Strony

▼

niedziela, 13 kwietnia 2025

Lekarze.

Znowu jak zwykle długa przerwa w pisaniu.

Powie Czytelnik, że dalej narzekam, ale jak zwykle samolubnie piszę, to mi pomaga.

U mnie nic ciekawego się nie dzieje, obijam się i nic konstruktywnego nie robię a i z tym będzie problem, wyjaśnię kiedyś.

Ciągle obiecuję, że będzie jakiś w końcu trochę optymistyczny post, a tu coraz gorzej czasami chociaż⁸ czasami trochę lepiej, są iskierki nadziei.

Trochę jeździłem po lekarzach i po komisjach do spraw niepełnosprawności. Byłem badany przez biegłego sądowego ponieważ odwoływałem się od decyzji komisji do sądu, ale sąd utrzymał na podstawie opinii biegłych w mocy decyzję o przyznaniu mi umiarkowanego stopnia niepełnosprawności, a liczyłem na znaczny, wtedy np. chodzik bym miał za darmo.

Wobec ujawnionych dużych zmian w kręgosłupie będę składał za jakiś czas jeszcze raz wniosek przyznanie mi stopnia niepełnosprawności, zobaczymy co moja pani Neurolog napisze, będę u niej pod koniec kwietnia.

Miałem robiony rezonans magnetyczny kręgosłupa. Jak pani Dr neurolog zobaczyła wynik stwierdziła, że jest źle, operacja? Nie mam zamiaru się operować. Skierowała na neurologię, ale powiedzieli na neurologii, że za zdrowy to wybrałem psychiatrię, bo myślałem,  że nie dam rady w tym stanie w dps. Nie wiem czy dobrze zrobiłem, napiszę jeszcze o tym.
Kolega, który ma podobny problem i dostał między innymi na to 500+, mówi, że mój kręgosłup jest w gorszym stanie niż jego. Wystąpiłem teraz do sądu z wnioskiem o przebadanie mnie jeszcze przez biegłego neurologa i urologa. Mam też zaproszenie na maj na badanie psychiatrę sądowego w sprawie o przyznanie 500+.

Natomiast w lecie byłem w klinice psychiatrii, ponieważ szukam różnych rozwiązań aby pokonać depresję - fajnie tam było, ale za dużo mi to nie dało, dalej objawy depresyjne. Tutaj prawie sama młodzież, samookaleczenia itp.

Jak wspomniałem ostatno trafiłem na psychiatrię w szpitalu neuropsychiatrycznym. Tutaj warunki nieporównywalnie gorsze niż w Klinice.

Z lekarzem prowadzącym tylko raz dłużej rozmawiałem. Rzeczy osobiste mi zabrali do depozytu i nie chcieli oddać, tłumaczyli, że ich za dużo i będzie bałagan. Trochę zwykłych chuliganów na oddziale, wszystko może zginąć, strach telefon ładować na korytarzu,
Kaszlałem przez cały pobyt, w gardle drapało to chyba z zatok ściekało, nie mogłem usypiać. Lekarz cały czas mówił, że w płucach czysto a to nic takiego dopiero Rodzinny po powrocie przypisał mi antybiotyk, przeszło ale trochę kaszlę - papierosy...

Psychoterapii nie ma zresztą i w Klinice nie było, były 3 panie Psycholog, ale w zasadzie nie można skorzystać z ich pomocy. Tylko lekowa terapia.

Były takie dni, że żołądek tak bolał, że mogłem tylko leżeć, nie mogłem ani jeść, ani nawet pić.
Drżenie całego ciała, niepokój, wstręt do jedzenia, nie jadłem 3 dni, niemożność robienia czegoklwiek
Podejrzewałem odnowienie się wrzodu, brałem na to leki, ale to raczej na tle nerwowo-depsyjnym. Jakoś przeszło, może trochę pomógł Sulpiryd, to taki lek na dolegliwości nerwowo-somatyczne.
Liczyłem na szybką poprawę, a tu jeszcze gorzej, przecież byłem już w tym szpitalu i wiedziałem niby wszystko.
Tylko przez ostatnie miesiące wcześniej miewałem takie nasilenia zaburzeń depresyjnyjnych, czy nerwicowych, czy późny zespół abstynencyjny, jak twierdzi moja Psychiatra, tak też miewałem po długim piciu, że już nie wiedziałem co robić, emocje, a przecież wiedziałem, że tu cudów nie ma, a warunki takie nie bardzo, wyżywienie wiadomo...
Lekkie biegunki codziennie, pęcherz neurogenny się uaktywnił.

Niektórzy radzili mi żeby siedzieć w szpitalu do dwóch miesięcy. Ja uznałem, że to nie ma sensu. To żadno leczenie, tabletki mogę brać i w domu. Uzgodniłem z lekarzem, że wystarczy i wyszedłem po 3 tygodniach i jestem przekonany, że dobrze zrobiłem. Lekarz wpisał mi w epikryzie, że wyszedłem na własną prośbę, a przecież było to obopólnie uzgodnienione. Ogólnie ta psychiatria to dziadostwo tyle że ogólnie w Polsce z psychiatrią jest źle szczególnie z dziecięcą.



W sumie są i zyski z tego pobytu
- przepisano mi nowe leki, Duloksetynę i Sulpiryd, nie takie całkiem nowe kiedyś już brałem;
- dostrzegłem, doceniłem zalety domu pomocy porównując ze szpitalem.

Jest i optymistyczny akcent. Po blisko  miesiącu teraz - odpukać lepiej się czuję, nie telepie tak, tylko słaby jakiś jestem szczególnie przed południem i taki swoisty objaw język piecze, dyskomfort w ustach, nic nie smakuje. Wyczytałem, że może tak być przy zaburzeniach depresyjno-nerwicowych - dziwne, teraz trochę przychodzi to pieczenie.

Jeszcze parę rzeczy się wydarzyło, ale o tym potem i tak się rozpisałem.

PS - Na załączonym obrazku widać jak czasami człowiek się czuje pod skrzydłami lekarzy, czy personelu szpitalnego, czy opiekunów...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz