W poprzednim poście opisałem jak doszło do ostatniego dramatu i przypomniałem początek jak to się wszystko zaczęło parę lat temu i trochę mojego życia.
Ciągle jestem w szpitalu i nie wiadomo do kiedy będę.
Nic się nie polepsza, jest wręcz coraz gorzej -
Piszę choć nic nowego - z dnia na dzień coraz gorzej już 4 dzień nie jem w zasadzie śniadania obiadu a kolacja mało co telepie chodzić nie mogę. Lekarz mówi że jest poprawa bo on psychiatra i wie lepiej - a ja cierpię strasznie jak nigdy
Po zatruciu alkoholem trwało to nie 3 4 dni a teraz już 3 tydzień
Jakbym miał jak tobym się zabił ‐ to jest nie do wytrzymania - moja moja pani Dr żebym się wódki napił to przejdzie, tak sobie kpi ale to prawda - tylko co to za rozwiązanie.
Nie wiem czy z tego wyjdę nic nie pomaga, jestem u kresu wytrzymałości nie wiem jak sobie pomóc - mniej rozpamiętują ostatnie głupoty przypomina mi się bardziej całe życie.
Ciężko pisać i czytać na telefonie, a Ewangelia jest wogóle ciężka w czytaniu wogóle zresztą nie mogę się skupić - większość dnia leżę w łóżku.
Podobnie miałem jak Szwagier mnie niespodziewanie wyrzucił z pracy. A wcześniej zrezygnowałem z rozmowy o pracę bliższą moim zainteresowaniom. Załamałem się wtedy strasznie - depresja terapia i psychiatra. O wódce nawet nie pomyślałem. Miałem jednak łatwiej, nie byłem sam mieszkałem z Żoną I Córką, a teraz jestem sam. Nie mam żadnego wsparcia od rodziny.
Pęcherz to duży problem - co 15 minut sikam, bez pampersów nie daję rady bo popuszczam, może dziwić ale to dla mnie poważny problem, każda podróż to stres, nie każdą pracę mogę podjąć.
Teraz mam 2 a w zasadzie 3
główne problemy. To one uważam wywołują depresję i żadne leki tu nie pomogą. Może jeszcze trochę pomogłyby rozmowy z terapeutami czy innymi ludźmi, ale o to trudno. Jakby trochę szczególnie 2 pierwsze rozwiązać byłoby lepiej. Bez rozwiązania chociaż częściowego tych problemów żadne leki nie pomogą.
Oczywiście główny problem to depresja - w tym stanie w zasadzie nie mogę nic robić, a końca nie widać nawet do kibla ciężko mi dojść - cierpienie straszne.
Nie wiem który z poniższych najważniejszy. Wszystkie łączą się depresją chociaż myślę, że ma ona też podłoże organiczne, miałem trochę podobne stany jeszcze jak nie piłem.
1. - mieszkanie
oczywiście oprócz abstynencji, ale na razie jest ona wymuszona.
Myślę, jestem przekonany, że to główny powód depresji.
Poprzednimi razy jak byłem w szpitalu zawszę miałem gdzie pójść albo schronisko albo hostel. Teraz nie mam gdzie. Do schroniska nie przyjmą bo dochód za duży - rozłożyli wyrównanie renty na 12 miesięcy. Na hostel i stancję nie mam już pieniędzy.
Pomimo szkód które zrobiłem gospodarzowi na ostatniej stancji, ponieważ mnie polubił ceni i rozumie moje problemy chce mi udostępnić kąt za 300 zł -
mam 730 renty bo mi odtrącają zostaje 400.
Trochę mało można oszczędnie same pampersy i przejazdy 100 miesięcznie.
Bez pomocy przyjaciół przez jakiś czas póki nie znajdę pracy nie dam rady.
Piszę prośby o wsparcie do przyjaciół ale na razie nie ma odzewu.
Teraz jeszcze parę groszy pójdzie w szpitalu - bo po kolacji jestem głodny.
Mogę ķorzystać trochę z Alberta czy Caritasu, ale to przejazdy koszt i pęcherz.
Poprzednio w takiej sytuacji jedziłem rowerem lub na gapę dopóki mnie nie złapali.
Mogę nocować w noclegowniach - ale jedna jest całkiem do dupy, a we wszystkich trzeba wszystkich wychodzić o 8 i wracać dopiero o 18.
Jakby Żona chciała przyjąć na jakiś czas - do też mojego przecież domu do chociaż do czasu jak pracy nie znajdę tobym załatwiło sprawę, ale ona nawet kontaktów nie chce - straszy policją i więzieniem .
W sumie bardzo dużo by mi to dało nie tylko dach ale i psychicznie, nie byłbym sam.
W sumie to zrozumiałe po tym co im zrobiłem
Mogła wcześniej zareagować - Al- Anon, terapia dla wspóuzależnionych a nie tylko policja i sąd. Może to chore myślenie ale tak mam.
Są prace z zamieszkniem w Polsce i zagranicą ale w Polsce to rolnictwo albo budowy nie dla mnie choćbym chciał i nie umiem i nie mam sił. Zagranicą byłem 3 razy i guzik wyszło raczej nie dam rady. No i problem sił fizycznie jestem słaby, sikanie i pampersy.
Odwyk zgoda ale co potem? - To też trochę koszt. Nigdzie nie karmią tak żeby starczyło.
I co teraz dalej po po ewentualnym odwyku problem ten sam.
Ķiedyś w takiej sytuacji pojechałem do hostelu dla uzależnionych pod Kielcami, ale musiałem wrócić bo tam długo nie można, pół roku.
To racze pobożne życzenia, ale najchętniej zostałbym w Lublinie. Nie pił, brał Antalcol po jego zażyciu jak się napije alkoholu to śmierć, terapia, mitingi Anononimowych Alkoholików, mieszkanie I praca.
Jest miejsce w hostelu w Abramowicach ale tam trzeba być świerzo po odwyku.
To myślenie o mieszkaniu chyba najbardziej mnie dobija.
2. - rozpamiętywanie strat i błędów.
To w tej chwili to drugi najważniejszy problem. Cały czas o tym myślę i nie mogę się od tego uwolnić. Nawet modlitwa ma razie nie pomaga.
Los dał mi szansę - duże pieniądze wyrównywanie renty za rok.
Ja tę szansę zmarnowałem.
Mogłem znaleźć mieszkanie I pracę.
Nie wszystko poszło na wódkę -
Ale mieszkałem w hostelach 80 za dzień i w hotelach się zdarzało żeby w tym czasie szukać stancji a potem pracy 3 dobre okazję mi uciekły - myślę że jakby ktoś mnie nie ubiegł toby było inaczej, chociaż abstynencję trudno byłoby utrzymać. Ale w sumie mało szukałem bo piłem i jeszcze brudu narobiłem w hostelach.
Ale też nie było sumie dużego wyboru - albo chcieli kobiety albo młodych albo drogo.
Może było pójść od razu na odwyk jak sugerowali niektórzy albo chociaż na odtrucie.
Ale i tak mogłem przestać wcześniej.
A ja przy całej swej uczoności mogłem zauważyć że coś jest nie tak.
Ale tzw. System Iluzji i Zaprzeczeń działał - "tylko jeszcze dzisiaj się napiję od jutra nie" - rano objawy abstynencyjny i do sklepu albo taxi jak już nie miałem siły. Na depresję pomagało chwilowo, film mi się nie urywał ale co z tego.... Przy ostatnim ciągu tylko się urwał - straciłem wtedy telefon, aparat słuchowy, bez niego czasami ciężko, okulary i trochę rzeczy. Uszkodziłem się spadając z ławki i zostałem pobity cały zakrwawiony z ubraniem.
Miałem już mieszkanie i pracę, ale ciąg i straciłem.
Potem schemat się powtarzał - jak pisałem jak - hostele, ciągi i szpital.
Nie mogę sobie wybaczyć mojej głupoty, może i Bóg zrozumienie i wybaczy.
Myślę o tym cały czas w dzień i w nocy tak jak o samobójstwie. Nie umiem zapomnieć z jednej strony trzeba pamiętać a z drugiej zapomnieć bo takie myślenie nic nie daje.
"Boże, użycz mi pogody ducha,
abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić,
odwagi, abym zmieniał to, co mogę zmienić,
i mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego."
Nie da się cofnąć, trzeba myśleć o przyszłości ale nie mam pomysłu szczegónie na mieszkanie, ani siły tylko skończyć z sobą ale trochę nie mam odwagi, jak bym się napił to może dałbym radę.
No i 62 rok życia trochę późno - co na emeryturze małej z której komornik jeszcze zabierze? A mogłem ogłosić upadłość konsumencką, miałem na to pieniądze.
Z drugiej strony chcę jednak pożyć.
To jest drugi ważny problem,
Jakbym się choć trochę pogodził byłoby lżej, ale największy problem to mieszkanie..
3. - abstynencja
Tu wiadomo należałoby pójść na odwyk, on niczego nie gwarantuje, a nie chce mi się już siedzieć bezczynnie.
Choć jak mam być szczery wolałbym mieszkać I pracować.
Może siebie oszukuję ale - Antalcol lek po zażyciu którego jak się ktoś napiję alkoholu to śmierć kiedyś stosowałem, terapia i mitingi Anononimowych Alkoholików - po tym ostatnim doświadczeniu myślę, że dałbym radę.
Szczególnie jakbym się choć trochę pogodził z przeszłością... żył tu i teraz
Czytam po trochu Ewangelię św. Marka. Na razie są tam głównie opisy cudów uzdrawianie, rozmnażanie chleba, chodzenie. Wydaje mi się to mocno nieprawdopodobne. Traktuję to jako formę przypowieści. Ale będę czytatał, może trochę pomoże jak sugeruje mój znajomy Terapeuta i pewien ksiądz na wykładzie.
Wogóle wiele osób mówi, że zwrócenie się do Boga
Wogóle Biblia wydaje mi się czymś w rodzaju jakiejś przenośni. Te wydarzenia nie działy się naprawdę.
Myślę teraz cały czas na poważnie o samobójstwie - ale z drugiej chcę jeszcze pożyć.
Ja już mam wątpliwości czy z tego wyjdę tym razem.
Myślę że jak miałbym gdzie pójść i przestał się użalać szybko by depresja znikła - wieczorami czuję się trochę lepiej, rano jest tragedia.
Na razie nie mam pomysłu na dalsze życie - cierpię strasznie i to nie pozwala mi się skupić i myśleć.