O
tym już pisałem, ale pod wpływem przemyśleń i bywania tu i
ówdzie zapragnąłem wrócić do tego tematu.
W
poście Jądro
wyróżniłem w procesie trzeźwienia z grubsza rzecz biorąc dwie
składowe – ideologię i praktykę
i
dalej pisałem
Za
najważniejsze, za JĄDRO w drodze do trwałej abstynencji, a szerzej
w dążeniu do trzeźwości uważam – ideologię. Jeśli wiem,
jestem przeświadczony dokąd idę, jaki mam cel, praktyka, technika
są mniej ważne, co nie znaczy, że niepotrzebne.
Z
pojęciem – jądra, ideologii
łączę po prostu poszukiwanie celu, sensu trzeźwienia, natomiast
praktyka – to sposoby,
które mają mi to ułatwić
Uważam
poszukiwanie sensu za warunek
konieczny trwałej stabilnej abstynencji. Natomiast
przyswajanie sposobów widzę jako warunek
dostateczny, ale niewystarczający /pojęcia z logiki/.
Pomiędzy
tymi dwoma składowymi umieściłem – zmianę przekonań – jednak
myślę, iż należy ona bardziej do – ideologii.
- Dlaczego do tego wracam?
- Ponieważ czuję intuicyjnie, a może się mylę, że ideologia jest często elementem trochę za mało brana pod uwagę przez osoby uzależnione i pomagaczy.
Fałszywe
przekonania podzieliłbym na dwie grupy –
- nie da się się żyć bez picia do końca życia, nie zaznam pełni szczęścia – a wystarczy rozejrzeć się wkoło i zobaczyć ile jest teraz osób z długoletnią abstynencją. Znam też, to znaczy znałem osoby, które nie piły do końca życia
- żal po stracie – nie będę miał fajnych znajomych, okazji do zabawy, ktoś może kpić itp.
może Czytelnik sobie wymienić
|
|
1
|
|
2
|
|
Bardzo
istotne jest, aby dodać – wzmocnienie przekonania, że
nie potrzebuję alkoholu i poradzę sobie z nałogiem wcale nie
oznacza braku pokory – aktualne są cały czas tzw.
zalecenia dla zdrowiejących alkoholików. Nie ma sensu
demonstrowanie sobie i otoczeniu tak zwanej w cudzysłowie siły
np. poprzez polewanie alkoholu kolegom, tak jak nie ma sensu
spacerowanie po poręczy mostu – może to się udać i może
wzbudzić podziw – ale to po prostu gówniarstwo.
U
mnie jednak było tak, że choć miałem opanowaną ideologię
wróciłem do picia
- Jak to się stało?
- Jeszce raz o tym wspomnę. Wbrew zaleceniom zacząłem brać leki zawierające alkohol. Później zadziałał z całą mocą System IiZ.
Przecież
to lek a nie alkohol.
W
życiu Karola nie zacząłbym od wódki, nawet jak brałem te leki i
chciałem przejść na wódkę to na początku robiło mi się
niedobrze – tak miałem zakodowane, że wódka nie dla mnie. Do
tego doszło zapewne odejście od ruchu AA. No i trochę trudna
sytuacja życiowa, która uczyniła mnie mniej uważnym nie
zaopiekowałem się sobą.
Nie
mogę dojść do tego jak ja niby niegłupi – napisałem dwie prace
dyplomowe na temat alkoholizmu, trochę pracowałem jako
quasi-terapeuta, działałem w ruchu alkoholowym itd. mogłem tak
bujać się około cztery lata w g...ie.
Takie,
czy inne okoliczności nie mogą
być usprawiedliwieniem dla mnie i dla innych osób uzależnionych,
które już zdiagnozowały swój problem. Jeżeli twierdzą,
że musiały to przyznaja się do ubezwłasnowolnienia .Inaczej
wygląda to u osób, które jeszcze nie zdają sobie sprawy z
istnienia u nich uzależnienia. Wrócę jeszcze do tego.
Jakie
według Ciebie są dobre, konieczne powody do zapicia –
może np. rozwód lub, śmierć bliskiej osoby?
|
|
1
|
|
2
|
|
Ja
jednak w obecnym trzeźwieniu główny
nacisk położę na ideologię. Nie znaczy to że
zaniedbuję technikę – mitingi, grupa nawrotowa, jedzenie
odpoczynek w miarę możliwości, tylko te głupie fajki... Po prostu
tworzenie czegoś nowego, lepiej na mnie działa, sprawia mi radość.
Wielką radością jest odkrywanie tajemnic tego świata, nie
pamiętam kto powiedział, że dzięki tym tajemnicom Świat jest
piękny. Do końca go nie poznamy nigdy, też o tym napiszę.
Jeżeli
chodzi o sposoby technikę to natknąłem się na ciekawy wykład, w
zasadzie, choć nie dotyczy wprost uzależnień jednak odnosi się
wprost do dwóch składników programu HALT – głodny i
zmęczony.
Przypomnę,
lepiej nie bądź –
HUNGRY
– głodny
ANGRY
– rozgniewany
LONELY
– samotny
TIRED
– zmęczony
ZegarAktywności Narządów -
wykład dr Beaty Pieczyńskiej, SPOT. Poznań. Można się
dowiedzieć jak pomóc naszemu organizmowi, do czego mu potrzebne
m.in. melatonina i serotonina.
Ogólnie
ja sądzę tak –
Założenie:
Większość ludzi ma podobne problemy, podobnie przeżywa życiowe
kryzysy.
Teza:
Większość ludzi w sumie podobnie rozwiązuje swoje problemy i
podobny jest sposób pomocy im, sposób postępowania przy
wychodzeniu z kryzysu.
Dowód:
Tu będzie szerzej.
Oczywiście
moje wnioski i dane opierają się na obserwacji i intuicji, nie
wiem, czy prowadził ktoś badania w tym zakresie, jeśli ktoś wie o
takich badaniach proszę o informację.
Oczywiście
moje wnioski opierają się na statystyce tak jak obliczenia w fizyce
kwantowej /o tym będzie osobno/. Pisząc – większość
ludzi – mam przed oczami Rozkład normalny, krzywą Gaussa
/Wikipedia/
szkicowy
wykres
| Szkicowy, poglądowy wykres. |
na
osi x – ilość osób z danym parametrem z osi y gdzie jest
obrazowo poziom inteligencji i poziom tzw. inteligencji emocjonalnej
może bardziej istotnej w tym przypadku – jest to bardzo duże
uproszczenie. Skrajne wartości z prawej i lewej to osoby poważnie
chore psychicznie i osoby urodzone z dużymi deficytami.
Ilość
alkoholików w Polsce PARPA szacuje na ok 2 %, pijących ryzykownie 3
razy więcej
/http://www.parpa.pl/index.php/33-analizy-badania-raporty/132-statystyki/
oczywiście w stosunku do całej ludności Polski w tym dzieci. Ale
jak jeszcze doliczymy osoby żyjące w otoczeniu alkoholika. Jeszcze
dochodzą uzależnieni od innych substancji lub zachowań –
narkomani, hazardziści itp.
Ale
wracam do problemów, kryzysów życiowych
- Jakie objawy pojawiają się, gdy człowiek jest w sytuacji kryzysowej?
- W skrócie to wiadomo – rozdrażnienie, zaburzenia snu, zburzenia w relacjach z ludźmi, bóle niewiadomego pochodzenia itp.
Czy
one ogólnie różnią się od objawów nawrotu /nie mylić z głodem
alkoholowym/, myślę, że nie.
Ale
jakieś różnice są
- mała część osób ze środkowej części krzywej Gaussa rozwiązuje problemy w sposób konstruktywny, przy zastrzeżeniu, ze nie da się życia przejść bezboleśnie.
Pozostali
różnie
- chorzy na serce ryzykują – zawałem;
- osoby o skłonnościach depresyjnych – samobójstwem;
- ciśnieniowcy – wylewem
- alkoholicy – zapiciem.
Dlatego
uważam, że od pewnego momentu i w pewnym zakresie można wspólnie
prowadzić zajęcia treningowe w pewnym zakresie dla ludzi z różnych
bajek. Ma to znaczenie szczególnie w mniejszych miejscowościach,
gdzie czasami trudno jest skompletować grupę treningową. Będę
złośliwy /wspominałem, że mam to po Babce/ ale dla terapeutów i
trenerów lepiej, jak jest więcej grupek bo kasa...
- Po co stosuję technikę, zapobieganie skoro na pierwszym miejscu stawiam przekonania i ideologię?
- Ano po to aby po to aby –
po
pierwsze: mniej się męczyć,
a
po drugie: zwiększyć prawdopodobieństwo sukcesu – nie jestem
przecież Bogiem. Nie wszystko zależy ode mnie, ale zwiększanie
prawdopodobieństwa zajścia jakiegoś zdarzenia zależy – nie
będzie to 99,99 % choćbym chciał i szczerze mówiąc boję się
tego 0,01 %, ale takie życie. Niektórzy co odnieśli sukces
twierdzą, że wszystko osiągnęli sami, ale to guzik prawda, jak
się bliżej przyjrzeć musiały zajść jeszcze jakieś sprzyjające
okoliczności.
Uznany
autorytet Daniel Goleman amerykański psycholog, publicysta naukowy i
uprzedzam bo to u nas nie wiedzieć czemu niepopularne – naukowiec
pochodzenia żydowskiego, szacuje w swojej książce Inteligencja
emocjonalna, że o ile pamiętam około 20% zależy od nas. Będę
się jeszcze na niego powoływał. Jak śpiewa Andrzej Sikorowski
/Pod Budą/
Więc
ci dziękuję losie choćby tylko za to
że
nie musiałem się urodzić pod wulkanem
że
średni u nas klimat i przeciętne lat
ale
dzieciaki są przeważnie roześmiane
i
chociaż czasem przyfruwają szare dni
a
przez mój ogród nie chce płynąć żyła złota
to
przecież zawsze mogłem robić rzeczy trzy
jeść,
pić i kochać
Los,
prawdopodobieństwo i Bóg to osobny temat. Wygląda na to, że z
jednej strony mikro i makro światem rządzi przypadek,
prawdopodobieństwo a z drugiej mamy wolną wolę, w jednej encyklik
podkreślał to Jan Paweł II – patrząc od strony wiary. Dlatego
denerwuje mnie tekst, jaki niektóre grupy AA wypowiadają członkowie
po modlitwie o Pogodę Ducha –
Niech
się dzieje wola Twoja, nie moja, Panie –
Może
niektórym się moje zdanie nie podobać. Mam taki nieokreślony
stosunek do Boga, na pewno nie wierzę w Boga, który steruje każdym
człowiekiem z osobna. Czasami słyszę na mitingu –
- Bóg mnie uratował.
A
dlaczego innych pogrążył, choć też się modlili i dobrze im
szło?
Jeśli
już – to podzieliłbym się z Bogiem zasługami. Uważam
natomiast, że szczęście sprzyja lepszym, tym którzy umieją
wykorzystać Los
i
kto szuka będzie mu dane.
Einstein
był chyba raczej zwolennikiem pewnego determinizmu nie lubił
przypadkowości mawiał –
Bóg
nie gra z człowiekiem w kości.
Na
tym na dzisiaj zakończę. Uważam, iż ten post wymaga jeszcze
dopracowania, ale go już dzisiaj zamieszczę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz