wtorek, 12 sierpnia 2025

Magda i emocje.

 Dzisiaj miałem co innego pisać. Jednak skojarzyło mi się co innego. Rozmawiałem z kolegą między inni o tzw. Programie Rozwoju Osobistego w Centrum Edukacji  i Psychoedukacji Instytutu Psychologii Zdrowia P.T.P. w Warszawie. Jest to 220 godzin treningu intra- i interpersonalnego i terapeutycznego będącego podstawowym przygotowaniem pracy z ludźmi.

Trenerką naszej grupy była Magda Ilnicka.




Źródło - Metrum.


To parę słów ze strony Metrum -

Dorobek Magdy:

  • Ponad 30 lat pracy terapeutycznej – prowadziła treningi interpersonalne i intrapsychiczne.

  • Certyfikowana specjalistka terapii uzależnień, rekomendowana przez Polskie Towarzystwo Psychologiczne.

  • Pedagożka i terapeutka DDA – pomagała dorosłym dzieciom alkoholików odzyskać równowagę i siłę.

  • Założycielka i filar Metrum® Szkolenia Coaching Doradztwo, gdzie przez 19 lat budowała jakość pracy zespołu.

  • Autorka publikacji o psychologii, relacjach i uzależnieniach.

Oczywiście ta krótka notatka nie oddaje piękna, wyjątkowości tej postaci, dlatego później napiszę o Niej trochę. Po zakończeniu programu przez dłuższy czas utrzymywałem z Magdą kontakt, zawsze kiedy nie zadzwoniłem mogłem liczyć na radę, sugestię. Ostatnio bardzo dawno do Niej nie dzwoniłem, ani nie pisałem wiadomo dlaczego – przecież piłem. Teraz po rozmowie z kolegą postanowiłem się znowu skontaktować, ale naprzód wszedłem do internetu no i niestety zobaczyłem, że już od dwóch lat nie żyje. Napełniło mnie to oczywiście wielkim smutkiem, bardzo żałuję, że tak dawno nie miałem z nią kontaktu.

Na PRO pojechałem po ośmiu latach abstynencji, zresztą taki był wymóg, 5 lat abstynencji. Były to zajęcia płatne chyba ok. 3 tysięcy, jednak ponieważ działałem w strukturach antyalkoholowych to Urząd Miasta mi to opłacił. To było chyba pięć zjazdów po tygodniu. Mogłem sobie na to pozwolić, ponieważ prowadziliśmy wtedy drobną działalność handlową w kiosku i Żona pilnowała interesu podczas moich wyjazdów. Zajęcia odbywały się w Warszawie nieopodal Dworca Zachodniego w Ośrodku Szkoleniowym Fundacji ETOH na ulicy Mszczonowskiej. Ciekawostką jest to, że Ośrodek, w zasadzie taki prawie barak mieści się między torami, ponieważ jest praktycznie zaraz przy dworcu i często dobiegały do nas odgłosy przetaczanych wagonów. Śmialiśmy się, że to tak specjalnie, żeby bardziej pobudzić emocje podczas zajęć. Mówiło się też nie idę do Ośrodka tylko – idę na tory.

Jak przyjechałem na to szkolenie to już miałem jakąś wiedzę o chorobie alkoholowej, byłem po paru mniejszych treningach i w swoim zarozumialstwie myślałem – co oni mogą mnie tu nauczyć. Czas pokazał jak bardzo się myliłem.

Grupy terapeutyczne były tak utworzone, że w każdej grupie była tylko jedna osoba z danego województwa, wzmacniało to dyskrecję. Były osoby uzależnione od alkoholu, współuzależnione i dorosłe dzieci alkoholików.


No i tak siedliśmy na materacach i zaczęło się. Naprzód było delikatnie, opowiadaliśmy o sobie itp. później już było trudniej.

Zajęcia opierały się w dużej mierze na psychodramach, opiszę to na swoim przykładzie. Jak wspominałem w wątku Moje dzieje

wychowywały mnie cztery kobiety – Babka, Mama, Babka cioteczna siostra Babki /szybko umarła jak miałem 7 lat/ i Ciotka jej córka. Ojca nie znałem, nie dochodziłem kto zacz i dopiero niedawno Mama na łożu śmierci wyznała mi nazwisko. Znalazłem jego w wnuczkę w niedalekim mieście, skontaktowałem się, okazało się, że Ojciec już nie żyje i że mam troje przyrodniego rodzeństwa. Miałem do nich pojechać, ale wtedy po rocznej przerwie w piciu wznowiłem używanie i nie wyszło. Długo by opowiadać, trochę pisałem o tym w wątku Moje dzieje ogólnie tylko powiem, że sytuacja w moim dzieciństwie i młodości była głęboko nienormalna, no może nie tragedia, nie było picia alkoholu, ani nic z tych rzeczy, były zawirowania innego rodzaju.

Rozdałem role do psychodramy wśród członków grupy, czyli ktoś był Babką inni Mamą itd. nie pamiętam jaką sytuację zaaranżowaliśmy, w każdym razie razie rozegrała się scenka bardzo dynamiczna, a ja cofnąłem się w czasie do młodości, poczułem to wyraźnie, to było niesamowite, potem były informacje zwrotne od grupy. Poczułem jasno, że w takim domu, pomimo, że nie było najgorzej nie miałem większych szans, aby wyrosnąć na całkiem normalnego człowieka, choroba alkoholowa oprócz może wrodzonych predyspozycji genetycznych nie wzięła się z powietrza. Później to bliżej objaśnię.

Prowadziłem też zajęcia w areszcie śledczym średnio 2 godziny w tygodniu. Niby były to zajęcia dla uzależnionych, ale przychodzili rożni osadzeni, po prostu niektórym nudziło się pod celą, mi to nie przeszkadzało, a zresztą każdy mógł coś skorzystać. Poprzez prowadzenie tych zajęć nauczyłem się inaczej patrzeć na ludzi. Tak jak w innych podobnych sytuacjach w kontaktach z tak zwanymi trudnymi przypadkami zacząłem dostrzegać w nich małe dziecko, którymś kiedyś byli, mieli swoje marzenia, plany.

Tu też skonstruowaliśmy psychodramę. Niektórzy grupowicze stali się na chwilę więźniami ja prowadziłem zajęcia. O ile pamiętam wyszło jako tako trochę zagubiony byłem, ale Magda stwierdziła, że do tego się nadaję.

Przy okazji tych psychodram były różne sytuacje, ujawniały się emocje. Jedną z koleżanek tak wzięło, że paru chłopów z trudem ją utrzymywało na materacu. Inna wyskoczyła przez okno, byliśmy na parterze, Magda za nią. Było też wiele innych podobnych historii. Naprawdę była to dogłębna terapia.

Natomiast wieczorem po zajęciach zbieraliśmy się wszyscy razem. Magda oczywiście też z nami była, Ona nie pracowała od gwizdka do gwizdka zawsze była dostępna także po zakończeniu PRO. Jak już wspomniałem też potem parę razy dzwoniłem do Magdy. Podczas tych spotkań słuchaliśmy między innymi muzyki, przytulaliśmy się czyli uczyli dotyku niekoniecznie z podtekstem seksualnym Problem był taki, że koleżanki i koledzy mieli ambitną muzykę jakiś ciężki rock itp. Natomiast ja miałem popularne przeboje polskie i trochę zagranicznych z lat osiemdziesiątych, dziewięćdziesiątych i nimi głównie posiłkowaliśmy się.

Jak wspomniałem zajęcia wywoływały wielkie emocje, mnie jak to zwykle mnie wzięło z opóźnieniem z całą mocą. Jak wracałem z Warszawy pociągiem po którejś sesji gdzieś tak w połowie drogi dopadły mnie znowu wspomnienia szczególnie dzieciństwa, ale i młodości, i lat picia. Ogromny żal, poczucie samotności i zagubienia wśród kolei życia. Wprost miałem ochotę wyskoczyć z pociągu. Na szczęście miałem przy sobie tabletkę Signopamu to mnie trochę uspokoiło, ale przez resztę całej drogi i jeszcze trochę w domu płakałem, nie mogłem przestać, było to takie odpuszczające.

W przerwach każdego zjazdu kupowałem jakąś prezencik dla Córki była wtedy jeszcze bardzo mała. Na jeden ze zjazdów przyjechałem naszym starym Polonezem. Potem po końcu którejś sesji dojechały do mnie Żona z Córką zwiedzaliśmy Warszawę, Córka dzielnie z nami na hulajnodze, którą chyba dostała na komunię. Jedną noc przespaliśmy w ośrodku, a drugą pod Mostem Poniatowskiego to znaczy, żeby było ciekawiej w takim hoteliku na statku, który cumował nieopodal mostu, nazywał się Aldona.

Czy uczestnictwo w PRO wpłynęło na moje życie? – niesamowicie! Stałem się całkiem innym człowiekiem, zupełnie zmieniło się moje postrzeganie świata, nauczyłem się lepiej rozpoznawać i pełniej odczuwać emocje swoje, klientów i otoczenia, poprawiły się moje relacje z rodziną i w ogóle z ludźmi. Nasze życie seksualne weszło na wyższy poziom.

Tak że podsumowując PRO było jak dotychczas jednym z najważniejszych wydarzeń w moim życiu. Dziękuję bardzo organizatorom, ale przede wszystkim Magdzie. Jak zwykle zastanawiam się czy spotkanie z Nią to przypadek Los, Bóg czy moja zasługa. Myślę, ze jedno i drugie. Przepadek, ale i gdybym nie trzeźwiał, nie udzielał się w działalności antyalkoholowej to też do tego spotkania by nie doszło. Bardzo żałuję, że nie doszło do jeszcze jednego spotkania z Magdą, ale wiadomo mój powrót do picia zaprzepaścił wiele fajnych możliwości, dobrze abym o tym pamiętał.

Pisanie tego postu zajęło mi trochę czasu, ponieważ w międzyczasie ustawiałem laptop, który dostałem za darmo od dobrego człowieka. Niby stary, ale fajnie chodzi, był na Windows 7, ale dało się uaktualnić do 10, wsparcie kończy się w październiku, ale ochronę da się przedłużyć o rok. Teraz inne życie i pisanie.

W następnym poście będę starał się dokończyć poszukiwanie sensu w tym wszystkim.












Brak komentarzy:

Prześlij komentarz