Wczoraj wyraźnie mi trochę oddało - nie wiem dlaczego.
Nie było idealnie ale tak mnie nie męczyło. Słaby tylko byłem bardzo.
Ogoliłem się bo kolega maszynkę elektryczną pożyczył - wziąłem prysznic zjadłem obiad jest lepiej ale jeszcze nie było to, daleko do normalności - do Żony mógłbym dojechać, toby mi pomogło a na odwyk jakby spakowany jeszcze nie jakby była stancja to może - ale poprzednio w zimie też były nawroty depresji - jeszcze jakbym przestał myśleć o głupotach.
Jakbym nie zasyfił strasznie tak stancji - może mógłbym wrócić, ale w tym stanie i tak za wcześnie by było.
Bardzo słaby bo - mało jadłem spałem byle jak
Myślę że raczej za wcześnie na jakiekolwiek działania - nawet jakby teoretycznie Żona chciała przyjąć co nierealne - myślę, że trzeba koniecznie pobyć w szpitalu jakiś czas chociaż na psychiatrii jest byle jak.
No i tak jak przewidywałem dzisiaj znowu gorzej.
Całą noc mi się śniło, że wódkę kupowałem - kupiłem pół litra i chyba dwusetkę - szukałem jeszcze setki czystej, ale w żadnym sklepie nie było
Myślałem jak ja to wypiję bo jestem na odtruciu.
Źle spałem - rano żołądek ćmi czekolady się na jadłem wieczorem
Źle się czuję - trochę telepie
Wczoraj było dużo lepiej tylko słaby byłem nie mogłem znowu zasnąć- myślałem. Nie wiem czy dojdę do siebie.
Cały czas użalam się nad sobą - nie umiem zbudować konstruktywnej myśli.
Ale przecież stało się i się nie odstanie.
Moja znajoma Dr psychiatra I kolega - też mówią, że rozpamiętywanie nic nie daje. Dr mówi - trzeba wg niej myśleć, że czuję się dobrze mimo, że jest źle - nie wiem jak to zrobić.
Czytałem i będę dalej próbować jak dam radę Frankla. Dużo piszę o cierpieniu i sensie w cierpieniu. Ja nie umiem tego znaleźć. Może dlatego, że cierpienie jest z mojej winy, głupoty.
Nie mogę usnąć - co zamknę oczy myślę o głupotach.
A przecież jak się nie zabijać - to szpital i chyba schronisko. Później może znowu praca.
Tylko nie wiem czy dojdę trochę do siebie, teraz w to wątpię, za dużo się stało.
Może to głupie - ale jakbym wygrał w lotto lub lepiej - jakby Żona mnie przyjęła na jakiś czas toby mi dużo szybciej przeszło.
Nawet jakby przyszło wyjść nie mam w czym. Mam tylko spodnie I koszulkę, wszystko w piwnicy.
Nie mam siły płakać. To głupie płakać i użalać się, ale teraz nie umiem inaczej.
Nie wiem do końca dlaczego tak się stało. W maju i na początku czerwca czułem się już bardzo dobrze, nie myślałem ani razu o piciu.
Jak tylko gorzej się poczułem od razu się napiłem zamiast pójść do lekarza. A że naprzód nie było konsekwencji to próbowałem dalej. Jak za trzecim razem obudziłem się pijany to już przestałem myśleć całkiem i wielki ciąg, a można było wtedy zadzwonić po karetkę, bo już sam nie miałem siły i się odtruć.
Nie mogę, nie radzę sobie kompletnie. Najgorsze też to, że nie mogę nic robić - czytać, pisać, oglądać.
Nie dali mi już większej dawki ketrylu na noc a on podobno działa - będzie ciężko. Boże...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz