środa, 18 grudnia 2019

Urodziny.


Tak jak pisałem opowiem w tym wątku o swoich dziejach.

Wychowywałem się i większość życia spędziłem w małym miasteczku powiatowych, do którego byłem bardzo przywiązany, ale urodziłem się w mieście wojewódzkim. Widocznie Mama chciała mieć lepsze warunki lub też były inne powody.
Taty nie znałem, jego nazwisko wyjawiła mi Mama będąc już prawie na łożu śmierci, można powiedzieć. Znalazłem rodzinę już nieżyjącego Taty dwa lat temu, a mam 60 lat.




Okazało się, że mam troje przyrodniego rodzeństwa. Gdy dodzwoniłem się do wnuczki Taty powiedziała, że się nie dziwi, miał on taki charakter, że lubił kobiety.
Z tego co wiem był jakimś inspektorem w służbie zdrowia i jeździł w delegacje chyba na inspekcję. Mam była magistrem farmacji więc zapewne mieli okazję się zetknąć. U nas w celach miłosnych chodziło się na tzw. wały – otaczają one podmiejską dużą łąkę i odradzają od dużej rzeki i małej rzeczki. Podejrzewam, że tam zostałem poczęty. Podobno moja ciotka, później Chrzestna Matka, córka siostry Babki, lekarz namawiała Mamę do usunięcia ciąży. W tym czasie był to myślę trochę problem, szczególnie jak zadziało się to w tzw. porządnej rodzinie.

Zdjęcie ilustracyjne źródło - pixabay.com

Z wczesnego dzieciństwa mało pamiętam. Mieszkaliśmy w dużym stylowym domu, który przed wojną zbudowali Babka z Dziadkiem. Patrząc z dzisiejszej perspektywy myślę, że zbudować duży dom z pensji to trochę wyczyn, ale jak na tamte czasy oboje zarabiali bardzo dobrze. Babka była nauczycielką w szkole powszechnej, jak to się kiedyś nazywało, zarabiała podobno powyżej 100 zł. Dziadek uczył wychowania fizycznego w gimnazjum i zarabiał chyba powyżej 400 zł miesięcznie. W tym czasie kobieta, która przychodziła do pracy w ogrodzie brała złotówkę za dzień. Polski fiat kosztował chyba ok. 1000 zł.

W domu mieszkała rodzina – ja, Mama, Babka mama Mamy. Dwie ciotki, które zostały wysiedlone ze Lwowa po wojnie – siostra Babki Stefa, którą ja nazywałem Tamtą Babą i jej córka Ciotka Krysia. O Ciotce Krysi będzie więcej, ponieważ głównie ona zajmowała się wychowywaniem mnie. Gdyby nie ona nie poznałbym wielu rzeczy i nie posiadł takich umiejętności. Gdy umarła na ciężki przypadek nowotworu – sarkoma, gdy miałem dwadzieścia parę lat, bliscy mi mówili – druga Matka Ci umarła.
Tamta Baba umarła jak miałem iść do szkoły. Umarła we śnie na serce, trumnę wystawiono w domu, nie tak jak dzisiaj w kaplicy. Przychodzili krewni, sąsiedzi i znajomi, aby się modlić. Akurat już to pamiętam, ale nie bardzo rozumiałem wtedy co się stało. Inne rzeczy z wczesnego dzieciństwa chyba wydaje mi się tylko że pamiętam, jak oglądam stare zdjęcia. Zdjęć jest dużo ponieważ Mama interesowała się fotografią. Mama była pod bardzo silnym wpływem swojej mamy. Zamiast wyjechać gdzieś, a było sporo propozycji pracy z mieszkaniem do końca życia Babki była pod jej silnym wpływem.

Trzeba w tym miejscu napisać parę słów o Babce, pozwoli to zrozumieć mechanizmy, jakie panowały w rodzinie. Chociaż z jednej strony trzeba przyznać, że bardzo dbała o dom, finanse, czystość i legendarny ogród to z drugiej czyniła wiele zła, może i miała dobre intencje, ale jak to mówią – dobrymi chęciami piekło wybrukowane, nie wiem czy sama tak nie mawiała. Była osobą despotyczną, apodyktyczną lubiła rządzić życiem ludzi, uzależniać ich od siebie. Inna sprawa, że ludzie dawali się uzależnić. Dzięki Ciotce Krysi nie dała rady mnie uzależnić. Trzeba jednak przyznać, że jak zacząłem dużo pić to Babka zwróciła się pierwsza po pomoc do lekarzy i komisji antyalkoholowej.

Dlaczego napisałem – legendarny ogród? Napisałem tak, ponieważ był on centralnym punktem życia Babki, cała działka 1 500 m. kwadratowych. Była od dawna na emeryturze – pracowała kilkanaście lat, a na rencie i emeryturze była kilkadziesiąt. Szczególnie Mama była zaganiana do pracy w ogrodzie, zaraz po przyjściu z pracy. Ja się migałem ile mogłem od niekończącego się gracowania ścieżek, rwania porzeczek i noszenia ich do skupu w wiadrach, później koszenia trawy, co nie bardzo mi wychodziło. Było jeszcze jedno ciekawe zajęcie. Rąbanie cieniutkich gałązek na taką sieczkę. Sieczka ta służyła głównie do palenia w kuchni. Dom ogrzewany był piecami kaflowymi, które Babka przerobiła na elektryczne z taryfą nocną. Zimno było jak cholera, telewizję zimą trzeba było oglądać w kurtce. Latem w tzw salonie też było zimno ponieważ usytuowany on był od strony wschodniej, zapewne dlatego, aby był widok na ulicę.
Trzeba dodać, że przed wojną ogród był wspaniale urządzony – altanka, ścieżki, kwietniki, zakątki dumania. Przyjeżdżało dużo osób z rodziny, u Babki było chyb dziewięcioro rodzeństwa i pięcioro dożyło sędziwego wieku. Oczywiście, każdy z przyjezdnych miał swój przydział zadań w ogrodzie.

Poza tym Babka miała nawyki hrabiowskie – inaczej lepiej traktowała ludzi z tytułami najlepiej – magister, lekarz czy inżynier, a inaczej zwykłych ludzi bez tytułów np. P. Marczukową, którą wynajmowała do prac w ogrodzie, czy człowieka, który przychodził do orania części ogrodu lub innego do rożnych prac np. rąbania grubego drzewa.

W następnym poście – inne ciekawostki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz