Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Da sie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Da sie. Pokaż wszystkie posty

środa, 13 czerwca 2018

Zdrowieję chorując.


Dlaczego rozpisałem się o zdrowiu?

Uważam, że w pierwszym roku niepicia główną przeszkodą, nie tylko u mnie, jest problem zdrowienia psycho-fizycznego. Chociaż u różnych osób różnie początek trzeźwienia wygląda. U mnie barierą może ważniejszą był brak środków czyli pieniędzy i mieszkanie. Osoby uzależnione gdy na zajęciach lu mitingach jest mowa wartościach to na pierwszych miejscach wymieniają zdrowie, miłość itp. Ogólnie się zgadzam, lecz bez pieniędzy trudno się leczyć. Do lekarza trzeba czasami dojechać, trzeba wykupić lekarstwa. O swoich przygodach z leczeniem opowiadałem poprzednio. Jak już np. znalazłem bezpłatne spanie to jednak musiałem pożyczyć pieniądze na bilety, żeby do niego dojechać. Pieniądze dają podstawowe poczucie bezpieczeństwa /trójkąt Maslova/.


wtorek, 12 czerwca 2018

„Straty” z niepicia.


W poprzednim poście, /czyli – zajętym stanowisku, plakacie na słupie ogłoszeniowym/ wspomniałem, że podsumuję te swoje dolegliwości i na tym samym ma zamiar odpukać, przestać o nich pisać.
Widzę, że wiele miejsca w moim pisaniu zajmuje temat zdrowia. Można powiedzieć – hipochondryk, fakt że może jestem trochę przewrażliwiony na tym punkcie /w ogóle za bardzo się czasami przejmuję pierdołami, ale staram to się zmienić w sobie/ ale żeby zaraz hipochondryk?!




Po prostu –
  • po przestaniu picia problemy ze zdrowiem są moją główną przeszkodą w trzeźwieniu, gdyby nie one już dawno by powstała strona, pracowałbym zawodowo i mieszkał w swoim wynajętym pokoju;
  • po drugie – gdyby system opieki zdrowotnej był sprawny /może dożyję, jak dożyłem upadku i powrotu socjalizmu/ dawno sytuacja wyjaśniłaby się, przynajmniej w pewnym stopniu.
Przykład – zapisałem się do specjalisty – oczekiwanie półtora miesiąca – wizyta skierowanie na badania – oczekiwanie półtora miesiąca – przypisanie leków, wyznaczenie kontrolnej wizyty za półtora miesiąca. Pomimo skąpej ilości środków zdecydowałem się na prywatną wizytę u innego specjalisty tej samej specjalności. Czas oczekiwania 5 minut – skierowanie do specjalistycznego szpitala, gdzie zostałem wszechstronnie przebadany. Fakt, że przyszedłem gotowymi wynikami badań. W szpitalu mnie dokładnie przebadali, ale już na dolegliwość z innej dziedziny nie mogli, takie przepisy. W szpitalu znaleziono nieprawidłowości, ale nie takie, które mogłyby być główną przyczyną moich objawów. Bo wypisaniu badałem się ambulatoryjnie.

O zdrowiu wspomniałem już w poprzednich postach? Teraz podsumuję i spróbuję zakończyć ten wątek i tak u mnie objawy –

  • stany podgorączkowe – w dłuższych okresach;
  • leukocyty czyli białe ciałka krwi odpowiedzialne za odporność – praktycznie cały czas w ok górnej granicy normy;
  • bóle w stawach jak przy grypie tylko bez wysokiej gorączki – czasami tak nasilone, że żyć się mi nie chciało;
  • niesmak w ustach – papierosy nie smakują, może to głupie, ale po tym poznaję, że coś nie jest w porządku;
  • słaby apetyt;
  • męczliwość – słaby, czasami jak mucha;
  • kłopoty żołądkowe;
  • trudności w zasypianiu i wstawaniu.

Oczywiście te objawy występowały w różnym nasileniu i konfiguracji. Stany podgorączkowe i leukocyty na granicy normy utrzymują się do dzisiaj, pomimo dobrego odpukać ogólnego dobrego samopoczucia

    Mogłyby te objawy świadczyć o podłożu psychicznym np.:
  • zaburzenia o charakterze depresyjnym;
      lub
  • przewlekłe symptomy odstawienia alkoholu.
A może odpukać inna cholera, ale nie sądzę. Miewałem infekcje tego rodzaju i jestem pewien w 80%, że wynika to z jakieś infekcji może jakieś grzyby, pasożyty? Na infekcję podobno olejek pichtowy – to jest takie coś z sosny syberyjskiej, zwalcza podobno bakterie jak antybiotyk i też wirusy W procesie leczenia można stosować różne preparaty ziołowe, ale z rozwagą – to jednak lekarstwo. Podobno korzeń Ashwagandha jest jednym z lepszych naturalny sposobem na depresję oraz stres? , a kudzuwspomaga /nie zastępuje naszych działań/ proces trzeźwienia.

Wracając do moich ostatnich zaburzeń, które opisywałem w poście Kryzys,czy nawrót? 
Twierdzę, że w ostatnim epizodzie depresji 20% – soma, a 80% – psyche. O torii kryzysu, czy nawrotu wspominałem też – Wstęp do analizy nadejścia kryzysu.

Chwila przerwy.
 
Oczywiście nie lekceważyłem podłoża psychicznego, najpewniej na kłopoty złożyły się i czynniki, i somatyczne i psychiczne. Natomiast podwyższone temperatura i białe ciałka świadczy o jakiejś ukrytej infekcji. Tak sądzi moja koleżanka z którą znam się od 40 lat i z inicjowaliśmy 30 lat temu działania trzeźwościowe w naszym województwie, wspaniała Pani Doktor z wieloletnim doświadczeniem. Jest co prawda psychiatrą, ale posiada kilkudziesięcioletnie doświadczenie i szczególnie dawnymi czasy, kiedy nie było tak ścisłych specjalizacji musiała sobie radzić w różnych sytuacjach podczas swojej praktyki. Od dawna pomaga też w rozwiązywaniu problemów z uzależnieniami.

Właśnie ona, jeśli chodzi o wsparcie psychiczne bardzo mi psychicznie pomogła i pomaga. W ośrodku nie miałem takiego wsparcia ani ze strony terapeuty, an kolegów. Przeważnie słyszałem opinie

  • że nie chce mi się pracować i jakbym się wziął do roboty toby mi wszystko przeszło .
Owszem wysiłek fizyczny bardzo pomaga, ale nie zastąpi lekarza i terapeuty. Wpływa na zwiększenie poziomu serotoniny  hormonu szczęścia, wiele się o niej ostatnio pisze.
Korzystałem oczywiście i z porad psychiatry. Były jednak przeszkody, miałem pewne wytyczne z Ośrodka – mogłem chodzi, a właściwie jeździć do wskazanego przez Kadrę psychiatry z trochę odległego miasta, podobnie mogłem korzystać tylko ze wskazanych terapeutów. Każdy wyjazd ponad 30 zł, prawie tyle co leki. Wizyty trwały od 3 do 5 minut, ten sam lek przez pół roku w zasadzie z lekarzem prawie nie rozmawiałem.

Pomimo pewnych niedogodności muszę podkreślić, że dzięki działalności Ośrodka prowadzonego przez Stowarzyszenie miałem dach nad głową i wyżywienie

Przy okazji powiem, ze właśnie tak są traktowani osoby z depresją, fachowo – zaburzeniami o charakterze depresyjnym, jest ich parą rodzajów /tych zaburzeń/. Kiedy odbywałem rodzaj stażu w ośrodku odwkowo-szkoleniowym pewnej Fundacji mieszkałem w pokoju z człowiekiem, który cierpiał na depresję. Był przedsiębiorcą dość poważnym, zapadł na depresję , leczył się w rożny sposób, przyjechał do ośrodka, ponieważ on i osoby wspierające go nie miały już pomysłu na pomoc. Założenie było takie, że na spokojnej wsi pomiędzy ludźmi rozrusza się. Nie za bardzo pasował jednak do leczących się tam alkoholików.
Miałem wtedy okazję poznać depresje bardziej od środka.
Mówił:
  • Proponują mi żebym czymś się zajął, ja próbuje kosić trawę , grabić, ale wszystko mi leci z rąk – nie mogę, to właśnie istota depresji.

Ludzie alkoholicy też mówią czasami to samo – weź się do roboty, bejsbolem to by Ciebie to by Ci przeszło – nie rozumieją tej choroby, a A drugiej strony nie mogą pojąć jak ktoś może nie rozumieć choroby alkoholowej.
Ludzie mówią:
  • To bzdura – jakby nie chciał toby nie pił – to wariat i mają trochę racji – trochę racji;
  • Moja koleżanka dawnych czasów zalecała mi leczenie w kamieniołomie.
W każdym razie chodziłem przez całą jesień po lekarzach. Wykryto mi po drodze różne drobniejsze przypadłości, między grzyba i bakterię tam, gdzie nie powinno ich być i inne. Na przełomie roku zaczęła następować poprawa, ale jaka przyczyna, czy przyczyny – tego nie wie nikt.

Teraz pomimo tego, że czuję się odpukać świetnie, wracają czasami stany podgorączkowe /mierzyłem przed chwilą/ i podwyższone leukocyty.

Jak się komuś kojarzy - to ma problem.

Uff! Dlaczego się tak rozpisałem, opowiem następnym razem.

Ale jeszcze dodam, że wyczytałem, iż w jakiś sposób serotonina wpływa na temperaturę ciała może te stany mają jednak jakiś związek z depresją.

„Straty” z niepicia.


W poprzednim poście, /czyli – zajętym stanowisku, plakacie na słupie ogłoszeniowym/ wspomniałem, że podsumuję te swoje dolegliwości i na tym samym ma zamiar odpukać, przestać o nich pisać.
Widzę, że wiele miejsca w moim pisaniu zajmuje temat zdrowia. Można powiedzieć – hipochondryk, fakt że może jestem trochę przewrażliwiony na tym punkcie /w ogóle za bardzo się czasami przejmuję pierdołami, ale staram to się zmienić w sobie/ ale żeby zaraz hipochondryk?!

poniedziałek, 11 czerwca 2018

Trudna diagnoza.

Z zakładu terapii uzależnień, gdzie realizowałem program terapii uzależnień /ładnie brzmi/ przyjechałem do znalezionego Ośrodka pełen optymizmu, jeśli chodzi o problemy zdrowotne. Dowiedziałem się, że przyjmuje tutaj ciesząca się w tutejszym środowisku sławą, jak się później zobaczyłem zadłużoną, Pani Doktor tzw. podstawowej opieki zdrowotnej. Nie nadążam – byli niedawno lekarze rodzinni?! Mówiło się pójdzie pan do lekarza rodzinnego – teraz się mówi – do lekarza POZ. Pani Doktor z podobnym jak ja optymizmem przystąpiła do leczenia.




Leczenie mocno się przedłużyło, w zasadzie trwa do dzisiaj, a diagnoza stała się trudna do postawienia. Nie chcę przez to powiedzieć, że obwiniam wspaniałą Panią Doktor, wprost przeciwnie zrobiła co się dało, była zaangażowana w pomoc mi.

Często jak mówię o swoich dolegliwościach słyszę tekst:
  • Idź do lekarza albo szpitala to się w końcu dowiesz co Ci dolega coś Ci przepisze i się skończy.
Otóż niekoniecznie. Człowiek to nie maszyna i nie zawsze tak łatwo odkryć co mu dolega. Bóg, Los czy tak ludzi skonstruowali, że trudno nam do końca zrozumieć jak ta ludzka maszyneria działa. Naszym ludzkim wytworom daleko do tego co przyroda stworzyła. Próbujemy naturę podejrzeć, coraz bardziej się zbliżamy, chcemy zastąpić Boga, uczynić człowieka nieśmiertelnym. Nie wiem jak daleko ten proces zajdzie, ale na razie uczymy się pokory wobec Natury.
Nawet przyczynę awarii samochodu czasami trudno znaleźć Jedni chcą być nieśmiertelni i zawsze zdrowi , a na przykład niektórzy alkoholicy oczekują na wynalezienie lekarstwa, które przywracałoby kontrolę nad piciem, jakby bez tego nie dało się być szczęśliwym. W każdym razie trzeba się pogodzić, iż nie zawsze da się postawić dokładną diagnozę. Gdy byłem w szpitalu na sześć osób na mojej sali dwie opuściło szpital bez postawionej diagnozy. Na szczęście uczciwy lekarz powie,ze nie wie, zdaje sobie sprawę, że nie jest Bogiem, nie wymyśla wydumanego rozpoznania.

Można bez...






Diagnozowanie jest szczególnie trudne w chorobach psychicznych. Nie ma tu USG, tomografii itp., jest co prawda EEG i testy psychologiczne, ale sądzę, że te testy i wywiady nie są do końca miarodajne. Temat testów i badań w psychologii to osobny temat. To takich chorób zalicza się /tak!/ alkoholizm, jakby ktoś miał wątpliwości, chociaż mówi się też o czynnikach społecznych itp. - ICD-10:
F10.2 – Zaburzenia psychiczne i zaburzenia zachowania spowodowane użyciem alkoholu /zespół uzależnienia/.

F10.8 – Inne zaburzenia psychiczne i zaburzenia zachowania w przebiegu zespołu uzależnienia spowodowanego używaniem alkoholu.

Tylko, że akurat w przypadku uzależnień gołym okiem widać destrukcję mniejszą lub większą i bardziej chodzi o szkody niż o dokładną diagnozę. Cytuję fragment mojej pracy dyplomowej –

Według mnie, nie są najistotniejsze fazy, istnienie lub nie istnienie uzależnienia. Są ważne, ale w późniejszym postępowaniu. Spróbuję uprościć omawiane zagadnienia, ponieważ mogą one sprawić czytelnikowi trochę kłopotu. Powiem podobnie, jak mawiała wybitna terapeutka Magdalena Ilnicka podczas treningów, w których uczestniczyłem w roku 1998, zorganizowanych przez Instytut Psychologii Zdrowia w Warszawie /cytuję z pamięci/:

– Albo ktoś chla alkohol i chlanie to szkodzi jemu oraz jego rodzinie, ma tego chlania dosyć albo nie.
Jeśli ktoś stwierdzi, że tak, to proponuję zgłosić się po pomoc.

Wiele osób ma takie zmiany, ze nawet dozorca parkingu stwierdzi chorobę, jak mówiła Magda. Czy człowiek psychicznie zdrowy jeździ pijanemu samochodem lub przegrywa pensje na automatach?

Ale znowu zboczyłem z tematu. Żeby się nie rozgadywać podsumuję, ale może w następnym poście.

Można bez...



Trudna diagnoza.

Z zakładu terapii uzależnień, gdzie realizowałem program terapii uzależnień /ładnie brzmi/ przyjechałem do znalezionego Ośrodka pełen optymizmu, jeśli chodzi o problemy zdrowotne. Dowiedziałem się, że przyjmuje tutaj ciesząca się w tutejszym środowisku sławą, jak się później zobaczyłem zadłużoną, Pani Doktor tzw. podstawowej opieki zdrowotnej. Nie nadążam – byli niedawno lekarze rodzinni?! Mówiło się pójdzie pan do lekarza rodzinnego – teraz się mówi – do lekarza POZ. Pani Doktor z podobnym jak ja optymizmem przystąpiła do leczenia.

niedziela, 10 czerwca 2018

Trzeba mieć zdrowie, aby się leczyć.


Tytuł posta niestety w naszym kraju ciągle bardzo aktualny.

Jak wspomniałem w poprzednim poście w którym zawiesiłem szukanie pracy i zająłem się zdrowiem. Myślałem, że sprawa będzie prosta. Wspominałem – Od paru ładnych lat zdarzały mi się infekcje górnych dróg oddechowych, bez wysokiej gorączki, ustępowały dopiero po dwóch, trzech seriach antybiotyków, ale ustępowały. Nie było to oczywiście normalne. Moja wspaniała rodzinna Pani Doktor twierdziła, że to po papierosach, nie lubiłem takich słuchać, ale wiedziałem, że ma rację. Poza tym od dziecka mam słabe płuca, oskrzela miałem co dwa tygodnie w dzieciństwie, wozili mnie co roku nad morze abym wdychał jod.




W takiej sytuacji głupotą skrajną jest kontynuowanie palenia i w sumie palenie jest chorobą o podłożu psychicznym –
F17.2 /wg ICD-10/– Zespół uzależnienia spowodowany paleniem tytoniu.

Żeby nie psuć sobie samopoczucia uruchomiłem System Iluzji i Zaprzeczeń, o którym już wspominałem. Bardo pomogła mi w tyn między innymi postawa Wisławy Szymborskiej, która do późnych lat paliła. Zwolniłem się też i ile mogłem z wyrzutów sumienie, które niszczą mi psychikę – nie dość, że palenie niszczy system nerwowy to ja jeszcze się przejmuję i pogarszam stan psychiczny.

Krótko przypomnę – połowie lipca 2017 roku gdy byłem na odwyku dopadła mnie taka infekcja. Objawy niby nie nasilone, ale powodujące dyskomfort, stany podgorączkowe, osłabienie, brak poczucia smaku – papierosy nie smakują wtedy. Byłem jednak twardy i paliłem dalej.
Myślałem, że sprawa będzie prosta i stosunkowo krótka, najwyżej trochę antybiotyku. Na odwyku zacząłem go brać do wyjścia nie pomogło było bez zmian. Nawiasem mówiąc podczas pobytu na oddziale uzależnień praktycznie nie ma możliwości leczenia schorzeń somatycznych. Trzeba się wypisać i pójść np. na oddział wewnętrzny, potem najwyżej powrócić na odwyk, aby dokończyć program terapii . Dzisiaj, jakby ktoś nie wiedział panuje specjalizacja. Jak byłem na oddziale płucnym i pojawiło się podejrzenie wrzodu /wrzoda jak lubię przekręcać/ żołądka, nie można było tego zrobić chociaż endoskop był 20 metrów od mojego łózka. Endoskopię robiłem dopiero ambulatoryjnie po wyjściu ze szpitala.

Dlaczego zatrzymuję się nad takimi szczegółami?
  • Żeby podzielić się doświadczeniami procedur leczenia. Nie jest to takie proste jakby się wydawało, szczególnie jak się nie ma dostępu do internetu.
  • Są tam np. sugestie osób, które mają podobne dolegliwości i mają swoje doświadczenia, czasami są fajne podpowiedzi, ale są też zdarzają się głupoty;
  • Inne zastosowanie możliwość sprawdzenie na stronie http://kolejki.nfz.gov.pl jakie są kolejki do specjalistów, czasami w sąsiednim mieście nie jest to pół roku a trzy dni;
  • Czasami może być przydatna historia naszego leczenia finansowanego przez Narodowy Fundusz Zdrowia dostępna na stronie

      po uzyskaniu danych do logowania w wojewódzkim oddziale NFZ;
    • Oczywiście sporo osób leczy się u doktora Google – co jest mocno krytykowane przez lekarzy. Tak tylko spróbujcie zapytać większość lekarzy przyjmujących na fundusz o szersze wyjaśnienia odnośnie swoich dolegliwości, to usłyszycie...
    Gdy byłem u specjalisty poprosiłem o wypisanie tzw. informacji dla lekarza POZ, bez której lekarz POZ nie może wypisać leków ze zniżką na specjalistyczne leki usłyszałem od specjalisty

  • Ten lekarz ten się nie zna w internecie piszą głupoty. 

    Kiedy w końcu wypisał, zapytałem co oznacza F - /czy inna litera/ numer np.:F10.2 – Zespół uzależnienia spowodowany używaniem alkoholu.
Odpowiedział:
  • Zobaczy sobie Pan w internecie.


 
W tym miejscu dla ciekawości powiem, że gdy alkoholicy przebywają w ośrodku, hostelu, gdzie jest kontrolowana trzeźwość np. alkomatem, to widzę, że ICD-10 traktuje to też, jako rodzaj schorzenia –
F 10.21 Aktualne utrzymywanie abstynencji, ale w środowisku ochraniającym
ale też –
F 10.20 Aktualne utrzymywanie abstynencji – to znaczy że ja teraz chory na aktualną abstynencję?
Miałem już kończyć, ale przypomniałem sobie o jeszcze jednej dającej do myślenia sytuacji.


Mieliśmy z przewlekłą dolegliwością córki kłopot. Pojechaliśmy do europejskiej sławy specjalistki, autorki wielu książek na konsultację. Podczas wizyty pani Dr zapytała, o ile pamiętam,

edział:
  • Jaki antybiotyk brała ostatnio córka w szpitalu?
My odpowiedzieliśmy:
  • Nie wiemy tak dokładnie to lekarz leczy i my się na niego zdajemy.
Na to pani Dr
  • To jest wasze dziecko, a nie lekarza, wy leczycie a lekarz jest tylko waszymz konsultantem.
Tak samo jest jak leczymy sami siebie – trudno jednak przełamać stereotypy

Takich sytuacji i podobnych miałem, może kiedyś opowiem, Państwo zapewne też mieli dużo podobnych zdarzeń.
Już w na następnym poście po postaram się powrócić do przewodniego wątku.

Na zakończenie tego postu symbol - proszę zgadnąć czego?



Trzeba mieć zdrowie, aby się leczyć.


Tytuł posta niestety w naszym kraju ciągle bardzo aktualny.

Jak wspomniałem w poprzednim poście w którym zawiesiłem szukanie pracy i zająłem się zdrowiem. Myślałem, że sprawa będzie prosta. Wspominałem – Od paru ładnych lat zdarzały mi się infekcje górnych dróg oddechowych, bez wysokiej gorączki, ustępowały dopiero po dwóch, trzech seriach antybiotyków, ale ustępowały. Nie było to oczywiście normalne. Moja wspaniała rodzinna Pani Doktor twierdziła, że to po papierosach, nie lubiłem takich słuchać, ale wiedziałem, że ma rację. Poza tym od dziecka mam słabe płuca, oskrzela miałem co dwa tygodnie w dzieciństwie, wozili mnie co roku nad morze abym wdychał jod.

środa, 6 czerwca 2018

Kiedy jestem zdrowy?


Miałem pisać o zdrowiu fizycznym, ale przecież jak ogólnie wiadomo obecnie mówi się o jedności – somy i psyche. Coraz więcej opinii, przynajmniej mi tak się wydaje, skłania się ku temu, że wszystkie choroby – biorą się z głowy. O ile pamiętam tak twierdziła moja terapeutka, wybitna trenerka podczas sesji tzw. Programu Rozwoju Osobistego w Centrum Edukacji i Psychoedukacji Instytutu Psychologii Zdrowia P.T.P. w Warszawie. Wobec tego postaram się omówić zdrowie zdrowie fizyczne i psychiczne razem, chociaż jak zwykle – mam trochę odmienne zdanie.




Upraszczając – sądzę, że większości chorób wolą wyzdrowienia nie da się wyleczyć. Podam taki prosty przykład – infekcja bakteryjna. Bez antybiotyku różnie bywa, ale oczywiście szybciej się zdrowieje z pozytywnym nastawieniem do życia. Depresję znowu /zaburzenie o charakterze depresyjnym / leczy się lekami, ale po pierwsze nie wiadomo do końca na ile są one skuteczne, a po drugie przechodzi często i bez leków, szpitala.

Ja jak mam stan podgorączkowy, boli żołądek cz łamie w stawach jestem do niczego i nie mogę prawie nic robić, a jak się wezmę na siłę za jakąś robotę jestem niewydajny. Oczywiście może to się czasami łączyć ze stanami depresyjnymi. Jednak w okresie długiej abstynencji takie stany to pojedyncze przypadki, a często nieżyty oskrzeli. Po antybiotykach chęć do roboty wracała. Oczywiście można dalej dywagować, że skłonność do depresyjnych stanów spryja zachorowaniu na oskrzela, ale ja myślę, że bardziej np. palenie papierosów sprzyja temu.

Zacytuję definicje zdrowia, które umieściłem w swojej pracy magisterskiej wraz z komentarzami.

Definicje zdrowia mają wiele wspólnego z definicjami jakości życia, istnieje związek pomiędzy tymi pojęciami /por. Oleś 2002, s. 37/. Zdrowie definiuje się w różny sposób, określa jako:
  • Stan mówi się tu o zdrowiu jako o pełnym dobrostanie fizycznym, psychicznym i społecznym – tak przyjmuje ją Światowa Organizacja Zdrowia WHO Jest to definicja starsza krytykowana między innymi za to, ze pojęcie dobrostanu w niej użyte jest niejasne i za nieuwzględnienie elementów rozwoju człowieka / Dąbrowski 1981/.
  • Dyspozycję np.: Zdrowie to poddająca się zmianom zdolność człowieka zarówno do osiągania pełni własnych fizycznych, psychicznych i społecznych możliwości, jak i reagowania na wyzwanie środowiska /Heszen-Niejodek 2000 s. 458, za: Słońska i Misiuna 1993/. Do tego nurtu można zaliczyć definicję zdrowia psychicznego sformułowaną przez Dąbrowskiego: jest to zdolność do wielopłaszczyznowego i wielopoziomowego rozwoju psychicznego /Dąbrowski 1981 s. 29/.
  • Proces poszukiwania i utrzymywania równowagi w obliczu obciążeń, z którymi nieustannie ma do czynienia organizm /Heszen-Niejodek 2000 s. 458/, jest to stanowisko Antonovsky’ego /1979/.

Jeżeli kogoś interesują tytuły cytowanych prac to podam je na końcu postu.

Podoba mi się podejście dynamiczne w tej ostatniej definicji. Fragment wyróżniony tłustym drukiem kojarzy mi się z trzeźwieniem, wyróżniony z sytuacją kryzysową, o której często wspominam.

W tym miejscu Bardzo, bardzo polecam ciekawy artykuł – Jerzy Vetulani – Co mózg mówi o człowieku. W wydaniu specjalnym Tygodnika Powszechnego z nr 1 25.04.2018.

Mózg to w ogóle ciekawa rzecz – zlepek związków pierwiastków, z których składają się komórki, tkanki itd. Podobno ten zlepek jest siedzibą myśli, uczuć i chyba duszy. Gdyby tak z człowieka została sama głowa zasilana sztucznie to byłby to człowiek i żyłby? Strasznie bredzę i jakieś science fiction czy fantasy – a co sobie będę żałował wyobraźni!
W zasadzie Stephen William Hawking słynny sparaliżowany fizyk praktycznie używał tylko głowy.

Takie teoretyczne rozważania są ciekawe, ale w tej chwili bardziej nas interesuje praktyka. Powyższe przemyślenia to temat na rozprawy psychologiczno-psychiatryczno -neurologiczno- pedagogiczne.

Ponieważ rozpisałem się bardzo, a miał być krótki wstęp, na dzisiaj kończę pisanie. W dalszym pisaniu wrócę do naszej recepty – jak wyjść z głębokiego kryzysu. 

Na zakończenie dzisiejszego postu zdjęcie Sir Winstona Churchilla. Dlaczego on – wiadomo już chyba, ze jestem przewrotny.
Powszechnie wiadomo, że prawie dziewięćdziesięcioletni Sir Churchill na pytanie o sekret długowiecznego w niezłej kondycji odpowiedział – No sports, just whisky and cigars.
Oczywiście nie cytuję tego powiedzenia, żeby zachęcić do picia i palenia, wierzę w mądrość czytelnika. Jest to żywy przykład, jak aktywność człowieka wpływa na długość i jakość życia




Literatura:

Piotr Oleś – Jakość życia w zdrowiu i w chorobie. Piotr Oleś, Stanisława Steuden, Jerzy Toczydłowski /red./:– Jak świata mniej widzę: zaburzenia widzenia a jakość życia.

Dąbrowski Kazimierz – Co to jest zdrowie psychiczne?. Dąbrowski Kazimierz /red./: Zdrowie psychiczne.

Irena Heszen-Niejodek – Teoria stresu psychologicznego i radzenia sobie. Strelau Jan – Psychologia. Podręcznik akademicki.
 

Kiedy jestem zdrowy?


Miałem pisać o zdrowiu fizycznym, ale przecież jak ogólnie wiadomo obecnie mówi się o jedności – somy i psyche. Coraz więcej opinii, przynajmniej mi tak się wydaje, skłania się ku temu, że wszystkie choroby – biorą się z głowy. O ile pamiętam tak twierdziła moja terapeutka, wybitna trenerka podczas sesji tzw. Programu Rozwoju Osobistego w Centrum Edukacji i Psychoedukacji Instytutu Psychologii Zdrowia P.T.P. w Warszawie. Wobec tego postaram się omówić zdrowie zdrowie fizyczne i psychiczne razem, chociaż jak zwykle – mam trochę odmienne zdanie.

poniedziałek, 4 czerwca 2018

Co jeść?

Jak już znalazłem miejsce do tymczasowego zamieszkania, pora coś zjeść, ogolić się, papier toaletowy itd, wziąć leki itp.

Często miejsce zamieszkania wiąże się z podstawowym wyżywieniem, ale jak już wspomniałem raczej pewne rzeczy trzeba dokupić: przybory toaletowe, trochę żywności, bilety na przejazdy.




Nałogowcy papierosowi mają duży problem, ale w różny sposób kombinują. Oczywiście jak twierdzą niektórzy, często neofici – można bez tego żyć, ale prawdziwy nałogowiec jest tak uzależniony, ze dużo zrobi, aby zdobyć papierosa. Papieros płaski /to znaczy mniej lub bardziej przydeptany/ też da się palić. Jak czytałem chyba też we wspomnieniach Grzesiuka Pięć lat kacetu. W obozach koncentracyjnych za papierosa ludzie oddawali chleb.

 
Skąd na początku do pozyskać środki wv przypadku kiedy mamy zero lub minus do wypłaty
Na początek postępujemy jak poprzednio – https://www.problems.pl/2018/05/gdzie-zamieszkac.html

  • ośrodek pomocy społecznej właściwy dla miejsca ostatniego stałego zameldowania, jeśli znajdziemy lokal daleko od siebie – tu trochę potrwa.

A na szybko –
  • partnerka jeśli jest – tu różnie albo ma głęboko w poważaniu po dokonaniach partnera , albo włazi w tyłek z nadzieją że tym razem na pewno i w to wierzy, czasem bardziej niż alkoholik;
  • dalsza rodzina– tu też różnie bywa;
  • trzeźwiejącymi już jakiś czas alkoholicy z Ruchu AA – tu głównie otrzymamy słowa pocieszenie, życzenia pogody Ducha i zachętę – będzie dobrze;
  • przyjaciele – jeśli jacyś zostali mi jeden szczególnie pomógł;
  • znajomi z dawniejszych i nowszych czasów;
  • przypadek np. znalezione 50 zł – na to bym nie liczył;
  • inny niespodziewany pieniądz - miałem taki fart opowie m przy okazji.

Na początek parę groszy jest potrzebne chociażby na busa, że by dojechać do jakiejś dorywczej pracy lub na znaczek żeby wysłać wniosek do pomocy społecznej /nie opieki/. W tym przypadku podpowiem, że ośrodki pomocy honorują maile, które można wysłać za darmo z Urzędu Pracy lub ze smarfonu itp.

I następna ważna sprawa na początek – ubezpieczenie zdrowotne, jeśli go nie mamy. Na odwyku było niepotrzebne, ale już tam można było go załatwiać.
  • jako poszukujący pracy w urzędzie pracy;
  • w pomocy społecznej;
  • przy żonie, jeśli mamy ją i pracuje lub jest emerytką.

Teraz muszę podać propozycje dość prostych sposóbów, aby rozwiązać za jednym razem te trzy problemy –
  • bezdomność;
  • brak środków do życia;
  • bezrobocie.

Te metody to
  • praca legalna z mieszkaniem w kraju lub zagranicą – Czechy lub bardziej na zachód;
  • praca na czarno z mieszkaniem w kraju lub zagranicą – w tym drugim przypadku coraz trudniej o taką.

Dla mnie problem jest taki, że są to przeważnie, choć nie tylko, ciężkie, fizyczne prace w budownictwie i rolnictwie. To nie dla mnie, chociaż żona i ludzie zarzucali i niektórzy dalej zarzucają, że mi się nie chce pracować w związku z tym nabawiłem się kompleksów. W ich leczeniu dużo pomogły mi rozmowy z terapeutą na temat pokory, ale to osobny temat.


 
Bardzo mało pracowałem w życiu fizycznie chociaż, szczególnie za młodu stosunkowo dużo zajmowałem się domem i ogrodem. W szkole uprawiałem bardzo mało sportów WF był dla mnie traumą. Sporo jeździłem na rowerze i trochę pływałem.

W czasie nawrotu picia wiadomo – tydzień picia, tydzień dochodzenia do siebie w domu lub na odtruciu na oddziale detoksykacyjnym lub psychiatrycznym, dwa trzy tygodnie szukania pracy lub pracowania.

Oczywiście wcześniejsze zaniedbania wynikły za wszystkiego go po trochę –

  • Złe nawyki – brak treningu. Po obudzeniu kawa z papierosem na śniadanie. Pracę miałem przeważnie taką, która wymagała latania załatwia lub jeździłem samochodem lub siedziałem za biurkiem;
  • genetyka – szczupła budowa ciała – co nie tłumaczy kondycji;
  • Brak wzorców – Tatuś nie dał mi wzorców, bo go nie znałem, nie znam do dzisiaj, mało mnie to obchodziło a może to źle. Zapewne już nie żyje. Co prawda miałem mamusię która lubiła pływać i nauczyła pływać, ale wychować nie umiała i czasu nie miała.

Również ze względu na to, że moja sytuacja zdrowotna pogarszała się, odpuściłem sobie szukanie pracy wziąłem się za swoje zdrowie, o czym w następnym poście. Byłem na jednej próbie w hurtowni, ale sam widziałem byłem nie bardzo, szukanie w tym momencie stało się bezsensowne. Zacząłem też projektować bloga, poprawiać CV, próbowałem wznowić naukę języków, kompletować dokumenty potrzebne do uzyskania stopnia niepełnosprawności.

Co jeść?

Jak już znalazłem miejsce do tymczasowego zamieszkania, pora coś zjeść, ogolić się, papier toaletowy itd, wziąć leki itp.

Często miejsce zamieszkania wiąże się z podstawowym wyżywieniem, ale jak już wspomniałem raczej pewne rzeczy trzeba dokupić: przybory toaletowe, trochę żywności, bilety na przejazdy.

czwartek, 31 maja 2018

Gdzie zamieszkać?

Gdzie zamieszkać?

Chcę w tym miejscu przypomnieć, że drogę do nowego trzeźwego życia opisuję głównie w odniesieniu do własnych doświadczeń choć z odwołuję się do obserwacji poczynionych podczas mojej działalności
I tak jak powszechnie wiadomo są różne sytuacje – 

 
  • niektórzy próbują trzeźwieć ambulatoryjnie – poradnia, mitingi AA, albo tylko jedno lub drugie, wtedy przeważnie choć nie zawsze nie ma problemu mieszkaniowego;
  • inni – realizują program terapii na odwyku lub w poradni uzależnień dochodząco, tutaj częściej się zdarza, że nie ma gdzie wracać. Bywa, że po powrocie małżonkowie dzielą mieszkanie i lodówkę na pół;
  • jeszcze inni próbują nie pić /czy też trzeźwieć?/bez żadnego wsparcia, niektórzy idą w zaparte – tu też z mieszkaniem bywa różnie.

Z zagadnieniem mieszkania łącza się inne problemy dotyczące wzajemnych relacji w rodzinie, ale to oddzielny temat.

Utrata mieszkania nie zawsze jest związana z istnieniem uzależnienia. Są rożne sytuacje w życiu – np. ryzykowne interesy i kredyty, choroba psychiczna.

Mam nadzieję, 
że te moje sugestie przydadzą się również w innych sytuacjach.

Działania tu opisywane mogą być trudne dla osób, które mają opory psychiczne przed nimi – wstyd, poczucie niskiej wartości, przekonanie o przegranym życiu – wtedy – pomoc psychologiczna przyjaciół i fachowców.
Skupię się w tej chwili na szukaniu mieszkania w przypadku gdy po pobycie na oddziale leczenia uzależnień ktoś nie ma gdzie wracać. Opiszę tą sytuację odwołując się do swojego przykładu. 










Kiedy jako tako zadomowiłem się na odwyku zacząłem od razu rozglądać się za pracą , a najlepiej za pracą z mieszkaniem. Wykorzystywałem w tym akurat momencie w zasadzie tylko smarfon i laptopa do obsługi internetu i rozmów telefonicznych. Bezpośrednie wizyty u pracodawców były w tych warunkach utrudnione.

Teraz muszę napisać dwie uwagi –
Po pierwsze – zamiast elegancko – oddział, czy zakład leczenia używam określenia odwyk, chociaż ma ono pejoratywny odcień /mający ujemny odcień lub znaczenie/, podobnie jak alkoholik. Ładniej osoba uzależniona – a może jeszcze ładniej osoba o zaburzeniach uzależnieniowych, zaburzeniach zachowania związanych z nadużywaniem alkoholu? Chyba w amerykańskiej klasyfikacji chorób i zaburzeń jakoś tak to jest ujęte. Może nie tyle ładniej co mniej oceniająco – te ostatnie określenia oddzielają osobę od człowieka. Określenie – alkoholik, jakby może trochę jakby deprecjonuje /spadek wartości towaru lub dobra/ człowieka. Może szczególnie przy tzw. pierwszym kontakcie lepiej nie używać tego określenia?

W każdym razie będę dla uproszczenia używał określenia odwyk, ale już w dalszej części bloga postaram się używać poprawnej polszczyzny, chociaż mam kłopoty gramatyką i potrzebuję w tym zakresie pomocy.

Po drugie – z tego co wiem
sytuacja jest taka -

  • Na niektórych odwykach nie można mieć swojego telefonu albo można ze korzystać ze swojego okazjonalnie, nie można mieć też laptopów.
  • Na innych można używać telefon, a laptopa nie. Internet np w jakimś klubie pacjenta w określonych godzinach.
  • Na jeszcze innych mieć i korzystać z telefonów i laptopów bez ograniczeń.

K- na innych można używać telefonu laptopa nie a internet np w jakimś klubie w ok

Całkowite ograniczenie zakaz korzystania z tych osobistych środków komunikacji ze światem zewnętrznym ma według mnie sens wtedy, gdy ktoś ma mieszkanie, pracę środki do życia i ma pozałatwiane większość spraw poza odwykiem na wolności, zostały mu tylko drobne załatwienia np. zwolnienie lekarskie, zaświadczenie o pobycie.

W przypadku, kiedy ktoś ma prawie całkiem w d..... jak ja miałem takie ograniczenia to spory problem. Żeby znaleźć początek nowej drogi wykonałem dziesiątki telefonów i przejrzałem bardzo setki stron internetowych. Szukałem pracy, miejsca do zamieszkania, pracy z mieszkaniem, środków do życia. O tych środkach w następnym poście.

Niektórzy terapeuci sugerują, że w tym celu można korzystać z ogólnodostępnego telefonu na oddziale jeżeli się nie ma możliwości korzystania ze swojego. Ja sobie tego nie wyobrażam...

W tym okresie bardziej skupiłem się na szukaniu miejsca do zamieszkania, środków do życia. Mniej na pracy z mieszkaniem, ponieważ zacząłem mieć kłopoty zdrowotne typu somatycznego, o czym pisałem w poście –
Kryzys, czy nawrót?

O właściwym szukaniu pracy będzie w dalszej części bloga.

Jak szukałem – miejsca w internecie, osoby, instytucje:

  • Ośrodek pomocy społecznej właściwy dla miejsca ostatniego stałego zameldowania. W nagłych przypadkach np. miejscowy;
  • Koledzy z Ruchu AA, których poznałem w okresie dwudziestoparoletniej abstynencji;
  • Koleżanki i koledzy z dawniejszych i nowszych czasów;
  • Terapeuci, lekarze.

Poza tym wpisywałem w wyszukiwarkę Google poniższe hasła – potem dzwoniłem i pisałem maile, kiedy była potrzeba;

  • schronisko dal osób bezdomnych;
  • hostel dla osób uzależnionych;
  • praca z mieszkaniem
  • itp.

W razie pytań proszę pisać w komentarzach lub na maila tadeusz17@gazeta.pl – odpowiem w miarę szybko. Dalej będzie o jedzeniu.
na zakończenie tego postu, ładna koleżanka, która może nam towarzyszyć, jak zapijemy i nie znajdziemy miejsca do spania.