Dzisiaj
dalszy ciąg opowieści, która myślę oddaje specyfikę naszej
rodziny.
Mama
miała brata. Skończył studia, co w tym czasie było rzadkością,
pracował jako inżynier w nauce czy w przemyśle, ale raczej w
przemyśle, mieszkał w drugim końcu Polski. Był bardzo uzależniony
od matki, nawet na wakacje jeździł z nią na motorze. Poznał fajną
dziewczynę, ale nie spodobała się ona matce ponieważ nosiła
okulary. Ten fakt oddaje dobrze charakter mojej Babki, może były też
inne powody.
![]() |
| Źródło- pixabay.com |
Wujek miał problem – czy słuchać swojej matki, czy
siebie. Wybrał co innego. Zjadł pierogi u innej mojej ciotki, która
mieszkała w tym samym mieście. Wrócił do siebie i się powiesił.
Zakończył pięknie rozpoczęte życie i w wieku chrystusowym 33
lata zrezygnował z niego. Może były jeszcze inne powody. Fakt
samobójstwa wujka był długo ukrywany przede mną. Sam znalazłem w
dokumentach fotokopię listu pożegnalnego, którą chyba udostępniła
milicja, czy prokurator. Babka tłumaczyła to w taki sposób, że
uszkodził sobie nogę na nartach i to też go podłamało. Jak
patrzę na to wszystko widzę, że jest to bardzo tragiczne i trochę
niewytłumaczalne zdarzenie.
W
domu mieszkali zawsze jacyś lokatorzy, warto napisać parę słów o
nich.
Muszę
w tym miejscu coś wyjaśnić. Dom był zbudowany jako parterowy ze
skośnym dachem. Miał on szereg załamań, tak że wyglądał trochę
jak dworek. Później Dziadkowie przerobili poddasze i wyszły tam
dwa pokoje – jeden długi na 7 metrów i drugi mniejszy, który
zaciemniono oraz mała kuchnia. W czasie okupacji rodzina mieszkała
na tym poddaszu. Parter zajęli Niemcy. Podobno stosunki mimo wojny
dobrze się z nimi układały. Mieli dużego psa, ślady pazurów na
drzwiach przetrwały. Ogólnie Babka mówiła, że Niemcy pomimo że
byli agresorami zachowywali się z kulturą. Gdy kopali okopy pytali
się Babki gdzie je kopać żeby nie zniszczyć truskawek.
Wyzwoliciele – Rosjanie byli oględnie mówiąc mniej
delikatni. Dziwne że tak światły kraj Niemcy, którego obywatele
maja wiele osiągnięć w nauce i sztuce, dał się wciągnąć w tak
brudne, odrażające rzeczy.
Niestety
trochę podobne rzeczy obserwuję teraz w naszym kraju. Na szczęście,
odpukać na razie jeszcze dość daleko do totalitaryzmu.
Po
wojnie rodzina zamieszkała na parterze. Jeden pokój na parterze
oddano Ciotce Krysi i jej Mamie, który służył im za sypialnię,
pokój dzienny i kuchnię. Był to jeden z najzimniejszych pokoi w
domu. Następny pokój zajmowali naprzód nauczyciel łaciny i chyba
matematyki w gimnazjum, potem, czy naprzód nauczyciel przedmiotów
zawodowych w technikum pan Ż. mąż mojej wychowawczyni w szkole
podstawowej przez cały okres nauki.
Później
Babka wpadła na wspaniały pomysł. Przegrodziła pokój na pół.
Wyszedł mały pokoik taki ok. 2 na 3 metry kwadratowe, mini
korytarzyk i ta łazienka, która była już całkiem najzimniejszym
miejscu w domu, od północy bez okna. Dobrzy ludzie radzili, aby
łazienkę zrobić w środku domu, gdzie były składzik i spiżarnia.
Byłoby w niej cieplej i wygodniej. Jak wspominałem Babka miała
jednak przeważnie swoje zdanie. Kąpiele to był rytuał. Był tam
naprzód bojler opalany węglem. Trzeba było ogrzać wodę i
łazienkę. Odbywało się to raz na tydzień. Pamiętam że Ciotka
Krysia oprowadzała mnie do sypialni z głową całkiem zakrytą
ręcznikiem. I tak było lepiej niż wcześniej, kiedy to kąpano
mnie w balii, mam takie zdjęcie. Potem Babka zainstalowała bojler
elektryczny i mały akumulacyjny piecyk elektryczny, który guzik
grzał. Przed kąpielą trzeba było dogrzewać tzw. słoneczkiem,
był to taki grzejnik z widocznymi spiralami, które często się
przepalały.
Ubikacja
przed powstaniem łazienki była tylko na dworze, podwójny
mini-budyneczek z boku ogrodu i jeszcze jeden trochę z boku, który
za moich czasów służył jako skład narzędzi. W zimie i w nocy
chodziło się na wiadro lub na nocnik. W lecie korzystanie z
wychodka na dworze było nawet przyjemne, mieszkały tam bardzo
fajne, ładne pająki krzyżaki.
Po
wojnie na poddaszu mieszkały dwie starsze siostry, chyba panny.
Jedna nazywała się Grzybowska i pracowała w kiosku RUCHU,
który stał przy głównej ulicy. Lubiłem tam przychodzić ponieważ
był fajny zapach farby drukarskiej i tytoniu. Gdy umarły, górę
dano Ciotce Krysi, a ja zamieszkałem samodzielnie w jej
dotychczasowym pokoju. Było to chyba jak byłem w siódmej, czy
ósmej klasie. W ósmej już na pewno mieszkałem samodzielnie.
![]() |
| Źródło - pixabay.com |
Przy
okazji napiszę jeszcze o innych ciekawych lokatorach. Teraz zajmę
się wspomnieniami o bliskich.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz