Bardzo dawno nie marudziłem więc troszkę napomknę co u mnie. Myślałem, że posty będą coraz bardziej optymistyczne, ale niestety znowu muszę ponarzekać, nie bardzo mam z kim porozmawiać i takie pisanie przynosi mi samolubnie ulgę.
W sumie nic za bardzo nowego, o moich problemach zdrowotnych i innych pisałem już dawniej w postach, większość się powtarza.
Było jednak już jakoś lepiej. Co prawda jestem od wielu miesięcy jakoś słaby, do rynku jest 400 metrów, a mi ciężko dojść i wrócić. Nogi mnie nie bolą tylko ogólnie słaby jestem, szczególnie z rana wstać i chodzić mi ciężko. Ale już funkcjonowałem jako tako, kąpałem się w pobliskim jeziorze chociaż nie bardzo miałem siłę pływać, jeździłem do miasta wojewódzkiego po laptopa starego co mi dał za darmo Sprzedawca aparatu słuchowego, stary laptp , ale dobrze chodzi na Windows 10, przedłużyli aktualizację zabezpieczeń na rok.
O ile zaprzestanie picia i trwanie w abstynencji trzeźwienie nie jest dla mnie wielkim problemem, o tyle bez palenia trudno mi żyć. Przeczytałem co prawda fajną książkę Allana Carr i byłem bliski rzucenia, ale nie dałem rady. To głupie, ale palenie to w tej chwili dla mnie prawie jedyna rozrywka, nie mam teraz za bardzo innych przyjemności.
No i oczywiście zobaczyłem się z Żoną w pracy jest rejestratorką w gabinecie, chociaż nie chciała aby się tam pokazywał i straszyła policją, że wezwie jak przyjdę do pracy. Widziałem się z Nią dwukrotnie Jakoś nie wezwała. Kupiłem jej też przez internet róże.
To krótkie spotkania bardzo podniosły mnie na duchu i wywołało u mnie wiele emocji, po tych emocjach widzę, że dalej tylko Żonę kocham /mówi, że po rozwodzie już nie żona, ale dla mnie dalej Żona chociaż mnie póki co skreśliła/ mogłem zrobić jej zdjęcie które wysłałem, dodałem na nim siebie i Córkę za młodych lat, nie mam niestety żadnych nowszych . Zamieszczam co prawda ogłoszenia matrymonialne na Lento, Anonsach i Facebooku, ale jakoś na razie nie wyobrażam sobie życia bez Żony, chyba, że się w kimś zakocham, ale wątpię, chociaż może… Mam co prawda wiele odpowiedzi, ale mi nie pasują, niektóre młodsze, a wyglądają jakoś staro. Niby charakter się liczy itd. , ale wygląd też ważny.
No właśnie było jako tako, ale niestety od parunastu dni moje samopoczucie znowu bardzo się pogorszyło.
Z powrotem wróciło to co było. Już o tym kiedyś pisałem. Niby śpię, a wstaję zmęczony, słabo mi dreszcze w środku, ciągłe parcie na pęcherz, popuszczanie i w ogóle do dupy. Jednego dnia cały dzień ledwo się ruszałem tak kiedyś miałem i tutaj i w szpitalu przez parę dni. I tak jak wcześniej potem coraz lepiej, a wieczorem prawie całkiem dobrze, ale cały dzień słaby. Nie wiem już co to – depresja, nerwica i nikt tego nie wie, lekarze też nie wiedzą i nie wiadomo jak mi pomóc, te wahania nastroju, rano źle wieczorem dobrze wyraźnie wskazują na zaburzenia typu depresyjnego. Znowu dreszcze, lęki, już czasami żyć mi się nie chce, bym się może zabił, do dupy takie życie, to jest bardzo upierdliwe chociaż ma nadzieję nie jest śmiertelne. Kładę się po 22 a czasami i do drugiej zasnąć nie mogę pomimo tego że ostatnio brałem Nasen na sen. Wracają wspomnienia – rodzinne wyprawy do Bułgarii, Węgry, dom, w którym mieszkaliśmy tyle lat, zabawy z Córką, słowem fajne czasy chociaż czasami było rożnie, żal po stracie, wyrzuty sumienia, które nic nie wnoszą, nie dają, a sprawiają ogromny ból, pisałem o tym w poście Doświadczam.
Wspominam też niepotrzebnie błędy, które były również w trzeźwym życiu – nie kupiłem Córce konia na biegunach, nie zrobiliśmy łazienki, ani zakładu fryzjerskiego choć Żona zrobiła kurs, czy sklepu ze wszystkim podobnym do Biedronki kiedy jeszcze nie były popularne, pomyliłem się z prezentem na święta dla Córki, kupiłem jamnika /radiomagnetofon/, ale na szczęście dało się wymienić na monitor, który wtedy był bardzo potrzebny i podobne pierdoły. Dzisiaj łatwo to wszystko oceniać, ale w tym miejscu i czasie nie dało się pewnych rzeczy zrobić i tyle.
Najgorsze to, że niby nic mi nie jest, nikt nie dopatruje choroby, wyniki w porządku, a nie mogę nic robić, ciągle mi słabo tak jak ostatnimi dniami i suszy mnie jak po piciu, to przecież choroba, a na pewno jakieś zaburzenie. Wcześniej byłem słaby i byle jaki rano i do południa, teraz praktycznie cały dzień, żadna mobilizacja nie pomaga Często nie chcę, a w zasadzie nie mogę pisać czy czytać. Nie wiem już z czego to wynika czy jednak jakaś – odpukać choroba? A mam tyle planów odnośnie bloga, książki, pomagania.
A mam warunki tak jak chciałem - wolny czas, laptop, zakwaterowanie, wyżywienie, parę groszy, za mało, ale jednak. Wkurza mnie to strasznie i dołuje, mam wyrzuty, że marnuję czas, a życie płynie. A może organizm mi coś sygnalizuje i nie pozwala na aktywność?
A może jednak utraciłem sens w życiu i przestałem widzieć sens jakiegokolwiek działania?
Może atmosfera dpsu, pewnie w moim też domu byłoby łatwiej z rodziną, ale wiadomo... No i chyba za mało pokory u mnie. Skoro Los i ja tak chcieliśmy, chociaż w zasadzie nie chciałem, różnie to można interpretować, to należałoby to uszanować i się z tym pogodzić. Niby pogodziłem się, ale myślę, że zadra w środku siedzi i denerwuję się moim położeniem niepotrzebnie, to nic nie daje nakręca tylko spiralę emocji. W każdym razie faktem jest, że ciało nie pozwala mi na wiele rzeczy i nic tu nie pomagają sztuczki psychologiczne.
MOPR ośrodek, który mnie skierował do DPSu odstąpił od ściągania zaległości w opłatach za pobyt w dpsie, które powstały ponieważ ZUS wszystkiego nie ściąga z emerytury ponieważ nie może. MOPR oczekuje, że teraz będę dopłacał do całości to znaczy do ok. 1 500. Jak mam 2 130 to zostanie mi wtedy 530, bo jeszcze Syndyk 100 i jak tu przeżyć – leki itd. ?A może Miasto się jeszcze upomni. No i nie wiem co wyniknie z tej sprawy karnej, którą mam za próbę zakupu tytoniu bez akcyzy.
Bym sobie gdzieś dorobił, ale w tym stanie przynajmniej na razie nie dam rady.
Ostatnio trochę czasu, a przede wszystkim nerwów, silnych emocji zabrało mi pisanie listu do Córki, napisałem też potem do obu Pań. Jak wspominałem dawno nie miałem z Córką żadnego kontaktu. Nie pamiętam ile to już lat minęło, chyba z 10 lat nie mieszkam w moim też domu, a z Córką nie widziałem się też ladnych parę lat, nie liczę dokladnie.
Żona nie mogła patrzeć na moje popijanie. Nie byłem agresywny, ale marudziłem, chciałem pieniędzy lub podciągałem trochę, kasy, albo leżałem na tapczanie, albo wychodziłem i popijałem kropelki z alkoholem na ławce. Później podciągałem Żonie pieniądze. Naprzód Żona wyniosła się do innego mieszkania, które mieliśmy chwilowo do dyspozycji, potem ja w nim mieszkałem, a Żona wróciła do naszego właściwego mieszkania. Miałem trochę wziąć się za remont mieszkania, ale jednak głównie popijałem. Po pewnym czasie i tu nie mogłem mieszkać już o tym pisałem.
Jak jeszcze mieszkaliśmy razem Córka pisała pracę magisterską a ja popijałem, marudziłem i Córka nie miała warunków do nauki.
Jest zrozumiałe, że Córka ma mnie dosyć. Przez wiele lat byliśmy bardzo blisko. prowadziliśmy fajne życie, były czasem drobna nieporozumienia, ale oceniam, że ogólnie było fajnie – zabawy, wyprawy Seicento. wspominam trochę o tym na moim blogu w wątku Moje dzieje.
Słowem – żyliśmy jako rodzina aktywnie i w pełni normalnie. Córka mawiała – Ja zawsze z tatą. Robiła takie gwiazdki-laurki, uczyłem Ją pływać, jeździć samochodem, trochę zaszczepiłem hiszpańskim, dzisiaj jest nauczycielką hiszpańskiego, interesuje się tańcem, zdobyła uprawnienia instruktorskie, jeździliśmy razem po Europie. Wspominałem o tym w poście Doświadczam. -
Mimo wszystko ma żal szczególnie do Córki, że się do mnie nie odzywają, ani listu, ani maila, Żona nie odbiera, jak dzwonię do pracy to odkłada słuchawkę, wcześniej chociasz czytała moje moje wpisy na WhatsAppie teraz nie. Kiedyś mówiła, że jak będę dzwonił, czy odwiedzał to zgłosi na policję, że stalking. Niektórzy twierdzą, że te moje żale wylewane do rodziny to chore, poalkoholowe zachowania. A ja i tak mam żal, bo jak zacząłem na nowo pić to nie konsultwała się z poradnią dla współuzależnionych, ani nie bywała na Al-Anonie tylko najwyżej policja.
Myślę, że kontakt z rodziną by mi bardzo pomógł, ale wiadomo…
A może Żona sobie kogoś znalazła? Chociaż mawiała zawsze, że jakby co to już żadnego chłopa nie chce.
Nie spodziewałem się, że pisanie listu do Córki, a potem do obu wzbudzi we mnie tak silne uczucia, kosztowało mnie to dużo nerwów i czasu prawie przez tydzień do Córki pisałem. Prosiłem między innymi aby czasami się do mnie odezwały, albo chociaż poczytały moje wiadomości na WhatsAppie, niestety cisza, parę wiadomości Żona przeczytała jakiś czas temu i wszystko, a ja niecierpliwy, brak pokory. Przecież minęło już trochę czasu jak ja porządny. Na mitingu jeden z kolegów mówił, że dwa lata czekał na to aby żona się odezwała, a jedna z córek cały czas nieufna. Jednak przez picie tworzy się wielka wyrwa i trudno ją załatać o ile w ogóle – odpukać się da.
Jak zwykle rozciąga mi się post i do tego w kółko marudzenie. No ale mało mogę na to poradzić. Już cieszyłem się, że idzie ku lepszemu a tu znowu, trudno wzbudzić w sobie optymizm chociaż próbuję. Naprawdę ciężko mi się zabrać za cokolwiek. Mam wyrzuty sumienia, że się opierniczam, a nie powinienem nie tyle tyle mi się nie chce tylko nie mogę. Ostatni post jest z sierpnia. Co prawda w międzyczasie zajmowałem się internetem i laptopem. Ustawiałem Google Analytics /narzędzie do analizy ruchu na stronach internetowych/ za pomocą jego można zobaczyć kiedy i ilu czytelników odwiedza mój blog, a także z jakiego regionu świata są czy korzystają z laptopa, czy smartfona, w jakim wieku są i wiele innych informacji. Jest to bardzo motywujące do pisania postów, widać,że ktoś się interesuje moją produkcją. Co prawda teraz piszę głównie dla siebie, traktuję te pisanie jako szkic do przyszłej mam nadzieję książki do napisania której jestem zachęcany, a także jako element autoterapii depresji, którą jednak chyba mam już sam nie wiem, pisałem o tym. Jednak jak ktoś przeczyta te wypociny to jest mi bardzo miło. Kiedyś to śledzenie było bardzo łatwe, a teraz Google zmieniły wersję na GA4 i trzeba trochę kombinować też i w kodzie html bloga. Podobnie mam problem z utworzeniem kopii bloga, chodzi mi szczególnie o posty, nie bardzo chce się utworzyć, a może się przydać jakby – odpukać się coś zepsuło, jest też problem z indeksowaniem bloga. To wszystko zajmuje trochę czasu, a ja często dużą część dnia marnuję, ponieważ nasilają się czasem moje kochane zaburzenia.
No to na dzisiaj kończę, znowu mi te posty długie wychodzą, a samemu nie chce mi się czytać obszernych tekstów. Mam zamiar zamieszczać też wersje dźwiękowe do każdego posta, w trochę obszerniejszej wersji, może będzie chętniej słuchane niż czytane.
Niebawem będzie o rezonansie kręgosłupa oraz o związku między ciałem a depresją.
PS Jak trochę popisałem to mi ździebko oddało, a rano czułem się źle.

Dziękuje za te historię, będę do niej wracał
OdpowiedzUsuń