niedziela, 15 grudnia 2019

Nowy wątek - wstęp.


Pisałem w poście Chcesz to wierz – nie to nie wierz. pisałem, że moja od dawna znajoma Panie Doktor Psychiatra uważa i namawia mnie, ze powinienem opisać całe swoje życie. Może nie jest ono jakieś wyjątkowe, ale na pewno wiele się w nim działo.
Można za pomocą tego opisu m. in. zrozumieć jak doszło do uzależnienia od alkoholu, ale także opiszę inne zdarzenia, które mogą kogoś zainteresować.




Ogólnie powiem tak ludzie uzależnieni podobnie jak chorzy na inne choroby, nie chorują na własne życzenie. W pewnym sensie sami zwiększają ryzyko zachorowania pijąc nadmiernie. Podobnie jak zawałowcy paląc papierosy, czy nadmiernie jedzący zwiększają szanse na stanie się cukrzykami.
Przeważnie w programach terapii mało się o tym mówi, chyba żeby osoby uzależnione nie szukały usprawiedliwień.

Jednak jak już za pomocą terapeutów alkoholicy poznają, że są chorzy i poznają sposoby postępowania prowadzące do tego aby już nie wracać. Stają się już wtedy całkowicie odpowiedzialni za swoje zdrowienie.
Jak pisałem w grudniowych postach znając dobrze chorobę nie stosowałem podstawowych zasad – m. in. nie zachowywałem pełnej abstynencji i tego nie mogę sobie wybaczyć, a muszę, aby iść do przodu.

Ogólnie napiszę – żeby nabawić się, wejść w uzależnienie, jak twierdzą lekarze i terapeuci muszą zaistnieć przynajmniej dwa z trzech czynników –
    1. Genetyczna skłonność do zachowań typu uzależnianowego. – Nie znaczy to, że wprost dziedziczy się alkoholizm, czy narkomanię tylko pewną podatność tak jak skłonność do zapadania na inne choroby. Osobiście uważam, że czynniki genetyczne, osobowościowe są najbardziej odpowiedzialne za powstanie mechanizmu utraty kontroli np. nad piciem.
    2. Sytuacja rodzinna w młodości wychowanie. – Ja nie zwracałem u siebie na ten czynnik uwagi. Dopiero jak pojechałem na Program Rozwoju Osobistego realizowany przy Instytucie Zdrowia w Warszawie zobaczyłem, że w mojej rodzinie, którą uważałem za normalną miałem małe szanse na normalne dojrzewanie. Program jest treningiem intra- i interpersonalnym, w którym się się w głąb siebie i swoje dzieciństwo. Jest to niesamowite przeżycie. Jak wracałem z jednej sesji ruszyły mnie po drodze, zamiast na sesji, takie emocje, że przez całą drogę płakałem i miałem ochotę wyskoczyć z pociągu. Na szczęście miałem przy sobie signopam, lek na uspokojenie i zrobiło mi się trochę lepiej. Ale po PRO moje życie stało się całkiem inne, nabrało nowego blasku.
    3. Otoczenie środowisko. – Napiszę o tym szerzej, powiem tylko, że liceum i pierwsze studia to w zasadzie piłem przy każdej okazji, zamiast np. podrywam dziewczyny, czy rozwijać się.
Rodzina - źródło - Pixabay.
Opiszę swoje dzieje nie po to aby usprawiedliwiać moje ostatnie zachowani, kiedy byłem i jestem odpowiedzialny za swoje zdrowienie. Zapewne Los, Siła Wyższa, czy Bóg ma jakiś udział, ale głównie JA. Jakbym zdał się na los i nic nie robił nic by z tego nie wyszło. Cuda rzadko się zdarzają, chociaż początek mojej długiej abstynencji, kiedy odechciało mi się po prostu pić, można uznać za cud, któremu później pomogłem.

Ja w tym wątku opiszę swoje dzieje, może kogoś je zainteresują, może ktoś znajdzie podobieństwa do swoich.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz