Miałem nie upubliczniać swoich zapisków osobistych, ale pomyślałem sobie - czemu nie, może coś kogoś zainteresuje. Teraz ogólnie taka moda na ekshibicjonizm osobisty. Może dobrze, może źle - nie wiem. Mnie to osobiście zbliża do danej osoby.
Dzisiaj zapomniałem w zasadzie co mi się śniło. Pamiętam tylko że stałem w długim kościele w ławkach siedziało tylko po 1 osobie z prawej strony, ksiądz dawał po kolei komunię i uściskał rękę - ja odmówiłem komunii tylko uścisnęliśmy sobie ręce. Z życia wzięte - modlę się ale nie praktykuję. Może to sprzeczność, zobaczę co Frankl o tym piszę w dalszych rozdziałach. W ogóle to najczęściej mi się śnią mi się Żona, Córką i bliscy którzy żyją i często ci którzy odeszli.
Po przebudzeniu w półśnie przypomniało mi się że straciłem przynajmniej na razie Żonę, która mówi że już nie jest Żoną, ale dla mnie jest nadal i poczułem się bardzo źle.
Tylko ją w życiu kochałem i cały czas kocham - nie wyobrażam sobie życia bez niej i mam głupią nadzieję że drogi nasze zejdą się jeszcze.
Skrzywdziłem Ją i Córkę strasznie - mimo to trochę wierzę że mi wybaczą choć to trudne.
Ta nadzieja nadaje w dużej części sens mojemu życiu. Może to chore?
Wiersz, który jest wcześniej pisałem po trzeźwemu, a drugą część po pijanemu. Kiedy jestem prawdziwy - jak jestem pijany, czy trzeźwy. Niektórzy uważają, że po wódce ujawnia się prawdziwa natura człowieka - czy napewno?
Frankl o miłości piszę tak -
"Jak sumienie jest
ukierunkowane na jedyne w
swoim rodzaju możliwości
drzemiące w każdej sytuacji
życiowej, tak też obiektem
miłości jest jedyny w
swoim rodzaju uśpiony
potencjał kochanej osoby.
Co więcej,miłość itylko
miłość pozwala temu,
kto kocha, dostrzec dostrzec wyją
tkowość kochanej osoby."
Jeśli chodzi o sens to trochę podobnie myślę jak Frankl. Pisałem w którymś poście że chodzi o to aby w trzeźwieniu znaleźć jakiś cel abstynencja jako środek a nie cel, warunek konieczny ale nie dostateczny, nie wystarczający do tego - aby zachować trwałą abstynencję i mieć przede wszystkim poczucie zadowolonia z życia, może większe niż przed popadnięciem w nałóg.
Podobnie jak opisuje Frankl losy więźnia, który był bankrutem do tego i w pewnej chwili odnalazł Boga i cel w życiu przez to jego egzystencja nabrała sensu, którego do tej pory nie widział.
Mi jest w tej chwili bardzo trudno znaleźć sens w dalszym moim życiu, abstynencja może być dla mnie tylko środkiem, a nie celem. Dawniej miałem cel - rodzina jej rozwój, wychowanie córki. Też pomaganie innym, jak nazwałem w tytule jednej ze stron bloga - Tadeusz - pomagacz z zamiłowania.
Może Frankl mi pomoże. Np w tym jak pogodzić istnienie Boga z okropieństwami tego świata. Tragedią jest holokaust, ale tragedią jest też ciężka choroba, śmierć małego dziecka, czy da się to wytłumaczyć? - Może za bardzo chcę to tłumaczyć rozumem, a nie szeroko pojętą wiarą?
Z tym zagadnieniem wiąże mi się taka myśl -
Czy może ten świat został stworzony tylko dla mnie jak w filmie Truman Show?
https://m.cda.pl/video/657034747
Czy jak odejdę on będzie dalej, czy jest to jakiś teatr w którym ja jestem widzem?
A tak w ogóle jak przeglądałem swojego bloga to widzę, że o niektórych rzeczach już pisałem i zaczynam się powtarzać. Minęło dwa lata od kiedy napisałem jakieś w miarę sensowny post i wypadłem z obiegu - przepraszam czytelników.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz