Dzisiaj znowu powrócę do refleksji
Pisalem poprzednio o kłopotach z ZUSem i sądem, jest to jedna z przeszkód, które pojawiają się na drodze ku trzeźwości. Drugim zjawiskiem jest to, że w pierwszym okresie abstynencji ujawniają się różne choroby somatyczne. W czasie picia nie było czasu się tym zająć.
Oczywiście uwidaczniają się wtedy też zaburzenia psychiczne, kłopoty w relacjach rodzinnych czy w pracy. Tutaj nie zawsze jest znaleźć wsparcie, nie można ciągle rozmawiać o nawrotach czy sygnałach ostrzegawczych, trzeba chcąc nie chcąc wchodzić w normalne, prozaiczne, jak się czasem wydaje życie.
U mnie jak pisałem między innymi w poprzednim poście ujawniła się depresja. Teraz nasilone objawy minęły i pozostało tylko chroniczne zmęczenie, momenty słabości, złe samopoczucie z rana pomimo tego, że dobrze sypiam. A pod wieczór lepiej jak to zwykle bywa przy depresji jak to w ogóle depresja. Piszę tylko, ale wbrew pozorom jest to bardzo uciążliwe, nie da się całkiem normalnie żyć. Wspominałem - albo w podświadomości ukryte resztki depresji taka maskowana czy dystymia, albo jakaś nerwica też ukryta, albo uszkodzony kręgosłup, albo jakieś - odpukać inne choróbsko. Nie mogę dojść i lekarze też nie bardzo.
Tak czy siak trzeba coś z tym robić, nie mam dostępu do psychoterapii więc muszę radzić sobie sam. Jednym ze sposobów jest pisanie co właśnie czynię jeszcze spacer, rozmowa, czytanie, leki itd.
Też słucham ciekawych wykładów, wywiadów np. -
Źródło - https://share.google/TmjmODM15QwTIQKNl
Mój mistrz psycholog, psychoterapeuta, nauczyciel akademicki i równocześnie bardzo miły i fajny człowiek co dla mnie ważne w tym fachu. Miałem z nim zajęcia na studiach, tam poznaliśmy się, bywam z nim w kontakcie.
W tym wykładzie między innymi przywołał bajkę o chińskim rolniku, nie będę tu powtarzał proszę posłuchać. Jak wydarzyło się coś złego w życiu tego rolnika mówił -
Nieszczęście szczęście Bóg to wie...
Do takich samych samych wniosków doszliśmy dawno temu z Żoną i Przyjacielem. Pisałem też już kiedyś o tym na moim blogu tylko teraz nie mogę znaleźć. Mawialiśmy
- wszystko jest po coś.
Tylko dalej nie wiem po co Los zaprowadził mnie tutaj do dpsu. Może po to abym przerwał w końcu ten długi ciąg, dał chwilę wytchnienia po bojach?
Może pomimo tego, że późno lata lecą stworzył warunki do głębokiej refleksji, do zbudowania trwałej trzeźwej abstynencji, a przede wszystkim do odszukania głębszego sensu sensu życia i zadowolenia z niego?
Też nie wiem po co LOS postawił przede mną krople na alkoholu /patrz m.in. post Równia pochyła/ co doprowadziło mnie, oczywiście sam się do tego przyczyniłem do powrotu do picia i dalej utraty rodziny i wielu kłopotów.
To mi się kojarzy z rozumieniem słowa PRZYPADEK. Nad rolą przypadku zastanawia się ks. prof. Michał Heller w książce Filozofia przypadku.
Pyta - Czy świtem rządzi Bóg czy przypadek?
No bo na przykład, też kiedyś pisałem, Przyszła Żona wynajęła pokój w naszym domu. Ja zobaczyłem, że w związku w którym była nie bardzo się układa, wystartowałem i za rok zostaliśmy małżeństwem.
Przypadek - że przyszła, a mówili mi, że jak będę w domu siedział to nie poznam kobiety i się nie ożenię.
Działanie - moja reakcja na przypadek.
A na marginesie może u mnie jest tak jak w tym dowcipie.
Mąż pyta żony -
- Co jest największym błędem w twoim życiu?
Po chwili mąż dodaje -
- czemu tak na mnie patrzysz?
Tak czasami moja mawiała niestety...
Z tym wszystkim kojarzy mi się pojęcie - wolna wola. Niby ją mamy, ale chyba są sytuacje, że Los nas trochę zmusza do czegoś. Chociaż trudno mi znaleźć przykłady. Może choroba wymusza pewne ruchy, ale z drugiej strony mamy wybór nie musimy iść do lekarza, nie musimy brać leków chociaż jak zaczyna mocno boleć nie do wytrzymania to nie ma wyjścia. Jehowi odmawiają transfuzji krwi nawet w sytuacji zagrożenia życia, chociaż podają im wtedy preparaty zastępcze.
Leczenie alkoholizmu może być sądownie wskazane jako przymusowe na oddziale zamkniętym. Jednak, nie wszyscy o tym wiedzą, chory mimo może nie zgodzić się na leczenie. Będą go trochę potem ścigać, ale jak się uprze to nie pójdzie na leczenie. Oddziały są nazywane - zamknięte, ale właściwie to są oddziały tylko stacjonarne, osoba uzależniona w każdej chwili może wyjść. Zazwyczaj lepszym środkiem przymusu jest groźba utraty pracy, rozwodu, czy odbycia kary osadzenia w więzieniu. Czy wtedy jest obecna wolna wola? Według mnie tak może zrezygnować z pracy czy małżeństwa tylko wtedy konsekwencje będą dotkliwe.
Ale zbaczam jak zwykle z tematu, zamierzałem pisać o radzeniu sobie z depresją czy nerwicą. Oczywiście nie mówię tu o ciężkiej depresja kiedy to człowiek leży jak kłoda, mało kojarzy, mało lub w ogóle je i śpi. Wtedy tylko szpital leki, kroplówki czasem elektrowstrząsy.
Wcześniej przytaczałem przemyślenia trochę albo całkim filozoficzne, ale uważam, że takie przy wychodzeniu z uzależnienia czy są niezbędne.
Po lekturze Victora Frankla Człowiek w poszukiwaniu sensu i słuchaniu Doktora
Piotra jestem zakochany w logoterapii inaczej terapii sensem, leczenie poprzez poszukiwanie sensu.
Ogólnie każdy człowiek nie tylko chory może poszukiwać sensu, realizować się poprzez -
- działanie i twórczość
- doświadczanie
- postawę wobec cierpienia
To były cytaty z Frankla. Przyjrzę się trochę im bliżej potem.
Jeszcze tylko jeden cytat z cytatu
Ten, kto wie, dlaczego żyje, nie troszczy się o to, jak żyje /cytat Nietzschego, często przytaczany przez Frankla/
Mnie akurat ten cytat bardzo przekonuje, jest bardzo bliski mojemu sposobowi myślenia chociaż nie do końca, bo troszczę się trochę jak żyję może za bardzo. Jakieś podstawy do życia muszę mieć tu trzeba by przywołać Masłowa. Ale o tym kiedy indziej.
Biorę założenia logoterapii do siebie i szukam sensu. Odkrycie sensu w życiu to jak sądzę podstawa zdrowia psychicznego co przekłada się na zdrowie fizyczne /i odwrotnie/.
To poszukiwanie sensu w życiu jest w zasadzie potrzebne każdemu człowiekowi nie tylko zaburzonemu, wiele osób chce czegoś więcej od życia, chce się rozwijać. Dotyczy to oczywiście także uzależnionych. Może łatwiej jest odnajdywać sens osobom wierzącym co nie znaczy, że agnostycy czy ateiści są bez szans. Wrócę do tego.
Muszę się pochwalić, że dawno temu nim poznałem Frankla stwierdziłem, że na przykład obecność CELU czy inaczej sensu w życiu w procesie radzenia sobie z chorobą alkoholową jest węzłowa. Pisałem o tym w którymś z postów, jak zwykle nie mogę go teraz odnaleźć, to już 239 postów. W programach psychoterapii uzależnień zbyt mało się według mnie o tym mówiło. Może teraz jest inaczej, dawno nie miałem styczności z tym tematem.
Picie alkoholu coś załatwiało pozornie rozwiązywało trudne problemy, wypełniało pustkę egzystencjalną. Odstawienie alkoholu robi dziurę w życiu. Owszem proponuje się trzeźwiejącym alkoholikom tzw. terapię pogłębioną, ale ja dużo wcześniej nawet na samym początku zadawałbym pytanie - PO CO żyjesz, co chcesz robić w życiu? Bez określenia przyszłości małe są szanse na trwałą abstynencję i trzeźwienie. Oczywiście na początku będą to cele małe cząstkowe, ale nie bójmy się czasami stawiać sobie celów większych.
Wrócę do poszukiwania swojego sensu w następnym poście. Teraz przykład ciekawych wykładów.
Dr Piotr Szczukiewicz
Dr Roman Solecki
https://youtu.be/QBsyX5Ze2o8?si=rDm3byoDgXPPtpkI
Polecam też inne wystarczy w wyszukiwarkę YouTube wpisać nazwisko.
Moja tutejsza pani Psycholog zarzuca mi, że interesuję się tylko tym co mnie bezpośrednio dotyczy.
No cóż - słucham i czytam o wielu rzeczach nie tylko o depresji.
Na przykład - logoterapia, psychopatia, dwubiegunówka itp. a także o fizyce kwantowej, która czasami zahacza o pojęcie duszy.
Robię to dlatego, że właśnie jednym z moich celów jest zajęcie się pomaganiem ludziom przy różnych kryzysach. Psychoterapeutą już nie będę, szkoda, bo do tego kiedyś zmierzałem, nie ten wiek i brak kasy, ale mogę być jak to nazwałem pomagaczem z zamiłowania.
Mam ku temu wiedzę, umiejętności i doświadczenie. Jak wykonywałem zajęcia związane z pomaganiem, pracą z ludźmi to dobrze mi to wychodziło, dobrze się w tym czułem. Mogę np. zostać asystentem w mieszkaniach treningowych czy asystentem osoby niepełnosprawnej.
Moja Psycholog zarzuca mi też, że jestem egocentrykiem, nie interesuję się niczym innym bezinteresownie, nie wiem o co Pani chodzi.
W następnym poście dalej o SENSIE.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz