Zdrowia PTP w Warszawie.  

Ukończyłem Studium Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie I stopnia w tym samym Centrum.

Ukończyłem studia magisterskie na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Uzyskałem specjalizację –  pedagogika socjalna i resocjalizacyjna. 


Zacznijmy może skrótowo od definicji podstawowych pojęć.  


W Polsce istnieje procedura tzw. zobowiązania do leczenia odwykowego, ale od razu podkreślę, ponieważ wiele osob ma mylne oczekiwania –

    • Sąd nie wysyła nikogo siłą na terapię. 

    • Sąd tylko zobowiązuje do podjęcia leczenia. 

    • Osoba musi podpisać zgodę, bo inaczej placówka jej nie przyjmie. 

    • Jeśli ktoś nie wykonuje zobowiązania, sąd może zastosować doprowadzenie przez policję, ale to tylko doprowadzenie na badanie lub do placówki – a nie przymusowe leczenie. 


Ustawa z 26 października 1982 r. o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi (Dz.U. 2023 poz. 2151).


Art. 24 Osoby, które w związku z nadużywaniem alkoholu powodują rozkład życia rodzinnego, demoralizację małoletnich, uchylają się od pracy albo systematycznie zakłócają spokój lub porządek publiczny, mogą zostać skierowane przez sąd na badanie przez biegłego.


Art. 26 Gminna komisja rozwiązywania problemów alkoholowych lub prokurator mogą wystąpić do sądu z wnioskiem o zobowiązanie osoby do poddania się leczeniu odwykowemu.


Art. 30 Sąd orzeka o obowiązku poddania się leczeniu odwykowemu.

W razie niestawienia się osoby na badanie lub do zakładu leczniczego sąd może zarządzić jej przymusowe doprowadzenie przez Policję.


Ustawa mówi tylko o sądzie, ale zgodnie z właściwością rzeczową sprawy o zobowiązanie do leczenia odwykowego prowadzi SĄD RODZINNY (wydział rodzinny i nieletnich).


I tu zaczynają się w niektórych budzić wątpliwości chociaż wszystko jest jasne i proste /jak budowa cepa/ – 


Czy można leczyć kogoś bez jego zgody?

W Polsce zasada jest prosta:

Każde leczenie wymaga zgody pacjenta, jeśli nie jest on ubezwłasnowolniony.

Dotyczy to:

    • leczenia somatycznego, 

    • psychiatrycznego, 

    • uzależnień, 

    • nawet wyrwania zęba. 

Odwyk nie może przyjąć osoby dorosłej na siłę, jeśli ta osoba nie wyrazi zgody, chyba że zachodzą bardzo szczególne sytuacje określone ustawą.


Tutaj zaznaczę – w tym poście używam potocznego określenia odwyk, choć poprawnie powinno się mówić o zakładach leczenia uzależnień ZLU, w których realizowane są programy terapii uzależnienia od alkoholu. Używam gwary, bo tak mówią ludzie, którzy tam trafiają – i tak to funkcjonuje w codziennym języku.”  i tak może prościej.



Taras odwyku w Hrubieszowie. Miejsce, które dobrze wspominam.


Przymusowe leczenie odwykowe – jak to działa naprawdę.

W Polsce istnieje procedura tzw. zobowiązania do leczenia odwykowego, ale:

    • Sąd nie wysyła nikogo siłą na terapię. 

    • Sąd zobowiązuje do podjęcia leczenia. 

    • Osoba musi podpisać zgodę, bo inaczej placówka jej nie przyjmie. 

    • Jeśli ktoś nie wykonuje zobowiązania, sąd może zastosować doprowadzenie przez policję, ale to tylko doprowadzenie na badanie lub do placówki – a nie na przymusowe leczenie. 


Precyzują to ustawy i wynika to wprost z Konstytucji –

Konstytucja RP

Art. 41 ust. 1 Każdemu zapewnia się nietykalność osobistą i wolność osobistą.

Art. 47 Każdy ma prawo do ochrony życia prywatnego.


👉 Z tego wynika zasada autonomii i zakaz ingerencji w ciało bez zgody.

I dalej wynika to też z ustaw:


Ustawy o prawach pacjenta (art. 15–17),

Ustawy o zawodach lekarza (art. 32),

Ustawy o ochronie zdrowia psychicznego (art. 22),

Ustawy o wychowaniu w trzeźwości (art. 30).

Czy wobec tego matki, żony, mężowie są bezradni wobec osób nadużywających alkoholu? 

Absolutnie nie! 

Ale o tym trochę za chwilę. Piszę nadużywających, ponieważ zespół uzależnienia od alkoholu u danego człowieka może potwierdzić oficjalnie tylko lekarz.

Wg klasyfikacji chorób ICD‑10 – F10.2 – Zespół uzależnienia od alkoholu.


Czasami słyszę od ludzi jakimś kuratorze sądowym. 

Kuratora może ustanowić tylko sąd, ale w innych sytuacjach i na podstawie całkiem innej ustawy. 


Kurator sądowy NIE ma nic wspólnego z procedurą zobowiązania do leczenia odwykowego.  

👉 Kuratora ustanawia się na podstawie zupełnie innej ustawy i w innych sytuacjach.

Między innymi – 

Ustawa z 25 lutego 1964 r. – Kodeks rodzinny i opiekuńczy (KRO)

Art. 109 § 2 pkt 3 KRO Sąd opiekuńczy może ustanowić kuratora dla dziecka, jeżeli wymaga tego dobro dziecka.

Art. 156 KRO Kuratora ustanawia się dla osoby ubezwłasnowolnionej częściowo.

Art. 178 KRO Kuratora ustanawia się dla osoby nieobecnej, aby prowadzić jej sprawy.

Art. 179 KRO Kuratora ustanawia się dla osoby, której miejsce pobytu jest nieznane.


Kurator sądowy może pojawić się również w sprawach karnych, ale to zupełnie inna procedura. np. w przypadku zjawiska przemocy domowej artykuł 209 Kodeksu Karnego, będę o tym pisał.


Kurator sądowy może pojawić się również w sprawach karnych, ale to zupełnie inna procedura.

Wynika ona z Kodeksu Karnego Wykonawczego (art. 169–181 KKW) oraz z Kodeksu karnego, np. przy art. 209 KK. /stosowanie przemocy domowej/.

W takich sytuacjach kurator sprawuje dozór nad wykonywaniem obowiązków nałożonych przez sąd, np. terapii czy programów korekcyjnych.


Może wystarczy paragrafów przejdźmy do praktyki. 


Trochę determinacji i da się zmusić delikwenta do leczenia /trochę nieładnie – delikwenta, tak niestety bywa nazywany w tym procesie/.


Przejdźmy do metod motywowania do podjęcia leczenia odwykowego. Oczywiście różne metody na różnych ludzi działają, ale jestem przekonany że w ponad 90% przypadków da się coś zrobić w tym temacie. 


Jedną z metod jest na przykład w małżeństwie groźba rozwodu w przypadku nie podjęcia leczenia przez drugą osobę mówię to przeważnie o sobie uzależnionej jako o mężu, ale to nie ma reguły. Spotykam się ostatnio coraz częściej z tym, że to panie mają problem alkoholowy i wtedy mąż ma problem, bo osoba uzależniona ma przeważnie inne problemy typu, że się czepiają, że nie ma kasy na picie itp. Nawiasem mówiąc może dawniej też więcej było kobiet uzależnionych tylko teraz częściej to uznają /nie przyznają, bo to nie jest przestępstwo czy grzech/. Mają teraz wiele przykładów osób publicznych, które otwarcie o tym mówią np. Stanisława Celińska i inne, wtedy zapewne łatwiej.


Trochę większy problem jak oboje są uzależnieni, wtedy na działanie skazane są dzieci lub dalsza rodzina, o ile oczywiście zechcą coś robić w tym kierunku, nie muszą – kwestia możliwości i sumienia.


Powiem jak to było u mnie jak wróciłem do picia po dwudziestu paru latach abstynencji. Powrót do picia trwał długo nie będę tu opisywał wszystkiego, opisałem to w poście Równia pochyła.


W każdym razie kiedy już moje picie było już dobrze rozwinięte Żona zaczęła mieć coraz większe problemy z moim zachowaniem /ja oczywiście też, ale inne o czym wyżej wspomniałem/. Oczywiście podejmowała różne próby namawiania mnie do leczenia, inni też m.in. jeden z moich szefów, mój znajomy Psychoterapeuta i takie inne cudawianki, ale ja jako wysoce wyszkolony byłem mądrzejszy.


Owszem pomagała mi, ale w sposób którego nie zaleca się osobom współzależnionym, czyli np. podawała jedzonko ja i tak w ogóle mogłem jeść po zatruciu alkoholem w ciągu czy soczek.


Podam taki przykład.  Po rocznej przerwie w piciu wróciłem do pracy, ale oczywiście niebawem wróciłem do picia. Nie mieszkaliśmy już wtedy razem mieszkałem na stancji i onego czasu byłem strasznie zatruty. Żona zrobiła na szybko i przyniosła mi obiad, dała stówę którą oczywiście zaraz przepiłem. Do dzisiaj boli. Nie będę przynudzał i opisywał więcej sytuacji, których oczywiście było sporo. Są przeważnie podobne w innych wypadkach.


Inne metody jakie żony stosowała to policja, albo straszyła policją, albo i wzywała jeśli zbyt natrętnie dobijalem się się o kasę na wódę.  Do dzisiaj mam do niej  żal, że nigdy nie poszła na przykład na spotkanie Al-Anon, albo poradni dla osób współuzależnionych.  Mój znajomy Psychoterapeuta twierdzi twierdzi, że to jest w dalszym ciągu pijane myśleniem, ale ja jak zwykle wiem swoje.


Żeby nie przedłużać przejdźmy do następnej metody, do której będziemy potrzebowali współpracy szefa naszego biednego żuczka osoby uzależnionej od alkoholu /lub innej substancji czy zachowania/. Dlaczego używam określenia – osoba uzależniona, ani nie alkoholik czy alkoholiczka? Bo ono stygmatyzuje zupełnie niepotrzebnie.


Tu podam od razu konkretny przykład motywowania może wtedy będzie to lepiej widać.


Byłem przez dwa tygodnie na odwyku w Lublinie na tak zwanym COTUA /Całodobowy Oddział Terapii Uzależnienia od Alkoholu/. Wyrzucili mnie co prawda dwóch tygodniach uzasadniając to brakiem motywacji, ale to była paranoja pisałem kiedyś o tym.

Szef – dr n. med. Dariusz Malicki notabene trzeźwy alkoholik, chwalony za sposób prowadzenia zajęć terapeutycznych czy wykładów, ale w życiu codziennym niestety zachowuje się często nieładnie. Dopuszczam to podczas psychoterapii, ale nie na co dzień, osobiście nie miałem z nim dużo do czynienia.


Leżałem tam na sali z kolegą który był już niedługo przed emeryturą oczywiście uzależniony. w pracy dali mu warunek – jak nie odbędzie pełnego leczenia odwykowego, nie będzie miał tego zaliczonego to wyrzucą go z pracy, on strasznie się tego bał. W tym czasie nie wiem jak teraz zadawano pacjentom takie prace do pisania typu – jak alkohol wpłynął na, twoje życie rodzinne, na życie towarzyskie, trzeba było przeliczyć każdego roku wypiłeś ile i jakiego rodzaju alkoholu spożyłeś ile do dziś w życiu wypiłeś tak zwany litaraż. 


Facet nie był jakimś pracownikiem umysłowym, pisanie ciężko mu szło, strasznie się męczył, nie bardzo wiedział co i jak napisać. No i dawał  rodzinie tematy, oni mu pisali. Chodziło głownie o to, aby mu ten odwyk zaliczyli.  Dla mnie to chore takie stawianie sprawy przecież terapeutów, ale tak tam było.

Jak pracowałem na stażu w ośrodku terapeutycznym  w Ośrodku w Dołdze  mieliśmy całkiem inne podejście, na przykład mieliśmy człowieka który nie umiał pisać i nie chcieli go na żadnym odwyku z tego właśnie powodu, a u nas po prostu odpowiadał ustnie i był zadowolony my też.


Inne możliwości mają na przykład sądy karne lub też rodzinne, ale te już tutaj z innego paragrafu niż zobowiązanie do leczenia odwykowego.


Między innymi prowadziłem zajęcia o charakterze edukacyjno-motywacyjno-wspierającym oraz udzielałem konsultacji indywidualnych w punkcie konsultacyjnym katolickiego stowarzyszenia AGAPE. Zdarzały się tam takie przypadki. Nawiasem mówiąc  to punkt mieścił się o w podziemiach kościoła dokładnie pod ołtarzem i w czasie podniesienia czuć było kadzidłem.


W przypadku zajęć odbywających się raz w tygodniu unikam słowa terapia, ponieważ niektórzy klienci popijają przez tydzień, przyjdą na konsultacje raz na tydzień na dwie godziny i zgłaszają np. w pomocy społecznej, że odbywają terapię.

A wiadomo pełna terapia odbywa się przez dłuższy czas w zakładach leczenia uzależnień, tak jak leczenie operacyjne czy zachowawcze w szpitalach.


Często na przykład w sprawach o stosowanie przemocy domowej sąd stawia warunek, że wyrok nie zapadnie lub będzie orzeczony w zawieszeniu, jak delikwent podejmie i zakończy zlecenie odwykowe. Zawieszenie sąd anuluje jak skazany nie leczy się i nadal pije.


Przychodził do tego punktu klient, ale również znajomy czy kolega /u mnie czasami się to mieszało, to czasem trudne, a innym razem łatwiejsze, ale w małych miasteczkach tak się zdarza/, któremu groził wyrok w sprawie stosowania przez niego przemocy wobec matki. 

Był bardzo pilnym uczniem, nie uśmiechały mu się zawiasy czy odsiadka. Z moją pomocą przedstawił w sądzie pisma i argumenty, które sąd zadziwiły. Wyroku uniknął przestał posługiwać się przemoc i przestał pić. 


Przychodzili też tam rodzice, którym sąd rodzinny zagroził odebraniem dzieci lub już je odebrał.

Na przykład przychodziła Basia /imię zmieniłem/, której córkę /7 lat/ już umieszczono w domu dziecka. Sąd rodzinny postawił warunek że jeśli zmieni swoje  postępowanie podejmie leczenie odwykowe będzie mogła odzyskać pełne prawa rodzicielskie. Zresztą odwodziłem jej córkę w domu dziecka

Basia pilnie przychodziła na zajęcia i stosowała się do zaleceń. Jako pedagog mogłem też udzielać jej konsultacji w zakresie wychowawczym. Po roku sąd poprosił mnie o opinię, stwierdziłem że jeszcze za wcześnie na powrót sąd się przychylił do mojej opinii. Po jakimś czasie jednak córka wróciła do matki i dobrze się to skończyło. Inna sprawa, że niedługo matka umarła na nowotwór, miałem z nią kontakt. 


Wbrew pozorom bardzo dobrą motywację może być pobyt w zakładzie karnym. Często słyszałem – Tadek mi zakład życie uratował inaczej zapiłbym się na śmierć, ale popełnił jakieś jeszcze gorsze głupoty niż te co robiłem wcześniej. 


Prowadziłem przez parę lat zajęcia edukacyjno-wspierajace w areszcie śledczym. 

Oczywiście w jednym z głównych motywów zgłaszanie przez osadzonych u wychowawcy więziennego chęci uczestnictwa  w tych zajęciach była była chęć wyrwania się na parę godzin z celi, ale mimo wszystko coś nie coś chłopcy przyjęli i czynnie uczestniczyli zajęciach. Nie były to tylko mikrowykłady, ale były też elementy warsztatowe.

To był areszt śledczy i co za tym byli tam ludzie z bardzo rożna przeszłością. Co prawda psycholog więzienny dopierał osoby pod kątem możliwego zagrożenia dla mnie, ale także dla nich samych. Przebywali tam i tak zwani alimenciarze, ale byli też osadzeni, którzy oczekiwali na wyroki w dużo poważniejszych sprawach.

Poznałem tam Pana, który nie zaprzeczał, ale też mówił, ze nie pamięta jak zabił po pijanemu policjanta, może i mówił prawdę. Był w areszcie osadzony zresztą syn miejscowego notabla, który po pijanemu zabił dwie dziewczyny niedlugo przed ich maturą, on nie chciał uczestniczyć w zajęciach. 

Matka jednego z młodych osadzonych, zresztą moja sąsiadka była bardzo zadowolona z uczestnictwa syna w moich zajęciach, usłyszała od niego w rozmowie słowo asertywność ją poruszyło.


Teraz, nie tak jak dawniej w wielu zakładach karnych są prowadzone normalne, pełne programy terapii uzależnień co jest rewelacją. Np. mój kolega Tadeusz też pracuje w takim programie w w zakładzie karnym w Białej Podlaskiej. 


Kiedy uczestniczyłem szkolenia prowadzonych między innymi przez prokuratora Jarosława Polanowskiego konsultanta Niebieskiej Linii sugerował on taki myk – można spróbować zmotywować człowieka do leczenia korzystając z ustawy o zdrowiu psychicznym. Nie jest to proste jest bardzo trudne do przeprowadzenia, ale teoretycznie, a czasami i praktycznie jest możliwe. Chodzi o to że podajemy do sądu informację, że człowiek stwarza bezpośrednie zagrożenie poprzez nadmierne używanie alkoholu dla siebie lub otoczenia, sąd może orzec internację w szpitalu psychiatrycznym na podstawie art. 23–24 i art. 29 ustawy o ochronie zdrowia psychicznego.

To jest jedyny tryb, który pozwala na przymusową obserwację i leczenie – ale wyłącznie psychiatryczne, nie odwykowe.


tak na marginesie parę słów o nim, bo to niesamowity gość – 

Jarosław Polanowski – prokurator w stanie spoczynku, od lat związany z Niebieską Linią. Człowiek ogromnej wiedzy i praktyki, a przy tym zwyczajnie świetny, ludzki gość. Potrafi mówić o prawie tak, żeby każdy zrozumiał, i pokazuje, jak realnie pomagać ludziom w sytuacjach przemocy czy kryzysu. Łączy doświadczenie prokuratora z empatią i zdrowym rozsądkiem, dlatego jego szkolenia i wskazówki są tak cenione w całej Polsce.


Wspomnę tutaj o jeszcze jednej rzeczy. Czasami niektórzy podczas tego procesu motywowania zobowiązują się do uczestnictwa mityngach Anonimowych Alkoholików.  No i bardzo dobrze, zobaczą żywe przykłady zdrowienia, na niektórych mitingach dostaną nawet potwierdzenie uczestnictwa. Sam jestem od 35 lat z przerwami uczestnikiem Ruchu AA. Ja jednak sugerowałbym uczestnictwo prędzej czy później w terapii uzależnień na odwyku. Z całym szacunkiem dla AA chory mimo wszystko tam nie dostanie pewnych rzeczy, tak jak w stosunkowo krótkim czasie na odwyku. Terapia uzależnień daje coś, czego mityngi nie zastąpią – wiedzę, strukturę i konkretne strategie.


Mój przyjaciel po półrocznej abstynencji, uczestniczenia w mitingach poszedł jednak na terapię odwykową, tak jak mu sugerowałem od początku, od razu nie mógł. Był bardzo zadowolony, oczywiście wielu dziwiło się po co przyszedł jak pół roku nie pił, te zadziwienie wynikało z nieznajomości specyfiki choroby, jej chronicznego charakteru itd. 



I teraz jedna z najważniejszy w mojej ocenie element motywowania – 

okazanie akceptacji dla osoby przy równoczesnym zupełnym brakiem zgody na jej pijane zachowanie.

Oczywiście, jeśli nam zostały w nas resztki szacunku do męże czy ojca, a jeśli nie chociażby akceptacji już ogólnie jako dla człowieka. Odgrywać tu mogą rolę wartości chreścijańskie czy humanistyczne.


Zachęcanie do leczenia odwykowego nie jest i nie powinno być –

    • agresją,

    • szantażem emocjonalnym,

    • odrzuceniem,

    • ale też nie jest pobłażaniem.


Motywowanie to nie tylko stawianie warunków, ale też pokazywanie uczuć – miłości, przyjaźni, szacunku dla osoby przy równoczesnym zdecydowanym brakiem zgody  na jej zachowanie często zagrażającym życiu najbliższego otoczenia, jak i życiu jej samej.


Żona może powiedzieć –

– bardzo cię kocham, ale tego co robisz absolutnie nie toleruję.

Syn może powiedzieć –

– bardzo cię kocham tato, ale to co wyprawiasz jest niedopuszczalne.

Przyjaciel może powiedzieć – 

– bardzo cię stary cenię, ale to co odwalasz po pijaku jest straszne.


W jednym z następnych postów zajmę sposobami obrony przed znęcaczami domowymi, a także motywowaniem ich do uczestnictwa w programach, które pomogą im nauczyć radzić sobie ze swoimi emocjami i zachowaniami – tak są takie, nie wszędzie, ale są!


W tym miejscu muszę napisać – dużo nauczyłem się od Magdy Ilnickiej – nie tylko o pracy z ludźmi, ale też o tym, jak patrzeć na człowieka szerzej, głębiej, bez oceniania. To, co mówiła o motywacji, o twardej miłości i o granicach, zostało mi w głowie na lata. Poświęciłem Jej post – Magda i emocje. 

A na koniec opowiem o moich przygoda z komisją na początku mojej drogi, miałem wtedy około 20 lat, wcześnie zaczynałem.


Babka bywała osobą bardzo miłą, ale miała bardzo despotyczny charakter. Kochała zapewne zarówno moją Mamę i mnie, ale miała te uczucia trochę skryte.

Wspominałem Ją dawniej w poście – Tragedia i lokatorzy.

zawartym w wątku – Moje dzieje.


Trzeba jednak przyznać, że to Ona pierwsza podjęła konkretne działania jak zobaczyła że ze mną źle się dzieje. Złożyła wniosek do komisji alkoholowej jak to u nas nazywano o skierowaniu mnie do sądu celem wydania postanowienia o  zobowiązania mnie do podjęcia leczenia odwykowego.


Wezwano mnie na komisję czym się specjalnie nie przejąłem, podczas posiedzenia komisji miałem tylko taki problem, że o 10 już pijalnię piwa otworzyli, a mnie strasznie suszy. Potem postanowienie sądu o zobowiązaniu mnie do podjęcia leczenia odwykowego.

I któregoś pięknego ranka o 6 rano rano podjechał gazik milicyjny, takie zielone były terenowe były z milicjantami i zawieźli mnie na izbę przyjęć w szpitalu psychiatrycznym w Radecznicy, był i jest tam dalej oddział odwykowy.

Rozejrzałem się naprzód po okolicy, rzeczywiście ładnie tam bo to Roztocze klasztor na takiej górze, potem po izbie przyjęć, ale stwierdziłem, że jednak chyba nie teraz i odwieźli mnie z powrotem zdążyłem jeszcze do pijalni, jak zwykle.

Wróciłem tam jednak już samodzielnie nie pamiętam po roku czy dwóch, ponieważ pomimo  jeszcze młodego wieku zaczęło mi mocno doskwierać moje picie. 

Fajnie tam było tylko że w zasadzie ja musiałem tam udowadniać, że jestem alkoholikiem, ponieważ przebywali tam tacy jak to się mówiło spod budki z piwem, a jak jeden niby inteligent. 

Dość wcześnie zacząłem podejrzewać, że coś jest na nie tak z moim piciem. Jako, że wzrastałem w rodzinie lekarsko farmaceutycznej i pedagogicznej nie miałem jakiegoś urazu względem choroby i też szybko dostrzegłem, że alkoholizm jest chorobą. Nie mialem problemy z jej uznaniem, nie przyznaniem jak niektórzy mówią, bo to nie jakiś występek. Dorwałem bardzo fachową książkę Tadeusza Kulisiewicza – Alkoholizm. Studium choroby i leczenia. Dzisiaj dostępna tylko w archiwalnych zbiorach, pomogła mi zrozumieć istotę choroby.

Nie miałem oporu, żeby ją uznać, a nie jak niektórzy mówią przyznać przyznać to się można do jakiegoś występku grzechu.

I podczas pobytu w Radecznicy, za pomocą młodego psychologa, który tam niedawno pracował, nazywał się chyba Dudzik i pochodził może z Warszawy, udowadnialem sobie i personelowi, że mam F10.2 – Zespół uzależnienia od alkoholu.

Nie przeszkodziło mi to jednak w żaden sposób w piciu alkoholu jeszcze chyba niecałe 10 lat. Pierwsza dwudziestoparoletnia abstynencji od chyba 1990 roku.


Miałem tam fajnego kolegę chyba Jasina się nazywał prosty człowiek może ze wsi, ale mądry, sympatyczny.  

Obok szpitala jest klasztor. I to nie byle jaki, tylko Sanktuarium św. Antoniego z Padwy, prowadzone przez franciszkanów.  Stoi na wzgórzu, a od szosy prowadzą do niego długie, charakterystyczne schody. Na odwyku pracowało parę sióstr zakonnych z tego klasztoru bardzo fajne były z nich kobiety. Jedna miała duże piersi to Jasina do niej –  ale siostra to ma tutaj i gest, a siostra hi hi hi i podobne sytuacje.

Można również wykorzystać pobyt na odwyku do poznania nowych ciekawych ludzi. Na przykład trochę później już na odwyku w Chełmie, w tym czasie na naszym terenie nie były realizowane programy terapii uzależnień tylko jakieś pogadanki, rano dawali anticol. Chętni terapetyzowali się sami, tam poznałem Tadka Dudzińskiego, który do dzisiaj jest terapeutą i wielu innych ludzi, którzy zostali mi w pamięci. Odwyk to nie tylko leczenie, ale też spotkania, które potrafią zostać na całe życie.


Nieśmiało przypomnę, że możesz postawić kawę blogerowi klikając – TUTAJ.

 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz