środa, 13 czerwca 2018

Zdrowieję chorując.


Dlaczego rozpisałem się o zdrowiu?

Uważam, że w pierwszym roku niepicia główną przeszkodą, nie tylko u mnie, jest problem zdrowienia psycho-fizycznego. Chociaż u różnych osób różnie początek trzeźwienia wygląda. U mnie barierą może ważniejszą był brak środków czyli pieniędzy i mieszkanie. Osoby uzależnione gdy na zajęciach lu mitingach jest mowa wartościach to na pierwszych miejscach wymieniają zdrowie, miłość itp. Ogólnie się zgadzam, lecz bez pieniędzy trudno się leczyć. Do lekarza trzeba czasami dojechać, trzeba wykupić lekarstwa. O swoich przygodach z leczeniem opowiadałem poprzednio. Jak już np. znalazłem bezpłatne spanie to jednak musiałem pożyczyć pieniądze na bilety, żeby do niego dojechać. Pieniądze dają podstawowe poczucie bezpieczeństwa /trójkąt Maslova/.




Niektórzy ludzie po wypiciu alkoholu miewają tzw. kaca, nie jest to dobre, to już jakieś ostrzeżenie. Rasowi alkoholicy miewają natomiast cęsto objawy zatrucia alkoholowego, objawy odstawienia. Objawy odstawienia miewają też jednak nałogowi hazardziści, gracze, seksoholicy, lekomani.
U osób uzależnionych od alkoholu na początku abstynencji występuje zazwyczaj tzw. – alkoholowy zespół abstynencyjny w skrócie AZA, w ICD-10 ma symbol F10.3. Jest on szeroko opisany np. przez prof. dr hab. Marcina Wojnara – Alkoholowy zespółabstynencyjny i psychozy alkoholowe rozpoznawanie i postępowanie.


Literatura opisuje etapy trzeźwienia np. – tu i tu. W skrócie są to fazy –

1 – 14 dni – odstawienia.
15 – 45 dni – miodowego miesiąca.
46 – 135 dni – muru.
136 – 365 dni – przystosowania.


Takie wyszczególnienie wyszczególnienie okresów jest oczywiście umowne. Wszystko – długość i intensywność, zależy od wielu czynników –
  • długość ciągu;
  • ilość spożytego alkoholu;
  • dodatki np. dopalacze;
  • uszkodzenia ciała np. pobicie;
  • kondycji psychofizycznej;
  • sposobu picia – do oporu lub lekki rausz – dawniej zwany sposobem angielskim, ale po pobycie w Anglii zweryfikowałem u siebie ten pogląd.
Inną grupę stanowią czynniki psychiczno-społeczno-rodzinne;
  • straty materialne – pieniądze;
  • też materialne, zniszczenia – mieszkania, auta, zastawienie telefonu;
  • odrzucenie prze rodzinę;
  • utrata pracy lub konflikt szefem;
  • sprawy karne – przemoc domowa – jazda pijanemu;
  • żal po stracie, poczucie winy, wyrzuty sumienia;
  • która to próba powrotu to trzeźwego trybu życia;
  • i wreszcie – przypadek, który mnie szczególnie interesuje – budowa nowego życia po powrocie do picia po długiej np. dłuższej niż dziesięcioletnia abstynencja.

Są cechy wspólne, są i specyficzne cechy wymienionych trudności. Ja skupię się głównie na swoim przypadku.
Jeżeli weźmiemy pod uwagę wymienione fazy to słusznym wydaje się proponowanie niektórym alkoholikom pobytu w hostelu dla osób uzależnionych, gdzie przez pewien czas przebywają w środowisku chronionym. Kolega który był na jeździe na Słowacji przekazał nam że w rozmowie z nim słynny doktor nauk medycznych, specjalista psychiatra Bohdan Tadeusz Woronowicz stwierdził, że nie zgadza się z pomysłem pobytu alkoholików w hostelach.
Sądzę, że taka opinia wynika niskiej efektywności niektórych hosteli, to znaczy stosunkowo mało osób po takim pobycie zachowuje abstynencje przez dłuższy czas. Uważam, że to z kolei wynika z nie najlepiej zbudowanego programu pobytu. Paradoksalnie przedłużanie nadmierne pobytu nie służy wg mnie zdrowieniu.

Osoba uzależniona mało doświadczona w życiu z abstynencją wyobraża sobie, że jak przestanie brać, pić, grać, złościć się, palić/?!?/ po odtruciu będzie już wszystko cacy. Czasami tak bywa następuje faza miodowego miesiąca. W pracy się układa, rodzina w siódmym niebie, komornik poszedł na układ. Nieczęsto się zdarza, ze trwa to długo. Jeśli nawet w sferze przyziemnej wszystko się układa to psychice zaczyna czegoś brakuje. Nałóg coś dawał, po coś piłem, kiedy przestałem powstała dziura – trzeba ja czymś zatkać. Zacząłem o tym pisać w wątku PO CO?. To jest temat na osobny artykuł.

Ostatnio pisałem o swoich kłopotach zdrowotnych. Można sztucznie /?/ podzielić na te pochodzenia cielesnego /np. poziom serotoniny/ i psychicznego czy duchowego.
Jeżeli ktoś chce się dowiedzieć dowiedzieć jak fachowo nazywają się jego przekonania odnośnie tego podziału to polecam psychotest – wydanie specjalne nr 1 z 25.04.2018 Tygodnika Powszechnego, Wszystko co wiemy str. 84.








eraz dalej jednak nie wiadomo, czy kłopoty typu bardziej somatycznego wynikły z:
  • ostatniego ostatniego okresu picia i trybu życia z tym związanego;
  • poprzedniego okresu picia z picia 40-30 lat temu;
  • z zaniedbań w okresie długiej abstynencji – niedoleczone pewne dolegliwości, kawa i papieros na śniadanie, brak ruchu, czasami niepotrzebny stres /piszę o tym ostatnim w poście „Straty” z niepicia.
  • numeru PESEL.

Sądzę, że wszystko po trochę wpłynęło na moje zdrowie.


Poza tym jestem przekonany –
pod wpływem moich destrukcyjnych działań wyzwoliły się poczucie winy, żal po stracie, wyrzuty sumienia w dużym stopniu zapewne podświadome i niestety znowu – niedobór działań zapobiegawczych co z kolei wywołało depresję egzogenną nasilone – objawy somatyczne i psychiczne szpital /całe szczęście – w tym miejscu może u niektórych prawdopodobne zapicie, samobójstwo lub bardzo cieka i długotrwała choroba psychiczna lub somatyczna, ale jak u nikogo, nie straszę...

Bardzo ważna w tym momencie jest świadomość, że wiele tych dolegliwości w tym okresie /ok. jednego rok/ ma mniejszy lub większy związek nadużywaniem alkoholu w przeszłości bliższej lub dalszej, co według mnie nie jest jednoznaczne z sytuacją nawrotową. Czym w ogóle jest nawrót bez zapicia? Nie znam definicji, chyba,że wystarczy zdefiniowanie go za pomocą objawów, ale czy wtedy będzie różnił się od innego rodzaju kryzysu w życiu?

Ta świadomość, że wiele z moich kłopotów zdrowotnych, choć nie wszystkie, wynika z picia trochę uspokaja moje hipochondryczne wątpliwości.

Trochę przykładów –

Na początku pierwszego długiego okresu miałem przez ok. rok ataki polegające na że nagle serce zaczynało bić po stosunkowo krótkim czasie uspokajało się. Gdy byłem na zjeździe ruchu AA we Wrocławiu przebadałem si e w klinice kardiologicznej, gdzie pracowała moja ciotka jako lekarz. Wszystko było w porządku, przepisała tabletki do doraźnego stosowania.

Na początku obecnej drugiej ostatniej, do końca życia /?!/ abstynencji miałem obawy, czy oswoję się z uczuciem wstydu. Zasłużony działacz trzeźwościowy, pomagacz, pracownik pomocy społecznej – asystent rodziny zapił i to w tak destrukcyjny. Pomimo moich obaw stosunkowo łatwo poradziłem sobie ze wstydem. Brzydkie to pocieszenie, ale ja nie pierwszy zasłużony i długoletni zapiłem. Piszę o tym na stronie Tadeusz – pomagacz zzamiłowania. Dużo pomogły mi rozmowy terapeutą Pawłem. Dałem się przekonać, że nie jestem Bogiem, mam prawo do błędów w różnych sytuacjach życiowych. Czasami brak mi pokory. Warto rozwinąć ten temat.

Napisałem, zdanie po przeczytaniu którego niektórym, a może większości trzeźwiejących alkoholików skoczy gul – ostatnia abstynencja , do końca życia. Jest taka moda że zdecydowana większość trzeźwiejących osób zastrzega się, że dzisiaj nie piję /program 24 godzin/, tym tygodniu, miesiącu, jak Bozia da. Mi ponieważ jestem odmieńcem pomaga co innego, ale o tym w następnym spotkaniu.

Jak zwykle rozgadałem się, z nie dość, że miałem skończyć ten temat to jeszcze panowałem następny krótko poruszyć. Ale już jak wspominałem za bardzo nie przejmuję się ostatnio planami. Kierunek mojego projektu jest według mnie na dzisiejszy dzień dobry!

A jeśli chodzi o moje rozgadywanie to chyba jednak tak mam i nie powinienem się tym przejmować. Niektórych może to denerwować innym się podobać, nie dogodzę i tak.

Kiedyś w latach siedemdziesiątych, kiedy w Polsce obowiązywał, przypomnę młodym socjalizm we wspaniałej audycji radiowej Trójki – Sześćdziesiąt minut na godzinę, chyba /nie jestem pewien czy on i czy w tej audycji/ nieoceniany Jan Kaczmarek mówił mniej więcej taki tekst:

  • Kiedy jeżdżę z występami po Polsce nocuje w hotelach. Przeważnie w każdym hotelu jest radio i przeważnie zepsute, widocznie tak musi być, norma i nie ma się czym przejmować.



    Łatwo spaść...







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz