Tak
jak pisałem opowiem w tym wątku o swoich dziejach.
Wychowywałem
się i większość życia spędziłem w małym miasteczku
powiatowych, do którego byłem bardzo przywiązany, ale urodziłem
się w mieście wojewódzkim. Widocznie Mama chciała mieć lepsze
warunki lub też były inne powody.
Taty
nie znałem, jego nazwisko wyjawiła mi Mama będąc już prawie na
łożu śmierci, można powiedzieć. Znalazłem rodzinę już
nieżyjącego Taty dwa lat temu, a mam 60 lat.
Okazało
się, że mam troje przyrodniego rodzeństwa. Gdy dodzwoniłem się
do wnuczki Taty powiedziała, że się nie dziwi, miał on taki
charakter, że lubił kobiety.
Z
tego co wiem był jakimś inspektorem w służbie zdrowia i jeździł
w delegacje chyba na inspekcję. Mam była magistrem farmacji więc
zapewne mieli okazję się zetknąć. U nas w celach miłosnych
chodziło się na tzw. wały – otaczają one podmiejską
dużą łąkę i odradzają od dużej rzeki i małej rzeczki.
Podejrzewam, że tam zostałem poczęty. Podobno moja ciotka, później
Chrzestna Matka, córka siostry Babki, lekarz namawiała Mamę do
usunięcia ciąży. W tym czasie był to myślę trochę problem,
szczególnie jak zadziało się to w tzw. porządnej rodzinie.
![]() |
| Zdjęcie ilustracyjne źródło - pixabay.com |
Z
wczesnego dzieciństwa mało pamiętam. Mieszkaliśmy w dużym
stylowym domu, który przed wojną zbudowali Babka z Dziadkiem.
Patrząc z dzisiejszej perspektywy myślę, że zbudować duży dom z
pensji to trochę wyczyn, ale jak na tamte czasy oboje zarabiali
bardzo dobrze. Babka była nauczycielką w szkole powszechnej, jak to
się kiedyś nazywało, zarabiała podobno powyżej 100 zł. Dziadek
uczył wychowania fizycznego w gimnazjum i zarabiał chyba powyżej
400 zł miesięcznie. W tym czasie kobieta, która przychodziła do
pracy w ogrodzie brała złotówkę za dzień. Polski fiat kosztował
chyba ok. 1000 zł.
W
domu mieszkała rodzina – ja, Mama, Babka mama Mamy. Dwie ciotki,
które zostały wysiedlone ze Lwowa po wojnie – siostra Babki
Stefa, którą ja nazywałem Tamtą Babą i jej córka Ciotka Krysia.
O Ciotce Krysi będzie więcej, ponieważ głównie ona zajmowała
się wychowywaniem mnie. Gdyby nie ona nie poznałbym wielu rzeczy i
nie posiadł takich umiejętności. Gdy umarła na ciężki przypadek
nowotworu – sarkoma, gdy miałem dwadzieścia parę lat, bliscy mi
mówili – druga Matka Ci umarła.
Tamta
Baba umarła jak miałem iść do szkoły. Umarła we śnie na serce,
trumnę wystawiono w domu, nie tak jak dzisiaj w kaplicy.
Przychodzili krewni, sąsiedzi i znajomi, aby się modlić. Akurat
już to pamiętam, ale nie bardzo rozumiałem wtedy co się stało.
Inne rzeczy z wczesnego dzieciństwa chyba wydaje mi się tylko że
pamiętam, jak oglądam stare zdjęcia. Zdjęć jest dużo ponieważ
Mama interesowała się fotografią. Mama była pod bardzo silnym
wpływem swojej mamy. Zamiast wyjechać gdzieś, a było sporo
propozycji pracy z mieszkaniem do końca życia Babki była pod jej
silnym wpływem.
Trzeba
w tym miejscu napisać parę słów o Babce, pozwoli to zrozumieć
mechanizmy, jakie panowały w rodzinie. Chociaż z jednej strony
trzeba przyznać, że bardzo dbała o dom, finanse, czystość i
legendarny ogród to z drugiej czyniła wiele zła, może i
miała dobre intencje, ale jak to mówią – dobrymi chęciami
piekło wybrukowane, nie wiem czy sama tak nie mawiała. Była
osobą despotyczną, apodyktyczną lubiła rządzić życiem ludzi,
uzależniać ich od siebie. Inna sprawa, że ludzie dawali się
uzależnić. Dzięki Ciotce Krysi nie dała rady mnie uzależnić.
Trzeba jednak przyznać, że jak zacząłem dużo pić to Babka
zwróciła się pierwsza po pomoc do lekarzy i komisji
antyalkoholowej.
Dlaczego
napisałem – legendarny ogród? Napisałem tak, ponieważ
był on centralnym punktem życia Babki, cała działka 1 500 m.
kwadratowych. Była od dawna na emeryturze – pracowała kilkanaście
lat, a na rencie i emeryturze była kilkadziesiąt. Szczególnie Mama
była zaganiana do pracy w ogrodzie, zaraz po przyjściu z
pracy. Ja się migałem ile mogłem od niekończącego się
gracowania ścieżek, rwania porzeczek i noszenia ich do skupu w
wiadrach, później koszenia trawy, co nie bardzo mi wychodziło.
Było jeszcze jedno ciekawe zajęcie. Rąbanie cieniutkich gałązek
na taką sieczkę. Sieczka ta służyła głównie do palenia w
kuchni. Dom ogrzewany był piecami kaflowymi, które Babka przerobiła
na elektryczne z taryfą nocną. Zimno było jak cholera, telewizję
zimą trzeba było oglądać w kurtce. Latem w tzw salonie też było
zimno ponieważ usytuowany on był od strony wschodniej, zapewne
dlatego, aby był widok na ulicę.
Trzeba
dodać, że przed wojną ogród był wspaniale urządzony –
altanka, ścieżki, kwietniki, zakątki dumania. Przyjeżdżało dużo
osób z rodziny, u Babki było chyb dziewięcioro rodzeństwa i
pięcioro dożyło sędziwego wieku. Oczywiście, każdy z
przyjezdnych miał swój przydział zadań w ogrodzie.
Poza
tym Babka miała nawyki hrabiowskie – inaczej lepiej traktowała
ludzi z tytułami najlepiej – magister, lekarz czy inżynier, a
inaczej zwykłych ludzi bez tytułów np. P. Marczukową,
którą wynajmowała do prac w ogrodzie, czy człowieka, który
przychodził do orania części ogrodu lub innego do rożnych prac
np. rąbania grubego drzewa.
W
następnym poście – inne ciekawostki.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz