Czy w języku terapeutycznym - wyzwalacze.
Dodam jeszcze tylko, że w chwili posty piszę na telefonie - z tego mogą wynikać pewne błędy i nieścisłości.
O wyzwalaczach zewnętrznych i wewnętrznych pisze szeroko w literaturze. Kiedy zaczynałem pierwsze trzeźwienie nie były jeszcze sformułowane tzw zalecenia dla zdrowiejących alkoholików - trzeba było trzeźwieć na wyczucie. Może to się wydawać pewnym zarozumialstwem ale jeśli chodzi o zachętki zewnętrzne w pierwszym trzeźwieniu /w ostatnim zresztą też/ nie miałem nigdy z tym problemów.
Widok półek z alkoholem w sklepie, reklamy, kawiarenki z piwem, koledzy itp. nie przeszkadzały mi był to dla mnie artykuł taki jak każdy inny tyle że mi niepotrzebny. Uczestniczyłem też w uroczystościach np. rodzinnych na których pito alkohol w umiarkowany sposób. Natomiast nigdy nie poszedłbym na imprezę wybitnie alkoholową. Niektórzy mają duże problemy w takich sytuacjach. Może się mylę ale według mnie mają nieprzepracowany problem stosunku do alkoholu.
Dla mnie istotne są zachętki wewnętrzne. We wrześniu przed zapiciem czułem się bardzo źle. Dokuczał żołądek, ogólne rozbicie, osłabienie. Myślałem że odnowił się wrzód na żołądku, ale po zrobieniu gastroskopii lekarz stwierdził, że wrzód, który miałem wchłoną się. Sugerował nadkwasotę /daje podobne objawy jak misłem/ i nerwowy tryb życia. Wykupiłem też leki na żołądek i antydepresyjne.
Jednak wpadłem na wspaniały pomysł, że najlepszym lekarstwem będzie czysta wódka. O tym czym się to skończyło pisałem wcześniej.
Stan, który miałem można porównać to stanu jaki miewałem po zatruciu alkoholowym.
Poprzednio podobny stan miałem w maju tylko wtedy zgłosiłem się do szpitala. Może jakbym miał możliwość
może i wtedy bym się napił, ale
bałem się że mnie wyrzucą z mieszkania readapcyjnego. Wcześniej w hostelu też miałem takie myśli.
Mogły to być - epizody depresyjne lub nawroty chęci napicia się. Ja bym jednak skłaniał się do pierwszego wyjaśnienia.
Od paru lat nie żyłem normalnie albo z powodu okoliczności do których nie umiałem się odnieść albo z powodu picia alkoholu.
Słowem prawie każde złe samopoczucie jest dla mnie pretekstem do napicia się.
Kiedy zacząłem brać kropelki nie czułem się źle. Praca mi się w dużej części podobała ale poprzez część administracyjną i trochę niejasne wymagania miewałem takie uczucie dyskomfortu. Kropelki jak wspominałem były dla mnie takim dopalaczem, ułatwiały pracę np. w nocy lub pisanie nudnych sprawozdań.
Jednak jak był okres w moim życiu, który już też opisywałem, kiedy to niespodziewanie straciłem pracę i zaszły inne trudne wydarzenia - przeprowadzka itp. Wpadłem w związku z tym w dużą depresję, nie umiałem sobie poradzić z sytuacją. Korzystałem z pomocy terapeutycznej i psychiatrycznek. Może niedojrzałość brak odporności niedostatek przeżyć pozytywnych.
Czułem się strasznie. Trwało to ok trzech miesięcy i wtedy nawet przez myśl mi nie przeszło żeby się napić alkoholu już prędzej myślałem o samobójstwie - co też jest chore.
Z tego wszystkiego wynika, że największymi zagrożeniami przynajmniej dla mnie jest - - bezpośredni kontakt z alkoholem oraz
- stany depresyjnopodobne.
W te stany u mnie łatwo za względu na to że -
- parę ostatnich lat było ciężkich a ostatnie zapicie to już szczyt;
- nawet jak jest dobrze to nie odprężam się, nie daję sobie pozwolenia na to co nie jest związane z pracą, szukaniem jej, czy działalnością nazwijmy to naukowo-poznawczo-pomocową.
Co dalej - o tym w następnym poście.