niedziela, 15 grudnia 2024

Pomoc.

 Bardzo dawno nic tu nie pisałem. Wbrew pozorom trochę brak czasu, a trochę prokrastynacja czyli odkładanie na później, a trochę paskudne samopoczucie, które nie pozwala mi się za nic zabrać.


Miał być w końcu post optymistyczny choć trochę, ale bardzo trudno mi wydobyć coś pozytywnego z mojej obecnej sytuacji, może mam za mało pokory, wobec tego znowu się poużalam.

Od stycznia tego roku przebywam w domu pomocy społecznej w małym miasteczku. Warunki tu są dobre, ale to nie to co u siebie, nie ma porównania.

Chcę na początku podkreślić, że zdaję sobie doskonale sprawę, że moja tragiczna sytuacja jest skutkiem mojego postępowania - zaniedbań, braku uważności bezmyślności. Trochę problemów wynika z niezależnych ode mnie kłopotów z depresji, pęcherzem i kręgosłupem, niedosłuchem itd.

Jak do tego doszło opisuję między innymi na stronie -

Tadeusz - pomagacz z zamiłowania.

https://problems-aude.blogspot.com/p/blog-page_3.html

Z tym tylko że niektóre informacje są nieaktualne, ponieważ strona powstawała parę lat temu. Teraz mam 65 lat, a nawrót picia trwa ok. 8 lat z małymi przerwami, teraz nie piję.

Nie ukrywam, że pisząc ten post mam nadzieję, że przy okazji znajdę kogoś kto  będzie mógł mi pomóc, słabą mam nadzieję w tym zakresie, nie wiem już co robić i czepiam się wszystkiego.Tu odsyłam - https://zrzutka.pl/9ryut5
lub jak ktoś woli numer konta - Mbank
11 1140 2004 0000 3702 7731 7390




Tylko nie wiem jak z podatkiem? Może w tytule przelewu wpisać np. pożyczka, albo nic nie pisać.



Ale ja też mogę jeszcze komuś pomóc.
Nawaliłem na całej linii, jednak nie wszystko straciłem. Zostały doświadczenie, wiedza i umiejętności. Piszę o tym na przywołanej wyżej stronie. Proszę śmiało pisać jakby co, odpowiem.

Nie wiem na ile interesują Czytelnika moje problemy, ale piszę. O niektórych pisałem już wcześniej. Między innymi w postach -

Zdrowie czy kasa?

Psychiatria.

https://problems-aude.blogspot.com/2024/08/psychiatria.html
Zapewne będę się powtarzał, ale tu spróbuję podsumować sytuację. W zasadzie nic się nie zmienia, a jak się zmienia to raczej na gorsze.

Zapewne wydaje się  moim Paniom, Żonie /po rozwodzie, ale dla mnie ciągle Żona/, że ja tu siedzę grzeję tyłek  w domu pomocy społecznej zadowolony i nic mnie nie obchodzi. Otóż tak nie jest, bardzo mnie boli ta sytuacja z Córką i inne ze mną. Zabierają Córce kupę pieniędzy za mój pobyt w domu, zostawiają tylko 2200, nie mam z nią kontaktu już od ok. 8 lat. Może
Żona ogromnie wściekła, nie chce w ogóle rozmawiać, a jak już to klnie
. Obie już mnie skreśliły, kompletnie mi nie wierzą, a ja Je dalej mocno kocham i tęsknię.
Odwoływały się, ale efekt mocno niepewny.

A ja po prostu przynajmniej na razie nie mam innego wyjścia, muszę z pokorą to znosić, wcale się z tym dobrze nie czuję wprost odwrotnie.

Można szukać jakiegoś wyjścia. Jednak te rozwiązania nie są takie proste. Niby jak będzie ogłoszona już upadłość konsumencka i zejdą długi, toby było łatwiej, jeszcze nie wiadomo ile syndyk będzie chciał zabierać, może nic, bo mały dochód, a może 100-300 zł, ale upadłość szybko tylko kurcze cały proces, żeby zeszły długi i rok może potrwać i więcej.

I jakbym się wyniósł z DPSu toby emerytura wniosła 2 tys. można by wynająć pokój i na skromne życie by starczyło. Jednak w tej chwili i w tym stanie nie bardzo samemu mieszkać. Najlepiej jednak w większym mieście, bo jakby jednak mi się polepszyło, co na razie wątpliwe, można by dorobić.
Zresztą na razie i tak dopóki mam komorników żadna legalna praca nie ma sensu, wszystko co ponad zabiorą.

Niby mógłbym wrócić do schroniska, ale w tym stanie jak teraz nie nadaję. Oni chcą ludzi jako tako na chodzie. Nie podoba im się, że noszę pieluchomajtki itp. A i nawet do jakiegoś sklepu, czy gdzieś ciężko mi dojść bez chodzika.

I tak wymienię przeszkody poważne -

- Objawy depresji nie ustępują, czasami jakby gorzej. Jak nieraz pisałam - rano jak wstanę a ledwo mogę wstać, ponieważ nie mogę usypiać wieczorem -  tragedia dreszcze, telepie jakbym pół roku, w rękach łamie, luźne stolce itp.  nie daję rady. Cały czas żyję w nerwach, ciągły stres, mało się nie wścieknę. Dręczą mnie wyrzuty sumienia, męczy żal po stracie itd. Żyć się nie chce. Po obiedzie lepiej, ale jeszcze źle, dawniej po południu było dużo lepiej, wieczorem może być tylko usypiać nie mogę i tak ponad dwa lata. Jak się trochę czymś zajmę to lepiej, ale ciężko jest mi się za coś zabrać, ani myśleć, ciągle mi zimno.

Tutejsza Psychiatra to w kółko o alkoholu przecież długo nie piję, mówi, że to skutki. Ja się z nią nie zgadzam. Sądzę że po prostu załamałem po ostatnim ciągu w 2022 kiedy straciłem wszystko - stancję, pracę itd. Wcześniej z ciągów wychodziłem szybko i się tak nie przejmowałem, spływało jak po psie, a teraz potężna depresja czy dystymia przewlekła depresja. Chyba było ten jeden raz za dużo, zasadzie ten pierwszy raz już było za dużo. Jak wielokrotnie pisałem pomimo wiedzy sięgnąłem po lek na alkoholu, czyli mówiąc wprost po alkohol.

- Ale nie wiem, czy może najgorsze w tej chwili są problemy z pęcherzem, pogorszyło się strasznie. Czasem latam co 15 minut, trzy pieluchomajtki dziennie idą. Strasznie źle to na psychikę działa i odwrotnie, dołuje.
Jeszcze do tego ogromny problem, bo Rodzinny nie chce mi zapotrzebowania na pieluchomajtki wypisać. Mówi, że do pęcherza neurogennego musi być jeszcze opinia, że nerw od pęcherza uszkodzony. Nie wiem, czy neurolog mi - odpukać wypisze. Bez kwitu 100zł paczka, a na miesiąc 3 idą. Jakby mi przyznali 500+, a nie przyznali nie byłoby problemu.
Na razie do grudnia mam wypisane, Rodzinna w mieście gdzie mieszkałem nie robiła problemu.
Jestem tym załamany, mam chodzić z cewnikiem, taniej wychodzi, ale jakoś nijak? I jak długo można. Odwołałem się do Sądu Pracy i Ubezpieczeń Społecznych, ale wątpię.
Zawiozą mnie do wojewódzkiego miasta  na komisję, a mimo to nie mam siły. Przy znacznym stopniu chcą aby wtedy mnie myli, golili itp. Mam napisane, że nie mogę pracować, ale to za mało więc wątpię, czy dadzą.

Te pieluchomajtki to dla mnie dramat.

- Do tego wszystkiego chodzenie mi odeszło. Do Rynku 400, tam i z powrotem nie dojdę bez chodzika. Nie tyle co boli kręgosłup tylko nie mam siły w nogach. Wcześniej powoli, ale jako tako chodziłem. Może to z kręgosłupa. Na tomografii komputerowej wyszło, że mam 3 przepukliny w kręgosłupie i coś tam jeszcze. I po schodach ciężko mi chodzić i się schylać w ogóle jestem słaby jak mucha.

- Mam też i inne dolegliwosci - niedosłuch, wrzód itd.

Do tego kłopoty finansowe. Trzeba to i owo dokupić leki przede wszystkim, tu nie dają, trochę jedzenia, papier toaletowy, nożyki bo tu marne, drobiazgi itp. A mi zostaje z emerytury   po odtrąceniach - oplata dps i komornicy 450 z tego pieluchomajtki,  telefon. Dpsu i tak całego nie nie spłacam, ponieważ ZUS wszystkiego nie może zająć, dług rośnie. W zasadzie na inne wydatki zostaje mi ok. 150 zł na miesiąc ok. 5 zł na dzień tragedia nie wiem jak żyć głodny. Po kolacji, jest o 17 o 20 i w nocy chce mi się jeszcze jeść, w dzień z nerwów nie bardzo mogę jeść. Jeszcze z końcem roku pogorszyło się trochę jedzenie, mało wędliny, ciągle biały ser i jajka. Jakby nie pomoc znajomych to nie wiem, nie zawsze ją mam.
Strasznie się tym wszystkim zamartwiam a teraz jeszcze te pieluchomajtki. Kaplica.

Biorąc to wszystko pod uwagę muszę stwierdzić, że w tej chwili nie nadaję się do niczego. Ani do pracy, ani do samodzielnego mieszkania, ani do schroniska. Może w moim też domu byłoby łatwiej, ale zapewne wszystkie dolegliwości by nie przeszły.

Nie mam wyjścia, muszę sobie odpuścić i pokornie to znosić to co jest, moja pani Psycholog też tak uważa, a ja już nie mam cierpliwości tego znosić. Czasami mam ochotę się zabić, pomogłoby to Córce, bo przestaliby zabierać na DPS.

Nie piszę tego wszystkiego aby się użalać, choć tak to wyglada chcę po prostu w miarę obiektywnie przedstawić moją sytuację.
Chcę jeszcze raz wyraźnie podkreślić - że zdaję sobie sprawę, że ta sytuacja to przede wszystkim moja wina. Jednak czasu nie cofnę i muszę z tym żyć.

Jak można mi pomóc?
To proste - Psychologa, psychiatrę i mitingi Anonimowych Alkoholików tu mam. Bardzo brakuje kasy i jedzenia, ale i każde słowo wsparcia równie bezcenne.

Każda pomoc byłaby zbawieniem.
Trochę osób wpłaciło na zrzutka.pl
https://zrzutka.pl/9ryut5, ale mało.

Próbuję wykrzesać z siebie trochę nadziei, lecz ciężko mi to

Może Bóg, czy Los dadzą mi szansę abym mógł to i owo jeszcze naprawić, ale z tymi chorobami będzie ciężko.

Mam jednak cichą nadzieję, że - odpukać coś się zmienieni na lepsze - moje myślenie, okoliczności i będę mógł o tym napisać.

Pozdrawiam Czytelników!