sobota, 3 maja 2025

Równia pochyła.

 Mam sygnały, że jak się na nią wchodzi wyświetla się ostrzeżenie - strona potencjalnie niebezpieczna. Nie wiem czemu tak jest, nie umiem tego zmienić - przepraszam jeśli są niedogodności.

Przed zaśnięciem przypominają mi się dobre i złe czasy. O obu nie ma oczywiście sensu rozmyślać, roztrząsać, ale to jakoś samo mi przychodzi, jak mawiali moi koledzy i klienci. Wspominanie obu przynosi ból. Ostatnio jakoś bardziej mnie dotykają mnie wspomnienia złych lat, chociaż dobrych też bolą, ale są momenty, że nie, bo było fajnie i szlak wszystko trafił, tak czy siak źle, lepiej nie myśleć o przeszłości i żyć dniem dzisiejszym tu i teraz, ale to trudne, a czasem trzeba. Myślenie o przyszłości jakoś mi tak nie szkodzi.

O niektórych rzeczach już pisałem, teraz trochę szerzej napiszę. Jak sobie tu w dpsie siedzę i sobie tak myślę o przeszłości to nie mogę pojąć jak mogłem tyle lat trwać w tym nawrocie picia, mając wiedzę, doświadczenie, umiejętności, trochę praktyki jako terapeuta.

W zasadzie nie wiem od kiedy liczyć nawrót picia. Choć na początku kiedy używałem według instrukcji nie było żadnych konsekwencji. Jednak faktem jest, że jako osoba uzależniona nie powinienem w ogóle brać leków zawierających alkohol, zresztą, już wtedy używałem dzień w dzień.

W ogóle zacząłem używać kropelek około roku 2013, czyli jak tak liczyć to miałem 23 lata bezwzględnej abstynencji, a nie 27 jak pisałem /taki system iluzji i zaprzeczeń/ 27 to względna abstynencja bez większych negatywnych skutków.
Tak w ogóle to mylą mi się daty z przeszłości dalszej i bliższej, nie pamiętam ich dokładnie. Ogólnie do tej pory mało wracałem do wspomnień.

Można mi zarzucić, że czasami będę  używał żartobliwych zdrobnień, nie jest to omijanie problemu, taki mam styl.

Nawrót picia można zwalić na przypadek, co oczywiście jest chyba niedorzeczne. Chociaż można czasami dyskutować co jest wolną wolą, a co nie jest. Ciekawy wykład między innymi na ten temat - Briana Greene'a - Śmierć myśli. Tak skończy się Wszechświat.

 Też zastanawiałem się kiedyś nad tym w którymś
 poście chyba Przypadek, nie pamiętam gdzie, trzeba by mi zrobić spis treści, wademekum czy skorowidz, zacząłem go robić, ale został na utraconym laptopie. Ale tu wkraczamy w filozofię, trzeba by zahaczyć o pojęcia z mechaniki kwantowej. Kiedyś wrócę do tych rozważań, a na razie trzymam się Ziemi.

Mieszkaliśmy wtedy jeszcze w naszym domu w miasteczku.

I tak - na podwyższenie ciśnienia, bo miewałem niskie, brałem cardiamid z kofeiną, ale przestali produkować. Kiedyś zaszedłem do apteki i zaproponowano mi Cardiol C, ja pomimo posiadanej wiedzy nie patrzyłem na skład od razu tylko później.
I wtedy zauważyłem, że jest w nim 70% alkoholu. Nie przeszkodziło mi to w dalszym używaniu, znowu system iluzji i zaprzeczeń.
Przypadek? - w życiu sam bym na to nie wpadł. 

Pracowałem wtedy jako asystent rodziny w miejskim ośrodku pomocy społecznej. Pracowałem trochę w biurze, w domu, ale głównie w terenie, jeździłem do klientów. Jak zacząłem już zacząłem używać te kropelki to rano troszkę, jak miałem przerwę w wizytach też odrobinę i wieczorem już trochę więcej. W weekend ile się dało, szczególnie wtedy jak pisałem różne sprawozdania co mnie mocno wkurzyło.

Uważałem, bo przeważnie jeździłem samochodem i bałem się dmuchania. Ale później sobie nie żałowałem i przestałem uważać.
Na początku brałem tyle ile zalecano na ulotce i nie było większych następstw, ale szybko zwiększyłem dawki. Na strychu piętrzyły się worki z buteleczkami. Było to szczególnie widoczne jak robiliśmy porządki przy sprzedaży domu i wyprowadzce.

Bywałem pod wpływem na zebraniach w pracy i w czasie wizyt u klientów. W końcu zaczęło to być zauważalne. Dyrektor wysłał mnie na urlop zalecając żebym coś z tym zrobił, a ja to olałem, kropelkowałem nadal. Uwagę mi zwracali przyjaciele, znajomi i oczywiście Żona. Ja oczywiście twierdziłem, że wszystko jest OK nic się nie dzieje, kompletny odlot.

Po przeprowadzce oczywiście kontyuowałem picie leczenie jak twierdziłem.
Pracowałem jakiś czas w gimnazjum jako nauczyciel wspierający. Rano nic nie używałem, bo szkoła, samochód. Ale zaraz po lekcjach szedłem do apteki, a po powrocie do domu bezpośrednio na ławeczkę.

Potem po zakończeniu pracy w szkole, była to umowa na czas określony, popłynąłem całkiem, nie miałem już żadnych hamulców. Nie szukałem pracy.
Kiedy mieszkaliśmy w pierwszym mieszkaniu przeważnie cały czas coś tam trochę grzebałem przy mieszkaniu.
Pykałem na laptopie, ale głównie używałem kropelek czyli alkoholu na ławce. Nie przeszkodziło to, że Żona poważnie zachorowała, zamiast być oparciem to ja ławeczka. Rano wychodziłem na ławeczkę, potem przerwa obiad i wieczorem dalej picie. Po przeprowadzce do innego mieszkania oczywiście kontyuowałem

W końcu przeszedłem na wódkę. Ciężko mi to szło nie smakowała mi, bo miałem zakodowane, że wódka nie dla mnie, ale się przełamałem i dałem radę, kropelki przecież cały czas uważałem za lek. Naprzód stosowałem wiśniówkę, a potem było mi już wszystko jedno.

W międzyczasie byłem krótko w Belgii, pracowałem jako pomocnik na budowie. Jednak szybko zakończyłem karierę, tak się napiłem, że siedziałem na chodniku i policja zwinęła mnie i zawiozła do... szpitala. Pełna kultura, kroplówka rano śniadanko wypasione. Przyjaciel u którego mieszkałem, wieloletni abstynent, zresztą mój wychowanek jak można tak powiedzieć,  wkurzył się mocno i odesłał zaraz do Polski.

I tak ciągnąłem, przepijałem i przepalałem kasę, która została po sprzedaży domu i zakupie i remoncie mieszkania i inną. Ta kasa miała być przeznaczona na wkład własn. Jak się skończyła zacząłem brać pożyczki, przestałem spłacać kredyty, wpadłem w spiralę długów. Dopiero teraz się z tego wyplątuję przeprowadzając upadłość konsumencką.

Niby nie stosowałem przemocy fizycznej, ale psychiczną i ekonomiczną owszem stosowałem. Trudno wytrzymać było z taką gnidą co tylko marudziła, piła, smrodziła papierosami i czasami podciągała pieniądze. Córka wtedy studiowała iberystykę i nie miała za bardzo w domu warunków do nauki. Nawiasem mówiąc ja jej pomogłem w rozwijaniu pasji do nauki hiszpańskiego. Gdzieś nie wiem jak chwyciła ten hiszpański, jak kupiłem jem pierwszy podręcznik, razem z Żoną wspieraliśmy ją w tym. No i Córka zaczęła słuchać w odróżnieniu od rówieśników hiszpańskich, południowoamerykańskich rytmów, oczywiście nie tylko. Np. Juanesa itp. w czasie naszej podróży do Bułgarii cały czas go słuchaliśmy aż do znudzenia.

W końcu Żona miała tego mojego zachowania dosyć i wygoniła mnie z domu. Byłem też 2 razy na odwyku w takim małym mieście. Blisko rok w hostelu dla uzależnionych, nieopodal słynnego uzdrowiska i jakoś nie piłem, chociaż niektórzy tam pili. Nie miałem tam wtedy problemu z utrzymaniem abstynencji.

Potem zaczęła się takie cykle po powrocie z hostelu -
[  ] Schronisko;
[  ] praca w ochronie;
[  ] picie;
[  ] zatrucie;
[  ] szpital psychiatryczny lub odtrucie;
[  ] i znowu schronisko i tak w kółko przez parę lat.

W końcu dostałem rentę i wraz z nią wyrównanie na podstawie takiej ustawy covidowej - ok. 20 tys.
Plan miałem taki żeby - hostel - stancja - trochę odpoczynek - praca - abstynencja i trzeźwienie - powrót do Rodziny jak zechcą przyjąć.

Wyszedł mi tylko sam początek hostel, a potem zacząłem nowy cykl -
[  ] hostel, czasami drogi hotel;
[  ] picie;
[  ] szpital;
[  ] i znowu stancja i tak w kółko.

Jak było do przewidzenia pieniądze się skończyły. W szpital ciężko dochodziłem do siebie, ale jakoś się pozbierałem, po drodze covid. Przed wyjściem dostałem trzynastkę, znalazłem fajną stancję i dobrą pracę. Ale ja jak to ja. Dwa bardzo źle się poczułem, i chyba późny zespół abstynencyjny lub nawroty depresji. Oczywiście leczyłem się wódką. Raz drugi się udało nie było konsekwencji, a trzeci raz jak zwykle ciąg, nie wiedziałem czy dzień, czy noc. Potem szpital - schronisko - rok szpitala psychiatrycznego i w końcu Dom Pomocy Społecznej gdzie przebywam do tej pory.

To duże zapicie w 2022 mnie dobiło. Od tego czasu do tej pory nie mogę dojść do siebie. Depresja i nerwy męczą mnie przez cały czas raz mniej raz więcej. Ostatnio dużo - odpukać lepiej. Pisałem o tym wszystkim w poprzednich postach.
Dawniej jak popiłem i się zatrułem stosunkowo szybko wracałem do normy. Dół psychiczny tydzień dwa i było OK, mogłem normalnie funkcjonować, pracować i oczywiście dalej pić. Chyba ten ostatni raz to było o jeden raz za dużo, ciało i dusza nie wytrzymały.
Cały czas zachodzę w głowę jak tak mogłem parę lat kontynuować ten gigaciąg mając wiedzę,  doświadczenie i umiejętności. Duża zagadka, jeszcze o tym pomyślę chociaż nie wiem czy jest sens, może szkoda czasu. A może taka analiza pozwoli mi zabezpieczyć się na przeszłość?

Nie da się ukryć, że odrobinę mam pretensje do Żony /po rozwodzie ale dla mnie dalej Żona/, mówią, że to myślenie alkoholowe, może trochę tak. Jednak mogła trochę inaczej postępować, np. pójść na miting Al-Anon czy do terapeuty dla współuzależnionych itp. Jej tylko łatwo przychodziło wzywanie policji jak już było gorzej. Jednak oczywiście nie twierdzę, że piłem przez Nią, trudno żyć z czynnym alkoholikiem, choć czasem i z niepijącym często niełatwo.

Trochę się znowu rozpisałem, a obiecałem sobie pisać krótkie posty, jednak tu chciałem szczegółowo opisać proces powrotu do nałogu po wielu latatach abstynencji. Sądzę, że może to być pomocne dla mnie jak i dla niektórych Czytelników. Może jakbym przeczytał coś takiego w czasie nawrotu picia szybciej bym go zakończył?

Zapewne łatwiej dostępne byłyby treści jakbym nagrywał filmy lub chociaż dźwięki, jednak w tej chwili nie bardzo mam warunki do nagrywania filmów i duży problem je na telefonie obrabiać. Może nagrywać i podać link?

W następnym poście opiszę jakie mam zamiary na dalsze pisanie. Teraz lepiej się czuję, mam czas, na razie do pracy nie mogę pójść,  jeszcze nie to zdrowie.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz