sobota, 30 kwietnia 2022

Czy Putin jest normalny?

 No - odpukać dalej lepiej, po świętach opuszczę w końcu szpital. Odział covidowy stał się znowu oddziałem psychsomatnym. Tu są lżej chorzy,  ciężej są na innym internistycznym. Przenieśli mnie z jedynki na ogólną salę, ale tu też jest fajnie.


Znajomy, o którym wspominałem w poście m.in. z 15.04 w dalszym ciągu nie oddał mi 350zł, które zostały z renty co mi odbierał. To już ponad miesiąc - jak to nazwać?

Znowu zaniedbałem blog, a mam zaległe tematy do przemyślenia.

Ostatnio zajęło mi troszeczkę czasu poznawanie Twittera, niby proste, a trzeba się przyzwyczaić. Można publikować swoje przemyślenia, dyskutować, a także szybko poznawać wypowiedzi osób znaczących bez pośrednictwa innych mediów.

Miałem nie pisać o polityce, ale czasami trzeba w zasadzie popiszę o wojnie I zbrodni. Zresztą według mnie wojna i polityka to trochę co innego choć często się łaczą.
Może inaczej -
- Jest polityka czasu wojny - kiedy głównie ludzie, politycy i nie tylko zajmują się negocjacjami itp. Zajęcie stanowiska wobec napaści i przemocy nie jest polityką. Tu jak większość ludzi nie zgadzam się że stanowiskiem papieża Franciszka i innych osób, czasem znaczących.
- Jest polityka czasu pokoju - kiedy zajmujemy się kierunkami rozwoju, ustawami itp. Tu jednak też wbrew pozorom nie jest to domena tylko polityków. Dobrze jak obywatele chociaż trochę się polityką interesują, bo to przecież podatki, kodeks pracy, szkoła, zdrowie, coś co nas w konsekwencji dotyka na codzień.

Dużo się teraz mówi o prezydencie Putinie w kontekście jego zdrowia psychicznego, nawiążę do tej dyskusji.

Rozmawiałem kiedyś z Jackiem Santorskim znanym psychetapeutą, który kiedyś był ciągle w telewizji, teraz jest głównie biznesmenem, wydawcą, o tym, czy np. seryjny zabójca może być człowiekiem normalnym, zgodziliśmy się, że nie.

Tu zahaczam o problem określenia normy. Można wyróżnić trzy sposoby określania normy -
- Statystyczna - tu nawiążę do krzywej Gaussa, która obrazuje tzw. rozkład normalny jakieś cechy, pisałem kiedyś o niej, będę pisał i się odwoływał.

https://www.naukowiec.org/wiedza/statystyka/rozklad-normalny-rozklad-gaussa_710.html


Mój nieudolny szkic - na telefonie trudno się rysuje.

Mówią krócej na przykładzie zdrowia psychicznego - w tym przypadku za normę przyjmuje się cechy, które posiada większość społeczeństwa np. 80%. 10 % to chorzy psychicznie i 10 to jednostki wybitne.
Wg tej definicje, jeśli przyjąć badania socjologiczne za prawdziwe to w Rosji ok. 80% chce imperium i nie przeszkadza im mordowanie ludzi. Czyli tu Putin jest jak najbardziej normalny, ale w Rosji i niektórych krajach. Pytanie - na ile społeczeństwo jest świadome sytuacji.

Teraz weźmy mordercę niekoniecznie seryjnego, ale też takiego z premedytacją i okrucieństwem. Tu poza normami ilościowymi, chyba, że jakieś specyficzne społeczeństwo - na pewno nie norma.
Mogę sobie jeszcze wyobrazić, że miarę normalny człowiek zabija w emocjach, afekcie, powoduje wypadek drogowy. Ale napisałem w miarę normalny, większość nie zabije.


- Społeczno-kulturowa - dość subiektywne określenie zachowań i wartości. Na przykład za moich czasów długie włosy u chłopaka to źle. Dzieci pozamałżeńskie - duże odchylenie, dzisiaj już nie.

Na zabijanie w większości kultur nie ma przyzwolenia, nawet kara śmierci nie jest OK. Ani w kościołach, prawie, czy społeczeństwie. 

W Rosji jest zgoda na zabijanie, człowiek się nie liczy terytorium ważne, ale morderstwo już nie bardzo uznawane. Życie mało znaczy dla Putina pomimo, że chodzi do cerkwi

- Kliniczna - tu wzorzec normy określany przez różnych naukowców - psychologów, psychiatrów, etyków, filozofów. Tu jednak też dużo zależy od rzetelności badań, opinii. Z czasem to się zmienia. Np. alkoholizm stosunkowo niedawno uznany i opisany został stosunkowo niedawno /Jellinek 1960/. Niektórzy mają dalej wątpliwości, czy to choroba, czy zaburzenie. Czasami granica pomiędzy piciem normalnym a patologicznym jest trudna do określenia.

Jeśli chodzi o Putina to według m9nie trudno doszukać się normy, zarówno w codziennych zachowaniach, jak i w parciu po trupach do imperium. Chyba, że normę określają rosyjscy naukowcy /niechby spróbawli zdiagnozować chorobę/.

https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Norma_(psychologia) /H.Sęk/

Jeśli weźmiemy krzywą Gaussa w odniesieniu do całych krajów to Rosja nie mieści się za bardzo w granicach normalności, chociaż jest też trochę innych krajów np. niektórych arabskich co też się nie mieszczą. Co w takim razie robić? Próbować rozmawiać - marne szanse. Edukować społeczeństwo? - ale jak nie ma dostępu. W Polsce jest to trudne, szczególnie na Wschodzie przebić się przez mur niewiedzy. Jeszcze Kościół, niecały oczywiście swoje dokłada, na polityków tzw. prawicy, a w zasadzie postkomuny nie ma co liczyć.

No dobrze, ale co robić z mordercami i oprawcami, jeśli nie uznamy kary śmierci, a uznamy przykazanie- nie zabijaj. Jak chorzy to leczyć, ale trzeba też chronić społeczeństwo. Dożywocie, lub długoletnie więzienie, choć to kosztowne i tam leczenie, rehabilitacja. Są co prawda programy resocjalizacyjne, ale różnie z tym bywa, są i dobre.
A że marne są szanse na wyleczenie, trudno jest wiele chorób psychicznych, których nie da się wyleczyć.

No, jedną zaległość nadrobiłem, wezmę się za resztę.





                 Żródło - pixabay.com 









Czy Putin jest normalny?

 No - odpukać dalej lepiej, po świętach opuszczę w końcu szpital. Odział covidowy stał się znowu oddziałem psychsomatnym. Tu są lżej chorzy,  ciężej są na innym internistycznym. Przenieśli mnie z jedynki na ogólną salę, ale tu też jest fajnie.


Znajomy, o którym wspominałem w poście m.in. z 15.04 w dalszym ciągu nie oddał mi 350zł, które zostały z renty co mi odbierał. To już ponad miesiąc - jak to nazwać?

Znowu zaniedbałem blog, a mam zaległe tematy do przemyślenia.

Ostatnio zajęło mi troszeczkę czasu poznawanie Twittera, niby proste, a trzeba się przyzwyczaić. Można publikować swoje przemyślenia, dyskutować, a także szybko poznawać wypowiedzi osób znaczących bez pośrednictwa innych mediów.

Miałem nie pisać o polityce, ale czasami trzeba w zasadzie popiszę o wojnie I zbrodni. Zresztą według mnie wojna i polityka to trochę co innego choć często się łaczą.
Może inaczej -
- Jest polityka czasu wojny - kiedy głównie ludzie, politycy i nie tylko zajmują się negocjacjami itp. Zajęcie stanowiska wobec napaści i przemocy nie jest polityką. Tu jak większość ludzi nie zgadzam się że stanowiskiem papieża Franciszka i innych osób, czasem znaczących.
- Jest polityka czasu pokoju - kiedy zajmujemy się kierunkami rozwoju, ustawami itp. Tu jednak też wbrew pozorom nie jest to domena tylko polityków. Dobrze jak obywatele chociaż trochę się polityką interesują, bo to przecież podatki, kodeks pracy, szkoła, zdrowie, coś co nas w konsekwencji dotyka na codzień.

Dużo się teraz mówi o prezydencie Putinie w kontekście jego zdrowia psychicznego, nawiążę do tej dyskusji.

Rozmawiałem kiedyś z Jackiem Santorskim znanym psychetapeutą, który kiedyś był ciągle w telewizji, teraz jest głównie biznesmenem, wydawcą, o tym, czy np. seryjny zabójca może być człowiekiem normalnym, zgodziliśmy się, że nie.

Tu zahaczam o problem określenia normy. Można wyróżnić trzy sposoby określania normy -
- Statystyczna - tu nawiążę do krzywej Gaussa, która obrazuje tzw. rozkład normalny jakieś cechy, pisałem kiedyś o niej, będę pisał i się odwoływał.

https://www.naukowiec.org/wiedza/statystyka/rozklad-normalny-rozklad-gaussa_710.html


Mój nieudolny szkic - na telefonie trudno się rysuje.

Mówią krócej na przykładzie zdrowia psychicznego - w tym przypadku za normę przyjmuje się cechy, które posiada większość społeczeństwa np. 80%. 10 % to chorzy psychicznie i 10 to jednostki wybitne.
Wg tej definicje, jeśli przyjąć badania socjologiczne za prawdziwe to w Rosji ok. 80% chce imperium i nie przeszkadza im mordowanie ludzi. Czyli tu Putin jest jak najbardziej normalny, ale w Rosji i niektórych krajach. Pytanie - na ile społeczeństwo jest świadome sytuacji.

Teraz weźmy mordercę niekoniecznie seryjnego, ale też takiego z premedytacją i okrucieństwem. Tu poza normami ilościowymi, chyba, że jakieś specyficzne społeczeństwo - na pewno nie norma.
Mogę sobie jeszcze wyobrazić, że miarę normalny człowiek zabija w emocjach, afekcie, powoduje wypadek drogowy. Ale napisałem w miarę normalny, większość nie zabije.


- Społeczno-kulturowa - dość subiektywne określenie zachowań i wartości. Na przykład za moich czasów długie włosy u chłopaka to źle. Dzieci pozamałżeńskie - duże odchylenie, dzisiaj już nie.

Na zabijanie w większości kultur nie ma przyzwolenia, nawet kara śmierci nie jest OK. Ani w kościołach, prawie, czy społeczeństwie. 

W Rosji jest zgoda na zabijanie, człowiek się nie liczy terytorium ważne, ale morderstwo już nie bardzo uznawane. Życie mało znaczy dla Putina pomimo, że chodzi do cerkwi

- Kliniczna - tu wzorzec normy określany przez różnych naukowców - psychologów, psychiatrów, etyków, filozofów. Tu jednak też dużo zależy od rzetelności badań, opinii. Z czasem to się zmienia. Np. alkoholizm stosunkowo niedawno uznany i opisany został stosunkowo niedawno /Jellinek 1960/. Niektórzy mają dalej wątpliwości, czy to choroba, czy zaburzenie. Czasami granica pomiędzy piciem normalnym a patologicznym jest trudna do określenia.

Jeśli chodzi o Putina to według m9nie trudno doszukać się normy, zarówno w codziennych zachowaniach, jak i w parciu po trupach do imperium. Chyba, że normę określają rosyjscy naukowcy /niechby spróbawli zdiagnozować chorobę/.

https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Norma_(psychologia) /H.Sęk/

Jeśli weźmiemy krzywą Gaussa w odniesieniu do całych krajów to Rosja nie mieści się za bardzo w granicach normalności, chociaż jest też trochę innych krajów np. niektórych arabskich co też się nie mieszczą. Co w takim razie robić? Próbować rozmawiać - marne szanse. Edukować społeczeństwo? - ale jak nie ma dostępu. W Polsce jest to trudne, szczególnie na Wschodzie przebić się przez mur niewiedzy. Jeszcze Kościół, niecały oczywiście swoje dokłada, na polityków tzw. prawicy, a w zasadzie postkomuny nie ma co liczyć.

No dobrze, ale co robić z mordercami i oprawcami, jeśli nie uznamy kary śmierci, a uznamy przykazanie- nie zabijaj. Jak chorzy to leczyć, ale trzeba też chronić społeczeństwo. Dożywocie, lub długoletnie więzienie, choć to kosztowne i tam leczenie, rehabilitacja. Są co prawda programy resocjalizacyjne, ale różnie z tym bywa, są i dobre.
A że marne są szanse na wyleczenie, trudno jest wiele chorób psychicznych, których nie da się wyleczyć.

No, jedną zaległość nadrobiłem, wezmę się za resztę.





                 Żródło - pixabay.com 









piątek, 22 kwietnia 2022

Zaraza.


W piątkowym poście sprzed tygodnia cieszyłem się że jest mi lepiej. Tylko opublikowałem post zaczęły narastać objawy, takie jak w pierwszej połowie tygodnia. W sobotę przed południem próbowałem jeszcze robić fajki, a potem 39 z hakiem, kaszel, aż dusiło. Lekarka Dyżurna uwierzyła, że się fatalnie czuję. Kroplówka, test i covid wyszedł, a jedną dawkę szczepionki miałem. Przenieśli na oddział covidowy. Niedziela, poniedziałek - 39,2 ledwo żywy w łóżku, w sumie ponad tydzień bez jedzenia oprócz częściowo dwóch dni. 



                    Źródło - Ja.

Od wtorku OK - odpukać coraz lepiej, ale jeszcze była biegunka i apetyt taki sobie, kaszel mały. Tylko hipomania. Jak lepiej tobym pracował na okrągło, a najlepiej nocą, wczoraj po 1 poszedłem spać i nie mogłem usnąć. Praca umysłową przed snem na nic - mózg pobudzony, trudno się wyciszyć.

We wtorek długo rozmawialiśmy, pisaliśmy z przyjacielem z dzieciństwa Arturem, o którym wspominałem. Fajnie, szkoda tylko, że był na lekkim cyku widocznie ma problemy z komunikacją po trzeźwemu.
Wczoraj też fajnie mi się pisało na Messengerze że starymi znajomymi, z którymi dawno nie widziałem się, czasami warto odnowić kontakty, które trochę się przykurzyły. Uzyskałem też wsparcie i pomoc, przy okazji.

Narzekałem, że ja tu sam jak palec chociaż między ludźmi, a jednak znalazł się sposób na samotność i spotkania z ludźmi, choć oczywiście lepiej na żywo, ale elektronicznie też fajnie.

Na tym oddziale covidowym mam bardzo fajnie. Wszystko byłoby w porządku, ale takie choroby lepiej nie.
Mam pojedynczy pokój z osobną łazienką, ale może przeniosą. Dają mi leki i kroplówki, żeby uzupełnić elektrolity i odżywić po tygodniowym poście. Jest tu mało pacjentów i salowi się nie wydzierają i opieprzają nie wiadomo za co. Będę tu raczej do końca kwietnia, a może da się wyjść po świętach, bo co ja tam będę jadł na stancji. Gospodarz chętnie przyjmie, ale jak pisałem koniecznie szybko praca.

Słowem tu idealne warunki do tworzenia, ale jak zwykle bardzo ciężko mi się zabrać, czyli w planach wypracowanie chęci.
A mam dużo przemyśleń i notatek do omówienia.
Trochę zdziałałałem.
- Zapisałem się do psychoterapeutów takich od problemów natury psychologicznej, kolejki duże, ale czasami coś się zwalnia. Jak pisałem na odwyk nie chcę, ale spotkania z terapeutą uzależnień by się przydały. Myślałem o jednej Pani co z nią pracowałem, ale do niej nie da rady. Będę szukał, jestem przekorny i musi mi pasować, co nie znaczy, że szukam np. kogoś łagodnego. W miejskiej poradni jest dobry, ale mam uraz do niego, nie wiem czemu.
- Do ZUS wystąpiłem za pomocą PUE o zaświadczenie żem rencista, bo Gospodarz sobie życzy.
- Wróciłem po latach do Twittera - @tadeuszo17. Twitt ma ograniczoną liczbę znaków, było 140, teraz ma być 280. Tym samym moje gadulstwo będzie ograniczone, ale za to będę mógł wrzucać szybko luźne myśli, skojarzenia i potem ewentualnie rozwijać je na blogu.

Dzisiaj jeszcze tylko cytat, który znalazłem na Facebooku. Dla mnie bardzo ważny do określenia CELU, kierunku w dalszym życiu -

Nigdy nie rezygnuj z czegoś, o czym nie możesz przestać myśleć nawet na jeden dzień.
                          Winston Churchill

             

Zaraza.


W piątkowym poście sprzed tygodnia cieszyłem się że jest mi lepiej. Tylko opublikowałem post zaczęły narastać objawy, takie jak w pierwszej połowie tygodnia. W sobotę przed południem próbowałem jeszcze robić fajki, a potem 39 z hakiem, kaszel, aż dusiło. Lekarka Dyżurna uwierzyła, że się fatalnie czuję. Kroplówka, test i covid wyszedł, a jedną dawkę szczepionki miałem. Przenieśli na oddział covidowy. Niedziela, poniedziałek - 39,2 ledwo żywy w łóżku, w sumie ponad tydzień bez jedzenia oprócz częściowo dwóch dni. 



                    Źródło - Ja.

Od wtorku OK - odpukać coraz lepiej, ale jeszcze była biegunka i apetyt taki sobie, kaszel mały. Tylko hipomania. Jak lepiej tobym pracował na okrągło, a najlepiej nocą, wczoraj po 1 poszedłem spać i nie mogłem usnąć. Praca umysłową przed snem na nic - mózg pobudzony, trudno się wyciszyć.

We wtorek długo rozmawialiśmy, pisaliśmy z przyjacielem z dzieciństwa Arturem, o którym wspominałem. Fajnie, szkoda tylko, że był na lekkim cyku widocznie ma problemy z komunikacją po trzeźwemu.
Wczoraj też fajnie mi się pisało na Messengerze że starymi znajomymi, z którymi dawno nie widziałem się, czasami warto odnowić kontakty, które trochę się przykurzyły. Uzyskałem też wsparcie i pomoc, przy okazji.

Narzekałem, że ja tu sam jak palec chociaż między ludźmi, a jednak znalazł się sposób na samotność i spotkania z ludźmi, choć oczywiście lepiej na żywo, ale elektronicznie też fajnie.

Na tym oddziale covidowym mam bardzo fajnie. Wszystko byłoby w porządku, ale takie choroby lepiej nie.
Mam pojedynczy pokój z osobną łazienką, ale może przeniosą. Dają mi leki i kroplówki, żeby uzupełnić elektrolity i odżywić po tygodniowym poście. Jest tu mało pacjentów i salowi się nie wydzierają i opieprzają nie wiadomo za co. Będę tu raczej do końca kwietnia, a może da się wyjść po świętach, bo co ja tam będę jadł na stancji. Gospodarz chętnie przyjmie, ale jak pisałem koniecznie szybko praca.

Słowem tu idealne warunki do tworzenia, ale jak zwykle bardzo ciężko mi się zabrać, czyli w planach wypracowanie chęci.
A mam dużo przemyśleń i notatek do omówienia.
Trochę zdziałałałem.
- Zapisałem się do psychoterapeutów takich od problemów natury psychologicznej, kolejki duże, ale czasami coś się zwalnia. Jak pisałem na odwyk nie chcę, ale spotkania z terapeutą uzależnień by się przydały. Myślałem o jednej Pani co z nią pracowałem, ale do niej nie da rady. Będę szukał, jestem przekorny i musi mi pasować, co nie znaczy, że szukam np. kogoś łagodnego. W miejskiej poradni jest dobry, ale mam uraz do niego, nie wiem czemu.
- Do ZUS wystąpiłem za pomocą PUE o zaświadczenie żem rencista, bo Gospodarz sobie życzy.
- Wróciłem po latach do Twittera - @tadeuszo17. Twitt ma ograniczoną liczbę znaków, było 140, teraz ma być 280. Tym samym moje gadulstwo będzie ograniczone, ale za to będę mógł wrzucać szybko luźne myśli, skojarzenia i potem ewentualnie rozwijać je na blogu.

Dzisiaj jeszcze tylko cytat, który znalazłem na Facebooku. Dla mnie bardzo ważny do określenia CELU, kierunku w dalszym życiu -

Nigdy nie rezygnuj z czegoś, o czym nie możesz przestać myśleć nawet na jeden dzień.
                          Winston Churchill

             

piątek, 15 kwietnia 2022

Gorączka.


Może czasami za bardzo się tutaj wywnętrzam. Była co prawda moda na szczerość do bólu wśród celebrytów. Kiedyś opowiadali o swoich uzależnieniach, dzisiaj głównie o chorobach, czasami o innej orientacji seksualnej. Mi osobiście się to podoba, chociaż może czasami zahaczać o ekshibicjonizm, wszystko jest ludzkie. Niektóre historie pozwalają przybliżyć człowieka i pomagają inaczej spojrzeć na moje problemy. Czasami pomagają znaleźć wyjście z trudnej sytuacji.

Ja nie jestem niestety celebrytą, ale na blogu piszę często o swoich osobistych preżyciach.
Tak myślę, że mam dwa powody -
- niektóre sytuacje pokazują konsekwencje długotrwalego tkwienia w uzależnieniu. Czasami wydają się te związki nieoczywiste i można szukać wymówek. Przedwczesna utrata zębów - nie było kiedy pójść do dentysty lub nie było pieniędzy na wizytę. Przewlekłe zapalenie oskrzeli - gorsza odporność organizmu, choć tu głównie papierosy itd.

Przerwa w pisaniu bo znowu nowe problemy - jak nie urok to s...ka.

Można zwariować - na szpitalnym bezdotykowym termometrze - 37,6 na moim pod pachę i pod językiem od poniedziałku do czwartku na moim, też elektronicznym, ale zwykłym pod pachą ponad 38 lub ponad 39, wieczorem czasami spada do normy. Ledwo żylem w zasadzie przez trzy dni nic prawie nie jadłem, w gębie sucho i niesmak trzęsie dreszcze strasznie mnie, w zasadzie takie objawy jak wcześniej tylko gorzej.
A oni /lekarze/ nie wierzą mi sądzą że wymyślam i chcą wypisywać. Już tak miałem wcześniej w szpitalach, raczej dobry mój bezdotykowe różnie o nich piszą czasami jest parę stopni różnicy, może ich być rozkalibrowany, trzeba raz do roku kalibrować.

Trochę kaszlę ale to raczej fajki, tak dużo nie kaszlę.

Nie mam covida test szybki robili, przyjąłem pierwszą dawkę szczepionki COVID, ale jak miała być druga to antybiotyk brałem i niby wtedy nie można, różnie piszą.

Jak mnie zechcą wypisać to kaplica. Sam u Gospodarza nie dam rady zresztą mam na razie trochę mało pieniędzy. A nawet jakby, to nie mogę za bardzo siedzieć i chorować bo trzeba szybko iść do pracy, nie starczy inaczej na stancję.
Rano tak mnie telelepało, że nie mogę dojść do toalety. A co dopiero do sklepu i jedzenie sobie zrobić, jak może zacznę jeść. No i rzeczy u kolegi w piwnicy trzeba trochę przywieźć, prawie nic nie mam.

Wiadomo najlepiej by mi było w moim też domu chociaż póki wyzdrowieję nie dam rady sam w tym stanie, ale to jak pisałem nierealne...
Nie bardzo mam za co wyjść.
Mój znajomy ciągle mi wisi 350 zł.
Renta 780 po odtrące i trzynastka 1200 mam termin na 25, ale jak na szpital to naprzód poczta na Pocztowej, potem główna i to z tydzień trwa. Na razie nic nie zmieniałem.

Zmienili mi lekarza, mój dotychczasowy Pan poszedł na inny oddział, teraz mam Panią, zmieniła leki na takie co brałem na wolności. Trzeba w końcu wychodzić. Pani Dr pytała się kiedy mam zamiar bo długo już siedzę. Mówię, że jeszcze nerwy mnie przeważnie do południa telepią. Wynegocjwalem że do końca kwietnia, Mówi, że ja psychiatrycznie zdrowy, a gorączkę sobie wymyślam. No może tak wysoka gorączka nie bierze się z nerwów, już nic nie wiem. Może to przypadek, ale zaczęło się po tym jak kazali mi brać prysznic i głowę umyłem, a tu szególnie na korytarzach zimno i przeciągi, ciągle wietrzą, a mi dużo nie potrzeba. Też mało wody piję, a co wypiję to zaraz oddaję. Niedobór płynów podobno wpływa na psychikę.

Dzisiaj już nie mam - odpukać podwyższonej temperatury, no trochę wieczorem, ale wróciło bardzo pieczenie języka nie czuję smaku, może to jednak na tle nerwowym? Trzeba mi się wziąć za jakieś konstruktywne zajęcia

W dalszym ciciągu marnuję czas może czasami tak trzeba? 




               Źrzódło - pixabay.com 

Gorączka.


Może czasami za bardzo się tutaj wywnętrzam. Była co prawda moda na szczerość do bólu wśród celebrytów. Kiedyś opowiadali o swoich uzależnieniach, dzisiaj głównie o chorobach, czasami o innej orientacji seksualnej. Mi osobiście się to podoba, chociaż może czasami zahaczać o ekshibicjonizm, wszystko jest ludzkie. Niektóre historie pozwalają przybliżyć człowieka i pomagają inaczej spojrzeć na moje problemy. Czasami pomagają znaleźć wyjście z trudnej sytuacji.

Ja nie jestem niestety celebrytą, ale na blogu piszę często o swoich osobistych preżyciach.
Tak myślę, że mam dwa powody -
- niektóre sytuacje pokazują konsekwencje długotrwalego tkwienia w uzależnieniu. Czasami wydają się te związki nieoczywiste i można szukać wymówek. Przedwczesna utrata zębów - nie było kiedy pójść do dentysty lub nie było pieniędzy na wizytę. Przewlekłe zapalenie oskrzeli - gorsza odporność organizmu, choć tu głównie papierosy itd.

Przerwa w pisaniu bo znowu nowe problemy - jak nie urok to s...ka.

Można zwariować - na szpitalnym bezdotykowym termometrze - 37,6 na moim pod pachę i pod językiem od poniedziałku do czwartku na moim, też elektronicznym, ale zwykłym pod pachą ponad 38 lub ponad 39, wieczorem czasami spada do normy. Ledwo żylem w zasadzie przez trzy dni nic prawie nie jadłem, w gębie sucho i niesmak trzęsie dreszcze strasznie mnie, w zasadzie takie objawy jak wcześniej tylko gorzej.
A oni /lekarze/ nie wierzą mi sądzą że wymyślam i chcą wypisywać. Już tak miałem wcześniej w szpitalach, raczej dobry mój bezdotykowe różnie o nich piszą czasami jest parę stopni różnicy, może ich być rozkalibrowany, trzeba raz do roku kalibrować.

Trochę kaszlę ale to raczej fajki, tak dużo nie kaszlę.

Nie mam covida test szybki robili, przyjąłem pierwszą dawkę szczepionki COVID, ale jak miała być druga to antybiotyk brałem i niby wtedy nie można, różnie piszą.

Jak mnie zechcą wypisać to kaplica. Sam u Gospodarza nie dam rady zresztą mam na razie trochę mało pieniędzy. A nawet jakby, to nie mogę za bardzo siedzieć i chorować bo trzeba szybko iść do pracy, nie starczy inaczej na stancję.
Rano tak mnie telelepało, że nie mogę dojść do toalety. A co dopiero do sklepu i jedzenie sobie zrobić, jak może zacznę jeść. No i rzeczy u kolegi w piwnicy trzeba trochę przywieźć, prawie nic nie mam.

Wiadomo najlepiej by mi było w moim też domu chociaż póki wyzdrowieję nie dam rady sam w tym stanie, ale to jak pisałem nierealne...
Nie bardzo mam za co wyjść.
Mój znajomy ciągle mi wisi 350 zł.
Renta 780 po odtrące i trzynastka 1200 mam termin na 25, ale jak na szpital to naprzód poczta na Pocztowej, potem główna i to z tydzień trwa. Na razie nic nie zmieniałem.

Zmienili mi lekarza, mój dotychczasowy Pan poszedł na inny oddział, teraz mam Panią, zmieniła leki na takie co brałem na wolności. Trzeba w końcu wychodzić. Pani Dr pytała się kiedy mam zamiar bo długo już siedzę. Mówię, że jeszcze nerwy mnie przeważnie do południa telepią. Wynegocjwalem że do końca kwietnia, Mówi, że ja psychiatrycznie zdrowy, a gorączkę sobie wymyślam. No może tak wysoka gorączka nie bierze się z nerwów, już nic nie wiem. Może to przypadek, ale zaczęło się po tym jak kazali mi brać prysznic i głowę umyłem, a tu szególnie na korytarzach zimno i przeciągi, ciągle wietrzą, a mi dużo nie potrzeba. Też mało wody piję, a co wypiję to zaraz oddaję. Niedobór płynów podobno wpływa na psychikę.

Dzisiaj już nie mam - odpukać podwyższonej temperatury, no trochę wieczorem, ale wróciło bardzo pieczenie języka nie czuję smaku, może to jednak na tle nerwowym? Trzeba mi się wziąć za jakieś konstruktywne zajęcia

W dalszym ciciągu marnuję czas może czasami tak trzeba? 




               Źrzódło - pixabay.com 

Dobrego!

                          Wszystkim



                     Nie tylko kury mają jaja.

sobota, 9 kwietnia 2022

Stancja.

 Kurcze zwariuję. Wczoraj było całkiem dobrze, a dzisiaj znowu nawrót objawów o których pisałem - łamanie w stawach, dreszcze itd. Straszne skutki picia. Przed snem znowu myślałem o przeszłości I przyszłości - może to mi zaszkodziło. Nie mogłem usnąć. Mam nadzieję, że chociaż komuś ten opis skutków picia wódki się przyda, bardzo bym się cieszył. Po raportach Google Analitics widzę, że czytelników przybywa, cieszy mnie to i motywuje do pracy, nadaję sens. Mimo to próbuję coś spłodzić.

Praca pomaga, angażuje i mięśnie mniej się napinają.

Jak patrzę na moje ostatnie posty to zauważam, że jest to taki zbiór myśli trochę nie uporządkowanych. Myślę, że uda mi się je uporządkować, w postaci książki, namawia mnie do tego moja pani Doktor psychiatra i inne osoby.

Wspominalem, że nerwy też z tego,
że nie bardzo mam gdzie pójść mieszkać.

Mój znajomy Terapeuta sugeruje odwyk lub ośrodek jakiś. Ja nie bardzo widzę sens i nie mam ochoty na odwyk. Może się wymądrzam, ale przerobiłem to wszystko i teraz wystarczy zastosować to w praktyce. Nie mam ochoty przez dwa miesiące ciągle o alkoholu.
Mam takie doświadczenie - jak zwracałem się do terapeutów uzależnień z problemami zaburzeń depresyjnych, czy poszukiwaniem sensu w życiu to przewżnie odpowiadali, że oni są od uzależnień i się na tym nie znają. Oczywiście spotkałem też terapeutów, którzy mają szersze spojrzenie.

Prawdziwy terapeuta, który zajmuje się różnymi problemami natury psychologicznej jest po szkoleniu specjalistycznym i działa w ramach jednej ze szkół psychoterapii. Ja dążyłem do tego, aby uzyskać takie umiejętności, ale nie wyszło z różnych przyczyn, między innymi dlatego, że te szkolenia są bardzo drogie. Dlatego też wizyty prywatne u psychoterapeutów są drogie, myślę, że pewnie i też z tego powodu

Tylko na Programie Rozwoku Osobistego miałem prawdziwą terapię i trochę listy z pewnym Terapeutą, myślę, że można nasze listy nazwać trochę terapią. No i trochę jeszcze gdzie indziej.

Myślałem, że na klinice po sąsiedzku na Głuskiej co podlega pod Sztasica jest jakaś terapia, ale kolega mówi, że nie bardzo.
Na wolności na Fundusz są psychoterapeuci na Hipotecznej np. Psychiatra musi chyba skierować, nie wiem ile się czeka i jak tam jest /jak zwykle grymaszę,ale są różni, jak w każdym zawodzie/.


Za dużo przeszedłem, dawno nie żyłem normalnie, w schroniskach, ośrodkach też różnie było - to nie życie, ja nie Frankl. Pod w hostelu dla uzależnionych w Świętokrzyskim, można tam przebywać pół roku, było jako tako, terapii mało, ale wolałbym - odpukać nie.

Źle się czuję w ośrodkach i schroniskach źle się czuję. Zresztą do schroniska dla bezdomnych mnie nie przyjmą, bo podzielili duże wyrównanie w tył renty na 12 miesięcy I wyszedł za duży dochód. Przepuściłem je jak pisałem.

Najchętniej zostałbym w moim mieście.
Planowałem stancję i pracę.
Gospodarz u którego wynajmowałem stancję pomimo tego że zabrudziłem trochę po pijanemu może trochę więcej niż trochę, chce mi dać kąt za 300zł. Okazało się, że jest to komórka pod schodami bez toalety i kuchni, miałbym chodzić do mieszkania. Tak się nie da mieszkać. Za pokój chce 650 zł nie mam aż tyle. 300 mogę dać, za 400 może bym przeżył. Znajomy, który trochę pomagał wziął moją rentę, 350 sobie pożyczył, mówi że odda nie wiadomo kiedy, to już ponad miesiąc. Byłoby na pokój.

Przyjaciele jakoś nie chcą pożyczyć jak piszę, już chyba też mają dosyć, pomagali mi już.

25 kwietnia albo trochę poźniej bo przesyłają na konto szpitala a to trwa będę miał rentę, 780 i trzynastkę  1 200 toby było prawie 2 tys. plus to co z obecnej zostanie bo mało w szpitalu wydaję. Zapłaciłbym pokój i na życie by zostało.

Są pokoje za 600 zł, ale przeważnie chcą kaucji, a na nią nie mam. Może dam ogłoszenie na tym blogu i ktoś mi pomoże. Tylko nie bardzo chcę ujawniać miasta, w którym mieszkam wolę pozostać anonimowy, jeszcze się namyślę. Nie chodzi mi o to, że się wstydzę, ale jakoś tak wolę, nie chcę się afiszować.
Ale niech tam, w mojej sytuacji próbuję różnych rozwiązań - Lublin. Czasem lepiej coś zrobić, może nawet wygłupić niż później żałować przez całe życie.

Tak czy siak muszę szybko pracę znaleźć, ponieważ bez tego nie będę miał na pokój w następnych miesiącach. Jak nie to - odpukać wyjazd, którego nie chcę. Jest bardzo duża szansa na pracę, dzwonią z fundacji co pomagają niepełnosprawnym w znalezieniu pracy np. Fuga Mundi, czy Heros, mówią, że jest dużo ofert np. ochrona czy  biuro i mówią że mam wszechstronne przygotowanie. Dzwonili też z firmy ochroniarskiej, są obiekty do obsadzenia.
Największą przeszkodą w pracy jest pęcherz, nie mogę pójść na kasę czy na taśmę bo muszę mieć możliwość korzystania często z toalety.

Jakbym był normalny to jest dużo pracy z zamieszkaniem w Polsce, ale budownictwo albo rolnictwo i zagranicą, ale nie dla mnie raczej.
No i nie wiem kiedy wyjdę że szpitala - trzeci miesiąc, jednego dnia lepiej, drugiego gorzej. I tak lepiej niż na początku pobytu.

Jak są nawroty paskudnego samopoczucia - to na razie do niczego się nie nadaję, chociaż popołudniami i dzisiaj czuję się całkiem normalnie tylko trochę zmęczony tymi przeżyciami, oczywiście - sam tego chciałem.

Najlepiej jakbym tu posiedział do trzynastki, aby daj Boże chcieli mnie tu trzymać, może mi to przejdzie - potrzeba czasu i zmiany myślenia.

Problem, bo jak - odpukać musiałbym gdzieś wyjechać, czego strasznie nie chcę, trzeba i tak się gdzieś zatrzymać. Ważne dokumenty wszystkie rzeczy u kolegi w piwnicy i pampersy trzeba.

Najlepiej jakbym tu posiedział do trzynastki, aby daj Boże chcieli mnie tu trzymać, może mi to przejdzie - potrzeba czasu i zmiany myślenia. Oby przeszło.

Najlepiej by mi było w moim też domu, ale wiadomo, Rodzina ma mnie w poważaniu.
Nie tylko chodzi o dach, ale w tej sytuacji wsparcie bliskich nieocenione.

Jak pisałem wcześniej mam sposoby, żeby nie pić - Antalcol, terapia, AA i praca. Jestem na 99% pewien, że teraz nie zapiję po tych wszystkich przejściach. Ok. 27 lat nie piłem i było dobrze to i teraz mogę dać radę.

Jak dzisiaj piszę ten list cały czas mnie nerwy trzęsą, staram się jednak coś robić, szkoda życia na chorowanie.


              Źródło - pixabay.com

Oczywiście nie szukam takiego wypasionego pokoju - nie mam dużych wymagań.







          

Stancja.

 Kurcze zwariuję. Wczoraj było całkiem dobrze, a dzisiaj znowu nawrót objawów o których pisałem - łamanie w stawach, dreszcze itd. Straszne skutki picia. Przed snem znowu myślałem o przeszłości I przyszłości - może to mi zaszkodziło. Nie mogłem usnąć. Mam nadzieję, że chociaż komuś ten opis skutków picia wódki się przyda, bardzo bym się cieszył. Po raportach Google Analitics widzę, że czytelników przybywa, cieszy mnie to i motywuje do pracy, nadaję sens. Mimo to próbuję coś spłodzić.

Praca pomaga, angażuje i mięśnie mniej się napinają.

Jak patrzę na moje ostatnie posty to zauważam, że jest to taki zbiór myśli trochę nie uporządkowanych. Myślę, że uda mi się je uporządkować, w postaci książki, namawia mnie do tego moja pani Doktor psychiatra i inne osoby.

Wspominalem, że nerwy też z tego,
że nie bardzo mam gdzie pójść mieszkać.

Mój znajomy Terapeuta sugeruje odwyk lub ośrodek jakiś. Ja nie bardzo widzę sens i nie mam ochoty na odwyk. Może się wymądrzam, ale przerobiłem to wszystko i teraz wystarczy zastosować to w praktyce. Nie mam ochoty przez dwa miesiące ciągle o alkoholu.
Mam takie doświadczenie - jak zwracałem się do terapeutów uzależnień z problemami zaburzeń depresyjnych, czy poszukiwaniem sensu w życiu to przewżnie odpowiadali, że oni są od uzależnień i się na tym nie znają. Oczywiście spotkałem też terapeutów, którzy mają szersze spojrzenie.

Prawdziwy terapeuta, który zajmuje się różnymi problemami natury psychologicznej jest po szkoleniu specjalistycznym i działa w ramach jednej ze szkół psychoterapii. Ja dążyłem do tego, aby uzyskać takie umiejętności, ale nie wyszło z różnych przyczyn, między innymi dlatego, że te szkolenia są bardzo drogie. Dlatego też wizyty prywatne u psychoterapeutów są drogie, myślę, że pewnie i też z tego powodu

Tylko na Programie Rozwoku Osobistego miałem prawdziwą terapię i trochę listy z pewnym Terapeutą, myślę, że można nasze listy nazwać trochę terapią. No i trochę jeszcze gdzie indziej.

Myślałem, że na klinice po sąsiedzku na Głuskiej co podlega pod Sztasica jest jakaś terapia, ale kolega mówi, że nie bardzo.
Na wolności na Fundusz są psychoterapeuci na Hipotecznej np. Psychiatra musi chyba skierować, nie wiem ile się czeka i jak tam jest /jak zwykle grymaszę,ale są różni, jak w każdym zawodzie/.


Za dużo przeszedłem, dawno nie żyłem normalnie, w schroniskach, ośrodkach też różnie było - to nie życie, ja nie Frankl. Pod w hostelu dla uzależnionych w Świętokrzyskim, można tam przebywać pół roku, było jako tako, terapii mało, ale wolałbym - odpukać nie.

Źle się czuję w ośrodkach i schroniskach źle się czuję. Zresztą do schroniska dla bezdomnych mnie nie przyjmą, bo podzielili duże wyrównanie w tył renty na 12 miesięcy I wyszedł za duży dochód. Przepuściłem je jak pisałem.

Najchętniej zostałbym w moim mieście.
Planowałem stancję i pracę.
Gospodarz u którego wynajmowałem stancję pomimo tego że zabrudziłem trochę po pijanemu może trochę więcej niż trochę, chce mi dać kąt za 300zł. Okazało się, że jest to komórka pod schodami bez toalety i kuchni, miałbym chodzić do mieszkania. Tak się nie da mieszkać. Za pokój chce 650 zł nie mam aż tyle. 300 mogę dać, za 400 może bym przeżył. Znajomy, który trochę pomagał wziął moją rentę, 350 sobie pożyczył, mówi że odda nie wiadomo kiedy, to już ponad miesiąc. Byłoby na pokój.

Przyjaciele jakoś nie chcą pożyczyć jak piszę, już chyba też mają dosyć, pomagali mi już.

25 kwietnia albo trochę poźniej bo przesyłają na konto szpitala a to trwa będę miał rentę, 780 i trzynastkę  1 200 toby było prawie 2 tys. plus to co z obecnej zostanie bo mało w szpitalu wydaję. Zapłaciłbym pokój i na życie by zostało.

Są pokoje za 600 zł, ale przeważnie chcą kaucji, a na nią nie mam. Może dam ogłoszenie na tym blogu i ktoś mi pomoże. Tylko nie bardzo chcę ujawniać miasta, w którym mieszkam wolę pozostać anonimowy, jeszcze się namyślę. Nie chodzi mi o to, że się wstydzę, ale jakoś tak wolę, nie chcę się afiszować.
Ale niech tam, w mojej sytuacji próbuję różnych rozwiązań - Lublin. Czasem lepiej coś zrobić, może nawet wygłupić niż później żałować przez całe życie.

Tak czy siak muszę szybko pracę znaleźć, ponieważ bez tego nie będę miał na pokój w następnych miesiącach. Jak nie to - odpukać wyjazd, którego nie chcę. Jest bardzo duża szansa na pracę, dzwonią z fundacji co pomagają niepełnosprawnym w znalezieniu pracy np. Fuga Mundi, czy Heros, mówią, że jest dużo ofert np. ochrona czy  biuro i mówią że mam wszechstronne przygotowanie. Dzwonili też z firmy ochroniarskiej, są obiekty do obsadzenia.
Największą przeszkodą w pracy jest pęcherz, nie mogę pójść na kasę czy na taśmę bo muszę mieć możliwość korzystania często z toalety.

Jakbym był normalny to jest dużo pracy z zamieszkaniem w Polsce, ale budownictwo albo rolnictwo i zagranicą, ale nie dla mnie raczej.
No i nie wiem kiedy wyjdę że szpitala - trzeci miesiąc, jednego dnia lepiej, drugiego gorzej. I tak lepiej niż na początku pobytu.

Jak są nawroty paskudnego samopoczucia - to na razie do niczego się nie nadaję, chociaż popołudniami i dzisiaj czuję się całkiem normalnie tylko trochę zmęczony tymi przeżyciami, oczywiście - sam tego chciałem.

Najlepiej jakbym tu posiedział do trzynastki, aby daj Boże chcieli mnie tu trzymać, może mi to przejdzie - potrzeba czasu i zmiany myślenia.

Problem, bo jak - odpukać musiałbym gdzieś wyjechać, czego strasznie nie chcę, trzeba i tak się gdzieś zatrzymać. Ważne dokumenty wszystkie rzeczy u kolegi w piwnicy i pampersy trzeba.

Najlepiej jakbym tu posiedział do trzynastki, aby daj Boże chcieli mnie tu trzymać, może mi to przejdzie - potrzeba czasu i zmiany myślenia. Oby przeszło.

Najlepiej by mi było w moim też domu, ale wiadomo, Rodzina ma mnie w poważaniu.
Nie tylko chodzi o dach, ale w tej sytuacji wsparcie bliskich nieocenione.

Jak pisałem wcześniej mam sposoby, żeby nie pić - Antalcol, terapia, AA i praca. Jestem na 99% pewien, że teraz nie zapiję po tych wszystkich przejściach. Ok. 27 lat nie piłem i było dobrze to i teraz mogę dać radę.

Jak dzisiaj piszę ten list cały czas mnie nerwy trzęsą, staram się jednak coś robić, szkoda życia na chorowanie.


              Źródło - pixabay.com

Oczywiście nie szukam takiego wypasionego pokoju - nie mam dużych wymagań.







          

piątek, 8 kwietnia 2022

Gotująca się żaba.

 


Ale psychika potrafi wymęczyć organizm. Wiedziałem niby o tym, Magda Ilnicka na zajęciach Programu Rozwoju Osobistego wspominała, ale nie sądziłem, że aż w takim stopniu.

Znowu prawie rówieśnik odszedł - Ludwik Dorn. Nie byłem jego fanem ale szanowałem człowieka, dużo zrobił dla Polski, czyli też dla mnie.
A mi się ciągle wydaje, że mam 40 lat, pomimo tego, że mam 63, rówieśnicy wydają mi się dużo starsi, trochę SIiZ.
Mam taki lęk przed starzeniem, chorobami z nim związanymi i odejściem. Nie ja jeden. Jak czytam w wywiadzie z Andrzejem Grabowskim to widzę że wesoły Ferdek miewa też myśli depresyjne, tylko on ma wsparcie rodziny, a ja sam. Rodzina ma mnie daleko w poważaniu i się nie dziwię. Szkoda, psychoterapeuta nie zastąpi bliskich osób.

https://www.plotek.pl/plotek/7,154063,28311547,andrzej-grabowski-przyznal-sie-do-depresji-aktor-przechodzi.html

W szpitalu nie bardzo jest z kim porozmawiać, było dwóch fajnych kolegów, ale już wyszli. Tutaj sam się nakręcam w dużym stopniu, żyję w ciągłym stresie.

Na mitingi AA jak najbardziej chodzę, jak nie piję i mam możliwość, ale w środowisku AA, mało bratnich dusz spotkałem. Lepiej się czuję ze starymi znajomymi, niekoniecznie alkoholikami, tylko teraz z nikim się nie spotykałem. Tu dzwonię tylko do jednego przyjaciela.

Ogólnie to może trochę lepiej, ale rano i przedpołudniem łamanie w stawach, niesmak w ustach. Jeszcze mało wody piję bo pęcherz, a to też wpływa na samopoczucie. Tutaj sam się nakręcam w dużym stopniu, żyję w ciągłym stresie. Jak nic objawy nerwicy, pisałem o tym w poprzednim poście. Nie wiem co się dzieje, ale nawet po południu i wieczorem kiedy jest mi całkiem dobrze mam jakiś wewnętrzny opór przed pisaniem i czytaniem?

Pisałem - marnuję czas a mam go teraz trochę. Czytam artykuły na portalach istotne i nieistotne. Bardzo często są o wojnie. A przecież mogę np. pisać wspomnienia o czym dawno myślałem, wiele ciekawych rzeczy działo się w moim życiu. Założyłem nawet niepublicznego bloga, ale leży odłogiem.

Wysyłam moje oferty do pracy olx lento itp. mała szansa, wiek np. ale zobaczę czy jest odzew na razie nie bardzo poza fundacjami, które wspierają niepełnosprawnych w szukaniu pracy, kasa i taśma nie mogę bo pęcherz, a dużo takich jest.

Pamięć krótkotrwała - STM też mi nawala, może wynika to z braku umiejętności koncentracji.

Jak tak czytam o wojnie na w Ukrainie to myślę, że ma ona wpływ na psychikę u wielu ludzi, którzy mają wyobraźnię, na mnie ma. W pale się nie mieści, że dożyję czegoś takiego. Przyzwyczaiłem się do współczesnego świata i względnego spokoju, a tu masz. Przecież wojny toczą się cały czas na świecie, ale daleko i to tak do mnie nie dociera za bardzo, a przecież ludzie tam też cierpią niewyobrażalnie.

Część Polaków informacje o sytuacji w Polsce i na świecie łyka jak pelikany, wierzą we wszystko co serwuje TVP, tuba partii rządzącej. Brak krytycyzmu i swojego zdania i to mnie też smuci. Chyba jakbym znał język dawno bym stąd wyjechał, może marny patriota że mnie, a może bym nie wyjechał?

Ile tu można siedzieć?

Nie wiem kiedy i czy to przejdzie? Może też pogoda trochę.


Sądzę, że to nie leki tu pomogą tylko -
- autoterapia co też czynię że wsparciem znajomego Terapeuty, nie mam na razie innego ruchu.
- terapia;
- i odpowiednie warunki do życia, w ośrodkach i schroniskach źle się czuję,  to nie dla mnie;
- czas;
- i oczywiście abstynencja.

Ile się męczyć na tym padole? Jak nie zafunduję sobie odrobiny satysfakcji z życia to zwariuję, albo skończę ze sobą, albo zapiję się na śmierć.

Z psychoterapeutami problem. Przeglądałem oferty psychoterapeutów co pracują w moim mieście, ceny od 120 do 250. Byłoby mnie stać na wiele sesji ale... W jednej poradni są psychoterapeuci na kasę, trzeba chyba mieć skierowanie od psychiatry, trzeba sprawdzić.  Znam taką panią treapeutkę od uzależnień, nie ma innych szkoleń, ale i w innych tematach też jest pomocna.

Czasami chcę komuś pomóc, ale ten ktoś nie bardzo chce się ruszyć, a na siłę się nie da, tak jak np. zakochać jak wskazuje Frankl. U niego zachodzi zjawisko gotującej się żaby, ja zresztą też to miewam.
https://niniwa.pl/2019/03/11/syndrom-gotowanej-zaby/

Tak jak czasami bywa i w życiu i chorobie alkoholowej. Mówią, że alkoholik zaczyna działać jak osiągnie DNO, ale dla każdego te dno jest inne, czasami bardzo głęboki i wtedy dużo trudniej wyjść, ale nigdy nie jest za późno - Dum spiro spero - "dopóki oddycham, nie tracę nadzieji."

Tak samo też bywa u ludzi  nieuzależnionych od alkoholu w innych, trudnych sytuacjach życiowych.

https://zszywka.pl/p/dum-spiro-spero--dopoki-oddycham-ni-9582212.html

Jak widać na tej stronie niektórzy sobie to nawet tatułują. Ja nie mam przekonania do tatuaży niektóre nawet ciekawe, ale wiele wstrętnych.

Przyjaciele często w dobrej wierze mówią - wiem co czujesz, wszystko bedzie dobrze. Guzik tam wiedzą, jak człowiek ma doła to takie teksty czasami denerwują. Sam takie głupoty zdarzało mi się mówić. Na przykład bezrobotnym jak sam do pewnego momentu zawsze miałem pracę.

Mam za dużo czasu na myślenie. Jak coś zdziałam to lepiej, chyba mięśnie się rozluźniają.
Nie wiem za bardzo jak sobie pomóc.
Miałem taką kasetę relaksacyjną co mi przysłał Jacek Santorski, na YouTube są relaksację, na jednej stronie są ćwiczenia, ale przede wszystkim trzeba przekierować myślenie. Mimo wszystko jest jakiś postęp, trochę inaczej myślę. Spróbuję relaksu, może trochę pomoże trudni jest mi się odprężyć, ciągle mi się kotłują jakieś myśli i fajne i złe. Gdzieś czytałem i nie mogę sobie przypomnieć gdzie, że jest takie proste urządzenie, że jak się człowiek podłączy i jest duża aktywność mózgu to pipczy i klient nie kombinuje w myślach tylko się relaksuje.
Złośliwie powiem, że są ludzie, którzy tak mają od dawna bez maszyny, nie mam na myśli tych co na przykład uprawiają jogę lub hathjogę.

Ale uwaga! Też i z jogą można przesadzić i się uzależnić.



                    Źródło - pixabay.com 

Gotująca się żaba.

 


Ale psychika potrafi wymęczyć organizm. Wiedziałem niby o tym, Magda Ilnicka na zajęciach Programu Rozwoju Osobistego wspominała, ale nie sądziłem, że aż w takim stopniu.

Znowu prawie rówieśnik odszedł - Ludwik Dorn. Nie byłem jego fanem ale szanowałem człowieka, dużo zrobił dla Polski, czyli też dla mnie.
A mi się ciągle wydaje, że mam 40 lat, pomimo tego, że mam 63, rówieśnicy wydają mi się dużo starsi, trochę SIiZ.
Mam taki lęk przed starzeniem, chorobami z nim związanymi i odejściem. Nie ja jeden. Jak czytam w wywiadzie z Andrzejem Grabowskim to widzę że wesoły Ferdek miewa też myśli depresyjne, tylko on ma wsparcie rodziny, a ja sam. Rodzina ma mnie daleko w poważaniu i się nie dziwię. Szkoda, psychoterapeuta nie zastąpi bliskich osób.

https://www.plotek.pl/plotek/7,154063,28311547,andrzej-grabowski-przyznal-sie-do-depresji-aktor-przechodzi.html

W szpitalu nie bardzo jest z kim porozmawiać, było dwóch fajnych kolegów, ale już wyszli. Tutaj sam się nakręcam w dużym stopniu, żyję w ciągłym stresie.

Na mitingi AA jak najbardziej chodzę, jak nie piję i mam możliwość, ale w środowisku AA, mało bratnich dusz spotkałem. Lepiej się czuję ze starymi znajomymi, niekoniecznie alkoholikami, tylko teraz z nikim się nie spotykałem. Tu dzwonię tylko do jednego przyjaciela.

Ogólnie to może trochę lepiej, ale rano i przedpołudniem łamanie w stawach, niesmak w ustach. Jeszcze mało wody piję bo pęcherz, a to też wpływa na samopoczucie. Tutaj sam się nakręcam w dużym stopniu, żyję w ciągłym stresie. Jak nic objawy nerwicy, pisałem o tym w poprzednim poście. Nie wiem co się dzieje, ale nawet po południu i wieczorem kiedy jest mi całkiem dobrze mam jakiś wewnętrzny opór przed pisaniem i czytaniem?

Pisałem - marnuję czas a mam go teraz trochę. Czytam artykuły na portalach istotne i nieistotne. Bardzo często są o wojnie. A przecież mogę np. pisać wspomnienia o czym dawno myślałem, wiele ciekawych rzeczy działo się w moim życiu. Założyłem nawet niepublicznego bloga, ale leży odłogiem.

Wysyłam moje oferty do pracy olx lento itp. mała szansa, wiek np. ale zobaczę czy jest odzew na razie nie bardzo poza fundacjami, które wspierają niepełnosprawnych w szukaniu pracy, kasa i taśma nie mogę bo pęcherz, a dużo takich jest.

Pamięć krótkotrwała - STM też mi nawala, może wynika to z braku umiejętności koncentracji.

Jak tak czytam o wojnie na w Ukrainie to myślę, że ma ona wpływ na psychikę u wielu ludzi, którzy mają wyobraźnię, na mnie ma. W pale się nie mieści, że dożyję czegoś takiego. Przyzwyczaiłem się do współczesnego świata i względnego spokoju, a tu masz. Przecież wojny toczą się cały czas na świecie, ale daleko i to tak do mnie nie dociera za bardzo, a przecież ludzie tam też cierpią niewyobrażalnie.

Część Polaków informacje o sytuacji w Polsce i na świecie łyka jak pelikany, wierzą we wszystko co serwuje TVP, tuba partii rządzącej. Brak krytycyzmu i swojego zdania i to mnie też smuci. Chyba jakbym znał język dawno bym stąd wyjechał, może marny patriota że mnie, a może bym nie wyjechał?

Ile tu można siedzieć?

Nie wiem kiedy i czy to przejdzie? Może też pogoda trochę.


Sądzę, że to nie leki tu pomogą tylko -
- autoterapia co też czynię że wsparciem znajomego Terapeuty, nie mam na razie innego ruchu.
- terapia;
- i odpowiednie warunki do życia, w ośrodkach i schroniskach źle się czuję,  to nie dla mnie;
- czas;
- i oczywiście abstynencja.

Ile się męczyć na tym padole? Jak nie zafunduję sobie odrobiny satysfakcji z życia to zwariuję, albo skończę ze sobą, albo zapiję się na śmierć.

Z psychoterapeutami problem. Przeglądałem oferty psychoterapeutów co pracują w moim mieście, ceny od 120 do 250. Byłoby mnie stać na wiele sesji ale... W jednej poradni są psychoterapeuci na kasę, trzeba chyba mieć skierowanie od psychiatry, trzeba sprawdzić.  Znam taką panią treapeutkę od uzależnień, nie ma innych szkoleń, ale i w innych tematach też jest pomocna.

Czasami chcę komuś pomóc, ale ten ktoś nie bardzo chce się ruszyć, a na siłę się nie da, tak jak np. zakochać jak wskazuje Frankl. U niego zachodzi zjawisko gotującej się żaby, ja zresztą też to miewam.
https://niniwa.pl/2019/03/11/syndrom-gotowanej-zaby/

Tak jak czasami bywa i w życiu i chorobie alkoholowej. Mówią, że alkoholik zaczyna działać jak osiągnie DNO, ale dla każdego te dno jest inne, czasami bardzo głęboki i wtedy dużo trudniej wyjść, ale nigdy nie jest za późno - Dum spiro spero - "dopóki oddycham, nie tracę nadzieji."

Tak samo też bywa u ludzi  nieuzależnionych od alkoholu w innych, trudnych sytuacjach życiowych.

https://zszywka.pl/p/dum-spiro-spero--dopoki-oddycham-ni-9582212.html

Jak widać na tej stronie niektórzy sobie to nawet tatułują. Ja nie mam przekonania do tatuaży niektóre nawet ciekawe, ale wiele wstrętnych.

Przyjaciele często w dobrej wierze mówią - wiem co czujesz, wszystko bedzie dobrze. Guzik tam wiedzą, jak człowiek ma doła to takie teksty czasami denerwują. Sam takie głupoty zdarzało mi się mówić. Na przykład bezrobotnym jak sam do pewnego momentu zawsze miałem pracę.

Mam za dużo czasu na myślenie. Jak coś zdziałam to lepiej, chyba mięśnie się rozluźniają.
Nie wiem za bardzo jak sobie pomóc.
Miałem taką kasetę relaksacyjną co mi przysłał Jacek Santorski, na YouTube są relaksację, na jednej stronie są ćwiczenia, ale przede wszystkim trzeba przekierować myślenie. Mimo wszystko jest jakiś postęp, trochę inaczej myślę. Spróbuję relaksu, może trochę pomoże trudni jest mi się odprężyć, ciągle mi się kotłują jakieś myśli i fajne i złe. Gdzieś czytałem i nie mogę sobie przypomnieć gdzie, że jest takie proste urządzenie, że jak się człowiek podłączy i jest duża aktywność mózgu to pipczy i klient nie kombinuje w myślach tylko się relaksuje.
Złośliwie powiem, że są ludzie, którzy tak mają od dawna bez maszyny, nie mam na myśli tych co na przykład uprawiają jogę lub hathjogę.

Ale uwaga! Też i z jogą można przesadzić i się uzależnić.



                    Źródło - pixabay.com 

czwartek, 7 kwietnia 2022

Dziennik - ruletka i nerwy.

 

Może niektórzy czytelnicy zdziwili się lub zaniepokoili tą przerwą. A ja po prostu miałem nawrót zaburzeń. Jestem jeszcze dalej w szpitalu, już trzeci miesiąc.

Było już całkiem dobrze, a od około dwóch tygodni znowu gorzej, szczególnie rano i przed południem. W okresie abstynencji też tak miałem, jestem sowa i najlepiej się 
wieczorem i w nocy. Czasami tak jak w ostatni poniedziałek czuję się już całkiem normalnie, tylko trochę słaby, a potem część objawów wraca i tak w kółko. Odczuwam też wtedy taką niemoc twórczą i stąd też luki w blogu. Jakoś trochę łatwiej pisze mi się listy do pewnego Terapeuty, a przecież ten blog też ktoś czyta co widzę po raportach Google Analytics tylko szkoda, że mało komentarzy.

Pisałem już o objawach nawrotu kryzysu, czy depresji w poście 04 marca 2022, ale przypomnę pokrótce. Może jęczę i za bardzo się powtarzam, ale chcę podkreślić dokuczliwość tych objawów. Niby wyniki OK, a coś się dzieje i otoczenie tego często nie rozumie. Może przyda to się zarówno mi jak i uzależnionym czytelnikom, którzy w dalszym ciągu próbują pić kontrolowanie.

Są co prawda tzw. programy redukcji szkód, gdzie dąży się do ograniczenia picia, konsekwencji i szkód z tym związanych, pisałem kiedyś o tym. Może dla niektórych osób jest to wystarczające i pożyteczne, ale ja się na to nie piszę -
- po pierwsze dlatego, że to dla mnie loteria, szczególnie jak są objawy abstynencyjne, czyli kac;
- po drugie bo żyło mi się fajnie przez 27 lat bez alkoholu i wcale nie odczuwałem jego braku.

Owszem, zdążały się dni, że piłem bez konsekwencji, kontrolowanie. Ale jest to ruletka i często na drugi dzień kusiło.


                      Źródło - pixabay.com 




                              
Jak pisałem rąbnęło mnie jak nigdy przedtem. Związane jest to zapewne oprócz żalu po głupotach, dużych stratach psychicznych i materialnych, ale też w pewnym  stopniu z tym, że mam silny lęk przed wyjściem - nie bardzo jest gdzie.

To niektóre objawy, które były ostatnio, nie wszystkie pojawiają się naraz, zwykle dwa trzy -

W żołądku nie ból tylko jakby kamień tam był, tak miałem jak nie piłem przy nerwach. Bardzo słaby jestem, jakbym miał zemdleć, brak apetytu, sucho w ustach, niesmak, papierosy i kawa nie smakują /to głupie ale takie są objawy/, nerwowość, niepokój, do toalety chodzę ciągle, co 10 minut odczuwam parcie, popuszczam w pampersa, głowa boli. Jak coś robię albo leżę w łóżku to trochę lepiej. Na wolności w sprzyjających warunkach to tylko godzinę wytrzymam nie więcej - taka wada wrodzona.

Męczliwość, rano wstaję zmęczony, w stawach strasznie łupie, u serce staje, brak powietrza. nie mogę się skupić, ani nic robić po południu zwykle trochę lepiej, czasami całkiem prawie dobrze, ale to nie to. Nerwy trzęsą i osłabiony. Lekarz mówi, że to po antybiotyku, ale to guzik prawda.
Zmuszam się żeby cokolwiek napisać lub przeczytać, a muszę coś robić bo zwariuję do końca jak będę leżał ciągle w łóżku.

Kiedy to przejdzie. Tu raczej nie pomogą. Nie ma żadnej terapii, na sąsiedniej klinice też. Z lekarzem dwie minuty rozmowy, z leków tylko Duksocyklina, różnie o niej piszą, na wolności więcej leków brałem jak nie piłem, może ona wystarczy. Tyle, że dach i jedzenie no i nie ma alkoholu.
Teraz biorę Escitalocpram, dobrze raczej o nim piszą. Niby na forach często głupoty, ale coś w nich jest z prawdy.

Założę się o duże pieniądze - że jakbym miał gdzie pójść mieszkać, miał pieniądze na życie lub wygrał dużą kasę toby objawy szybko przeszły.

Mam takie bardzo podobne doświadczenie w przeszłości. Nie piłem już wtedy ładnych parę lat i niespodziewanie straciłem pracę, a moja pensja była niezła i dzięki temu mogliśmy wynajmować mieszkanie w większym mieście z Rodziną, bez dobrze płatnej pracy nie było szans. Do tego nie pojechałem na rozmowę do ośrodka terapii uzależnień w Krakowie o takiej pracy marzyłem, wybrałem pozostanie w Lublinie bo tu niby pewna praca i Rodzina.

Od czerwca do września byłem nieprzytomny, kryzys, depresja jak cholera, terapia, psychiatra. Leżałem tylko na kanapie i paliłem papierosy, mało próbowałem działać. Dobrze że byłem wtedy z Rodziną - nie musiałem nic robić tylko mogłem przeżywać.

Z perspektywy czasu widzę że zachowałem się mało dojrzale, tyle że nie myślałem o piciu i zacząłem myśleć o stronie - blogu.

Przeszło mi za 3 dni jak z nieba spadło mi zajęcie za dobre pieniądze, dobrze szło. Zająłem się giełdą. Nie kupowałem akcji tylko działałem na kontraktach WIG20.
Miałem metodę  na tak zwanego żółwika, jak szło w dobrą stronę w górę lub w dół, czyli na długich lub krótkich, wchodziłem na chwilę i nie czekałem co będzie dalej. Niestety schytrzyłem się kiedyś, niedojrzała osobowość, chciałem za szybko i wszystko szlak trafił, a była duża szansa, ludzie z tego żyją lub uzupełniają dochody.
Potem próbowałem sam. Przy wkładzie 1000 zł wyciągałem 50 zł dziennie, skończyło się jak poprzednio.

Rozpisuję się o tym bo to świadczy o mojej osobowości. Podobnie się dzieje w innych sytuacjach. Głupota i rządzą emocje nie rozum.

Piję też kawę i palę pomimo oczywistej szkodliwości. Zapominam szybko o bólu żołądka. Jak boli to sobie obiecuję, uzależnienie jak nic.
Używam dalej pomimo tego, że mi szkodzi - jedna z definicji uzależnienia, która mi się bardzo podoba.
Podobnie z alkoholem szybko zapominam. Jak nie wyrobię w sobie odruchu, takiego prawie bezwarunkowego, żeby naprzód pomyśleć to będzie źle. Odruch szybszy od myśli.

Z drugiej strony jakbym miał warunki i szybko stąd wyszedł jest duża szansa żebym zapił, bo nie przeżyłbym tego cierpienia co teraz. Długi pobyt sprzyja przemyśleniom i trochę rechabilitacji.

Myślałem, że to wrzód, ale chyba nie -

Jak tak czytam o nerwicach to wygląda na to, że jednak mam typowe objawy. Trzeba by zrobić jeszcze gastroskopię, żeby wykluczyć wrzód, ale myślę, że raczej nie. Jak problemy to pękają najsłabsze ogniwa łańcucha, u mnie to żołądek i pęcherz, miewam takie gwałtowne nagłe parcie, że nie mogę się powstrzymać, urolog mówił że tak może być. Niby wszystko się zgadza.

Jak się położę wieczorem i oglądam serial, żeby nie było zbyt ambitnie, objawy mijają, apetyt wraca. Chyba w łóżku wieczorem czuję się bezpiecznie.

Miewałem tak jeszcze jak nie piłem, ale przez dzień, czy pół.

U pacjentów z nerwicą trudne emocje gromadzone są na poziomie nieuświadamianym. Symbolicznie można powiedzieć, że nie ma przyzwolenia na poziomie świadomym na ich odczuwanie – emocje organizują się więc w objawy odczuwane przez ciało. Wydawałoby się pozornie, że jeżeli występuje ból to przyczyna powinna tkwić w ciele, a przyczyną np. przewlekłego kaszlu na pewno jest choroba płuc. U pacjentów z nerwicą kolejne badania ciała nie potwierdzają zaburzeń.

https://donatakurpas.pl/jak-rozpoznac-nerwice-i-leczyc-nerwice/

https://www.hellozdrowie.pl/artykul-stawy-nie-lubia-stresu/

Jednym z objawów nerwicy mogą być też przewlekłe bóle mięśni, którym towarzyszy duże zmęczenie. Pamiętajmy, że każda sytuacja stresowa powoduje u nas odruchowe napinanie mięśni. Nie kontrolujemy tego. Oczywiście jeśli nie cierpimy na zaburzenia lękowe, po ustąpieniu sytuacji stresowej – ustępuje też napięcie mięśni. Rozluźniamy się i odpoczywamy. Często mówimy, „ale ten stres wymęczył mnie”. U pacjentów z zaburzeniami lękowymi nie ma okresu rozluźnienia i odprężenia, napięcie mięśni utrzymuje się przewlekle.

Niby to wiedziałem, ale teraz wyraźniej to sobie uświadomiłem.
Oczywiście może to być też nawrót chęci picia - tęsknota za wódkę, zachętka jak mówi moja Pani Dr, też pewnie kryzys i depresja. Za dużo przeżyłem w ostatnich latach i to teraz wychodzi. Obawiam się - czy to odwracalne? Sądzę, że tak, ale trzeba czasu, dużo pracy nad sobą, terapii osobowości i oczywiście abstynencji całkowitej.

Pacjenci odczuwający przewlekłe dolegliwości bólowe i uogólnione napięcie często zauważają, że ustępują one po alkoholu lub innych substancjach psychoaktywnych. Sięgają więc po alkohol lub inne substancje odurzające coraz częściej. Niestety rozpoznanie zaburzeń lękowych często stawia się wtórnie do uzależnienia od tych substancji.

https://donatakurpas.pl/jak-rozpoznac-nerwice-i-leczyc-nerwice/

Rzeczywiście - jak wypiję wszystko mija i to jest zdradne.

A to wszystko też pewnie dlatego, że tylko pozornie pogodziłem się z wyrzutami sumienia, żalem po stracie itp. Podświadomie wracam do tego, samo się myśli, jak mawiali moi klienci. No i jak pisałem niepewna przyszłość.

A co dalej? - w następnym liście.



                


Dziennik - ruletka i nerwy.

 

Może niektórzy czytelnicy zdziwili się lub zaniepokoili tą przerwą. A ja po prostu miałem nawrót zaburzeń. Jestem jeszcze dalej w szpitalu, już trzeci miesiąc.

Było już całkiem dobrze, a od około dwóch tygodni znowu gorzej, szczególnie rano i przed południem. W okresie abstynencji też tak miałem, jestem sowa i najlepiej się 
wieczorem i w nocy. Czasami tak jak w ostatni poniedziałek czuję się już całkiem normalnie, tylko trochę słaby, a potem część objawów wraca i tak w kółko. Odczuwam też wtedy taką niemoc twórczą i stąd też luki w blogu. Jakoś trochę łatwiej pisze mi się listy do pewnego Terapeuty, a przecież ten blog też ktoś czyta co widzę po raportach Google Analytics tylko szkoda, że mało komentarzy.

Pisałem już o objawach nawrotu kryzysu, czy depresji w poście 04 marca 2022, ale przypomnę pokrótce. Może jęczę i za bardzo się powtarzam, ale chcę podkreślić dokuczliwość tych objawów. Niby wyniki OK, a coś się dzieje i otoczenie tego często nie rozumie. Może przyda to się zarówno mi jak i uzależnionym czytelnikom, którzy w dalszym ciągu próbują pić kontrolowanie.

Są co prawda tzw. programy redukcji szkód, gdzie dąży się do ograniczenia picia, konsekwencji i szkód z tym związanych, pisałem kiedyś o tym. Może dla niektórych osób jest to wystarczające i pożyteczne, ale ja się na to nie piszę -
- po pierwsze dlatego, że to dla mnie loteria, szczególnie jak są objawy abstynencyjne, czyli kac;
- po drugie bo żyło mi się fajnie przez 27 lat bez alkoholu i wcale nie odczuwałem jego braku.

Owszem, zdążały się dni, że piłem bez konsekwencji, kontrolowanie. Ale jest to ruletka i często na drugi dzień kusiło.


                      Źródło - pixabay.com 




                              
Jak pisałem rąbnęło mnie jak nigdy przedtem. Związane jest to zapewne oprócz żalu po głupotach, dużych stratach psychicznych i materialnych, ale też w pewnym  stopniu z tym, że mam silny lęk przed wyjściem - nie bardzo jest gdzie.

To niektóre objawy, które były ostatnio, nie wszystkie pojawiają się naraz, zwykle dwa trzy -

W żołądku nie ból tylko jakby kamień tam był, tak miałem jak nie piłem przy nerwach. Bardzo słaby jestem, jakbym miał zemdleć, brak apetytu, sucho w ustach, niesmak, papierosy i kawa nie smakują /to głupie ale takie są objawy/, nerwowość, niepokój, do toalety chodzę ciągle, co 10 minut odczuwam parcie, popuszczam w pampersa, głowa boli. Jak coś robię albo leżę w łóżku to trochę lepiej. Na wolności w sprzyjających warunkach to tylko godzinę wytrzymam nie więcej - taka wada wrodzona.

Męczliwość, rano wstaję zmęczony, w stawach strasznie łupie, u serce staje, brak powietrza. nie mogę się skupić, ani nic robić po południu zwykle trochę lepiej, czasami całkiem prawie dobrze, ale to nie to. Nerwy trzęsą i osłabiony. Lekarz mówi, że to po antybiotyku, ale to guzik prawda.
Zmuszam się żeby cokolwiek napisać lub przeczytać, a muszę coś robić bo zwariuję do końca jak będę leżał ciągle w łóżku.

Kiedy to przejdzie. Tu raczej nie pomogą. Nie ma żadnej terapii, na sąsiedniej klinice też. Z lekarzem dwie minuty rozmowy, z leków tylko Duksocyklina, różnie o niej piszą, na wolności więcej leków brałem jak nie piłem, może ona wystarczy. Tyle, że dach i jedzenie no i nie ma alkoholu.
Teraz biorę Escitalocpram, dobrze raczej o nim piszą. Niby na forach często głupoty, ale coś w nich jest z prawdy.

Założę się o duże pieniądze - że jakbym miał gdzie pójść mieszkać, miał pieniądze na życie lub wygrał dużą kasę toby objawy szybko przeszły.

Mam takie bardzo podobne doświadczenie w przeszłości. Nie piłem już wtedy ładnych parę lat i niespodziewanie straciłem pracę, a moja pensja była niezła i dzięki temu mogliśmy wynajmować mieszkanie w większym mieście z Rodziną, bez dobrze płatnej pracy nie było szans. Do tego nie pojechałem na rozmowę do ośrodka terapii uzależnień w Krakowie o takiej pracy marzyłem, wybrałem pozostanie w Lublinie bo tu niby pewna praca i Rodzina.

Od czerwca do września byłem nieprzytomny, kryzys, depresja jak cholera, terapia, psychiatra. Leżałem tylko na kanapie i paliłem papierosy, mało próbowałem działać. Dobrze że byłem wtedy z Rodziną - nie musiałem nic robić tylko mogłem przeżywać.

Z perspektywy czasu widzę że zachowałem się mało dojrzale, tyle że nie myślałem o piciu i zacząłem myśleć o stronie - blogu.

Przeszło mi za 3 dni jak z nieba spadło mi zajęcie za dobre pieniądze, dobrze szło. Zająłem się giełdą. Nie kupowałem akcji tylko działałem na kontraktach WIG20.
Miałem metodę  na tak zwanego żółwika, jak szło w dobrą stronę w górę lub w dół, czyli na długich lub krótkich, wchodziłem na chwilę i nie czekałem co będzie dalej. Niestety schytrzyłem się kiedyś, niedojrzała osobowość, chciałem za szybko i wszystko szlak trafił, a była duża szansa, ludzie z tego żyją lub uzupełniają dochody.
Potem próbowałem sam. Przy wkładzie 1000 zł wyciągałem 50 zł dziennie, skończyło się jak poprzednio.

Rozpisuję się o tym bo to świadczy o mojej osobowości. Podobnie się dzieje w innych sytuacjach. Głupota i rządzą emocje nie rozum.

Piję też kawę i palę pomimo oczywistej szkodliwości. Zapominam szybko o bólu żołądka. Jak boli to sobie obiecuję, uzależnienie jak nic.
Używam dalej pomimo tego, że mi szkodzi - jedna z definicji uzależnienia, która mi się bardzo podoba.
Podobnie z alkoholem szybko zapominam. Jak nie wyrobię w sobie odruchu, takiego prawie bezwarunkowego, żeby naprzód pomyśleć to będzie źle. Odruch szybszy od myśli.

Z drugiej strony jakbym miał warunki i szybko stąd wyszedł jest duża szansa żebym zapił, bo nie przeżyłbym tego cierpienia co teraz. Długi pobyt sprzyja przemyśleniom i trochę rechabilitacji.

Myślałem, że to wrzód, ale chyba nie -

Jak tak czytam o nerwicach to wygląda na to, że jednak mam typowe objawy. Trzeba by zrobić jeszcze gastroskopię, żeby wykluczyć wrzód, ale myślę, że raczej nie. Jak problemy to pękają najsłabsze ogniwa łańcucha, u mnie to żołądek i pęcherz, miewam takie gwałtowne nagłe parcie, że nie mogę się powstrzymać, urolog mówił że tak może być. Niby wszystko się zgadza.

Jak się położę wieczorem i oglądam serial, żeby nie było zbyt ambitnie, objawy mijają, apetyt wraca. Chyba w łóżku wieczorem czuję się bezpiecznie.

Miewałem tak jeszcze jak nie piłem, ale przez dzień, czy pół.

U pacjentów z nerwicą trudne emocje gromadzone są na poziomie nieuświadamianym. Symbolicznie można powiedzieć, że nie ma przyzwolenia na poziomie świadomym na ich odczuwanie – emocje organizują się więc w objawy odczuwane przez ciało. Wydawałoby się pozornie, że jeżeli występuje ból to przyczyna powinna tkwić w ciele, a przyczyną np. przewlekłego kaszlu na pewno jest choroba płuc. U pacjentów z nerwicą kolejne badania ciała nie potwierdzają zaburzeń.

https://donatakurpas.pl/jak-rozpoznac-nerwice-i-leczyc-nerwice/

https://www.hellozdrowie.pl/artykul-stawy-nie-lubia-stresu/

Jednym z objawów nerwicy mogą być też przewlekłe bóle mięśni, którym towarzyszy duże zmęczenie. Pamiętajmy, że każda sytuacja stresowa powoduje u nas odruchowe napinanie mięśni. Nie kontrolujemy tego. Oczywiście jeśli nie cierpimy na zaburzenia lękowe, po ustąpieniu sytuacji stresowej – ustępuje też napięcie mięśni. Rozluźniamy się i odpoczywamy. Często mówimy, „ale ten stres wymęczył mnie”. U pacjentów z zaburzeniami lękowymi nie ma okresu rozluźnienia i odprężenia, napięcie mięśni utrzymuje się przewlekle.

Niby to wiedziałem, ale teraz wyraźniej to sobie uświadomiłem.
Oczywiście może to być też nawrót chęci picia - tęsknota za wódkę, zachętka jak mówi moja Pani Dr, też pewnie kryzys i depresja. Za dużo przeżyłem w ostatnich latach i to teraz wychodzi. Obawiam się - czy to odwracalne? Sądzę, że tak, ale trzeba czasu, dużo pracy nad sobą, terapii osobowości i oczywiście abstynencji całkowitej.

Pacjenci odczuwający przewlekłe dolegliwości bólowe i uogólnione napięcie często zauważają, że ustępują one po alkoholu lub innych substancjach psychoaktywnych. Sięgają więc po alkohol lub inne substancje odurzające coraz częściej. Niestety rozpoznanie zaburzeń lękowych często stawia się wtórnie do uzależnienia od tych substancji.

https://donatakurpas.pl/jak-rozpoznac-nerwice-i-leczyc-nerwice/

Rzeczywiście - jak wypiję wszystko mija i to jest zdradne.

A to wszystko też pewnie dlatego, że tylko pozornie pogodziłem się z wyrzutami sumienia, żalem po stracie itp. Podświadomie wracam do tego, samo się myśli, jak mawiali moi klienci. No i jak pisałem niepewna przyszłość.

A co dalej? - w następnym liście.