sobota, 10 sierpnia 2024

Psychiatria.


Znowu muszę pojęczeć niestety, ponieważ było źle i dalej jest nie tak jak być powinno. Nie chce mi się teraz pisać choć lubię i w ogóle nie chce mi się nic robić, ale się zmuszam i piszę. Jakakolwiek aktywność wpływa dobrze na moje samopoczucie.

Nie wiem na ile jeszcze obchodzą kogoś moje losy, ponieważ niezbyt wiele osób czyta blog, może mają dosyć użalania się, no i brak nowych postów może zniechęcać. Również dużo osób z mojego otoczenia unika kontaktu ze mną, w kółko to samo i mają dosyć, jednak piszę mimo to. Ale naprawdę trudno napisać, powiedzieć coś optymistyczngo, moja sytuacja jest trudna i nie bardzo widać poprawę,  choć zdaża się czasami malutka iskierka optymizmu.

Podczas rocznego pobytu Szpitalu Neuropsychiatrycznym i potem podczas półrocznym pobycie w dpsie mój stan psychiczny i co za tym idzie fizyczny nie poprawiał się. Wciąż - rano tragedia telepie jak po długim piciu, potem coraz lepiej,  wieczorem całkiem dobrze. Jedne z typowych objawów depresji.

Wobec tego poszedłem do Klinikę Psychiatrii, gdzie teraz jestem. Już nie miałem i nie mam żadnego innego pomysłu, a wiele osób mówiło, że tu jest lepiej i że pomogą.
Szczęście, że zawieźli samochodem z DPSu, bo sam w tym stanie bym nie dojechał.

Podobno w Klinice są lepsze efekty niż w Szpitalu Neuropsychiatrycznym gdzie byłem przez rok, zresztą prawie bez poprawy, nie wiem - zobaczymy. Na razie jest tragicznie nic nie pomaga, jest gorzej niż w DPSie. Cierpię okrutnie, nie da się opisać. Do obiadu czasami leżałem bez życia. Po południu odrobinę lepiej, ale nie za bardzo, chociaż ostatnio jest pewna poprawa, ale głównie wieczorem.




Koledzy zachwalali, w internecie były różne opinie o Klinice.
Jednak trochę przereklamowana ta Klinika. Mam podobne podobne objawy jak dpsie. Dali Ketrel, Absenor, Prebalgin, Asertin i witaminę D potem Duloksetynę.
To można było brać i brałem na wolności dopóki była kasa, ale
psychoterapii tu nie ma, o czym wiedziałem, jest tylko psycholog, przydałby mi się.
Czasami nie wiem po co tu przyszedłem, ale jakbym nie przyszedł bym nie wiedział jak tu jest i narzekałbym.
Ale ogólnie lekarze i obsługa w porządku.

Jeszcze tylko to palenie co 2 - 3 godziny na balkonie, co może to głupie, ale dla mnie straszne, nie ma palarni. Nawet sznurówki tu zabrali i metalowe konserwy, przesadzają. Na każdą uwagę mówią, że mogę pójść gdzie indziej.

Ostatnio odrobinę lepiej. Tylko  szczególnie rano - źle bardzo, telepie, słaby, nie mogę wstać i jeść. Głową chce, ale ciało odmawia posłuszeństwa.
Leki dają podobne co już wcześniej brałem i nie pomogły to jak teraz pomogą?

Niby się interesują, zmieniają leki mówią, że trzeba czasu, aby zaczęły działać, ale ja może przemądrzały jak niektórzy mówią, nie bardzo w to wierzę.

Według mnie nie jest to kwestia leków
Uważam, że jest znikoma szansa na poprawę, przyczyny są w głowie jak nieraz wspominałem -

- po ostatnim ciągu dwa lata temu, kiedy już byłem na prostej i wszystko straciłem jest żal po stracie, wyrzuty sumienia itp. nie dają mi spokoju i powodują takie stany;
- Ani DPS, ani szpital nie są miejscami dla mnie, poza tymi zaburzeniami depresyjnymi jestem jeszcze sprawnym człowiekiem z niewielkimi defektami fizycznymi np. bardzo kłopotliwy pęcherz neurogenny.

Mówią niektórzy - weź się w garść itp. Jest to bardzo przykre dla chorego, ponieważ nikt nie chce chorować, chciałbym żyć normalnie, ale ciało odmawia posłuszeństwa. Ludzie w to nie wierzą, przy depresji tak jest.

W Klinice jak to w szpitalu nie najlepiej karmią, kolacje takie sobie i wcześnie. Pomimo tego, że nie bardzo mogę jeść przed obiadem wieczorem bym coś zjadł jak to przy depresji, wieczorami bywam głodny, a nie bardzo mam za co dokupić z tych 400zł co zostaje z renty po odtrąceniach nie bardzo jest jak co kupić. Po niezbędnych wydatkach zostaje ok. 100zł na miesiąc, co za to można kupić?
Na razie pożyczyłem trochę od życzliwych znajomych i kolegów. Inny przynosi mi czasami drobne produkty - szyneczki, żółty ser, czekoladę. U innego mam wsparcie psychiczne, niestety finansowo on cienki jak ja.

Zwróciłem się do jednego kolegi co mi kiedyś pomagał o pomoc.
Wkurzył mnie, pisze -

więc jako ratownik zupełnie nie profesjonalny staram się nie przeszkadzać tym którzy ratować umieją. Szkoda że dyskwalifikujesz fachowców od Twoich dolegliwości.

Nie mam pojęcia na jakiej podstawie tak sądzi. Mówi, że nie motywacji do pomagania, kompletnie nie wiem o co mu chodzi, czego ode mnie oczekuje. Miałem przez rok wsparcie w szpitalu, piszę w cudzysłowie, ponieważ trudno to było nazwać wsparciem w Szpitalu Psychiatrycznym - prawie nic nie pomogło. Mam dwoje psychiatrów i panią Psycholog, biorę ich uwagi do serca. Tylko leków już nie wykupuję, bo nie mam za. Nie wiem już czy jest jakaś szansa na wyzdrowienie. No i poszedłem do Kliniki, cały czas szukam możliwości poprawy zdrowia.

Tak czy siak nie mam na leki no i na jedzenie jak wrócę z kliniki, nikt mi nie pomoże i leków nie będę kupować.
Czternastka dopiero pod koniec września. Też 17 września zostanę emerytem, ale rentę mam do 30 09. Emeryturę będą naliczać w ciągu miesiąca.

Od odpłatności za DPS MOPR w tylko symbolicznie odstąpili jednorazowo 160 zł, a liczyłem na więcej, a tak to guzik.
Za to zwiększyli odpłatność za DPS.

Z i tak niskiej renty 1770zł ZUS potrąca - na DPS 875zł, na komorników 486 do wypłaty zostaje mi 408 zł, tyle musi mi zostać według ustawy.

Pobyt w DPS oszacowano na 1239,26zł i z tego względu ośrodek pomocy społecznej, który finansuje pobyt chce abym dopłacał różnicę 1239,26 - 875,46 - to ZUS zł to jest 363,80. Nie mogę jednak tej kwoty zapłacić ponieważ muszę np. kupić pieluchomajtki, które są niezbędne przy mojej wadzie, trochę jedzenia, jakieś tanie leki, opłacić telefon, a i tak zabraknie. Niby nie mam tak dużo potrzeb, ale ten brak gotówki mocno boli, co można zrobić za 400zł.
Nie wiem co będzie dalej, może nie zostanę wyrzucony z DPSu, ale powstanie nowy dług, nie stać mnie mieszkać w DPSie.

Zadzwonili do mnie z pytaniem czy potwierdzam kolejkę do ZOLu, bo tam również składałem.
Odpowiedziałem, że raczej nie. Ale już nie wiem bo jak nie ma poprawy to może tam lepsza opieką tylko raczej nie można wychodzić, żarcie i warunki  raczej gorsze, tyle, że rodzina nie płaci. Nie wiem czy teraz Córce potrącają, bo niby pisze na jednym z portali -  zwolnienie może także nastąpić, gdy członkowie rodziny utrzymują się z jednego wynagrodzenia lub świadczenia.

Do schroniska nie nadaję się w tym stanie zresztą mnie tam nie chcą, tam trzeba być na chodzie.

Nie nadaję się teraz do samodzielnej egzystencji w tym stanie. W moim domu dałbym radę myślę, że szybko by mi przeszło, tak jak kiedyś kiedy też wpadłem w dużą depresję, ze trzy miesiące mnie trzymało - terapia, psychiatra. Jak pojawiło się rozwiązanie przeszło mi za trzy dni, tylko wtedy było łatwiej, bo mieszkałem z rodziną i miałem kasę.

Na stancji może było by lepiej tylko skąd kasę i też nie wiem, czy dałbym radę.

Złożyłem do komisji od niepełnosprawności wniosek o zmianę orzeczenia na stopień znaczny, ale nie dali chociaż stwierdzili, że nie jestem zdolny do pracy. Odwołałem się.

Złożyłem do ZUSu o niezdolność 500+ i nie dali. Złożyłem sprzeciw i stwierdzili, że jestem zdolny do samodzielnej egzystencji. Zostaje odwołanie od decyzji do sądu okręgowego - sądu pracy i ubezpieczeń społecznych /sądu I instancji/.

Złożyłem do sądu o pełnomocnika do upadłości konsumenckiej. Dostałem adwokata z urzędu, już działa, chociaż i to dobre, chociaż zapewne potrwa.

Nie wiem, bo nie mam kontaktu, czy od Córki odpłatność odstąpili choć trochę, wątpię, bo oni niechętni, składała wniosek z tego co wiem. A ja jak nie raz pisałem muszę tu siedzieć, nie nadaję się do życia. Może przejdzie, ale już czasem wątpię.

Zrobiłem rozszerzoną morfologię niby nic takiego nie wyszło
W tomografii płuc typowe zmiany. Po papierosach, lekki stan zapalny Pulmonolog dała antybiotyk.

W tomografii kręgosłupa wyszły zmiany m.in. 3 przepukliny, niby mówią, żeby się tym nie przejmować. Nie boli, ale był czas, że bardzo bolało, teraz tylko rano trochę w krzyżu.
W TK głowy jakiś zły przepływ krwi. Neurolog dał skierowanie na Doplera żył szyjnych, niby nic takiego w moim wieku.

Dobrze, że u urologa prostata OK, tylko ten pęcherz neurogenny, a to bardzo upierdliwe. Lek Adablok trochę pomaga.

Opisałem co u mnie słychać, w następnym poście spróbuję się zastanowić co dalej.