wtorek, 26 lipca 2022

Kryzys.

 

Tak jak patrzę na moje ostatnie zachowania to widzę że przechodzę fazy kryzysu. Depresja, inaczej, jak mówi moja znajoma pani Dr. M - może tęsknota za alkoholem, taki nawrót chęci.

Na początku było wyparcie - mało myślałem o tym co się wydarzyło, miałem trochę objawy odstawienne, ale stosunkowo nieduże.

Potem podobnie jak poniżej -

Sugerman wyróżnia następujące fazy kryzysu:

• Okres szoku charakteryzujący się brakiem mobilizacji do działania.

• Pobudzenie emocjonalne (rozpacz) lub obronne pomniejszanie zagrożenia.

• Zwątpienie w siebie.

• Ujawnienie emocji.

• Analiza sytuacji.

• Nadanie sensu krytycznemu zdarzeniu.

http://spspzoz.pl/interwencja-kryzysowa/

Szybko pojawiła się rozpacz, dotarło do mnie wyraźnie co się stało, nie umiem sobie do dziś darować swojej głupoty. Żeby sobie ulżyć pisałem i zresztą piszę SMSy i maile do znajomych. Chyba oczekuję jakiejś odpowiedzi, trochę wsparcia. Chyba to niedojrzałe, ale z drugiej strony to według mnie normalne, że szuka się drugiego człowieka w takiej sytuacji.
Nie mam mobilizacji do działania do dzisiaj, zresztą co ja tu mogę w szpitalu. Sądzę, że na wolności jakbym miał gdzie mieszkać zmobilizował bym się.

Ogromny żal po stracie. Miałem co chciałem. Jeden dzień picia za dużo i ogromny ciąg, konsekwencje - zabrudzenie mieszkania itp. Jakby nie to miałbym teraz gdzie wrócić, miałem zapłacone za lipiec.
Nie powinienem w o ogóle dotykać, ale jeśli już dotknąłem to nie kontynuować, ale to trudne u mnie jak nie niemożliwe. Było od razu odtrucie i przerwać ciąg. Myślałem o tym bo czułem, że sam nie dam rady. Nie miałem już siły się spakować, może było taxi lub karetkę i jechać jak stałem.

Nie tyle wątpię w siebie, co nie mam już siły kolejny raz zaczynać wszystko od początku. Myślę, że jak miałbym gdzie pójść powoli dałbym radę, choć w tej chwili mam ogromną chęć napicia, ale na wolności dałbym radę bez tego.

Emocje buzowały głównie na początku pobytu w szpitalu, wyrażałem SMSami, mailami i w głowie się kotłowało. Teraz też są, ale głownie jest marazm, rezygnacja, kompletne zniechęcenie. Jakby mi wszystko jedno tyle, że się nudzę, tracę czas i to mnie wkurza.

Próbuję z niektórymi analizować sytuację, ale nic z tego nie wynika. Nie mam żadnego ruchu - tylko siedzieć i czekać, jak pisałem - odpukać schronisko. W lotto nie wygram raczej i drugiego wyrównania renty nie dostanę.

Właśnie czemu nie potrafiłem wyhamować po wzięciu wyrównania. Bywałem przecież trzeźwy w szpitalu parę razy, może za krótko jak mówiła znajoma Dr.
Jak nie było gdzie brałem noclegi i po kilka stów. Podobnie zresztą przepuściłem kupę kasy po sprzedaży domu, tylko wtedy w dłuższym czasie.
Po wyjściach ze szpitali natychmiast lub prawie natychmiast kupowałem wódkę. Oczywiście miałem zamiar wypić tylko trochę, a ciągnęło to się tydzień przynajmniej.
Nie umiem tego pojąć, przecież nie jestem jeszcze taki pokręcony, a jednak. Też tego nie umiem sobie darować.

Kompletnie nie umiem nadać sensu temu ostatniemu zdarzeniu. Może to jest kolejne ostrzeżenie, wskazówka od Boga?
Może jeszcze się coś w życiu wydarzy i to doświadczenie się przyda, żeby nie wracać? A ja ciągle mam ochotę próbować. To głupie, ale w sytuacji fatalnego samopoczucia, pierwsza myśl to napić się. Na początku pomaga, czasami wyhamowuję, ale prędzej czy później ciąg.
Może trochę to dlatego,  aby nieść przesłanie osobom, które jeszcze piją znosnie, ale zmierzają do picia destrukcyjnego.


                             Źródło - pixabay.com 

Tu jeszcze cytaty, które znalazłem na Facebooku odpowiednie do mojej sytuacji -

"...Z żalu co przygniata cię, z czarnej nocy pełnej łez,
Nawet z beznadziei złej podniesiesz się.
Choćbyś już kamieniem był,
Choćbyś zwątpił albo pił,
Choćbyś całkiem był na dnie podniesiesz się.
Choćbyś wyparł się swych korzeni, bogów swych;
Spotkasz ludzi co, pokażą drogę ci..."

Xxxxxxxxxxxx

Myśl na dziś:
"Pamiętaj, że nie otrzymać tego, czego się chce, to czasem wspaniały łut szczęścia"
~Dalajlama~

Chciałabym wam dzisiaj przytoczyć pewną opowieść o starym chińskim rolniku, która w bardzo przykładny sposób odzwierciedla słowa Dalajlamy.

Pewien chiński rolnik uprawiał swoje pole z pomocą starego konia. Któregoś dnia koń uciekł na wzgórza, a kiedy sąsiad wyraził wieśniakowi współczucie z powodu takiego nieszczęścia, ten odpowiedział:
„Nieszczęście? Szczęście? Kto wie?”
Po tygodniu koń wrócił ze wzgórz na czele stada dzikich koni, i tym razem sąsiad gratulował wieśniakowi takiego fortunnego obrotu sprawy. A ten rzekł:
„Nieszczęście? Szczęście? Kto wie?”
A potem, kiedy jego syn starał się okiełznać któregoś z dzikich koni, spadł z grzbietu zwierzęcia i złamał nogę.
Wszyscy uważali to za nieszczęście. Ale nie chłop, którego jedyną reakcją było:
„Nieszczęście? Szczęście? Kto wie?”
Kilka tygodni później do wioski wkroczyli żołnierze i zabierali do wojska wszystkich mieszkających tam sprawnych młodzieńców. Gdy zobaczyli, że syn tego wieśniaka ma złamaną nogę, zostawili go w spokoju.
Czy teraz to było szczęście? Nieszczęście? Kto to wie.”

Czasami to, co wydaje się być błogosławieństwem, bywa również przekleństwem i na odwrót. Dlatego ważna jest akceptacja otaczających nas zjawisk. Zamiast tworzyć milion scenariuszy w głowie, po prostu zaakceptujmy rzeczywistość i wybierzmy to, co dzieje się tu i teraz.

Iliana

Xxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Niezmiernie istotną rzeczą w procesie trzeźwienia są nasze pasje.
To one przywracają nam spokój ducha i karmią naszą duszę.
Rób to co kochasz i podaruj sobie odrobinę miłości.

Uzależniony

Kryzys.

 

Tak jak patrzę na moje ostatnie zachowania to widzę że przechodzę fazy kryzysu. Depresja, inaczej, jak mówi moja znajoma pani Dr. M - może tęsknota za alkoholem, taki nawrót chęci.

Na początku było wyparcie - mało myślałem o tym co się wydarzyło, miałem trochę objawy odstawienne, ale stosunkowo nieduże.

Potem podobnie jak poniżej -

Sugerman wyróżnia następujące fazy kryzysu:

• Okres szoku charakteryzujący się brakiem mobilizacji do działania.

• Pobudzenie emocjonalne (rozpacz) lub obronne pomniejszanie zagrożenia.

• Zwątpienie w siebie.

• Ujawnienie emocji.

• Analiza sytuacji.

• Nadanie sensu krytycznemu zdarzeniu.

http://spspzoz.pl/interwencja-kryzysowa/

Szybko pojawiła się rozpacz, dotarło do mnie wyraźnie co się stało, nie umiem sobie do dziś darować swojej głupoty. Żeby sobie ulżyć pisałem i zresztą piszę SMSy i maile do znajomych. Chyba oczekuję jakiejś odpowiedzi, trochę wsparcia. Chyba to niedojrzałe, ale z drugiej strony to według mnie normalne, że szuka się drugiego człowieka w takiej sytuacji.
Nie mam mobilizacji do działania do dzisiaj, zresztą co ja tu mogę w szpitalu. Sądzę, że na wolności jakbym miał gdzie mieszkać zmobilizował bym się.

Ogromny żal po stracie. Miałem co chciałem. Jeden dzień picia za dużo i ogromny ciąg, konsekwencje - zabrudzenie mieszkania itp. Jakby nie to miałbym teraz gdzie wrócić, miałem zapłacone za lipiec.
Nie powinienem w o ogóle dotykać, ale jeśli już dotknąłem to nie kontynuować, ale to trudne u mnie jak nie niemożliwe. Było od razu odtrucie i przerwać ciąg. Myślałem o tym bo czułem, że sam nie dam rady. Nie miałem już siły się spakować, może było taxi lub karetkę i jechać jak stałem.

Nie tyle wątpię w siebie, co nie mam już siły kolejny raz zaczynać wszystko od początku. Myślę, że jak miałbym gdzie pójść powoli dałbym radę, choć w tej chwili mam ogromną chęć napicia, ale na wolności dałbym radę bez tego.

Emocje buzowały głównie na początku pobytu w szpitalu, wyrażałem SMSami, mailami i w głowie się kotłowało. Teraz też są, ale głownie jest marazm, rezygnacja, kompletne zniechęcenie. Jakby mi wszystko jedno tyle, że się nudzę, tracę czas i to mnie wkurza.

Próbuję z niektórymi analizować sytuację, ale nic z tego nie wynika. Nie mam żadnego ruchu - tylko siedzieć i czekać, jak pisałem - odpukać schronisko. W lotto nie wygram raczej i drugiego wyrównania renty nie dostanę.

Właśnie czemu nie potrafiłem wyhamować po wzięciu wyrównania. Bywałem przecież trzeźwy w szpitalu parę razy, może za krótko jak mówiła znajoma Dr.
Jak nie było gdzie brałem noclegi i po kilka stów. Podobnie zresztą przepuściłem kupę kasy po sprzedaży domu, tylko wtedy w dłuższym czasie.
Po wyjściach ze szpitali natychmiast lub prawie natychmiast kupowałem wódkę. Oczywiście miałem zamiar wypić tylko trochę, a ciągnęło to się tydzień przynajmniej.
Nie umiem tego pojąć, przecież nie jestem jeszcze taki pokręcony, a jednak. Też tego nie umiem sobie darować.

Kompletnie nie umiem nadać sensu temu ostatniemu zdarzeniu. Może to jest kolejne ostrzeżenie, wskazówka od Boga?
Może jeszcze się coś w życiu wydarzy i to doświadczenie się przyda, żeby nie wracać? A ja ciągle mam ochotę próbować. To głupie, ale w sytuacji fatalnego samopoczucia, pierwsza myśl to napić się. Na początku pomaga, czasami wyhamowuję, ale prędzej czy później ciąg.
Może trochę to dlatego,  aby nieść przesłanie osobom, które jeszcze piją znosnie, ale zmierzają do picia destrukcyjnego.


                             Źródło - pixabay.com 

Tu jeszcze cytaty, które znalazłem na Facebooku odpowiednie do mojej sytuacji -

"...Z żalu co przygniata cię, z czarnej nocy pełnej łez,
Nawet z beznadziei złej podniesiesz się.
Choćbyś już kamieniem był,
Choćbyś zwątpił albo pił,
Choćbyś całkiem był na dnie podniesiesz się.
Choćbyś wyparł się swych korzeni, bogów swych;
Spotkasz ludzi co, pokażą drogę ci..."

Xxxxxxxxxxxx

Myśl na dziś:
"Pamiętaj, że nie otrzymać tego, czego się chce, to czasem wspaniały łut szczęścia"
~Dalajlama~

Chciałabym wam dzisiaj przytoczyć pewną opowieść o starym chińskim rolniku, która w bardzo przykładny sposób odzwierciedla słowa Dalajlamy.

Pewien chiński rolnik uprawiał swoje pole z pomocą starego konia. Któregoś dnia koń uciekł na wzgórza, a kiedy sąsiad wyraził wieśniakowi współczucie z powodu takiego nieszczęścia, ten odpowiedział:
„Nieszczęście? Szczęście? Kto wie?”
Po tygodniu koń wrócił ze wzgórz na czele stada dzikich koni, i tym razem sąsiad gratulował wieśniakowi takiego fortunnego obrotu sprawy. A ten rzekł:
„Nieszczęście? Szczęście? Kto wie?”
A potem, kiedy jego syn starał się okiełznać któregoś z dzikich koni, spadł z grzbietu zwierzęcia i złamał nogę.
Wszyscy uważali to za nieszczęście. Ale nie chłop, którego jedyną reakcją było:
„Nieszczęście? Szczęście? Kto wie?”
Kilka tygodni później do wioski wkroczyli żołnierze i zabierali do wojska wszystkich mieszkających tam sprawnych młodzieńców. Gdy zobaczyli, że syn tego wieśniaka ma złamaną nogę, zostawili go w spokoju.
Czy teraz to było szczęście? Nieszczęście? Kto to wie.”

Czasami to, co wydaje się być błogosławieństwem, bywa również przekleństwem i na odwrót. Dlatego ważna jest akceptacja otaczających nas zjawisk. Zamiast tworzyć milion scenariuszy w głowie, po prostu zaakceptujmy rzeczywistość i wybierzmy to, co dzieje się tu i teraz.

Iliana

Xxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Niezmiernie istotną rzeczą w procesie trzeźwienia są nasze pasje.
To one przywracają nam spokój ducha i karmią naszą duszę.
Rób to co kochasz i podaruj sobie odrobinę miłości.

Uzależniony

poniedziałek, 25 lipca 2022

 


Zabieram się do tego postu na siłę tak jak ostatnio do wszystkiego - nie chce mi się nic robić, ale coś trzeba robić bo zwariuję całkiem.

Siedzenie w tym szpitalu na psychiatrii coraz bardziej mnie dobija.

Ten pobyt nic mi nie daje - czuję się tu źle i jest bez sensu, tylko pogarsza stan. Nudzę się okropnie, nie widzę sensu w jakimkolwiek działaniu - pisaniu, czytaniu. Tu tylko leki i jedzenie nie do końca wystarczające.  Nie na tyle źle czuję, że nie mógłbym wyjść, ale nie mam gdzie. Żeby jakiś kąt był chociaż na trochę.

Nie ma mi kto pomóc.

Fundacja Fuga Mundi obiecała znowu znaleźć mi pracę, ale pewnie chwilę to potrwa, muszę jednak gdzieś mieszkać.

25 sierpnia dostanę co prawda czternastą rentę - 1200 zł i rentę w sumie 2 tys. ale pokój to 600 plus 600 kaucja, na wiosnę miałem gotowe bez kaucji i pracę trzeba mieć bo do wypłaty trzeba przeżyć. Tylko takie rozwiązanie mi się podoba.
Tylko tym razem trzeba by brać Antalcol - taki lek, że jak po nim się zapije to atak lub śmierć.

Odwyk w moim przypadku jest bez sensu.
Po odwyku szybko zapiłem, a po prawie rocznym pobycie w ośrodku dla uzależnionych też szybko. Nie dają one gwarancji.

Żona żadnego kontaktu nie chce, nie odpowiada na telefony i listy. Oddałbym jej rentę. Zamieszkał przez jakiś czas chociaż, to by było najlepsze wyjście.

Schronisko chyba dopiero we wrześniu jak - odpukać będzie miejsce i Stowarzyszenie nie zbankrutuje, bo źle stoi. Bardzo nie lubię w schronisku - też trochę się płaci a oni opłatę naliczą mi od całej renty a ja dostaję tylko część po potrąceniach.

Z drugiej strony skutki tego zapicia są straszne i wątpię, czy się podniosę. Ostatnio przy poprzednim pobycie niby też tak myślałem, a wszystko, no prawie wszystko wróciło do jakoś takiej normy.
Teraz mam duże wątpliwości, czy to się uda.

niedziela, 24 lipca 2022

 

W czwartek lekko mi oddało, słaby tylko. W tym stanie mógłbym wyjść, ale gdzie. Siedzenie na psychiatrii tylko mnie dobija. W piątek już gorzej, szczególnie rano, po południu i wieczorem lepiej, ale słaby jestem. Ogólnie to nerwy mnie noszą strasznie.


Pobyt tutaj w szpitalu jest bez sensu, tu mi się tylko pogarsza. Czuję się nie najlepiej, ale nie na tyle, żeby nie pójść gdzieś. Jak pisałem Żona zdecydowanie odmawia, zresztą nie mam kontaktu, nie odbiera w dalszym ciągu telefonu. Schronisko we wrześniu, wspominałem, zresztą w Stowarzyszeniu kryzys finansowy i nie wiem - odpukać, czy przyjmą.

Najgorzej, że wszystkie rzeczy w dużych worach w piwnicy u kolegi, trudno coś znaleźć, a nie mam np. protezy zębowej i trudno mi jeść.


W zimie fizycznie gorzej może, teraz inna pani Dr i leki, ale wtedy chociaż pisałem i czytałem teraz rezygnacja. Nudzę się strasznie, nie mogę się niczym zająć - ani pisać, ani czytać, słuchać, oglądać. Nawet fajek nie chce mi się robić. Każde działanie jest dla mnie pozbawione sensu, a leżeć też nie mogę. Kawa i papierosy mi nie smakują, zresztą tytoń zawilgotniał w worku i jest paskudny po wysuszeniiu. Nudzę się strasznie, a i leżeć nie mogę. Można by opisać stare dzieje, ale po co, trochę zacząłem w wątku - Moje dzieje, ale komu to potrzebne.


Mogę czytać np. Frankla, ale po co.


Oprócz ostatniej głupoty wspominam też stare pijaństwa, nie wiem po co. Podobnie było. Przeważnie gorsze, złe samopoczucie i leczenie alkoholem. Chociaż czasami dobrze się czułem, a wypiłem aby było lepiej. Nie zawsze był ciąg i to mnie rozzuchwalało.


Pewnie bredzę, ale teraz na poważnie się zastanawiam, czy z tym nie skończyć. Boję się śmierci, ale też nie mam już siły kolejny raz się podnosić.


Skutki tego zapicia są straszne i wątpię, czy się podniosę. Ostatnio przy poprzednim pobycie niby też tak myślałem, a wszystko, no prawie wszystko wróciło do jakoś takiej normy. Ja teraz tu zwariuję. Wiem, że nudzę i się użalam, ale teraz inaczej nie potrafię. Nakręcam się - wspominam maj i pierwszą połowę czerwca, kiedy było całkiem fajnie. Byłem na Nocy Kultury, warsztatach z coashem itp. Teraz czarna dziura.








 

W czwartek lekko mi oddało, słaby tylko. W tym stanie mógłbym wyjść, ale gdzie. Siedzenie na psychiatrii tylko mnie dobija. W piątek już gorzej, szczególnie rano, po południu i wieczorem lepiej, ale słaby jestem. Ogólnie to nerwy mnie noszą strasznie.


Pobyt tutaj w szpitalu jest bez sensu, tu mi się tylko pogarsza. Czuję się nie najlepiej, ale nie na tyle, żeby nie pójść gdzieś. Jak pisałem Żona zdecydowanie odmawia, zresztą nie mam kontaktu, nie odbiera w dalszym ciągu telefonu. Schronisko we wrześniu, wspominałem, zresztą w Stowarzyszeniu kryzys finansowy i nie wiem - odpukać, czy przyjmą.

Najgorzej, że wszystkie rzeczy w dużych worach w piwnicy u kolegi, trudno coś znaleźć, a nie mam np. protezy zębowej i trudno mi jeść.


W zimie fizycznie gorzej może, teraz inna pani Dr i leki, ale wtedy chociaż pisałem i czytałem teraz rezygnacja. Nudzę się strasznie, nie mogę się niczym zająć - ani pisać, ani czytać, słuchać, oglądać. Nawet fajek nie chce mi się robić. Każde działanie jest dla mnie pozbawione sensu, a leżeć też nie mogę. Kawa i papierosy mi nie smakują, zresztą tytoń zawilgotniał w worku i jest paskudny po wysuszeniiu. Nudzę się strasznie, a i leżeć nie mogę. Można by opisać stare dzieje, ale po co, trochę zacząłem w wątku - Moje dzieje, ale komu to potrzebne.


Mogę czytać np. Frankla, ale po co.


Oprócz ostatniej głupoty wspominam też stare pijaństwa, nie wiem po co. Podobnie było. Przeważnie gorsze, złe samopoczucie i leczenie alkoholem. Chociaż czasami dobrze się czułem, a wypiłem aby było lepiej. Nie zawsze był ciąg i to mnie rozzuchwalało.


Pewnie bredzę, ale teraz na poważnie się zastanawiam, czy z tym nie skończyć. Boję się śmierci, ale też nie mam już siły kolejny raz się podnosić.


Skutki tego zapicia są straszne i wątpię, czy się podniosę. Ostatnio przy poprzednim pobycie niby też tak myślałem, a wszystko, no prawie wszystko wróciło do jakoś takiej normy. Ja teraz tu zwariuję. Wiem, że nudzę i się użalam, ale teraz inaczej nie potrafię. Nakręcam się - wspominam maj i pierwszą połowę czerwca, kiedy było całkiem fajnie. Byłem na Nocy Kultury, warsztatach z coashem itp. Teraz czarna dziura.








środa, 20 lipca 2022

 Na rozum wiem, że to co piszę w większości to są brednie, ale inaczej w tej chwili nie umiem. Zapewne się pieszczę że sobą, ale naprawdę nie umiem teraz inaczej.


Na swoje usprawiedliwienie mam to, że już 20 dni w szpitalu, a mi jest coraz gorzej. Oczywiście wynika to z głowy - żal po stracie, wyrzuty sumienia, głupota ogromna. Silniejsze jest to ode mnie.

Próbuję, jak już pisałem, jakoś odgonić te myśli, ale nie potrafię. Nasilają one objawy, a objawy pobudzają myśli, takie sprzężenie zwrotne.

A tu i inni Pani Dr mówi, że mnie spionizuje i trzeba iść na odwyk. Ale nie wierzę w tej chwili, że da mi się stan polepszyć, jestem bliski obłędu.
W pójściu na odwyk oprócz fatalnego samopoczucia, w tym stanie nie jestem gotowy do pracy na odwyku, są też takie przeszkody jak to, że
- nie mam żadnego ubrania, trzeba by się jakoś spakować w piwnicy, gdzieś przespać i dojechać jak Hrubieszów;
- pampersy muszę mieć - ja kaleka bez pampersów nie mogę nigdzie się ruszyć;
- trzeba jakieś schronisko załatwić bo potem trzeba gdzieś mieszkać. Na myśl o schronisku robi mi się niedobrze, bardzo nie lubię tam być.

Na odwyk może bym wcześniej poszedł, już w tamtym roku, ale te przeszkody, co wyżej opisałem ciągle mnie blokowały, za mało się starałem. Można było hostel i jakoś się spakować, albo hostel i Antalcol, lub dłuższa psychiatria, jak już byłem.

Pobyt tutaj na psychiatrii też mnie dobija. Na odwyku byłoby ciekawiej.

To że nie mam gdzie pójść, tak samo mnie dobija. W zimie tak o tym nie myślałem, ale też czułem się fatalnie. Potem sytuacja sama się wyjaśniła Bóg, czy Los dał mi szansę, a ja ją zmarnowałem. Może się wyjaśni jakoś teraz.

No i pęcherz - co 15 minut czasami, a nie mają pieluchomajtek tylko zwykłe pampersy, nie bardzo da się w nich chodzić.

Proszę Boga codziennie przed snem- chociaż jestem słabo wierzący, ale jednak wierzę, że jest Siła jakaś Wyższa, aby pomógł mi wyzwolić się z destrukcyjnych myśli.

W teście co mi robili w Fundacji Fuga Mundi NEO-FFI wyszło, że jestem super facetem. Mój znajomy Terapeuta mówi, że nie jest to test diagnostyczny, ale myślę, że o osobowości coś mówi. Taki jestem, jak nie piję i tak się czułem w maju i na początku czerwca, nie jest to myślenie życzeniowe jak sugeruje Terapeuta. Jeszcze mimo wszystko picie nie poczyniło takich zmian. Jestem tylko wrażliwy na kryzysy, głupieję wtedy. Pisałem, że jak nie piłem i miałem kryzys też zgłupiałem. To jest jakaś niedojrzałość pod tym względem.

Nakręcam się, wiem. Lecz tak mnie boli, że inaczej nie potrafię przynajmniej teraz.

Mój znajomy Terapeuta pisze -

Proszę się zdecydować czy Pan chce naprawdę ŻYĆ i zrobić użytek z tego co wyszło w teście czy dalej będzie Pan kombinował i cwaniakował jakby tu jeszcze fajnie pożyć bez bólu, bo "jak cierpię to tylko chcę umierać".

Naprawdę nie umiem teraz inaczej, może za jakiś czas. Teraz tak boli, że mało się nie wścieknę.

Wyczytałem że jest taki lek zioło -

Alkotox to lek, który wywołuje okropną niechęć do alkoholu, jednocześnie oczyszczając organizm z etanolu już obecnego w organizmie.

Pewnie trochę pomaga - ale nie zastąpi zmiany myślenia i uznania bezsilności wobec alkoholu. Każdy łyk prowadzi prędzej czy później do ciągu, a ja ciągle chcę pić w sposób kontrolowany. Czasami to się udaje bez konsekwencji, ale do tej pory później kończyło to się ciągiem.


 Na rozum wiem, że to co piszę w większości to są brednie, ale inaczej w tej chwili nie umiem. Zapewne się pieszczę że sobą, ale naprawdę nie umiem teraz inaczej.


Na swoje usprawiedliwienie mam to, że już 20 dni w szpitalu, a mi jest coraz gorzej. Oczywiście wynika to z głowy - żal po stracie, wyrzuty sumienia, głupota ogromna. Silniejsze jest to ode mnie.

Próbuję, jak już pisałem, jakoś odgonić te myśli, ale nie potrafię. Nasilają one objawy, a objawy pobudzają myśli, takie sprzężenie zwrotne.

A tu i inni Pani Dr mówi, że mnie spionizuje i trzeba iść na odwyk. Ale nie wierzę w tej chwili, że da mi się stan polepszyć, jestem bliski obłędu.
W pójściu na odwyk oprócz fatalnego samopoczucia, w tym stanie nie jestem gotowy do pracy na odwyku, są też takie przeszkody jak to, że
- nie mam żadnego ubrania, trzeba by się jakoś spakować w piwnicy, gdzieś przespać i dojechać jak Hrubieszów;
- pampersy muszę mieć - ja kaleka bez pampersów nie mogę nigdzie się ruszyć;
- trzeba jakieś schronisko załatwić bo potem trzeba gdzieś mieszkać. Na myśl o schronisku robi mi się niedobrze, bardzo nie lubię tam być.

Na odwyk może bym wcześniej poszedł, już w tamtym roku, ale te przeszkody, co wyżej opisałem ciągle mnie blokowały, za mało się starałem. Można było hostel i jakoś się spakować, albo hostel i Antalcol, lub dłuższa psychiatria, jak już byłem.

Pobyt tutaj na psychiatrii też mnie dobija. Na odwyku byłoby ciekawiej.

To że nie mam gdzie pójść, tak samo mnie dobija. W zimie tak o tym nie myślałem, ale też czułem się fatalnie. Potem sytuacja sama się wyjaśniła Bóg, czy Los dał mi szansę, a ja ją zmarnowałem. Może się wyjaśni jakoś teraz.

No i pęcherz - co 15 minut czasami, a nie mają pieluchomajtek tylko zwykłe pampersy, nie bardzo da się w nich chodzić.

Proszę Boga codziennie przed snem- chociaż jestem słabo wierzący, ale jednak wierzę, że jest Siła jakaś Wyższa, aby pomógł mi wyzwolić się z destrukcyjnych myśli.

W teście co mi robili w Fundacji Fuga Mundi NEO-FFI wyszło, że jestem super facetem. Mój znajomy Terapeuta mówi, że nie jest to test diagnostyczny, ale myślę, że o osobowości coś mówi. Taki jestem, jak nie piję i tak się czułem w maju i na początku czerwca, nie jest to myślenie życzeniowe jak sugeruje Terapeuta. Jeszcze mimo wszystko picie nie poczyniło takich zmian. Jestem tylko wrażliwy na kryzysy, głupieję wtedy. Pisałem, że jak nie piłem i miałem kryzys też zgłupiałem. To jest jakaś niedojrzałość pod tym względem.

Nakręcam się, wiem. Lecz tak mnie boli, że inaczej nie potrafię przynajmniej teraz.

Mój znajomy Terapeuta pisze -

Proszę się zdecydować czy Pan chce naprawdę ŻYĆ i zrobić użytek z tego co wyszło w teście czy dalej będzie Pan kombinował i cwaniakował jakby tu jeszcze fajnie pożyć bez bólu, bo "jak cierpię to tylko chcę umierać".

Naprawdę nie umiem teraz inaczej, może za jakiś czas. Teraz tak boli, że mało się nie wścieknę.

Wyczytałem że jest taki lek zioło -

Alkotox to lek, który wywołuje okropną niechęć do alkoholu, jednocześnie oczyszczając organizm z etanolu już obecnego w organizmie.

Pewnie trochę pomaga - ale nie zastąpi zmiany myślenia i uznania bezsilności wobec alkoholu. Każdy łyk prowadzi prędzej czy później do ciągu, a ja ciągle chcę pić w sposób kontrolowany. Czasami to się udaje bez konsekwencji, ale do tej pory później kończyło to się ciągiem.


poniedziałek, 18 lipca 2022

 

No i wylądowałem na psychiatrii - słabo mi jakoś - żołądek ćmi jakieś dreszcze raz gorąco raz zimno - w gębie znowu język zaczyna piec fajki nie smakują a jak tu tytoń jak nie ma szafki jak wtedy - w tym stanie bym się nie spakował na odwyk - może na wolności byłoby lepiej.

Jest tragicznie.

Wczoraj nic nowego, a w zasadzie gorzej, telepało mnie jeszcze bardziej. Bywało już różnie. Trzymało mnie parę dni, a ostatnio 3 miesiące. Ale tak jak teraz nie było nigdy. Może jak pierwszy raz po roku trzeźwienia jak zapiłem było podobnie, ale szybciej przeszło.

Bez przerwy o głupotach myślę i nie umiem się od tego wyzwolić pomimo tego, że życzliwi to radzą.

Jeszcze źle, że nie mogę nic robić - ani pisać, ani czytać. Tak tobym się trochę oderwał.

Miałem pieniądze - mogłem ogłosić upadłość konsumencką za 5 tys. - Teraz bym miał 1300 renty dałoby się przeżyć I stancja - nie do wybaczenia 

 

No i wylądowałem na psychiatrii - słabo mi jakoś - żołądek ćmi jakieś dreszcze raz gorąco raz zimno - w gębie znowu język zaczyna piec fajki nie smakują a jak tu tytoń jak nie ma szafki jak wtedy - w tym stanie bym się nie spakował na odwyk - może na wolności byłoby lepiej.

Jest tragicznie.

Wczoraj nic nowego, a w zasadzie gorzej, telepało mnie jeszcze bardziej. Bywało już różnie. Trzymało mnie parę dni, a ostatnio 3 miesiące. Ale tak jak teraz nie było nigdy. Może jak pierwszy raz po roku trzeźwienia jak zapiłem było podobnie, ale szybciej przeszło.

Bez przerwy o głupotach myślę i nie umiem się od tego wyzwolić pomimo tego, że życzliwi to radzą.

Jeszcze źle, że nie mogę nic robić - ani pisać, ani czytać. Tak tobym się trochę oderwał.

Miałem pieniądze - mogłem ogłosić upadłość konsumencką za 5 tys. - Teraz bym miał 1300 renty dałoby się przeżyć I stancja - nie do wybaczenia 

sobota, 16 lipca 2022

 Wczoraj wyraźnie mi trochę oddało - nie wiem dlaczego.

Nie było idealnie ale tak mnie nie męczyło. Słaby tylko byłem bardzo. 


Ogoliłem się bo kolega maszynkę elektryczną pożyczył - wziąłem prysznic zjadłem obiad jest lepiej ale jeszcze nie było to, daleko do normalności - do Żony mógłbym dojechać, toby mi pomogło a na odwyk jakby spakowany jeszcze nie jakby była stancja to może - ale poprzednio w zimie też były nawroty depresji - jeszcze jakbym przestał myśleć o głupotach. 


Jakbym nie zasyfił strasznie tak stancji - może mógłbym wrócić, ale w tym stanie i tak za wcześnie by było.

Bardzo słaby bo - mało jadłem spałem byle jak 

Myślę że raczej za wcześnie na jakiekolwiek działania - nawet jakby teoretycznie Żona chciała przyjąć co nierealne - myślę, że trzeba koniecznie pobyć w szpitalu jakiś czas chociaż na psychiatrii jest byle jak. 


No i tak jak przewidywałem dzisiaj znowu gorzej. 


Całą noc mi się śniło, że wódkę kupowałem - kupiłem pół litra i chyba dwusetkę - szukałem jeszcze setki czystej, ale w żadnym sklepie nie było 

Myślałem jak ja to wypiję bo jestem na odtruciu. 


Źle spałem - rano żołądek ćmi czekolady się na jadłem wieczorem

Źle się czuję - trochę telepie

Wczoraj było dużo lepiej tylko słaby byłem nie mogłem znowu zasnąć- myślałem. Nie wiem czy dojdę do siebie. 


Cały czas użalam się nad sobą - nie umiem zbudować konstruktywnej myśli.

Ale przecież stało się i się nie odstanie. 


Moja znajoma Dr psychiatra I kolega - też mówią, że rozpamiętywanie nic nie daje. Dr mówi - trzeba wg niej myśleć, że czuję się dobrze mimo, że jest źle - nie wiem jak to zrobić. 


Czytałem i będę dalej próbować jak dam radę Frankla. Dużo piszę o cierpieniu i sensie w cierpieniu. Ja nie umiem tego znaleźć. Może dlatego, że cierpienie jest z mojej winy, głupoty.

Nie mogę usnąć - co zamknę oczy myślę o głupotach. 


A przecież jak się nie zabijać - to szpital i chyba schronisko. Później może znowu praca.

Tylko nie wiem czy dojdę trochę do siebie, teraz w to wątpię, za dużo się stało.

Może to głupie - ale jakbym wygrał w lotto lub lepiej - jakby Żona mnie przyjęła na jakiś czas toby mi dużo szybciej przeszło. 


Nawet jakby przyszło wyjść nie mam w czym. Mam tylko spodnie I koszulkę, wszystko w piwnicy. 


Nie mam siły płakać. To głupie płakać i użalać się, ale teraz nie umiem inaczej.

Nie wiem do końca dlaczego tak się stało. W maju i na początku czerwca czułem się już bardzo dobrze, nie myślałem ani razu o piciu. 


Jak tylko gorzej się poczułem od razu się napiłem zamiast pójść do lekarza. A że naprzód nie było konsekwencji to próbowałem dalej. Jak za trzecim razem obudziłem się pijany to już przestałem myśleć całkiem i wielki ciąg, a można było wtedy zadzwonić po karetkę, bo już sam nie miałem siły i się odtruć. 


Nie mogę, nie radzę sobie kompletnie. Najgorsze też to, że nie mogę nic robić - czytać, pisać, oglądać. 


Nie dali mi już większej dawki ketrylu na noc a on podobno działa - będzie ciężko. Boże...









 Wczoraj wyraźnie mi trochę oddało - nie wiem dlaczego.

Nie było idealnie ale tak mnie nie męczyło. Słaby tylko byłem bardzo. 


Ogoliłem się bo kolega maszynkę elektryczną pożyczył - wziąłem prysznic zjadłem obiad jest lepiej ale jeszcze nie było to, daleko do normalności - do Żony mógłbym dojechać, toby mi pomogło a na odwyk jakby spakowany jeszcze nie jakby była stancja to może - ale poprzednio w zimie też były nawroty depresji - jeszcze jakbym przestał myśleć o głupotach. 


Jakbym nie zasyfił strasznie tak stancji - może mógłbym wrócić, ale w tym stanie i tak za wcześnie by było.

Bardzo słaby bo - mało jadłem spałem byle jak 

Myślę że raczej za wcześnie na jakiekolwiek działania - nawet jakby teoretycznie Żona chciała przyjąć co nierealne - myślę, że trzeba koniecznie pobyć w szpitalu jakiś czas chociaż na psychiatrii jest byle jak. 


No i tak jak przewidywałem dzisiaj znowu gorzej. 


Całą noc mi się śniło, że wódkę kupowałem - kupiłem pół litra i chyba dwusetkę - szukałem jeszcze setki czystej, ale w żadnym sklepie nie było 

Myślałem jak ja to wypiję bo jestem na odtruciu. 


Źle spałem - rano żołądek ćmi czekolady się na jadłem wieczorem

Źle się czuję - trochę telepie

Wczoraj było dużo lepiej tylko słaby byłem nie mogłem znowu zasnąć- myślałem. Nie wiem czy dojdę do siebie. 


Cały czas użalam się nad sobą - nie umiem zbudować konstruktywnej myśli.

Ale przecież stało się i się nie odstanie. 


Moja znajoma Dr psychiatra I kolega - też mówią, że rozpamiętywanie nic nie daje. Dr mówi - trzeba wg niej myśleć, że czuję się dobrze mimo, że jest źle - nie wiem jak to zrobić. 


Czytałem i będę dalej próbować jak dam radę Frankla. Dużo piszę o cierpieniu i sensie w cierpieniu. Ja nie umiem tego znaleźć. Może dlatego, że cierpienie jest z mojej winy, głupoty.

Nie mogę usnąć - co zamknę oczy myślę o głupotach. 


A przecież jak się nie zabijać - to szpital i chyba schronisko. Później może znowu praca.

Tylko nie wiem czy dojdę trochę do siebie, teraz w to wątpię, za dużo się stało.

Może to głupie - ale jakbym wygrał w lotto lub lepiej - jakby Żona mnie przyjęła na jakiś czas toby mi dużo szybciej przeszło. 


Nawet jakby przyszło wyjść nie mam w czym. Mam tylko spodnie I koszulkę, wszystko w piwnicy. 


Nie mam siły płakać. To głupie płakać i użalać się, ale teraz nie umiem inaczej.

Nie wiem do końca dlaczego tak się stało. W maju i na początku czerwca czułem się już bardzo dobrze, nie myślałem ani razu o piciu. 


Jak tylko gorzej się poczułem od razu się napiłem zamiast pójść do lekarza. A że naprzód nie było konsekwencji to próbowałem dalej. Jak za trzecim razem obudziłem się pijany to już przestałem myśleć całkiem i wielki ciąg, a można było wtedy zadzwonić po karetkę, bo już sam nie miałem siły i się odtruć. 


Nie mogę, nie radzę sobie kompletnie. Najgorsze też to, że nie mogę nic robić - czytać, pisać, oglądać. 


Nie dali mi już większej dawki ketrylu na noc a on podobno działa - będzie ciężko. Boże...









czwartek, 14 lipca 2022

 


Znowu się użalam, ale na tyle mam siły. Całą noc nie spałem - co zamknę oczy to myślę o tym co zrobiłem.
Większej głupoty nie dało się zrobić.
Naprzód pół roku ciągu i przepuściłem wyrównanie renty. Nie mogę uwierzyć jak mogłem być w takim amoku.

Teraz straciłem stancję, pracę I mam silną depresję.

Dzwoniłem wczoraj do Żony - odebrała, ale dalej kontaktów nie chce. Mówi, że więcej nie odbierze. A jak pisałem tylko ona może mi pomóc pomimo krzywd, które jej zrobiłem. Wysłałem do nie 2 listy przez internet - doręczą wydrukowane. Jak pisałem ona może mi najbardziej pomóc pomimo krzywd, które zrobiłem jej i Córce. W tym moja nadzieja głupia.

Nie mogę nad niczym się skupić - jeść mi się chce a nie mogę przełykać jeszcze zębów nie mam są w piwnicy u kolegi. Obiadu trochę zjadłem z trudem - może dlatego, że nie spałem w ogóle a wczoraj też mało - ma coś Dr dopisać zobaczymy
wróci Ordynatorka to pewnie przesadzi na jakąś psychiatrię - odpukać w tym stanie nie wygoni bo zginę

Nie wybaczę sobie swojej głupoty - cały czas o tym myślę chociaż nie powinienem. Przez 3 miesiące w szpitalu przerobiłem wszystko. Byłem bardzo siebie, nie chciało mi się pić i nie myślałem o tym. A potem...

 


Znowu się użalam, ale na tyle mam siły. Całą noc nie spałem - co zamknę oczy to myślę o tym co zrobiłem.
Większej głupoty nie dało się zrobić.
Naprzód pół roku ciągu i przepuściłem wyrównanie renty. Nie mogę uwierzyć jak mogłem być w takim amoku.

Teraz straciłem stancję, pracę I mam silną depresję.

Dzwoniłem wczoraj do Żony - odebrała, ale dalej kontaktów nie chce. Mówi, że więcej nie odbierze. A jak pisałem tylko ona może mi pomóc pomimo krzywd, które jej zrobiłem. Wysłałem do nie 2 listy przez internet - doręczą wydrukowane. Jak pisałem ona może mi najbardziej pomóc pomimo krzywd, które zrobiłem jej i Córce. W tym moja nadzieja głupia.

Nie mogę nad niczym się skupić - jeść mi się chce a nie mogę przełykać jeszcze zębów nie mam są w piwnicy u kolegi. Obiadu trochę zjadłem z trudem - może dlatego, że nie spałem w ogóle a wczoraj też mało - ma coś Dr dopisać zobaczymy
wróci Ordynatorka to pewnie przesadzi na jakąś psychiatrię - odpukać w tym stanie nie wygoni bo zginę

Nie wybaczę sobie swojej głupoty - cały czas o tym myślę chociaż nie powinienem. Przez 3 miesiące w szpitalu przerobiłem wszystko. Byłem bardzo siebie, nie chciało mi się pić i nie myślałem o tym. A potem...

środa, 13 lipca 2022

13.07 - 2

 


Wiem, że piszę w kółko o tym samym, ale tak cierpię, że nie mogę się powstrzymać.

Poprzednio miałem gdzie pójść, a teraz nie ma gdzie - do schroniska mogę dopiero we wrześniu. Na stancję nie mam. Stancję bardzo zabrudziłem przy ostatnim ciągu.

Zresztą w tym stanie ja się nigdzie nie nadaję. Nie mogę jeść, spać, czytać, pisać.

Jak pisałem tylko Rodzina mogłaby mi pomóc, mimo wszystko, że ją skrzywdziłem.

13.07 - 2

 


Wiem, że piszę w kółko o tym samym, ale tak cierpię, że nie mogę się powstrzymać.

Poprzednio miałem gdzie pójść, a teraz nie ma gdzie - do schroniska mogę dopiero we wrześniu. Na stancję nie mam. Stancję bardzo zabrudziłem przy ostatnim ciągu.

Zresztą w tym stanie ja się nigdzie nie nadaję. Nie mogę jeść, spać, czytać, pisać.

Jak pisałem tylko Rodzina mogłaby mi pomóc, mimo wszystko, że ją skrzywdziłem.

 


Może nie powinienem tu o tym pisać, ale nie mogę się powstrzymać.

Sytuacja moja jest tak tragiczna jak nigdy. Jest osoba, która mogłaby mi pomóc pomimo krzywd, które jej wyrządziłem.

Żadni terapeuci ani leki - tak nie pomogą.

Jeszcze nigdy nie było tak źle.

Wiem, że zrobiłem straszne krzywdy Rodzinie, ale w imię Chrystusa mogliby pomóc.

Podobno -
Bóg nie zostawia tych którzy chcą być lepszymi ludźmi

Ja wierzący mimo że nie praktykuję.

 


Może nie powinienem tu o tym pisać, ale nie mogę się powstrzymać.

Sytuacja moja jest tak tragiczna jak nigdy. Jest osoba, która mogłaby mi pomóc pomimo krzywd, które jej wyrządziłem.

Żadni terapeuci ani leki - tak nie pomogą.

Jeszcze nigdy nie było tak źle.

Wiem, że zrobiłem straszne krzywdy Rodzinie, ale w imię Chrystusa mogliby pomóc.

Podobno -
Bóg nie zostawia tych którzy chcą być lepszymi ludźmi

Ja wierzący mimo że nie praktykuję.

wtorek, 12 lipca 2022

 Spróbuję sobie popisać, ale tak źle się czuję, że nie wiem czy dam radę.


Jak pisałem ponad trzy miesiące dochodziłem do siebie i było dobrze już.
Dzięki 13 rencie miałem pieniądze na mieszkanie i na życie

Miałem już wszystko - mieszkanie, pieniądze, pracę.

Źle się poczułem i leczyłem się znowu alkoholem. Raz i drugi było bez konsekwencji. Trzecim razem ciąg straszny. Było brać Antalcol - głupi.

i znowu leczyłem się alkoholem jak się źle czułem, a już miałem tyle nauczek.

Już 10 dni a jest coraz gorzej nie mogę jeść, spać - jeszcze nigdy tak nie było
Cały czas myślę jak się zabić taką szansę straciłem
Myślałem pojechać na odwyk ale w tym stanie nie dam rady
Wszystkie rzeczy w piwnicy w workach nic nie mam
Nie wiem co ze mną zrobią telepie mnie
Nie daruję sobie tej głupotyem nie udało
Do schroniska mogę dopiero we wrześniu
Może - odpukać dadzą na inny odział w tym stanie chyba odpukać mnie nie puszczą.

Żona by mnie uratowała, ale ma mnie w dupie bym się spakował i pojechał na odwyk
A tak czarna rozpacz
Płakać się chce ale nie mam siły

Przegrałem taką szansę co Bóg czy LOS mi dał
Na ulicy nie dam rady
W noclegowni też

Tylko z tym skończyć- całą noc myślę o tym

Nie wiem czy zechcą mnie tu trzymać
Mam taką depresję jak nigdy nie mogę chodzić 

piątek, 1 lipca 2022

Znowu

 



Nie posłuchałem siebie i przyjaciół - i znowu szpital.

Były cyrki bo Gospodarz policję ściągnął miał dosyć  syfu - wzięli na izbę ale nic nie wykazało i na odtruciu jestem w szpitalu -
jest strasznie jak nigdy
Nie zdążyłem nic wziąć bo strasznie gonili
- tylko telefon mam.
Na stancji mam wszystko co potrzeba w szpitalu
Jednego kolegi nie ma wyjechał a drugi kolega ma w dupie nie odbiera
Nie ma kto przywieźć mi rzeczy - wiem że kłopot i moja wina.

Znowu

 



Nie posłuchałem siebie i przyjaciół - i znowu szpital.

Były cyrki bo Gospodarz policję ściągnął miał dosyć  syfu - wzięli na izbę ale nic nie wykazało i na odtruciu jestem w szpitalu -
jest strasznie jak nigdy
Nie zdążyłem nic wziąć bo strasznie gonili
- tylko telefon mam.
Na stancji mam wszystko co potrzeba w szpitalu
Jednego kolegi nie ma wyjechał a drugi kolega ma w dupie nie odbiera
Nie ma kto przywieźć mi rzeczy - wiem że kłopot i moja wina.