W
tym jak się spodziewam krótkim poście chcę zamieścić parę słów
o antycypacji, ponieważ
jest według mnie istotny w wielu miejscach szeroko rozumianego
trzeźwienia, w procesie budowania nowego życia nie tylko przez
osoby uzależnione. Samo słowo ma wiele znaczeń w różnych
dziedzinach życia. Mnie będzie interesować jego rozumienie w
psychologii a w szczególności w terapii rożnego rodzaju zaburzeń.
...lęk
antycypacyjny. Cechą charaktery styczną tego lęku jest to, że
wywołuje on dokładnie ten skutek, którego pacjent się obawia
/s.109/. Logoterapia wypracowała metody na zwalczanie tego lęku. Co
to za lęk? Można tak w uproszczeniu powiedzieć, ze jest to
samosprawdzająca się przepowiednia. Na początku pierwszej, długiej
abstynencji pilnie jeździłem na mitingi AA, niestety miałem wtedy
taką możliwość raz w tygodniu. Jak to na mitingach podawano kawę
lub herbatę, które trzeba było posłodzić. Jednak tak jak
przewidywałem ręka się trzęsła, cukier się rozsypywał.
Zastosowałem metodę trochę logoterapeutyczną nie wiedząc o tym.
Po prostu mówiłem przy słodzeniu – patrzcie jak mi się
trzęsie ręka. Przestałem chcieć to na siłę ukrywać i po
stosunkowo krótkim czasie przeszło.
![]() |
| Źródło - pixabay.com |
Jeszcze
dwa pojęcia o których krótko
- przesadne pragnienie – hiperintecja. Za bardzo ktoś się chce wykazać w seksie i to go paraliżuje, efekt u nie ma.
- Przesadna koncentracja na tym co pragniemy osiągnąć – hiperrefleksja. Rozumiem przez to zjawisko przypadek, kiedy trzeźwiejący alkoholik naczyta się jakie skutki osobowościowe może spowodować picie i przesadnie chce teraz być w życiu idealny przez co otoczenie i on sam często cierpią.
Technika
zwana intencją paradoksalną polega na tym żeby zapragnął tego
czego się boi. W moim przypadku byłby to założenie, że będą mi
się trzęsły ręce przy słodzeniu kawy.
Technika
ta jest również skuteczna w zaburzeniach obsesyjno–kompulsywnych
np. przymus nadmiernie częstego mycia rąk. Podobnie w zaburzeniach
snu. Im bardziej chcę zasnąć tym trudniej to się udaje. Próbuję
teraz, jak mam takie kłopoty strać się nie zasnąć – zaczyna
pomagać.
Wydaje
mi się że niektóre zaburzenia obsesyjno–kompulsywne są bliskie
zachowaniom o charakterze uzależnieniowym. O ile pamiętam Anna
Dodziuk, Leszek Kapler w książce Nałogowyczłowiek
opisują różne rodzaje uzależnień, między innymi uzależnienie
od zimnego prysznica. Facet stwierdził, że bardzo zdrowo jest brać
zimny prysznic, to prawda, ale zaczął go brać długo często co
doprowadzało do przeziębień.
Z
tymi zagadnieniami wiążą mi się niektóre problemy, które
występują w okresie trzeźwienia.
- Osoby uzależnione często w wypowiedziach używają zwrotu – jest możliwość, że kiedyś wrócę do nałogu. Jest to prawda, ale z drugiej strony jest to samosprawdzająca się przepowiednia, pewna furtka. Moja od wieków znajoma Doktor Psychiatra jak coś takiego powiedziałem odparła – a dlaczego masz wrócić, nawet o tym nie myśl. Owszem po wielu latach wróciłem, ale przez sporo lat to między innymi to zdanie pomogło mi uwolnić się od rozważań typu – napić się czy nie. Jak wspominałem w okresie, kiedy byłem w bardzo ostrym kryzysie nawet przez myśl mi to nie przeszło. Już prędzej myślałem o samobójstwie, co zresztą też było chore.
- Niektóre osoby uzależnione, jak już dzisiaj wspominałem nasłuchają się, naczytają o strasznych skutkach picia, czy brania przez co trudno im się wyzwolić z zaniżonego poczucia własnej wartości. Widziałem, ze niektórzy terapeuci, czy może tak zwani terapeuci traktują alkoholików z góry, jak osoby częściowo niezdolne do samodzielnego myślenia. Pamiętam kiedyś na zebraniu naszego stowarzyszenia, którego byłem współtwórcą, przy omawianiu jakiegoś zagadnienia kolega zauważył, że my, jako osoby uzależnione nie bardzo mamy prawo, czy jakby legitymację aby wypowiadać się na pewne tematy – szlak mnie trafił.
Wspomnę
jeszcze o trudności, którą musiałem przezwyciężyć –
wrodzonej nieśmiałości. Nie wiem, czy metoda ta wiąże się z
logoterapią, trochę chyba tak. Na początku miałem trudności z
zabraniem głosu na mitingach, bałem się tego. Podszedłem do
sytuacji zadaniowo i założyłem, że na najbliższym mitingu
zgłoszę się do krótkiej wypowiedzi. Pomalutku zacząłem robić
to coraz częściej.
Później
moja metoda wyglądała tak –
Kiedy
miałem załatwić jakąś sprawę w urzędzie, miałem zabrać głos
na mniejszym, a potem większym forum przygotowywałem się tak jak
aktor przed wystąpieniem w teatrze. Z grubsza układałem sobie w
głowie zarys tekstu. Potem wyobrażałem sobie, że jestem aktorem i
mam do zagrania rolę przed publicznością. Z czasem było coraz
łatwiej. Naprzód małe zebrania, posiedzenia komisji do spraw
rozwiązywania problemów alkoholowych, potem większe na przykład
gościnnie przed radą miasta, a też w teleturnieju Jeden z
dziesięciu. Co prawda odpadłem po pierwszej rundzie, ale
przeżyłem fajną przygodę, zobaczyłem telewizję od środka,
porozmawiałem z Tadeuszem Sznukiem, którego lubię od dawna. Inna
sprawa, że byłem mało skoncentrowany, ponieważ miałem wtedy
poważne problemy na głowie. Trudnością w tym tym teleturnieju
jest to, że jest bardzo mało czasu do namysłu.
Wspomnę
jeszcze o jednym kłopocie, który dotyka osoby uzależnione,
szczególnie na początku drogi – przyznać się a prawidłowo
uznać przed ludźmi, ze jest się uzależnionym. Nie – przyznać
się – bo choroba to nie jest wykroczenie ani przestępstwo. Trzeba
powiedzieć, że też inne choroby, które uchodzą za wstydliwe na
przykład mój pęcherz neurogenny, skutkuje to za dużą
częstotliwością potrzeby oddawania moczu, co bywa kłopotliwe i w
niektórych sytuacjach zachodzi potrzeba noszenia pampersa. Na
szczęście rośnie zrozumienie do takich chorób m. in. choroby
alkoholowej. Dużo dobrego zrobili w tym zakresie tzw. celebryci
opowiadając o swoich, często dość intymnych dolegliwościach.
W
moim przypadku nie było tak trudno opowiadać o swoim uzależnieniu,
ponieważ w moim małym mieście i tak dużo osób o nim wiedziało.
Mimo to przez ok. pięć lat mówienie o swoim problemie przychodziło
m z trudem, unikałem publicznych wystąpień, których tematem były
sprawy związane z moją działalnością alkoholową. Potem mi to
przeszło i poczułem się dużo lepiej. Oczywiście przy każdej nie
mówię o swojej chorobie. Często jest dyplomatycznie przemilczać
ten fakt, np. przy szukaniu pracy. Na spotkaniach alkoholików,
terapiach nie przedstawiam się Józek, czy Andrzej alkoholik, czynię
tak tylko na spotkaniach AA. Przecież jak mam wrzód na dupie nie
przedstawiam się Józek – wrzód. Warto także mieć na uwadze
rodzinę, nie zawsze życzy sobie ona, aby kojarzono ja z
uzależnieniem od alkoholu. Z tego też względu nie podaję na tym
blogu bliższych danych o sobie, może to też przeszkodzić mi w
poszukiwaniu pracy w przyszłości.
Jest
jeszcze wiele drobniejszych i grubszych trudności, jakie napotykają
osoby trzeźwiejące na swojej drodze. Zapewne będzie okazja aby do
tych zagadnień powrócić. I nie wyszło mi zbyt krótko, jak
pisałem na wstępie, lubię gadać. Żona mawiała – gadasz, aby
tylko gębą ćwiachać.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz