Jak mi się bardzo polepszyło, łatwiej mi pisać z pewnym dystansem. Będzie mniej, a może w ogóle użalania się nad sobą, na początku było ono naturalne i potrzebne.
Pewien znajomy Terapeuta przysłał mi fajnego maila. Pozwolę go sobie zacytować prawie w całości, ponieważ są tam bardzo istotne dla mnie spostrzeżenia i myślę, że wtedy będzie łatwiej zrozumieć moje przemyślenia. Następnie, dodam swoje uwagi, spróbuję nawiązać dialog pomiędzy moimi częściami, mail wyjaśni o co chodzi.
Podkreślenia są moje, dodałem je aby lepiej zobrazować sobie problem.
Panie Tadeuszu, przeglądam sobie Pana maile z ostatnich tygodni i myślę że widzę w tym pisaniu dwie części Pana osobowości. Przewijają się naprzemiennie. Z jednej strony widzę część dziecięcą, tę małą, słabą, która potrzebuje ciągle opiekuna, mamy czy taty, przyjaciela, kogoś kto się zajmie tym co boli, pomoże wyjść z bezradności. Tę część nazywam "małym Tadziem". Jest też druga część Pana osobowości, ta, co sobie da radę, jest sprytna i poradzi sobie. Którą drażnią terapeuci i lekarze, która jest trochę arogancka, która sięi też chwali i wywyższa swoim doświadczeniem i wiedzą, bo "wie lepiej", bo "już to zna". Słucha tylko uznanych autorytetów, choć też wybiórczo. Tę część można nazwać "Tadek". I w Pana mailach ciągle widzę huśtawkę między tymi dwoma częściami. Rzadko pojawia się trzecia część: "Tadeusz". Czyli ktoś, kto spojrzy z boku, ma dystans, ale może słuchać i umie pogodzić tamte dwie (zaopiekować się Tadziem i wychować Tadka), bo czuje się częścią większej całości, z której czerpie. Najbardziej brakuje tej części środkowej, najważniejszej, Tadeusza. Pewnie tak było już dawno, ale niestety, alkoholizm wyostrzył zarówno biednego Tadzia jak i narcystycznego Tadka. Tadek wyrywa się do przodu a dla Tadzia ma tylko butelkę żeby go ululac. Trzeba teraz przede wszystkim zaopiekować się tym małym Tadziem, poprzez dobre dialogi wewnętrzne z Tadeuszem.
Bardzo podoba mi się podział mnie na części - Tadzia - Tadeusza - Tadka, jest tu coś na rzeczy. Sądzę, że każda z tych części jest potrzebna. Można dyskutować o proporcjach, czy i na ile są zachwiane.
Uważam, że jak byłem po przyjściu w takim paskudnym stanie to Tadzio wymagał, żeby go przytulić, pocieszyć, próbowałem, jako Tadeusz to robić, trochę udało mi się sobie wybaczyć i pogodzić się z tym czego już nie mogę. Nie czas na destrukcję wtedy było.
- Popłacz sobie Tadziu, czasem jest to potrzebne. Zaopiekuję się Tobą, może mi ktoś trochę w tym pomoże, ale przede wszystkim należy to do mnie.
Mogę sam sobie pomagać, rozmawiać z Tadziem, ale w pewnych chwilach, jak przy depresji, kryzysie, czy nawrocie, zależy jak na to spojrzeć, nieocenione jest wsparcie przez drugiego człowieka, który trochę zrozumie.
Wygłaszanie w takich chwilach tekstów typu -
- Nie przejmuj się, wszystko będzie dobrze.
- Rozumiem cię.
Trochę szkodzi choć intencje są dobre. Ja wtedy myślę - guzik będzie dobrze, wszystko stracone, a ty nic nie rozumiesz. Wkurzam się wtedy, choć gdzieś w głębi duszy sam sobie to mówię, a na zewnątrz pełna degrengolada.
Jak miałem dyżury w punkcie, który miał na celu pomoc osobom doznającym przemocy w rodzinie przychodzili też ludzie z różnymi problemami. Bezrobotnym mówiłem, że ich rozumiem i takie głupoty itp. Zrozumiałem, ale dopiero jak sam się stałem bezrobotnym.
Piszę - osoba doznająca przemocy w rodzinie, a nie ofiara przemocy.
Kiedyś miałem zajęcia z Jarosław Polanowski prokuratorem, teraz już w stanie spoczynku, wtedy konsultantem Niebieskiej Linii. Opowiadał - zadzwoniła do niego kobita, on zapytał -
- to znaczy że jest pani ofiarą przemocy?
- mój właśnie też nazywać mnie ofiarę i tu znowu.
Podobnie określam - osoba stosująca przemoc, a nie sprawca, znęczacz czy jakoś tak tylko - osoba stosującą przemoc. Nie jest to usprawiedliwianie tylko upodmiotowywanie osoby. One też potrzebują pomocy, ale to już inny temat.
Wracając do Tadzia. Pomalutku motywuję do działania, towarzyszę w pierwszych krokach wychodzenia z kryzysu.
Podpowiadam na przykład -
- żałoba się kończy, na Twoim miejscu przystąpiłbym po trochu do działania, ale nie wszystko na raz, powoli, masz tu czas. Na przykład możesz zająć się teraz tym co lubisz - pisanie, czytanie. Pomału próbuj przekierować myślenie itp.
"Jesteś dzieckiem wszechświata nie mniej niż drzewa i gwiazdy, masz prawo być tutaj." /Dezyderata/.
Jest jeszcze - Tada, jak mówiła Babka tylko nie wiem kto to, może odmiana, rodzaj Tadzia skrzyżowanego z Tadkiem, kiedyś się temu przyjrzę.
Coś znowu wychodzi długi post wyszłyby dwa, dla niektórych może być ciężki do czytania, jednak spróbuję tu dokończyć temat, trochę w skócie, co najważniejsze. Do niektórych zagadnień i tak trzeba będzie wrócić.
Jeśli chodzi o Tadka to jest on też potrzebny.
Pisze mój znajomy, ma on jest sprytny, że za mało dba o abstynencję, więcej o pracę, stancję.
Chyba jednak za mało sprytny bo się nie dorobił w czasie abstynencji i powierzył odbiór renty niby znajomemu, trochę kombinatorowi, wspomniałem o tym w sobotę. A kasa teraz bardzo potrzebna, bo muszę jakoś przeżyć do - odpukać ewentualnej wypłaty.
Abstynencja owszem przede wszystkim, ale też nie do przecienienia są kwestie socjalne. Żeby żyć trzeba gdzieś mieszkać, mieć pieniądze chociazby po to, żeby dojechać na terapię, na miting.
Jak działałem w Stowarzyszeniu była taka sytuacja -
przychodzi kobieta z zapadłej wsi, ma pod opieką dwoje dzieci i wiecznie pijanego męża. Klubowiczki naskakują na nią -dlaczego cię nie ma na zajęciach?
Nie zapytają czy ma z kim dzieci zostawić. Później był taki okres, że Klub zapewniał opiekę nad dziećmi w trakcie zajęć.
Tadek robi też dobrą robotę - żeby przeżyć i nie zwariować w szpitalu, schronisku, na stancji, w pracy i ogóle w życiu, szczególnie w warunkach często nienormalnych trzeba kombinować czasami.
Słucham wszystkich, a biorę to co uważam za stosowne i to jest dla mnie OK.
Jeśli chodzi o terapeutów to są różni, jak w każdym zawodzie. Tu jest taka kwestia, że jak zapłacą za szkolenia to kwit, certyfikat i tak dostaną. Podobnie lekarze, ale też prawnicy itd. są niejednakowi. Byłem u urologów. Jeden mówi, że mam powiększoną prostatę i przepisuje leki, drugi twierdzi, że moim wieku jest normalna i komu wierzyć?
Jeśli chodzi o Tadeusza jest go w tej chwili bardzo dużo. Wiadomo kim on jest, łatwo go określić jednym słowem - DOJRZAŁY.
Co to znaczy to inna sprawa, pisałem trochę kiedyś o tym i jeszcze będę przy okazji definiowania pojęcia zdrowie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz