czwartek, 9 maja 2019

Zasoby.

Jak wspomniałem poprzednio będzie o moich dalszych poszukiwaniach. Natknąłem się w nich na cykl – Historia bez cenzury. Narratorem w nim jest taki fajny gość Wojtek Drewniak. Pokazuje on historię, która jest pomijana w szkole, nie bardzo upowszechniana, niezwykła lub po prostu zapomniana. 



Wbrew pozorom takie poznawanie historii dużo daje. Na przykład pokazuje, że pomimo narzekań na dzisiejsze czasy jeszcze nigdy odpukać w naszym regionie nie było tak długiego okresu bez wojen, możemy pomimo pana Rydzyka nie chodzić do kościoła bez konsekwencji, niby politycznie jest chodzić tak jak na pochody pierwszomajowe jeśli chce się zrobić karierę w polityce, ale to chyba już niedługo.. Nikt nie wylewa pomyj przez okno na ulicę, nie załatwia potrzeb fizjologicznych w kominku, nie wyrywa języka w ramach kary, nie przeprowadza operacji bez znieczulenia. Piszę – nikt, ale oczywiście wymienione rzeczy się zdarzają lecz są to wyjątki.
Historia uczy mnie dystansu do siebie, innych ludzi, rzeczywistości, świata. Daje wzory życia ludzi światłych i przykłady idiotów.

Kiedyś zacząłem interesować się historią, mam chyba do dzisiaj taką książkę z lat 30 XX wieku – Historia XX wieku. Bardzo ciekawie i obiektywnie napisana, o taki opis nie było łatwo w czasach tej naszej, pożal się Boże komuny.

W ogóle kiedyś i trochę później zacząłem się interesować wieloma rzeczami. Wiele z nich się przydało w mniejszym lub większym stopniu w dalszym życiu. Część dużą zainteresowań zaniedbałem z rożnych przyczyn – oczywiście picie, ale też zdarzenia losowe, brak możliwości albo nieumiejętność jej znalezienia. W okresie trzeźwości też w zasadzie pielęgnowałem tylko jako tako zainteresowania o charakterze uzależnieniowo-pedogogiczno-psychologicznym. Brak czasu, pieniędzy – czas to pieniądz – może nie umiałem ich zarobić? Nie przywiązywałem do nich należytej wagi? Ale to przeszłość, niezdrowo do niej wracać, tak twierdzi też Dale Carnegie /Przerwa i długi/, lecz z drugiej strony warto wyłowić to co było fajne i wykorzystać dzisiaj.

Tak dla przykładu interesowałem się
  • Fotografią za czasów klisz, myślałem nawet o szkole filmowo telewizyjnej – potem to zarzuciłem – zostało: fotograficzno-malarskie widzenie świata, znajomość zasad ekspozycji, pasja fotografowania ciekawych obiektów
  • Nauką języka francuskiego – miałem go w liceum, ale zaczynałem pogłębiać w domu, szybko mi przeszło – zostało: osłuchanie z językiem, trochę słów, jak nawet nie rozumiem znaczenia to słyszę słowo, w angielskim mało rozróżniam, sentyment do kultury francuskiej, szczególnie literatura i film, która kiedyś zdawała się być taka wysoka, a dzisiaj różnie.
  • Fizyką – byłem w liceum w klasie o profilu matematyczno-fizycznym, ale w domu czytałem np. Rogersa, też mi przeszło – zostało: znajomość podstawowych pojęć z zakresu fizyki klasycznej, takie zauroczenie fizyką. Teraz, o czym szerzej potem, zafascynowała mnie fizyka kwantowa.
  • - Budownictwo – studiowałem przez 6 chyba lat budownictwo na politechnice zaliczyłem 2,5 roku. Miałem ochotę na fizykę czy matematykę nauczycielską zresztą /nauczycielstwo to taka tradycja rodzina, córka kontynuuje/ ale ze względu na to że nauczyciele mało zarabiali poszedłem na inżyniera. Kiedyś uzasadniałem picie jako skutek nie do końca właściwego wyboru. Jednak budownictwo też mnie interesowało. Została: wiedza o podstawowych zasadach budowania przydatna przy drobnych remontach, przydała się też w pracy gdy prowadziłem biuro obsługi klienta fabryki okien.

  • Komputery – nie uważam się za znawcę w tej dziedzinie. Naprzód to życie zmusiło mnie do zajęcia się tą dziedziną. Jak podjąłem zaoczne studia pojawiły się prace zaliczeniowe. Naprzód pisałem ręcznie, potem dawałem do przepisania na komputerze, aż się zdenerwowałem. Nie dość, że płacę to jeszcze ktoś łaskę robi i nie mam do tego bezpośredniego wpływu np. na uzupełnienia. Poszedłem do kafejki internetowej i za pomocą kolegów zacząłem pisać sam. Potem internet zaczął być coraz bogatszy, zakupiłem pierwszy komputer. Zacząłem wykorzystywać komputer do prowadzenia działalności gospodarczej i do szukania pracy, zajęcia, jak biznesik zaczął się sypać. Zostało: Dość dobra znajomość wielu programów komputerowych, umiejętność skorzystania z bogatych zasobów internetu no i łatwiej mi pisać tego bloga.

Po co o tym opowiadam? Z jednej strony niektórzy terapeuci twierdzą, że takie powroty do minionego życia to chore. Carnegie też tak mówi, a jednak odwołuje się do minionych doświadczeń. Ja uważam, że przez moje dwadzieścia parę lat trzeźwości miałem wiele dobrych doświadczeń zarówno dobrych jak i złych, to normalne zarówno u osób uzależnionych, jak i nieuzależnionych. Jest z czego wybierać, mam zasoby pozwalające budować nowe życie – problem w tym, aby dobrze wybrać. Zresztą były i dobre momenty przed dużym piciem i czasami w czasie picia. Osoby z długą abstynencją mają co wybierać, a i ci z krótszą też coś znajdą. Można np. wrócić do młodzieńczych pasji, wykorzystać w pracy lub innej działalności zdobytą wiedzę.


Źródło - Barbara A Lane z Pixabay


O bardzo fajnej książce opowiadającej o skłonności natury ludzkiej wspomniałem na stronie – Co czytam i słucham – Leczenie uzależnionego umysłu – Lee Jampolsky. Dalej będzie trochę kontrowersyjnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz