niedziela, 4 listopada 2018

Co robić?


W wątkach wątkach Da sie i Po co zastanawiałem się nad celami i sposobami osiągania celów w tym przypadku stabilnej abstynencji.
Wtedy najśmielszych myślach nie przypuszczałem że ja sam będę znowu trzeźwiał i z nich korzystał.



Czy warto?


Przede wszystkim - czy warto teraz pisać, kiedy trzeba szukać dochodu pracy?

Myślę, że warto bo -




- W celach samoterapeutycznych - jako taki stan psychiczny stanowi podstawę do dalszego działania;
- Póki nie wyjdę ze szpitala i nie urządzę się jako tako zabiorę rzeczy że stancji itd. nie bardzo mogę dzwonić czy pisać do pracodawców ponieważ nie wiem kiedy będę mógł się spotkać w razie zaproszenia na rozmowę.

Poza tym ważne jest dla mnie znalezienie motywacji po którejś już porażce

Właśnie - PO CO? - pytam jak rozważam w jednym z wątków.

Ogólnie to ja nie wiem po co człowiek żyje. Filozofia, psychologia i pedagogika proponują różne odpowiedzi np. żeby osiągnąć stan hedonizmu w szerokim znaczeniu tego słowa lub eudainomii. Ja w tym momencie powiem - żeby lepiej żyć.

W moim przypadku zachodzi jeden warunek konieczny - żyć bez alkoholu. Co prawda były momenty fajne jak się napiłem ale było ich nieporównywalnie mniej od skutków.

Lepiej żyć to znaczy dla mnie mieć swoje cele. Dla mnie wbrew pozorom jest to rodzina, a oprócz tego była działalność pomocowa.

Dla mnie chwile szczęścia to np. taniec z Żoną, sukcesy Córki do których się troszeczkę przyczyniłe, sukcesy moich kolegów i klientów.

Ale żeby to osiągnąć trzeba zaspokoić podstawowe potrzeby. 

Czy warto?


Przede wszystkim - czy warto teraz pisać, kiedy trzeba szukać dochodu pracy?

Myślę, że warto bo -


sobota, 3 listopada 2018

Zachętki


Czy w języku terapeutycznym - wyzwalacze.
Dodam jeszcze tylko, że w chwili posty piszę na telefonie - z tego mogą wynikać pewne błędy i nieścisłości.
O wyzwalaczach zewnętrznych i wewnętrznych pisze szeroko w literaturze. 



Kiedy zaczynałem pierwsze trzeźwienie nie były jeszcze sformułowane tzw zalecenia dla zdrowiejących alkoholików - trzeba było trzeźwieć na wyczucie.
Może to się wydawać pewnym zarozumialstwem ale jeśli chodzi o zachętki zewnętrzne w pierwszym  trzeźwieniu /w ostatnim zresztą też/ nie miałem nigdy z tym problemów.
Widok półek z alkoholem w sklepie, reklamy, kawiarenki z piwem, koledzy itp. nie przeszkadzały mi był to dla mnie artykuł taki jak każdy inny tyle że mi niepotrzebny. Uczestniczyłem też w uroczystościach np. rodzinnych na których pito alkohol w umiarkowany sposób. Natomiast nigdy nie poszedłbym na imprezę wybitnie alkoholową. Niektórzy mają duże problemy w takich sytuacjach. Może się mylę ale według mnie mają nieprzepracowany problem stosunku do alkoholu.
Dla mnie istotne są zachętki wewnętrzne. We wrześniu przed zapiciem czułem się bardzo źle. Dokuczał żołądek, ogólne rozbicie, osłabienie. Myślałem że odnowił się wrzód na żołądku, ale po zrobieniu gastroskopii lekarz stwierdził, że wrzód, który miałem wchłoną się. Sugerował nadkwasotę /daje podobne objawy jak misłem/ i nerwowy tryb życia. Wykupiłem też leki na żołądek i antydepresyjne.
Jednak wpadłem na wspaniały pomysł, że najlepszym lekarstwem będzie czysta wódka. O tym czym się to skończyło pisałem wcześniej.
Stan, który miałem można porównać to stanu jaki miewałem po zatruciu alkoholowym.
Poprzednio podobny stan miałem w maju tylko wtedy zgłosiłem się do szpitala. Może jakbym miał możliwość
może i wtedy bym się napił, ale
bałem się że mnie wyrzucą z mieszkania readapcyjnego. Wcześniej w hostelu też miałem takie myśli.
Mogły to być - epizody depresyjne lub nawroty chęci napicia się. Ja bym jednak skłaniał się do pierwszego wyjaśnienia.
Od paru lat nie żyłem normalnie albo z powodu okoliczności do których nie umiałem się odnieść albo z powodu picia alkoholu.
Słowem prawie każde złe samopoczucie jest dla mnie pretekstem do napicia się.
Kiedy zacząłem  brać kropelki nie czułem się źle. Praca mi się w dużej części podobała ale poprzez część administracyjną i trochę niejasne wymagania miewałem takie uczucie dyskomfortu. Kropelki jak wspominałem były dla mnie takim dopalaczem, ułatwiały pracę np. w nocy lub pisanie nudnych sprawozdań.
Jednak jak był okres w moim życiu, który już też opisywałem, kiedy to niespodziewanie straciłem pracę i zaszły inne trudne wydarzenia - przeprowadzka itp. Wpadłem w związku z tym w dużą depresję, nie umiałem sobie poradzić z sytuacją. Korzystałem z pomocy terapeutycznej i psychiatrycznek. Może niedojrzałość brak odporności niedostatek przeżyć pozytywnych.
Czułem się strasznie. Trwało to ok trzech miesięcy i wtedy nawet przez myśl mi nie przeszło żeby się napić alkoholu już prędzej myślałem o samobójstwie - co też jest chore.
Z tego wszystkiego wynika, że największymi zagrożeniami przynajmniej dla mnie  jest  -                    -  bezpośredni kontakt z alkoholem oraz
- stany depresyjnopodobne.
W te stany u mnie łatwo za względu na to że -
- parę ostatnich lat było ciężkich a ostatnie zapicie to już szczyt;
- nawet jak jest dobrze to nie odprężam się, nie daję sobie pozwolenia na to co nie jest związane z pracą, szukaniem jej, czy działalnością nazwijmy to naukowo-poznawczo-pomocową.
Co dalej - o tym w następnym poście.


Zachętki


Czy w języku terapeutycznym - wyzwalacze.
Dodam jeszcze tylko, że w chwili posty piszę na telefonie - z tego mogą wynikać pewne błędy i nieścisłości.
O wyzwalaczach zewnętrznych i wewnętrznych pisze szeroko w literaturze. 

czwartek, 1 listopada 2018

Sedno sprawy. Po


Dlaczego w poprzednim poście przywołałem historię mojego picia? O niektórych rzeczach wspominałem wcześniej.
Ano dlatego żeby przypomnieć sobie i ewentualnie czytelnikom, że wszelkie próby kontrolowanego picia nie muszą się źle skończyć /usypia to czujność/ bo




Po pierwsze nie wszyscy zdiagnozowani jak alkoholicy muszą być alkoholikami.

Po drugie każdy organizm jest inny i przebieg choroby może być inny, choroba może rozwijać się przez parę lat.

Po trzecie - nawet jak ktoś pije rzadko, ale jego reakcje na alkohol są szkodliwe - jeździ samochodem po alkoholu, wszczyna bójki itp. to jego picie jest również wysoko ryzykowne

Mnie rozzuchwalił to, że kropelki piłem dłuższy czas bez poważnych konsekwe cji i  żołądek czy depresję leczyłem wódką przez bez wpadania w cug tylko tylko ciągi zaczęły się po paru dniach czy miesiącach.
Miałem jeszcze parę podobnych zdarzeń.
Można by powiedzieć, że piłem w spos oiób
 niby kontrolowany - ale co to za kontrola.

Pisałem wcześniej o próbach nauki kontrolowanego picia.
Ale po swoich i doświadczeniach innych osób mogę powiedzieć -

można próbować pić kontrolowanie,
a jest to ogromne ryzyko igranie ze śmiercią lub trwałym kalectwem.
Zresztą po co - jak się przekonałem fajnie można żyć bez alkoholu
Na swoje usprawiedliwienie/ choć to marne usprawiedliwienie/ mogę powiedzieć że przez kilkanaście dni przed zapiciem czułem się bardzo źle, nic nie pomagało a bałem się brać zwolnienia bo to nowa praca itp.

Ale podkreślę - moje kłopoty jest wynikiem jednej podstawowej rzeczy -

Nie uznałem swojej bezsilności wobec alkoholu o czym mówi i nauka i pierwszy krok Anonimowych Alkoholików.

Gorzej - czuję, że w głębi duszy dalej sądzę, że da się wypić bez konsekwencji, dlatego główną motywacją dla mnie na dzień dzisiejszy - jest to że nie warto już ryzykować i bez alkoholu lepiej , choć czasami ciężej da się fajnie żyć, tak jak żyłem kiedyś i przez niektóre poprzednie miesiące.



Sedno sprawy. Po


Dlaczego w poprzednim poście przywołałem historię mojego picia? O niektórych rzeczach wspominałem wcześniej.
Ano dlatego żeby przypomnieć sobie i ewentualnie czytelnikom, że wszelkie próby kontrolowanego picia nie muszą się źle skończyć /usypia to czujność/ bo


I dalej w las tym więcej drzew

Przypomniało mi się to powiedzenie w związku z zapiciami. Widzę teraz wyraźnie to swoich losach -




- Naprzód kropelki były tylko lekiem  którym  zawierającymi alkohol na niskie ciśnienie, nie upijałem się ale codziennie wieczorem byłem na lekkim rauszu. Były one swego rodzaju wspomagaczem, dopalaczem kiedy nie chciało mi się coś robić lub gdy byłem zmęczony.
Nawet jeśli nie zawierały one alkoholu - byłyby sztucznym środkiem regulującym nastrój - co już powinno być ostrzeżeniem dla mnie.
- Potem otoczenie i przełożeni w pracy zaczęli wyczówać i zauważać że coś jest nie tak - wysłano na przymusowy urlop, abym przemyślał sprawę - co oczywiści zlekceważyłem.
- W związku z przeprowadzką do innego miasta zwolniłem się z pracy i podjęciu zatrudnienia na określony o okres cały czas używałem kropelek. Kiedy skończyła się praca i przeszedłem na bezrobocie hamulce się skończy - zacząłem się upijać, przeszedłem na wódkę najlepiej wiśniówkę. A miałem w tym czasie remontować mieszkanie oraz szukać i podjąć pracę.
- Następnie zacząłem pić coraz więcej. Pierwszy pobyt na odwyku i na odtuciu.
Za co piłem? - zasiłek dla bezrobotnych , reszta pieniędzy ze sprzedaży domu a później przestałem spłacać dawne kredyty, karty płatnicze. Brałem chwilówki i spłacałem jedne drugimi wpadłem w spiralę długów.
- W tym czasie moje życie wyglądało mniej więcej tak - trochę robiłem remontów w domu a potem około
- trochę pracy
- przynajmniej tydzień picia
- ok. tygodnia odtruwania i sprzątania w domu czasem w szpitalu
- szukanie pracy
I tak w kółko aż do lipca zeszłego roku, kiedy poszedłem na odwyk a potem do hostelu itd. o czym wcześniej pisałem.
Dlaczego przywołuję te wydarzenia? - o tym w następnym poście.

I dalej w las tym więcej drzew

Przypomniało mi się to powiedzenie w związku z zapiciami. Widzę teraz wyraźnie to swoich losach -


poniedziałek, 29 października 2018

Znowu nawrót, a może znowu nadzieja?

Myślałem długo czy warto rozwodzić się nad tym co się stało, ale może jednak warto będzie zapewne - 

- odrobina użalania się nad sobą   
- trochę analizy trochę na potrzeby własne, a trochę na potrzeby czytelnika
- i na podstawie tego wysnucie wniosków - jak żyć z takim bagażem 

Znowu nawrót, a może znowu nadzieja?

Myślałem długo czy warto rozwodzić się nad tym co się stało, ale może jednak warto będzie zapewne - 

- odrobina użalania się nad sobą   
- trochę analizy trochę na potrzeby własne, a trochę na potrzeby czytelnika
- i na podstawie tego wysnucie wniosków - jak żyć z takim bagażem 

piątek, 12 października 2018

Przepraszam

Niestety muszę przeprosić Czytelników

Nawaliłem na całego - pomimo mądrego pisania i teraz sam potrzebuję pomocy

668 205 064




Piłem do 30 rż potem prawie 30 lat byłem porządnym szanowanym człowiekiem ojcem mężem pracownikiem -

Następnie wzmowiłem picie - rok temu w lipcu przestałem piszę o tym na stronie www.problems.pl -

Byłem na odwyku potem w hostelu dla uzależnionych przez cały czas nękały mnie różne choroby - przyznano mi drugą grupę niepełnosprawności

i wróciłem do Lublina mieszkałem w schronisku -

Znalazłem pracę dzięki pomocy Żony też pokój - byłem szczęśliwy




We wrześniu nasiliły mi się dolegliwości żołądkowe bardzo lekki nie pomagały  ale to były chyba objawy depresji  które już miałem przed pobytem w szpitalu psychiatrycznym w Morawicy -

Wpadłem na głupi pomysł żeby leczyć się wódką i po trochu popijałem - na żołądek pomogło ale jak poszedłem na krótki urlop wpadłem w taki cug alkoholowy że nie bardzo wiem co się działo wyrzucono mnie z mieszkania i pracy - zanieczyściłem mieszkanie i siebie trafiłem do szpitala na oddział odtrucia leżę tu dwa tygodnie fizycznie łatwo się odtrułem ale psychicznie mam takiego doła że wogóle sobie nie radzę -

Nic nie mogę robić nie mogę jeść - wystąpiłem o schronisko ale pracownik na zwolnieniu i nie wiadomo obpukać czy dadzą -
Nie umiem darować sobie że tak skrzywdziłem Rodzinę którą kocham nad życie - pomimo tego że tyle krzywd zrobiłem -

Wszystkie rzeczy zostały na stancji - właścicielka spakowała i prawie nic nie mam -
Czasami nie chcę żyć a czasami chcę - tym razem jednak się nie podniosę -
  Żona już mnie całkiem odrzuciła

Co już mnie całkiem pogrążyło
Chyba raczej skończę ze sobą jakby co dziękuję za wszystko  wszystkim


Przepraszam

Niestety muszę przeprosić Czytelników

Nawaliłem na całego - pomimo mądrego pisania i teraz sam potrzebuję pomocy

668 205 064