piątek, 23 stycznia 2026

Rozmowa z AI o moim stanie.

Zanim przejdę do rozmowy z AI, zostawię tu jedną ważną rzecz.

Bo wiecie — AI AI‑em, ale czasem człowiek potrzebuje… człowieka.

Jeśli ktoś chce pogadać, wyżalić się albo po prostu sprawdzić, czy jeszcze pamiętam, jak się rozmawia normalnie, to tu wyjaśniam, w czym mogę pomóc:

https://problems-aude.blogspot.com/p/moze-pomoc.html


Przez ponad trzy lata miałem różne zaburzenia. Zdychałem — raz w mniejszym, raz w średnim, a czasami w bardzo dużym stopniu. Utrudniało mi to życie, a momentami wręcz uniemożliwiało normalne funkcjonowanie. Pisałem o tym wielokrotnie w poprzednich postach. Był czas, kiedy myślałem, że już z tego nie wyjdę.

W poście Radość! pisałem, że w końcu mi oddało. To prawda - dziś zostało mi jeszcze trochę męczliwości i osłabienia, ale nie da się tego w ogóle porównać z tym, co było.

Wobec tego postanowiłem zastanowić się na spokojnie jeszcze raz - co to właściwie było i jakie resztki zostały?

Konsultowałem się z różnymi osobami -

– moją znajomą od 40 lat Psychiatrą;

– znanym znajomym Psychoterapeutą tu trochę za mało miałem możliwości;

– tutejszą panią Psycholog;

– i innymi osobami.


Najbliżej trafnej diagnozy były dwie osoby: pani Psycholog i… sztuczna inteligencja AI.

Kiedy zobaczyłem, jakie niesamowite możliwości ma AI, postanowiłem również z nią skonsultować swoje objawy. Poniżej przytaczam fragmenty tych rozmów — nie po to, żeby pokazać jak zastąpić psychoterapeutę czy lekarza, ale by pokazać, jak bardzo AI może pomóc w porządkowaniu myśli, kiedy dostęp do specjalistów jest utrudniony /prywatnie 200–300 zł za godzinę, na NFZ kolejki od roku do trzech lat/ i raczej w większych miastach. Trzeba trochę pokombinować, aby uzyskać satysfakcjonujące odpowiedzi, ale gorąco polecam.




Oczywiście, żeby taka pomoc AI miała sens, trzeba spełnić kilka warunków:

– mieć pewne przygotowanie /ja mam wykształcenie i doświadczenie w pomaganiu/;

– mieć dystans do siebie i do odpowiedzi AI;

– umieć zadawać pytania — tego można się nauczyć w praktyce.


Nie używam tu fachowych określeń, tylko takich, które są zrozumiałe dla mnie i dla czytelników.

Miałem do rozważenia trzy możliwe „diagnozy” - 

- późny zespół odstawienny (PAWS);

- depresja;

- przewlekłe przeciążenie układu nerwowego /tak AI podpowiedziała/


Dalej to już głównie pisze sztuczna inteligencja -


Tu ważne zastrzeżenie:

Ani PAWS, ani przewlekłe przeciążenie układu nerwowego nie są jednostkami chorobowymi. To opisy stanów, modele, które pomagają zrozumieć, co się dzieje z człowiekiem. Nie zastępują one oczywiście diagnozy lekarskiej. Opisałem swoje objawy AI i otrzymałem takie odpowiedzi, podkreślenia moje.


🟧 CZĘŚĆ 1 — Dlaczego to NIE było PAWS?

PAWS:

– pojawia się po odstawieniu,

– trwa falami,

– dotyczy osób po codziennym piciu przez lata,

– ma charakter neurologiczny,

– mija po kilku miesiącach.

A u mnie:

– objawy trwały ciągle,

– nie miały fal,

– nie były po odstawieniu /bo wtedy prawie nie piłem/,

– były bardziej emocjonalne niż neurologiczne,

– były związane z życiem, stresem, samotnością, wyczerpaniem.

Po lipcu 2022 roku:

– rok bez picia, prawie cały 2023 w szpitalu psychiatrycznym bez picia,

– w 2024 tylko parę razy,

– teraz prawie rok bez alkoholu.

A objawy trwały dalej.

Gdyby to był PAWS — minęłoby po kilku miesiącach.


🟥 CZĘŚĆ 2 — Czy to była depresja? A może coś innego?

Tu dochodzimy do najważniejszego.

To nie była depresja egzogenna.

To był silny kryzys reaktywny — reakcja na zbyt wiele strat naraz.

Co się na to złożyło?

– utrata relacji z żoną i córką,

– utrata pozycji społecznej,

– poczucie winy,

– wstyd,

– samotność,

– brak poczucia wpływu,

To wszystko razem = emocjonalna katastrofa.

Dla osoby wrażliwej, empatycznej, odpowiedzialnej takiej jak ja — to było jak przeciążenie systemu.

I najważniejsze:

To, że się wycofałem, że nie miałem siły, że czułem pustkę —

to nie była słabość.

To była normalna reakcja organizmu, który próbował mnie chronić.

Nie piłem — i to sprawiło, że emocje wyszły na powierzchnię.

To było trudne, ale uczciwe.

Przeszedłem przez to.


🟥 CZĘŚĆ 3 — Przeciążenie układu nerwowego.

AI nazwała mój stan przewlekłym pobudzeniem układu nerwowego.

To nie jest diagnoza medyczna, tylko opis stanu, w którym człowiek przez długi czas funkcjonuje w napięciu, stresie, przeciążeniu emocjonalnym — i organizm nie schodzi z obrotów.

To wygląda tak:

– ciało zmęczone, ale głowa ciągle pracuje,

– trudność w wyciszeniu,

– trudność w odpoczynku,

– łatwo o niepokój,

– łatwo o pobudzenie,

– trudności w zasypianiu,

– łatwo o reakcje emocjonalne,

– trudno o pełny relaks,

– a kiedy napięcie puszcza — pojawia się fala energii,

– ponad trzy lata żalu po stracie i strasznych wyrzutów sumienia, które nie miały gdzie się rozładować. Straciłem, przynajmniej na razie, rodzinę brak kontaktu od dawana, pozycję społeczną, parę lat na picie itd.

To było u mnie.

ZJAWISKO SEDNO
JĄDRO
OBJAWY MECHANIZM PSYCHOLOGICZNY MECHANIZM NEUROBIOLOGICZNY CO POMAGA
PAWS /późny zespół abstynencyjny/ Długotrwała dysregulacja układu nerwowego po przewlekłej ekspozycji na alkohol. Falowe nawroty lęku, drażliwości, mgły poznawczej, zaburzeń snu i koncentracji. Model uczenia nawykowego; nadwrażliwość na sygnały stresu; błędne koło: objaw → interpretacja zagrożenia → wzrost pobudzenia. Zmiany w receptorach GABA-A i NMDA; hiperaktywność ciała migdałowatego; obniżona aktywność kory przedczołowej; zaburzenia osi HPA; obniżona dopamina; spowolniona neuroplastyczność. Stały rytm dobowy; higiena snu; redukcja kofeiny; techniki oddechowe; światło dzienne; umiarkowany ruch; wsparcie społeczne.
Depresja Wygaszenie napędu, motywacji i poczucia sensu. Anhedonia, spowolnienie, beznadzieja, brak energii i motywacji. Model Becka: negatywne schematy; zawężenie uwagi na straty; utrata poczucia wpływu. Obniżona aktywność układu dopaminergicznego; zaburzenia serotoniny; zmniejszona objętość hipokampa; przewlekła aktywacja osi HPA. Mikro‑zadania; ekspozycja na światło; lekkie ruchy; struktura dnia; kontakt społeczny; praca nad myślami automatycznymi.
Przewlekłe napięcie /przeciążenie emocjonalne/ Długotrwała aktywacja systemu stresu i brak regeneracji. Lęk, drażliwość, zmęczenie, zaburzenia snu, poczucie ciągłego alarmu. Model Lazarusa: ocena sytuacji jako przekraczającej zasoby; nadmierna czujność; przeciążenie uwagi zagrożeniem. Stała aktywacja układu współczulnego; wysoki poziom adrenaliny i kortyzolu; nadaktywne ciało migdałowate; osłabiona regulacja przez korę przedczołową. Techniki wyciszania; ograniczenie bodźców; porządkowanie otoczenia; krótkie przerwy regeneracyjne; rytuały bezpieczeństwa; powolny ruch.

/To też AI dopisała i powyższą tabelę zrobiła/.

To, co zebrałem w tej tabeli, nie jest medyczną analizą. Nie opisuję tu neuronów, synaps ani żadnych specjalistycznych procesów, bo nie o to mi chodzi. Piszę z perspektywy człowieka, który sam przez to przechodził i próbuje zrozumieć swoje doświadczenia. Interesuje mnie to, jak te zjawiska wyglądają w codzienności — w ciele, w głowie, w emocjach. Jak się objawiają, jak wpływają na dzień, co realnie pomaga, a co nie. 

To jest próba uporządkowania doświadczeń, a nie podręcznik medycyny.


Skąd to się wzięło?

Kluczowe zdanie z mojej historii:

Przed 2023 były kółka: stancja – praca – picie parę dni – zatrucie – odtrucie – szpital – przerwa – znowu picie - szpital - stancja i tak w kółko.

To mogło, a nawet musiało mnie fizycznie i psychicznie wykończyć.

Ale — co ważne — to nie jest wzorzec, który prowadzi do PAWS.

PAWS dotyczy codziennego picia przez lata, bez przerw.

U mnie były epizody, ale z przerwami. To inny mechanizm.

Co daje taki wzorzec picia?

– wycieńczenie fizyczne,

– rozregulowany układ nerwowy,

– lęk, drażliwość, napięcie,

– zaburzenia snu,

– wahania nastroju,

– trudność w koncentracji,

– brak motywacji, pustka, spowolnienie.

To wszystko pasowało do mnie idealnie.


🟩 Podsumowanie

To, co mnie spotkało, nie było PAWS ani klasyczną depresją.

To było przewlekłe przeciążenie układu nerwowego + trzy i pół roku żalu, poczucia winy i strat, które nawarstwiały się i nie miały ujścia.

Dziś jestem w innym miejscu: spokojniejszy, bardziej świadomy, silniejszy.


Tutaj chcę dodać jeszcze jedną rzecz, żeby wszystko było jasne i nie budziło wątpliwości.

W pewnym momencie jak oddało pojawiły się u mnie objawy, które mogły wyglądać jak lekka hipomania:

– przypływ energii,

– większa aktywność,

– szybsze myślenie,

– chęć działania,

– poczucie odrodzenia.

– łatwo zasypiam, a wcześniej bardzo trudno pomimo leków, budzę się świtem gotowy do działania, chociaż lekko rozkojarzony, ale zawsze rano tak miałem.

To jednak nie była hipomania ani żadne zaburzenie afektywne.

To był naturalny etap zdrowienia po długotrwałym przeciążeniu, stan bardzo podobny do depresji reaktywnej /egzogennej/ — nie w sensie medycznej diagnozy, tylko w sposobie, w jaki ciało i psychika reagowały na długotrwałe przeciążenie

W literaturze opisuje się, że w stanie depresji endogennej czasem pojawiają się podobne odbicia, ale mój stan nie był endogenny.

Był egzogenny — wywołany stratami, stresem, żalem, poczuciem winy i ponad trzema latami przeciążenia emocjonalnego.

Dlatego ten przypływ energii nie był objawem choroby, tylko powrotem układu nerwowego do równowagi po długim okresie napięcia i wyczerpania.


🟦 Dlaczego brałem leki i dlaczego teraz z nich schodzę.

W okresie największego przeciążenia emocjonalnego mój organizm był w stanie ciągłego napięcia, lęku i wyczerpania. W takich sytuacjach leki mogą być potrzebne, żeby układ nerwowy w ogóle miał szansę się uspokoić i zacząć wracać do równowagi. Dlatego przez pewien czas stosowałem trzy preparaty zalecone przez lekarza: Dulsevię, sulpiryd i chlorprotixen na noc.

Każdy z nich miał swoją rolę:

🔹 Dulsevia

To lek, który w takich sytuacjach bywa stosowany, aby zmniejszyć objawy depresyjne i lękowe. Pomaga ustabilizować nastrój, poprawić energię i umożliwić normalne funkcjonowanie, kiedy organizm jest przeciążony stresem i żałobą.

W moim przypadku dawał „podłogę”, na której mogłem stanąć — bez niego trudno byłoby w ogóle ruszyć proces zdrowienia.

🔹 Sulpiryd

Ten lek bywa używany, gdy napięcie, pobudzenie i somatyczne objawy stresu są zbyt silne. Pomaga uspokoić układ nerwowy, zmniejszyć wewnętrzny chaos i przywrócić zdolność koncentracji.

U mnie stabilizował emocje i redukował to ciągłe „przeciążenie obwodów”.

🔹 Chlorprotiksen na noc

To lek, który często stosuje się krótkoterminowo, żeby ułatwić zasypianie i wyciszyć organizm po całym dniu, teraz już nie biorę.

W moim przypadku był potrzebny, bo przez długi czas sen był zaburzony przez stres, żal i napięcie. Bez snu nie ma regeneracji — a bez regeneracji nie ma zdrowienia.


🟦 Dlaczego teraz z nich schodzę.

Kiedy stan się ustabilizował, a objawy przeciążenia i depresji reaktywnej zaczęły ustępować, naturalnym krokiem było stopniowe zmniejszanie dawek.

Nie jest to nagłe odstawienie, tylko powolny, kontrolowany proces, który pozwala układowi nerwowemu działać coraz bardziej samodzielnie.

To znak, że organizm wraca do równowagi:

- sen jest stabilniejszy,

- napięcie mniejsze,

- emocje bardziej przewidywalne,

- energia wraca w naturalny sposób, a nie sztucznie.

Leki spełniły swoją rolę — pomogły przejść przez najtrudniejszy etap. Teraz mogę z nich schodzić, bo nie są już potrzebne w takim zakresie jak wcześniej.


Przy okazji rozmowy z AI dopiszę tu choć juz wspomnałem o tym w poście Radość - miałem w życiu dwa epizody – moje wątpliwości, co to właściwie było.Pprzez lata uważałem za depresję. Dopiero teraz, dzięki spokojnej rozmowie i analizie z pomocą sztucznej inteligencji, widzę, że to nie jest takie proste. Że człowiek może przeżyć coś bardzo trudnego, bardzo depresyjnego, a jednak nie musi to być depresja kliniczna.

Może to być reakcja na sytuację, przeciążenie, wyczerpanie, stres. Może to być coś, czego nie da się łatwo nazwać.

Piszę o tym, bo może komuś się to przyda — zwłaszcza komuś, kto ma utrudniony dostęp do specjalistów i szuka choćby wstępnego uporządkowania swoich doświadczeń. Rozmowa z AI nie zastąpi fachowca jak już wspominałem, ale może pomóc nazwać pewne rzeczy, zobaczyć je z innej strony, z większą uważnością.


Epizod 1 – utrata pracy i trzy miesiące kryzysu

W okresie, kiedy już bardzo długo nie piłem, przeżyłem coś, co wtedy wyglądało jak epizod depresyjny. Straciłem pracę niespodziewanie. Szef — do tego mój szwagier — zwolnił mnie, mówiąc, że robi to dla mojego dobra, do dzisiaj nie wiem o co mu chodziło. Dla mnie oznaczało to koniec stabilności, konieczność wyprowadzki z powrotem do domu rodzinnego, do innego miasta, ponieważ moje niezłe zarobki pozwalały na opłacenie wynajmu mieszkania dla rodziny, poczucie porażki.

Kilka tygodni wcześniej miałem zaproszenie na rozmowę do prywatnego ośrodka odwykowego w Krakowie, ten rodzaj pracy był moim marzeniem. Nie pojechałem, bo chciałem zostać z rodziną i trzymać się pracy, którą uważałem za pewną. Później bardzo tego żałowałem. /dopiszę - może w jakichś sposób wrócić do tych marzeń?/ 

To wszystko nałożyło się na siebie:

- utrata pracy,

- utrata poczucia sensu,

- poczucie winy,

- wstyd,

- lęk o przyszłość.

Przez trzy miesiące byłem jak wyłączony. Wtedy myślałem, że to depresja.

Dopiero teraz widzę, że to była reakcja na sytuację, nie choroba.

I wiem to dlatego, że kiedy pojawiła się realna szansa pracy, wróciłem do równowagi w ciągu trzech dni.

Depresja tak nie znika. Kryzys emocjonalny — tak. To była rana, która bolała, ale się zagoiła.


Epizod 2 – nagłe ścięcie i pobyt w Morawicy.

Drugi epizod wydarzył się dużo później po tym jak wróciłem do picia, kiedy mieszkałem w mieszkaniu chronionym pod Buskiem-Zdrojem. Wcześniej kilka miesięcy spędziłem w hostelu dla uzależnionych. Nie piłem wtedy od prawie roku, ale czułem się fatalnie.

Przez długi czas miałem stan podgorączkowy — 37,1–37,2. Białe krwinki 11–12 tysięcy. Antybiotyki nie pomagały. Pobyt w szpitalu płucnym też nic nie zmienił.Chodziłem jak człowiek, który żyje pod chorobą, w ciągłym napięciu.

I któregoś dnia nagle mnie ścięło.

Silny niepokój, drżenie od środka, coś jak załamanie układu nerwowego, było strasznie, nie potrafię tego opisać inaczej.

Trafiłem do szpitala psychiatrycznego w Morawicy.

I tam stało się coś, czego do dziś nie rozumiem:

wszystko przeszło. W ciągu dwóch dni mi przeszło poczułem się świetnie. Wróciła energia, siła, chęć do życia. Stany podgorączkowe ustąpiły. Spacerowałem po parku, siedziałem w tutejszych kawiarenkach, pisałem bloga, funkcjonowałem normalnie. Po powrocie dorabiałem zrywając wiśnie, wysiłek nie był już dla mnie problemem.

Czy to była depresja? Czy reakcja na przeciążenie? Czy organizm, który w końcu dostał odpoczynek i poczucie bezpieczeństwa?

Nie wiem. I może nie muszę wiedzieć. Wiem tylko, że to nie wyglądało jak depresja kliniczna — bo depresja nie znika w kilka dni. To wyglądało jak załamanie przeciążonego organizmu, które ustąpiło, gdy zniknął stres.

Dwa epizody, dwie reakcje, jedna refleksja.

Dziś widzę — również dzięki rozmowie z AI, która pomogła mi to uporządkować — że oba te stany były reakcjami na sytuacje, nie chorobą w sensie medycznym.

Były trudne, bolesne, dezorientujące. Ale były też odwracalne. I może właśnie dlatego warto o tym pisać. Bo czasem człowiek myśli, że ma depresję, a tak naprawdę ma zwykły ludzki kryzys, który mija, kiedy wraca poczucie bezpieczeństwa, sensu i wpływu.

Może komuś ta historia pomoże spojrzeć na siebie łagodniej. Może ktoś zobaczy, że nawet jeśli trudno dostać się do specjalisty, można zacząć od rozmowy, od uporządkowania myśli — choćby z pomocą sztucznej inteligencji, z uważnością i ostrożnością.

Czasem to wystarczy, żeby zrobić pierwszy krok.

W następnym poście krótko przypomnę mój sposób na autoterapię sensem, bo pojawiły się o to pytania.

To łączy się z jednym z moich życiowych mott, parafrazując myśl Nietzschego - 

kto wie, po co żyje, nie musi aż tak umartwić się o to, jak żyje.


Nieśmiało przypomnę, że możesz postawić kawę blogerowi klikając – TUTAJ.


Jeśli szukasz wsparcia, chcesz porozmawiać zajrzyj tutaj – Może pomóc?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz