sobota, 17 maja 2025

Czy da się nie palić?

 Już może kiedyś wspominałem tu w Domu Pomocy Społecznej nie mam z kim porozmawiać, trochę z panią Psycholog parę słów z pracownikami, dłużej rozmawiam z kolegą, który ma podobne problemy tyle że telefonicznie a to nie całkiem to.


Dlatego tu trochę samolubnie piszę o swoich przemyśleniach i przeżyciach. Z tym pisaniem łatwiej mi się żyje, może ta pogaduszka zamieni się kiedyś w rozmowę z Czytelnikiem. Na razie głównie rozmawiam sam ze sobą na sam.

Teraz wzięło mnie na odstawienie palenia. Wkurza mnie ten pomysł choć od dawna o tym myślałem /tylko myślałem/ to teraz jest to poniekąd wymuszone, bo jestem teraz  w tragicznej sytuacji finansowej, co prawda paliłem tani tytoń, ale jednak też on kosztuje. Oczywiście chcę też wyzwolić z niewolnictwa. Ciągłe myślenie, żeby wziąć fajki, szukanie miejsc gdzie można zapalić, a z tym coraz trudniej itp.
Poza tym jest też zmarnowany czas na robienie fajek.
O zdrowiu i chorobach nie chcę nawet myśleć - system iluzji i zaprzeczeń.

Rzucenie picia alkoholu przyszło mi bardzo łatwo, po prostu któregoś dnia stwierdziłem, że to mi niepotrzebne i uwierzyłem, że da się żyć bez picia, coś mnie oświeciło nie wiem co, nie umiem na takie pytanie dlaczego to się wydarzyło - odpowiedzieć, jakby coś z nieba rypło. Może Siła Wyższa, Przypadek, Bóg? Wierzę, że jest COŚ, nie umiem tego nazwać, w ogóle to jestem niepraktyjący.
Od tego momentu przestałem całkiem myśleć o alkoholu. Śnił mi się tylko może ze 2 razy. Miałem jeden kryzys jak się zakochałem niedługo po zaprzestaniu picia. Szedłem już do Trzynastki żeby się napić, na szczęście była zamknięta więc zwróciłem się do Chmielnej i mi po drodze przeszło. Wróciłem do domu,  popłakałem, zadzwoniłem do telefonu zaufania i to był jedyny kryzys alkoholowy w tym czasie. Nie robiły na mnie wrażenia stoiska z alkoholem ani spotkania gdzie był spożywany alkohol chyba, że głównym celem spotkania było picie alkoholu wtedy omijałem. Same dyskusje pijanych ludzi były już wystarczająco odstęczające.
Nie piłem 24 lata, ale wróciłem i teraz zaczynam od początku. Zacząłem nie przestrzegać zaleceń dla zdrowiejących alkoholików, brałem lek krople na alkoholu i się zaszczepiłem. Piszę o tym w poście Równia pochyła.

Alkohol dla mnie znowu teraz nie problem, ale fajek się boję.

Ale wróćmy do palenia. Przypadek czy opatrzność prawiły, że akurat trafiłem na książkę Allana Carr'a Prosta metoda jak skutecznie rzucić palenie.


W zasadzie czytała mi aplikacja Eleven Reader głosem Piotra Fronczewskiego z pliku pdf. Fajnie słucham i trochę czytam, bo jestem wzrokowcem. 
Allan koncentruje się na obalaniu mitów dotyczących palenia w które wierzymy, nie straszy tylko skupia się na sposobie zmiany przez palacza przekonań odnośnie palenia. To podejście jest bardzo blisko mojemu stosunku do picia alkoholu trochę to wspominałem.

Ogólnie zgadzam się z Autorem tylko 2 zastrzeżenia -
- Carr pisze, że pierwszy papieros nie smakuje i wywołuje złe objawy nudności, wstręt itp. U mnie nic takiego nie było. Pierwszy Klubowy w komórce na podwórku bardzo mi smakowa. Paliłem pomalutku, w początkach nie zaciągałem się, ale potem i tego się nauczyłem.
- Allan twierdzi, że fajki śmierdzą i są odrażające. Mi tam nic nie śmierdzi i bardzo mi smakują szczególnie z rana wtedy aż mnie ssie.

W sumie palenie jest bardzo podobne do innych uzależnień na przykład alkoholizmu. Przy uzależnieniu od papierosów negatywne skutki widać dużo później i przeważnie nie wpływa ono tak na otoczenie chociaż czasami trochę tak. Przy uzależnieniu od alkoholu skutki widać od razu choć wysokofunkcjonujący uzależnieni mogą żyć wiele lat bez prawie niewidocznych dla otoczenia konsekwencji.
Dlaczego czasami używam określenia osoba uzależniona od alkoholu, a nie alkoholik?

Otóż określenie alkoholik chociaż przydatne dla alkoholików, ponieważ pomaga rozbroić ich SIiZ to jest też stygmatyzujące, a jest to przecież choroba jak inne. Jarosław Polanowski, który pełnił dyżury w Niebieskiej Linii opowiadał jak to zadzwoniła pewna kobieta i opowiadała swoją historię. Prawnik dopytał - jest pani ofiarą? Na to ona - I pan też mój mąż tak właśnie ciągle mówi. Czasami lepiej użyć określenia - osoba doznająca przemocy.

O różnych aspektach różnorodnych rodzajach uzależnień jest wiele książek, które warto poczytać na przykład -

Nałogowy człowiek. - Anna Dodziuk, Leszek Kapler.

Skończyłem czytać książkę Allana i mam mieszane uczucia. Między inny trochę boję skutków odstawienia palenia, ponieważ palę 50 lat i sobie zapewne głupio wymyśliłem, że organizm tak się przyzwyczaił, że jak nie dostanie nikotyny to zachoruje. Psyche też mocno się przyzwyczaiła do odruchu i będzie pewnie pustka bez palenia. To jest moja jedyna rozrywka w tej chwili. Oczywiście zdaję sobie doskonale sprawę, że to są durnowte dywagacje, rozum to wie, ale uczucia nie bardzo.

Doświadczenia na razie mam takie -
- jak już się położę do łóżka trochę przed zaśnięciem oglądam film czy czytam to już nawet wcale nie myślę o paleniu;
- też jak się czym zajmę pisanie, jakieś masterkowanie i się wciągnę to szkoda mi czasu na palenie;
- miałem dyżury w punkcie interwencyjnym do spraw przemocy po 3 godziny i dłużej, nie myślałem o paleniu.

Są to pewne moje zasoby, które można wykorzystywać przy wypełnianiu pustki po papierosach. Jest jeszcze taki problem, że nie umiem odpocząć, zrobić sobie przerwy bez papierosa. 

Obiecałem sobie ostatnio któregoś dnia, że już od jutra nie palę. Przyznam się - na razie nie wyszło, rano wstaję rozbity pomimo, że normalnie spałem i przez 2 godziny dochodzę do siebie. Wiem, że przy depresji to normalne, ale mnie to denerwuje, chcę szybko wyzdrowieć. Widać jeszcze całkiem nie przeszło też ogólnie słaby jestem, trzeba ćwiczeń fizycznych to uwalnia serotoninę, trochę zacząłem spacerować. 

Na razie zastosowałem metodę, której stanowczo nie poleca Carr, ograniczyłem palenie. Uczę się wykonywać czynności teraz pisanie i czytanie, spacer bez potrzeby ciągłego sięgania po papierosa. Pisze autor, że przy takiej metodzie palacz okrutnie się męczy, na się nie męczę, zakładam sobie, że np. piszę przez 2 godziny i piszę. Najgorsze są ranki. To oczywiście jest metoda przejściowa, sądzę, że stosunkowo szybko dojrzeję.

Tu podobnie jak przy alkoholiźmie w okresie abstynencji jeden kieliszek może z prawie stuprocentowym prawdopodobieństwem sposowidować nawrót picia, z paleniem u zaawansowanego palacza tak samo, jeden papieros w czasie odstawiania 99,99 % powoduje powrót do palenia.

Będę na bieżąco informować co z tego wyszło. W następnym poście podzielę się planami odnośnie dalszego pisania.










sobota, 3 maja 2025

Równia pochyła.

 Mam sygnały, że jak się na nią wchodzi wyświetla się ostrzeżenie - strona potencjalnie niebezpieczna. Nie wiem czemu tak jest, nie umiem tego zmienić - przepraszam jeśli są niedogodności.

Przed zaśnięciem przypominają mi się dobre i złe czasy. O obu nie ma oczywiście sensu rozmyślać, roztrząsać, ale to jakoś samo mi przychodzi, jak mawiali moi koledzy i klienci. Wspominanie obu przynosi ból. Ostatnio jakoś bardziej mnie dotykają mnie wspomnienia złych lat, chociaż dobrych też bolą, ale są momenty, że nie, bo było fajnie i szlak wszystko trafił, tak czy siak źle, lepiej nie myśleć o przeszłości i żyć dniem dzisiejszym tu i teraz, ale to trudne, a czasem trzeba. Myślenie o przyszłości jakoś mi tak nie szkodzi.

O niektórych rzeczach już pisałem, teraz trochę szerzej napiszę. Jak sobie tu w dpsie siedzę i sobie tak myślę o przeszłości to nie mogę pojąć jak mogłem tyle lat trwać w tym nawrocie picia, mając wiedzę, doświadczenie, umiejętności, trochę praktyki jako terapeuta.

W zasadzie nie wiem od kiedy liczyć nawrót picia. Choć na początku kiedy używałem według instrukcji nie było żadnych konsekwencji. Jednak faktem jest, że jako osoba uzależniona nie powinienem w ogóle brać leków zawierających alkohol, zresztą, już wtedy używałem dzień w dzień.

W ogóle zacząłem używać kropelek około roku 2013, czyli jak tak liczyć to miałem 23 lata bezwzględnej abstynencji, a nie 27 jak pisałem /taki system iluzji i zaprzeczeń/ 27 to względna abstynencja bez większych negatywnych skutków.
Tak w ogóle to mylą mi się daty z przeszłości dalszej i bliższej, nie pamiętam ich dokładnie. Ogólnie do tej pory mało wracałem do wspomnień.

Można mi zarzucić, że czasami będę  używał żartobliwych zdrobnień, nie jest to omijanie problemu, taki mam styl.

Nawrót picia można zwalić na przypadek, co oczywiście jest chyba niedorzeczne. Chociaż można czasami dyskutować co jest wolną wolą, a co nie jest. Ciekawy wykład między innymi na ten temat - Briana Greene'a - Śmierć myśli. Tak skończy się Wszechświat.

 Też zastanawiałem się kiedyś nad tym w którymś
 poście chyba Przypadek, nie pamiętam gdzie, trzeba by mi zrobić spis treści, wademekum czy skorowidz, zacząłem go robić, ale został na utraconym laptopie. Ale tu wkraczamy w filozofię, trzeba by zahaczyć o pojęcia z mechaniki kwantowej. Kiedyś wrócę do tych rozważań, a na razie trzymam się Ziemi.

Mieszkaliśmy wtedy jeszcze w naszym domu w miasteczku.

I tak - na podwyższenie ciśnienia, bo miewałem niskie, brałem cardiamid z kofeiną, ale przestali produkować. Kiedyś zaszedłem do apteki i zaproponowano mi Cardiol C, ja pomimo posiadanej wiedzy nie patrzyłem na skład od razu tylko później.
I wtedy zauważyłem, że jest w nim 70% alkoholu. Nie przeszkodziło mi to w dalszym używaniu, znowu system iluzji i zaprzeczeń.
Przypadek? - w życiu sam bym na to nie wpadł. 

Pracowałem wtedy jako asystent rodziny w miejskim ośrodku pomocy społecznej. Pracowałem trochę w biurze, w domu, ale głównie w terenie, jeździłem do klientów. Jak zacząłem już zacząłem używać te kropelki to rano troszkę, jak miałem przerwę w wizytach też odrobinę i wieczorem już trochę więcej. W weekend ile się dało, szczególnie wtedy jak pisałem różne sprawozdania co mnie mocno wkurzyło.

Uważałem, bo przeważnie jeździłem samochodem i bałem się dmuchania. Ale później sobie nie żałowałem i przestałem uważać.
Na początku brałem tyle ile zalecano na ulotce i nie było większych następstw, ale szybko zwiększyłem dawki. Na strychu piętrzyły się worki z buteleczkami. Było to szczególnie widoczne jak robiliśmy porządki przy sprzedaży domu i wyprowadzce.

Bywałem pod wpływem na zebraniach w pracy i w czasie wizyt u klientów. W końcu zaczęło to być zauważalne. Dyrektor wysłał mnie na urlop zalecając żebym coś z tym zrobił, a ja to olałem, kropelkowałem nadal. Uwagę mi zwracali przyjaciele, znajomi i oczywiście Żona. Ja oczywiście twierdziłem, że wszystko jest OK nic się nie dzieje, kompletny odlot.

Po przeprowadzce oczywiście kontyuowałem picie leczenie jak twierdziłem.
Pracowałem jakiś czas w gimnazjum jako nauczyciel wspierający. Rano nic nie używałem, bo szkoła, samochód. Ale zaraz po lekcjach szedłem do apteki, a po powrocie do domu bezpośrednio na ławeczkę.

Potem po zakończeniu pracy w szkole, była to umowa na czas określony, popłynąłem całkiem, nie miałem już żadnych hamulców. Nie szukałem pracy.
Kiedy mieszkaliśmy w pierwszym mieszkaniu przeważnie cały czas coś tam trochę grzebałem przy mieszkaniu.
Pykałem na laptopie, ale głównie używałem kropelek czyli alkoholu na ławce. Nie przeszkodziło to, że Żona poważnie zachorowała, zamiast być oparciem to ja ławeczka. Rano wychodziłem na ławeczkę, potem przerwa obiad i wieczorem dalej picie. Po przeprowadzce do innego mieszkania oczywiście kontyuowałem

W końcu przeszedłem na wódkę. Ciężko mi to szło nie smakowała mi, bo miałem zakodowane, że wódka nie dla mnie, ale się przełamałem i dałem radę, kropelki przecież cały czas uważałem za lek. Naprzód stosowałem wiśniówkę, a potem było mi już wszystko jedno.

W międzyczasie byłem krótko w Belgii, pracowałem jako pomocnik na budowie. Jednak szybko zakończyłem karierę, tak się napiłem, że siedziałem na chodniku i policja zwinęła mnie i zawiozła do... szpitala. Pełna kultura, kroplówka rano śniadanko wypasione. Przyjaciel u którego mieszkałem, wieloletni abstynent, zresztą mój wychowanek jak można tak powiedzieć,  wkurzył się mocno i odesłał zaraz do Polski.

I tak ciągnąłem, przepijałem i przepalałem kasę, która została po sprzedaży domu i zakupie i remoncie mieszkania i inną. Ta kasa miała być przeznaczona na wkład własn. Jak się skończyła zacząłem brać pożyczki, przestałem spłacać kredyty, wpadłem w spiralę długów. Dopiero teraz się z tego wyplątuję przeprowadzając upadłość konsumencką.

Niby nie stosowałem przemocy fizycznej, ale psychiczną i ekonomiczną owszem stosowałem. Trudno wytrzymać było z taką gnidą co tylko marudziła, piła, smrodziła papierosami i czasami podciągała pieniądze. Córka wtedy studiowała iberystykę i nie miała za bardzo w domu warunków do nauki. Nawiasem mówiąc ja jej pomogłem w rozwijaniu pasji do nauki hiszpańskiego. Gdzieś nie wiem jak chwyciła ten hiszpański, jak kupiłem jem pierwszy podręcznik, razem z Żoną wspieraliśmy ją w tym. No i Córka zaczęła słuchać w odróżnieniu od rówieśników hiszpańskich, południowoamerykańskich rytmów, oczywiście nie tylko. Np. Juanesa itp. w czasie naszej podróży do Bułgarii cały czas go słuchaliśmy aż do znudzenia.

W końcu Żona miała tego mojego zachowania dosyć i wygoniła mnie z domu. Byłem też 2 razy na odwyku w takim małym mieście. Blisko rok w hostelu dla uzależnionych, nieopodal słynnego uzdrowiska i jakoś nie piłem, chociaż niektórzy tam pili. Nie miałem tam wtedy problemu z utrzymaniem abstynencji.

Potem zaczęła się takie cykle po powrocie z hostelu -
[  ] Schronisko;
[  ] praca w ochronie;
[  ] picie;
[  ] zatrucie;
[  ] szpital psychiatryczny lub odtrucie;
[  ] i znowu schronisko i tak w kółko przez parę lat.

W końcu dostałem rentę i wraz z nią wyrównanie na podstawie takiej ustawy covidowej - ok. 20 tys.
Plan miałem taki żeby - hostel - stancja - trochę odpoczynek - praca - abstynencja i trzeźwienie - powrót do Rodziny jak zechcą przyjąć.

Wyszedł mi tylko sam początek hostel, a potem zacząłem nowy cykl -
[  ] hostel, czasami drogi hotel;
[  ] picie;
[  ] szpital;
[  ] i znowu stancja i tak w kółko.

Jak było do przewidzenia pieniądze się skończyły. W szpital ciężko dochodziłem do siebie, ale jakoś się pozbierałem, po drodze covid. Przed wyjściem dostałem trzynastkę, znalazłem fajną stancję i dobrą pracę. Ale ja jak to ja. Dwa bardzo źle się poczułem, i chyba późny zespół abstynencyjny lub nawroty depresji. Oczywiście leczyłem się wódką. Raz drugi się udało nie było konsekwencji, a trzeci raz jak zwykle ciąg, nie wiedziałem czy dzień, czy noc. Potem szpital - schronisko - rok szpitala psychiatrycznego i w końcu Dom Pomocy Społecznej gdzie przebywam do tej pory.

To duże zapicie w 2022 mnie dobiło. Od tego czasu do tej pory nie mogę dojść do siebie. Depresja i nerwy męczą mnie przez cały czas raz mniej raz więcej. Ostatnio dużo - odpukać lepiej. Pisałem o tym wszystkim w poprzednich postach.
Dawniej jak popiłem i się zatrułem stosunkowo szybko wracałem do normy. Dół psychiczny tydzień dwa i było OK, mogłem normalnie funkcjonować, pracować i oczywiście dalej pić. Chyba ten ostatni raz to było o jeden raz za dużo, ciało i dusza nie wytrzymały.
Cały czas zachodzę w głowę jak tak mogłem parę lat kontynuować ten gigaciąg mając wiedzę,  doświadczenie i umiejętności. Duża zagadka, jeszcze o tym pomyślę chociaż nie wiem czy jest sens, może szkoda czasu. A może taka analiza pozwoli mi zabezpieczyć się na przeszłość?

Nie da się ukryć, że odrobinę mam pretensje do Żony /po rozwodzie ale dla mnie dalej Żona/, mówią, że to myślenie alkoholowe, może trochę tak. Jednak mogła trochę inaczej postępować, np. pójść na miting Al-Anon czy do terapeuty dla współuzależnionych itp. Jej tylko łatwo przychodziło wzywanie policji jak już było gorzej. Jednak oczywiście nie twierdzę, że piłem przez Nią, trudno żyć z czynnym alkoholikiem, choć czasem i z niepijącym często niełatwo.

Trochę się znowu rozpisałem, a obiecałem sobie pisać krótkie posty, jednak tu chciałem szczegółowo opisać proces powrotu do nałogu po wielu latatach abstynencji. Sądzę, że może to być pomocne dla mnie jak i dla niektórych Czytelników. Może jakbym przeczytał coś takiego w czasie nawrotu picia szybciej bym go zakończył?

Zapewne łatwiej dostępne byłyby treści jakbym nagrywał filmy lub chociaż dźwięki, jednak w tej chwili nie bardzo mam warunki do nagrywania filmów i duży problem je na telefonie obrabiać. Może nagrywać i podać link?

W następnym poście opiszę jakie mam zamiary na dalsze pisanie. Teraz lepiej się czuję, mam czas, na razie do pracy nie mogę pójść,  jeszcze nie to zdrowie.


poniedziałek, 21 kwietnia 2025

Język.

 Jakoś naszło mnie na pisanie. To trochę egoistyczne, ponieważ jak piszę to mi się łatwiej porządkuje myśli, nie wiem czy kogoś te wypociny interesują.

Kurcze dalej jest różnie, czasami wątpię, że kiedyś dojdę do siebie, chyba jednak za dużo picia było w poprzednich latach. Organizm się przestawił fizycznie i psychicznie. Może tu trzeba jakiejś głębszej psychoterapii lub hipnozy. Jeśli nie jakaś - odpukać choroba to podejrzewam, że w psychice coś głęboko siedzi. Psychika może w niewyobrażalny sposób wpływać na ciało. Przy depresji tak jest raz lepiej raz gorzej. I jak tu wyjść i pracować, o ograniczeniach pisałem.

I tak dzisiaj w gębie jak w d..ie, bardzo nieprzyjemnie, słaby + objawy takie jak pisałem. Wczoraj wieczorem zjadłem zająca z czekolady co dostałem. Praktycznie nie czułem smaku,  a na czekoladę jestem łasy. Każdy posiłek to problem. Schabowy prawie bez odczuwania smaku. Niby takie pieczenie języka może mieć pochodzeni depresyjno-nerwicowe, lub po lekach antydepresyjnych.



Ale staram się coś tam dłubać, czytać choć bardzo ciężko zabrać mi się za cokolwiek, ale jak leżę i nic nie robię, patrzę w sufit to się wkurzam i jest gorzej.
Można siedzieć i pisać, tylko cały dzień nie bardzo szczególnie na telefonie, choć da się, tylko wzrok może się pogorszyć. Niby pisarze piszą całymi dniami.
Denerwuje mnie też to, bo głowa bardzo chce działać, a ciało nie bardzo.

Mimo wszystko spróbowałem przejść na próbę bez chodzika na rynek to 400 metrów. Doszedłem pomaleńku tam i z powrotem, jednak ciągle słaby jestem daleko nie bardzo mogę do Stokrotki 750 metrów za daleko. Na zakupy i tak będę chodził z chodzikiem, żeby nie dźwigać. Zresztą i tak nie mam kasy na zakupy Chodziłem kiedyś tu trochę na rehabilitację, ale po niej gorzej mnie bolało w kręgosłupie, to wyciąganie na drabinkach nie dla mnie, z tego co wiem kręgosłupa nie można rozciągać.

Myślę też ciągle o tym aparacie słuchowym, trochę lepszy bardziej automatycznie się zachowuje w zmiennym środowisku akustycznym, ma więcej kanałów oraz algorytmy poprawiające funkcjonowanie aparatów - taki bym wolał.

Potrzebny mi bardzo, bo np. jak jestem u lekarza mało co słyszę, jak jadę z opiekunką to mi musi tłumaczyć, z panią Psycholog trudno się rozmawia, na mitingach AA nie słyszę i przestałem chodzić itp.
Do trochę lepszego trzeba dopłacić 2×650=1300zł, 950 bym nazbierał zbraknie 350, może ktoś mi pomoże. Tylko jak dołożę do droższego zostanie mi 235 zł na życie na miesiąc, 7 zł na dzień kicha. Trzeba jakoś zarabiać tylko na razie nie ma jak.
Pożyczki wziąć nie mogę, ponieważ jestem w trakcie procesu upadłościowego.

Piecze dzisiaj strasznie, rzutuje to na całe ciało, na ogólne samopoczucie.

Mam od dawna w zanadrzu, taki post o kropelkach, może niedługo dokończę.

PS Papież Franciszek był postacią znaczącą głównie dla katolików, jednak nie był Bogiem, popełniał błędy np. nie potępił agresji Rosji. Jednakże był też zwykłym człowiekiem jak każdy, pisać, że cały świat się zmartwił to lekka przesada.



niedziela, 20 kwietnia 2025

Wątpliwości ciąg dalszy.

 


Zdaję sobie sprawę, że zaczynam przynudzać, to pisanie pomaga mi uporządkować myśli, raczej chyba powinienem zachować je dla siebie, ale egoistycznie publikuję. Po co? Może oczekuję od Czytelnika jakiejś podpowiedzi, może ktoś miał podobne dylematy?

Niedziela Wielkanocna w Domu Pomocy to trochę nie bardzo. Owszem przygotowali fajne potrawy, złożyli życzenia, mili są, ale to nie to co z Rodziną - sam tego chciałeś - mówią. Nie chciałem, ale z drugiej strony mam wolną wolę i niby mogłem wybierać drogę.

Tu - https://youtu.be/uuB-QcCGrrM?si=tge8vid-uxL_cmoU - trochę facet o tym mówi, nie słuchałem jeszcze.

Kurcze jak zwykle różnie się czuję. Wczoraj przed południem byle jak a pod wieczór wspaniale. Dzisiaj wstałem i OK potem gorzej. Fakt, że późno usnąłem a wcześnie się zbudziłem koło 5, jakoś teraz wcześnie się budzę i byłoby fajnie jakbym wcześniej usypiał, wieczorem oglądam głupoty, odwlekam zasypianie, bo wiem, że będę długo leżał nim usnę, a tego nie lubię.

Jak pisałem w którymś poście - jak nie mam zajęcia to myślę i to mi szkodzi, nie ma z kim pogadać mogę tylko telefonicznie z kolegą, a jak wiadomo - silne relacje społeczne to fundament zdrowia psychicznego.

Wczoraj po raz n-ty zająłem się porządkowaniem papierów zdrowotnych potrzebnych między innymi na wizyty u lekarzy czy na różne komisje. Wkurza mnie takie zajęcie, ale jak skończyłem to mi się polepszyło i czułem się pełen energii i chęci do życia. Jak jest gorzej to wtedy takie objawy jak pisałem - jakbym miał gorączkę a nie mam itp. - podświadomość.

Dzisiaj rano zmartwiłem się, bardzo schudłem. Chciałem założyć pasek do spodni co kupiłem i spodnie spadają a są już dorobione dziurki. Dżinsy co dawno kupiłem były za ciasne, nie mogłem zapiąć teraz prawie spadają. Ogólnie to dobrze, bo brzuch mi strasznie urósł, może z leków? Ale ja jak to ja zacząłem dopatrywać - odpukać choroby, w zasadzie ciągle szukam jakichś chorób u siebie, wariat chyba.
Fakt, że teraz mniej jem może trochę przez ten niesmak w ustach, nie jem czekolad, bo mało kasy a potrafiłem i 4 na raz, mam takiego apetytu jak wcześniej. Na drugą kolację potrafiłem zjeść i 8 kanapek, o czekoladach nie wspomnę, a teraz ok. trzy. Mam dużo mniejszy apetyt niż wcześniej. Może po prostu organizm się nasycił po okresie poszczenia i złych posiłków.

No i umartwiam się przyszłością, szukaniem innego mieszkania, pisałem ostatnio o tym, nudzę.

W zasadzie to ono mi głównie potrzebne do szukania pracy w większym mieście łatwiej. Co za tym idzie szukania pieniędzy, teraz żyję tak na styk, w zasadzie mi nie starcza na to co bym chciał,  a tak dużo nie chcę, ale bym gdzieś jeszcze wyjechał na wakacje, kupił laptopa, czasem ubranie, lepsze jedzenie, czekoladę itd.
Ale jak wspominałem zaraz dopadają mnie wątpliwości -
- A co jak ta depresja do końca nie przejdzie? Wtedy praca nie bardzo. To już prawie 3 lata jak jest byle jak. Od ostatniego dużego zapicia w czerwcu 2022 nie mogę dojść do siebie. Dawnymi czasy po ciągu był kac fizyczny krócej, moralny, dół dłużej, ale stosunkowo szybko wracałem do życia. Teraz to trwa, zapewne trochę wiek i przekroczyłem granicę, ile można się bawić.

- A co jak poważne nie daj Boże zachorowanie np. nowotwór czy kręgosłup, jak wtedy w mieszkaniu żyć. Trzeba zrobić zakupy, coś ugotować. Tu mam wszystko podane. Jest też kwestia wieku, ale i młodsi mogą zachorować, można np. nogę złamać itp.

- Trochę problem, że mam wpisane w orzeczeniu o niepełnosprawności - nie wskazana. Nie w każdej pracy potrzebne, ale z nim zwykle łatwiej.

Nie wiem czy można myśleć w taki pesymistyczny sposób, a ja tak mam. Czasami można to poczytać za ostrożność, nic pochopnie, a czasami za brak odwagi, nadmierną przezorność. A jak się czuję dobrze, normalnie to mam dużo mniej wątpliwości.

Przecież niby mam czas, na mieszkanie treningowe czeka się pół roku do roku i dlatego dobrze jest wcześniej złożyć kwity, może jednak się z czasem rozruszam.

Siedzenie tutaj w Domu Pomocy jak się dobrze czuję jest, z całym szacunkiem jest trochę wkurzające. Jak było gorzej to leżałem prawie cały dzień i się nie przejmowałem tym. Pisanie bloga, książki, oślepnąć można, angielski,  itp. jest OK, ale to nie to co być aktywnym między ludźmi. Praca internetowo, w większości ściema.

Właśnie jak to piszę czuję się byle jak - niepokój, ciągle toaleta. Zwykle jak już jest gorzej to zwykle przed południem, wieczorem OK, typowy objaw depresji. Chyba jakbym był somatycznie chory to raczej cały dzień byłoby źle?
Pewnie będę jeszcze rozważał przez jakiś czas. Jak wyślę kwity z wnioskiem o przyznanie mieszania chronionego zaproszą na rozmowę może wtedy się coś wyjaśni tylko nie bardzo mam siłę i kasę żeby jechać.

Nie wiem na razie o czym będę dalej pisał, a lubię pisać. Może trochę wrócę do wspomnień, może Córka jednak kiedyś zechce poznać historię naszych rodzin, trochę mało rozmawialiśmy o niej.

piątek, 18 kwietnia 2025

Poszukiwania wyjścia.

 



Jednak jest trochę optymizmu. Ogólnie - odpukać lepiej się czuję nie wiem czy leki, czy myślenie się zmieniło, czy wiosna.

Wobec tego zacząłem myśleć o przyszłości. Zdaję sobie sprawę, że wyjście z dpsu to dużo za wcześnie. Jeszcze czasami gorzej się czuję tak jak w niektóre dni, a czasami zupełnie normalnie. Jak gorzej to przeważnie rano i przed południem, czasem przed spaniem, bywa, że cały dzień, ale nie jest tak tragicznie jak kiedyś, nie telepie, jest bez porównania lepiej niż jeszcze miesiąc temu było.

Doszukuję się czasem jakiejś choroby, ale to raczej z szajby, to nie do uwierzenia jak psychika może wpływać na ciało. Na przykład język mnie piecze raz więcej raz mniej, w ustach niesmak jedzenie, papierosy i kawa nie smakują.
Wyczytałem, że może to być związane ze stanami depresyjnymi czy przyjmowaniem leków antydepresyjnych. Mój Rodzinny mówi, że to niedobór witamin z grupy B, przepisał Neurovit.
Wkurzają mnie strasznie te nawroty złego samopoczucia, bo takie siedzenie tu jest bezpłodne, trzeba działać. Niby coś tam teraz dłubię - blog, pisma, odwołania, wnioski, porządkuję i przygotowuję kwity dla lekarzy i biegłych sądowych. Ale ile można pisać.
Zacząłem myśleć o bardziej samodzielnym mieszkaniu w moim dużym mieście, gdzie długo mieszkałem.

Wiem doskonale, że to jeszcze dużo za wcześnie, może za bardzo się śpieszę, ale na przykład na mieszkanie chronione /treningowe czy wspierane jak teraz nazywają/ czeka się długo, pół roku do roku, myślę że kwity trzeba złożyć do tego czasu mam nadzieję, że jeszcze dalej mi się - odpukać polepszy. Na socjalne czy komunalne jeszcze dłużej, ale tu kaucja i raczej wyposażenie trzeba skombinować. Można myśleć też o stancji, schroniska nie biorę pod uwagę.

Jednak warunki teraz mam tu bardzo dobre, źle było jak mieszkałem z ludźmi zaburzonymi. A tak t⁴u upiorą, posprzątają, do lekarza zawiozą, jedzenie dobre chociaż czasami trzeba troszkę dokupić itd., a tak gdzie indziej trzeba samemu wszystko ogarniać.
Ja od razu mam złe myśli - a jak mi się znowu pogorszy, zachoruję to co wtedy? W dpsie bezpieczniej. Nie wiem czy można tak myśleć.

Syndyk może zmniejszy zabieraną kwotę do 50zł teraz bierze ok. 500 tylko wtedy będą pobierać całą kwotę za DPS 1400 się im należy, teraz brali część 1000, bo więcej ZUS nie mógł ściągnąć, wtedy na rękę 639 teraz na razie 490, mało co więcej wyjdzie. To dalej trochę mało są wydatki jak pisałem, są wydatki jak pisałem - pieluchomajtki, telefon, trochę ciuchy, leki itd. Teraz będzie 13-stka, ale mam długi i może do aparatu słuchowego trzeba będzie dołożyć.

Kiedyś sobie myślałem, żeby sobie posiedzieć, pisać książkę do czego namawia mnie też moja Psychiatra i inni, wznowić po raz n-ty angielski itp. Ten mój blog to jakby notatki do ewentualnej książki. Problem taki, że na telefonie trochę ciężko pisać, ale da się. Może skombinuję laptop.

Myślę również o podjęciu pracy, ale to jeszcze dłuższa perspektywa.  Muszę jeszcze też poczekać na wizyty u lekarzy: okulisty i laryngologa i na protezę zębową, na biegłego sądowego.

W zasadzie chodzi mi o kasę. Jakbym zarabiał mógłbym spokojniej żyć. Pieniądze jednak dają poczucie bezpieczeństwa tak jak opisuje Maslov w swoim trójkącie.

Ale nie tylko kasa, jestem jeszcze mimo wszystko sprawny i mogę aktywnie żyć jak mi się dalej polepszy. Pracując człowiek czuje się potrzebny, przeważnie ma kontakt z ludźmi, tu pomimo że mieszka dużo ludzi czuję się samotnie, a jak piszą w internecie -  wiadomo — silne relacje społeczne to fundament zdrowia psychicznego.
Oczywiście wiadomo, że najlepiej jakbym wrócił do siebie ale...

To miasteczko co mieszkam to dziura i z pracą problem. Trochę jest w powiatowym mieście, ale trzeba dojeżdżać, to 24 km. U mnie trochę problem z dojeżdżaniem ze względu na pęcherz.

Oczywiście w dużym mieście jest wybór ofert pracy. Tylko nie wiadomo co mogę robić z tym kręgosłupem, zobaczę co pani Neurolog powie. Neurochirurga mam dopiero w lipcu.Depresję już znam, a problemy z kręgosłupem to dla mnie trochę nowość.

No i w orzeczeniu o niepełnosprawności  wpisali mi nie wiem czemu, zakaz pracy.

Tak czy siak na razie siedzę na du..e i staram się zdrowieć.


poniedziałek, 14 kwietnia 2025

Syndyk.


Nareszcie coś optymistyczngo - ogłoszono w końcu upadłość konsumencką, trochę to trwało, mój Prawnik porządkował dokumenty od lata. Ale pojawił się problem, nie wiedziałem, że w związku z tym zablokują mi konto w banku tymczasowo i prawie miesiąc trwał proces odblokowania, inne co mam nieużywane też też zablokowali, ale one mi niepotrzebne.
Teraz trwa cały proces oddłużeniowy, trochę to potrwa, na razie duży minus w aplikacji bankowej zniknął. Jeszcze Syndyk teraz bierze pieniądze w miejsce komorników. Jest duża szansa - odpukać, że i to zniknie i darują wszystko, albo Syndyk trochę zmniejszy pobieraną kwotę.


Znalazłem w internecie ciekawy artykuł o charakterze przewlekłego stresu i propozycje jak sobie z nim radzić -


Kurcze mam podobną sytuację jak w tym artykule. Żyję w permanentnym stresie, może nie jest on za bardzo silny, ale jest.
Myślę, że trochę wynika to z tego, że jak piszą w tym artykule, że niby mam co robić, ale dużo się obijam, mam parę pomysłów na zajęcie się czymś, ale prokrastynacja.
Zresztą do niedawna często tak się czułem, że byłem do niczego. Mogę pisać blog i właśnie to robię, czytać książki na interesujące mnie tematy, wrócić do nauki angielskiego po raz n-ty.
Do pracy na razie nie mogę na razie pójść ze względów zdrowotnych.

Jak nic nie robię to myślę, a to szkodliwe. Też brak kontaktu z drugim człowiekiem. Przez cały dzień nie mam do kogoś się odezwać, troszkę z opiekunkami i często długo z moim kolegą, z moimi współlokatorami w zasadzie nie ma kontaktu.

Pomijając pracę, wyjście z DPSu itp. to nie wiem co dalej robić z tym moim zdrowiem. Przecież nie można tak żyć.

Raz lepiej raz gorzej. Oczywiście nie ma porównania do tego jak się czułem miesiąc temu i wcześniej kiedy to szczególnie przed południem a czasem cały dzień telepało mnie strasznie. Taki słaby,  że nie mogłem nic robić tylko leżałem całymi dniami.

Teraz nie telepie tak i coś tam dłubię. Ale jak gorzej przeważnie rano i przed południem, czasem przed spaniem ⁴to słabość mam, pęcherz się nasila, czuję się tak jakbym miał gorączkę a nie mam, uczucie pełności w żołądku, ale tragicznie nie jest jak kiedyś.

Nie wiem czy to może być skutek zaburzeń depresyjno-nerwicowych, czy może - odpukać jakieś choróbsko, niby morfologię i ciśnienie mam dobre.

Myślę, że to coś w środku siedzi,  w podświadomości. Te wszystkie grzechy wyłażą, poczucie winy żal po stracie itp.
Może przydałaby się psychoterapia, ale w zasadzie nie mam teraz możliwości z niej skorzystać.

Pomimo wszysystko to będę się starał o mieszkanie chronione, teraz to się nazywa treningowe i socjalne w mieście gdzie mieszkałem.

Może i za wcześnie, ale to długo się czeka szczególnie na socjalne i dobrze wcześniej złożyć. Z depresją wiadomo co jest, wielką niewiadomą jest kręgosłup może pani Neurolog coś powie 28 kwietnia, neurochirurg dopiero w lipcu.

Tak że na razie muszę tu siedzieć i pogodzić się z losem, tym bardziej, że pokój jest OK tylko telewizor ciągle gra, ale się przyzwyczaiłem, poprzednio było tragicznie. Na żadne schroniska się nie nadaję, tam Dyrektorka ciężka, nie lubią jak używam pieluchomajtek to się im nie podoba, towarzystwo różne.

P⁴rędzej na stancję tylko bez chodzika problem, tak czy siak za wcześnie.
Najlepiej jakbym wrócił do mojego mieszkania, ale wiadomo...

Na razie czekam na panią Neurolog pod koniec kwietnia i biegłego w maju. Wysłałem jeszcze do sądu wniosek o przebadanie mnie przez biegłych neurologa lub neurochirurga i urologa i będą badać.
W maju będę u biegłego psychiatry sądowego. To wszystko dlatego, że odwołałem się do sądu w sprawie przyznania mi 500+, a przyznać mogą wtedy jak orzekną moją niezdolność do samodzielnej egzystencji.
Taki jestem upierdliwy.

Mam nadzieję, że w końcu będzie to i owo posuwać się do przodu.


niedziela, 13 kwietnia 2025

Lekarze.

Znowu jak zwykle długa przerwa w pisaniu.

Powie Czytelnik, że dalej narzekam, ale jak zwykle samolubnie piszę, to mi pomaga.

U mnie nic ciekawego się nie dzieje, obijam się i nic konstruktywnego nie robię a i z tym będzie problem, wyjaśnię kiedyś.

Ciągle obiecuję, że będzie jakiś w końcu trochę optymistyczny post, a tu coraz gorzej czasami chociaż⁸ czasami trochę lepiej, są iskierki nadziei.

Trochę jeździłem po lekarzach i po komisjach do spraw niepełnosprawności. Byłem badany przez biegłego sądowego ponieważ odwoływałem się od decyzji komisji do sądu, ale sąd utrzymał na podstawie opinii biegłych w mocy decyzję o przyznaniu mi umiarkowanego stopnia niepełnosprawności, a liczyłem na znaczny, wtedy np. chodzik bym miał za darmo.

Wobec ujawnionych dużych zmian w kręgosłupie będę składał za jakiś czas jeszcze raz wniosek przyznanie mi stopnia niepełnosprawności, zobaczymy co moja pani Neurolog napisze, będę u niej pod koniec kwietnia.

Miałem robiony rezonans magnetyczny kręgosłupa. Jak pani Dr neurolog zobaczyła wynik stwierdziła, że jest źle, operacja? Nie mam zamiaru się operować. Skierowała na neurologię, ale powiedzieli na neurologii, że za zdrowy to wybrałem psychiatrię, bo myślałem,  że nie dam rady w tym stanie w dps. Nie wiem czy dobrze zrobiłem, napiszę jeszcze o tym.
Kolega, który ma podobny problem i dostał między innymi na to 500+, mówi, że mój kręgosłup jest w gorszym stanie niż jego. Wystąpiłem teraz do sądu z wnioskiem o przebadanie mnie jeszcze przez biegłego neurologa i urologa. Mam też zaproszenie na maj na badanie psychiatrę sądowego w sprawie o przyznanie 500+.

Natomiast w lecie byłem w klinice psychiatrii, ponieważ szukam różnych rozwiązań aby pokonać depresję - fajnie tam było, ale za dużo mi to nie dało, dalej objawy depresyjne. Tutaj prawie sama młodzież, samookaleczenia itp.

Jak wspomniałem ostatno trafiłem na psychiatrię w szpitalu neuropsychiatrycznym. Tutaj warunki nieporównywalnie gorsze niż w Klinice.

Z lekarzem prowadzącym tylko raz dłużej rozmawiałem. Rzeczy osobiste mi zabrali do depozytu i nie chcieli oddać, tłumaczyli, że ich za dużo i będzie bałagan. Trochę zwykłych chuliganów na oddziale, wszystko może zginąć, strach telefon ładować na korytarzu,
Kaszlałem przez cały pobyt, w gardle drapało to chyba z zatok ściekało, nie mogłem usypiać. Lekarz cały czas mówił, że w płucach czysto a to nic takiego dopiero Rodzinny po powrocie przypisał mi antybiotyk, przeszło ale trochę kaszlę - papierosy...

Psychoterapii nie ma zresztą i w Klinice nie było, były 3 panie Psycholog, ale w zasadzie nie można skorzystać z ich pomocy. Tylko lekowa terapia.

Były takie dni, że żołądek tak bolał, że mogłem tylko leżeć, nie mogłem ani jeść, ani nawet pić.
Drżenie całego ciała, niepokój, wstręt do jedzenia, nie jadłem 3 dni, niemożność robienia czegoklwiek
Podejrzewałem odnowienie się wrzodu, brałem na to leki, ale to raczej na tle nerwowo-depsyjnym. Jakoś przeszło, może trochę pomógł Sulpiryd, to taki lek na dolegliwości nerwowo-somatyczne.
Liczyłem na szybką poprawę, a tu jeszcze gorzej, przecież byłem już w tym szpitalu i wiedziałem niby wszystko.
Tylko przez ostatnie miesiące wcześniej miewałem takie nasilenia zaburzeń depresyjnyjnych, czy nerwicowych, czy późny zespół abstynencyjny, jak twierdzi moja Psychiatra, tak też miewałem po długim piciu, że już nie wiedziałem co robić, emocje, a przecież wiedziałem, że tu cudów nie ma, a warunki takie nie bardzo, wyżywienie wiadomo...
Lekkie biegunki codziennie, pęcherz neurogenny się uaktywnił.

Niektórzy radzili mi żeby siedzieć w szpitalu do dwóch miesięcy. Ja uznałem, że to nie ma sensu. To żadno leczenie, tabletki mogę brać i w domu. Uzgodniłem z lekarzem, że wystarczy i wyszedłem po 3 tygodniach i jestem przekonany, że dobrze zrobiłem. Lekarz wpisał mi w epikryzie, że wyszedłem na własną prośbę, a przecież było to obopólnie uzgodnienione. Ogólnie ta psychiatria to dziadostwo tyle że ogólnie w Polsce z psychiatrią jest źle szczególnie z dziecięcą.



W sumie są i zyski z tego pobytu
- przepisano mi nowe leki, Duloksetynę i Sulpiryd, nie takie całkiem nowe kiedyś już brałem;
- dostrzegłem, doceniłem zalety domu pomocy porównując ze szpitalem.

Jest i optymistyczny akcent. Po blisko  miesiącu teraz - odpukać lepiej się czuję, nie telepie tak, tylko słaby jakiś jestem szczególnie przed południem i taki swoisty objaw język piecze, dyskomfort w ustach, nic nie smakuje. Wyczytałem, że może tak być przy zaburzeniach depresyjno-nerwicowych - dziwne, teraz trochę przychodzi to pieczenie.

Jeszcze parę rzeczy się wydarzyło, ale o tym potem i tak się rozpisałem.

PS - Na załączonym obrazku widać jak czasami człowiek się czuje pod skrzydłami lekarzy, czy personelu szpitalnego, czy opiekunów...

sobota, 25 stycznia 2025

Mieszkanie.

 

Jak zwykle ponarzekam, ale może znajdę coś choć trochę konstruktywnego chociaż wątpię.

U mnie w zasadzie nic nowego, raczej tak jak opisywałem w poprzednim poście Pomoc.
https://problems-aude.blogspot.com/2024/12/pomoc.html?m=1

Był okres świąteczno-noworoczny bardzo samotny i smutny dla mnie, na szczęście już minął. To już któryś raz z kolei samotne święta. Albo szpital, albo schronisko lub stancja.

Nie składałem Czytelnikom życzeń Świąteczno-noworocznych czynię to niniejszym, zresztą zawsze życzę wszystkiego dobrego.

Jeszcze do tego żołądek mi długo nawalał może wrzód, a może nerwy. Zapewne jedno powodowało drugie i odwrotnie. Siemie lniane, polprazol i zioła pomogły, ale wróciło znowu.

Taki okres sprzyja refleksji i głupim myślom. Nachodzą mnie wspomnienia co mnie dobija i szkodzi, ale to jakoś samo nachodzi, jak mawiali kiedyś moi klienci. Przeglądałem Gmaila, bo mi się zapchał i musiałem trochę pousuwać a trochę zgrać na kartę i znalazłem stare zdjęcia. Wszystko to spowodowało to spowodowało duży ból. I to nie tylko wspomnienia złych, tragicznych czasów przywołują mi przykre odczucia, ale też myśli o dobrych trzeźwych latach, kiedy było fajnie chociaż tego czasami nie doceniałem. W trzeźwym życiu też były błędy, nie da się ich uniknąć, napiszę kiedyś o tym.

Znowu zacząłem się zastanawiać dokąd to wszystko zmierza ten pobyt w DPSie i czym to się skończy, nie widzę przyszłości.

Praktycznie trwonię czas nie mogę ani pisać ani czytać, zresztą na telefonie proble trochę.
Właśnie nie bardzo wiem co robić.
Jakbym żył normalnie z Rodziną zapewne też nie bardzo bym wiedział.

Pewnie zaangażowałbym się w jakieś pomaganie. Podjął pracę w miarę ciekawą jakby siły były, też dla kasy trochę. Chętnie wnuki jakby były.

Moja znajoma z dawnych lat Psychiatra  namawia mnie ciągle do pisania książki, nie bardzo mam na nią pomysł oprócz opisywania swojego życia, nie wiem na ile ono ciekawe dla kogoś i pewnych przemyśleń. Bez laptopa zresztą trudno, ręcznie nie bardzo lubię, na telefonie ciężko. Może wrócić do angielskiego po pomimo wieku.

Tak myślę o tym płaceniu Córki z mój DPS. Jakby nie to to by było jako tako. A tak to straszne żeby takie pieniądze szły w kosmos. Jak zostaje jej 2200 to sądzę, że ok. lekko licząc 3 tys. biorą za mój pobyt w domu pomocy i mi 1000. Pieniądze idą w kosmos.

Jakby nie to, te pieniądze to sądzę, że kontakty z Żoną byłyby inne, a tak nie ma ich w ogóle. Telefon ode mnie zablokowała, jak w pracy odbiera to zaraz rzuca słuchawkę. Nierozpieczętowany list odesłała.

Najlepiej i najprościej by było jakbym jednak wrócił do mojego domu. W sumie mieszkanie kupione za pieniądze że sprzedaży mojego domu, przepraszam naszego domu zawsze mówiłem, że to był nasz wspólny dom. Pisałem wielokrotnie, że mieszkanie razem - ja, Żona i Córka przyniosłoby wiele korzyści dla wszystkich. Finansowo byłoby bardzo dobrze - moja emerytura, emerytura Żony i jej zarobki plus dochody Córki. Przecież nie piję i nie mam zamiaru, można zapytać mojej pani Psycholog.






Jak nie to, chociaż to nie najlepsze rozwiązanie to za te pieniądze plus moja renta po komornikach bez dpsu moja renta 1500 czyli ok. w sumie by było 4,5 tys.
Za te pieniądze można by coś wynająć dla mnie i bardzo dużo by zostało.

Problem taki, że ja z tą depresją i pęcherzem, biegunkami i kręgosłupem nie bardzo mogę sam mieszkać. Bez chodzika jak dalej trzeba iść nie dojdę i zakupów nie doniosę. Po schodach nie bardzo mogę chodzić.
Ja w tym stanie powinienem jednak mieć znaczny stopień niepełnosprawności, nie mogę sam egzystować.

Jest w moim mieście takie schronisko dla chorych warunki tam lepsze, ale Dyrektorka mnie tam nie chciała i dalej nie chce, nie wiem dlaczego, mówi, że tam głównie ludzie na wózkach, wiem, że nie tylko. Ale też mówi, że to i tak tylko tymczasowo, bo nie wiadomo czy będzi.

Do zwykłego schroniska w tym stanie absolutnie się nie nadaję.

Jest w moim mieście takie stowarzyszenie Emaus. Tam tacy właśnie poobijani mieszkają. Odnawiają m.in. stare meble, handlują starociami itp. Trochę się tam pracuje w miarę swoich możliwości. Mieszkańcy sami wszystko ogarniają. Zadzwonię do Prezesa i zapytam o możliwości. Już kiedyś dzwoniłem, ale wtedy musiałem szukać pracy, a tam nie bardzo dało się pogodzić. Jednak czuję, że w tym stanie i tam nie dam rady.

Znowu już drugi dzień wyjątkowo źle, a dzisiaj jeszcze gorzej żołądek nyje, trzęsie mnie całego to chyba z depresji, biegunka, jeść nie mogę chociaż głodny.
A wieczorem było dobrze. Ledwo żyję ja się do niczego nie nadaję muszę tu siedzieć sam nie dam rady. Żadne stancja, czy Emaus itp.

Żołądek żołądkiem, ale to głównie szajba, trzęsie całego, bo wieczorem przechodzi jak przy depresji. I nie ma na to lekarstwa już nie mam siły tak żyć. Chyba tylko dom pomocy dla mnie tylko te płacenie Córki kicha.
Albo też mój też mój też dom co mało realne.

Mam wyrzuty, bo sam doprowadziłem do tego ale z drugiej strony co ja mogę, żyć się nie chce.

Miewam takie doły, że głowa mała. No i ta depresja. Kładę się o 22 a zasypiam 23-1. Rano nie mogę wstać, coś mi się robi i tak do 11. Wpływa to na myśli, a myśli pogłębiają depresję. Praktycznie cały czas żyję w nerwach co wpływa na pęcherz. Czasem co 15 minut mi się chce i odwrotnie, a pęcherz na nerwy. No i denerwuję się wnioskiem na pieluchomajtki. Pisałem już o tym na blogu.

A w ogóle problem taki, że nic mi się nie chce, nie widzę sensu. No i brak mi kobiety nie tylko do seksu ale i bliskości

Jeśli chodzi o Żonę to nasze kontakty, a zasadzie ich całkowity brak zapewne całkiem byłyby całkiem inne gdyby nie ściągali kasy z Córki. A co ja mogę, muszę tu siedzieć nie mogę nigdzie pójść przynajmniej na razie.

Życie straciło sens żyję z przyzwyczajenia na rozum.

Jeszcze te problemy finansowe. Na inne wydatki zostaje mi ok. 150zł. Jakby nie to, że parę osób wpłaciło na https://zrzutka.pl/z/tadeuszproblems
i paru kolegów przelało na konto tobym wieczorem bywał trochę głodny. Niby mówią, że tu wystarcza i jak mało to dodadzą ale...
Innym wystarcza albo dokupują, bo mają większe renty i pewnie nie mają komorników.

Dlatego jakby ktoś mi trochę pomógł proszę. Kończą mi się pieniądze i jedzenie. Można wpłacać na -

https://zrzutka.pl/z/tadeuszproblems

lub

Mbank
11 1140 2004 0000 3702 7731 7390

Tadeusz Ostrowski 

niedziela, 15 grudnia 2024

Pomoc.

 Bardzo dawno nic tu nie pisałem. Wbrew pozorom trochę brak czasu, a trochę prokrastynacja czyli odkładanie na później, a trochę paskudne samopoczucie, które nie pozwala mi się za nic zabrać.


Miał być w końcu post optymistyczny choć trochę, ale bardzo trudno mi wydobyć coś pozytywnego z mojej obecnej sytuacji, może mam za mało pokory, wobec tego znowu się poużalam.

Od stycznia tego roku przebywam w domu pomocy społecznej w małym miasteczku. Warunki tu są dobre, ale to nie to co u siebie, nie ma porównania.

Chcę na początku podkreślić, że zdaję sobie doskonale sprawę, że moja tragiczna sytuacja jest skutkiem mojego postępowania - zaniedbań, braku uważności bezmyślności. Trochę problemów wynika z niezależnych ode mnie kłopotów z depresji, pęcherzem i kręgosłupem, niedosłuchem itd.

Jak do tego doszło opisuję między innymi na stronie -

Tadeusz - pomagacz z zamiłowania.

https://problems-aude.blogspot.com/p/blog-page_3.html

Z tym tylko że niektóre informacje są nieaktualne, ponieważ strona powstawała parę lat temu. Teraz mam 65 lat, a nawrót picia trwa ok. 8 lat z małymi przerwami, teraz nie piję.

Nie ukrywam, że pisząc ten post mam nadzieję, że przy okazji znajdę kogoś kto  będzie mógł mi pomóc, słabą mam nadzieję w tym zakresie, nie wiem już co robić i czepiam się wszystkiego.Tu odsyłam - https://zrzutka.pl/9ryut5
lub jak ktoś woli numer konta - Mbank
11 1140 2004 0000 3702 7731 7390




Tylko nie wiem jak z podatkiem? Może w tytule przelewu wpisać np. pożyczka, albo nic nie pisać.



Ale ja też mogę jeszcze komuś pomóc.
Nawaliłem na całej linii, jednak nie wszystko straciłem. Zostały doświadczenie, wiedza i umiejętności. Piszę o tym na przywołanej wyżej stronie. Proszę śmiało pisać jakby co, odpowiem.

Nie wiem na ile interesują Czytelnika moje problemy, ale piszę. O niektórych pisałem już wcześniej. Między innymi w postach -

Zdrowie czy kasa?

Psychiatria.

https://problems-aude.blogspot.com/2024/08/psychiatria.html
Zapewne będę się powtarzał, ale tu spróbuję podsumować sytuację. W zasadzie nic się nie zmienia, a jak się zmienia to raczej na gorsze.

Zapewne wydaje się  moim Paniom, Żonie /po rozwodzie, ale dla mnie ciągle Żona/, że ja tu siedzę grzeję tyłek  w domu pomocy społecznej zadowolony i nic mnie nie obchodzi. Otóż tak nie jest, bardzo mnie boli ta sytuacja z Córką i inne ze mną. Zabierają Córce kupę pieniędzy za mój pobyt w domu, zostawiają tylko 2200, nie mam z nią kontaktu już od ok. 8 lat. Może
Żona ogromnie wściekła, nie chce w ogóle rozmawiać, a jak już to klnie
. Obie już mnie skreśliły, kompletnie mi nie wierzą, a ja Je dalej mocno kocham i tęsknię.
Odwoływały się, ale efekt mocno niepewny.

A ja po prostu przynajmniej na razie nie mam innego wyjścia, muszę z pokorą to znosić, wcale się z tym dobrze nie czuję wprost odwrotnie.

Można szukać jakiegoś wyjścia. Jednak te rozwiązania nie są takie proste. Niby jak będzie ogłoszona już upadłość konsumencka i zejdą długi, toby było łatwiej, jeszcze nie wiadomo ile syndyk będzie chciał zabierać, może nic, bo mały dochód, a może 100-300 zł, ale upadłość szybko tylko kurcze cały proces, żeby zeszły długi i rok może potrwać i więcej.

I jakbym się wyniósł z DPSu toby emerytura wniosła 2 tys. można by wynająć pokój i na skromne życie by starczyło. Jednak w tej chwili i w tym stanie nie bardzo samemu mieszkać. Najlepiej jednak w większym mieście, bo jakby jednak mi się polepszyło, co na razie wątpliwe, można by dorobić.
Zresztą na razie i tak dopóki mam komorników żadna legalna praca nie ma sensu, wszystko co ponad zabiorą.

Niby mógłbym wrócić do schroniska, ale w tym stanie jak teraz nie nadaję. Oni chcą ludzi jako tako na chodzie. Nie podoba im się, że noszę pieluchomajtki itp. A i nawet do jakiegoś sklepu, czy gdzieś ciężko mi dojść bez chodzika.

I tak wymienię przeszkody poważne -

- Objawy depresji nie ustępują, czasami jakby gorzej. Jak nieraz pisałam - rano jak wstanę a ledwo mogę wstać, ponieważ nie mogę usypiać wieczorem -  tragedia dreszcze, telepie jakbym pół roku, w rękach łamie, luźne stolce itp.  nie daję rady. Cały czas żyję w nerwach, ciągły stres, mało się nie wścieknę. Dręczą mnie wyrzuty sumienia, męczy żal po stracie itd. Żyć się nie chce. Po obiedzie lepiej, ale jeszcze źle, dawniej po południu było dużo lepiej, wieczorem może być tylko usypiać nie mogę i tak ponad dwa lata. Jak się trochę czymś zajmę to lepiej, ale ciężko jest mi się za coś zabrać, ani myśleć, ciągle mi zimno.

Tutejsza Psychiatra to w kółko o alkoholu przecież długo nie piję, mówi, że to skutki. Ja się z nią nie zgadzam. Sądzę że po prostu załamałem po ostatnim ciągu w 2022 kiedy straciłem wszystko - stancję, pracę itd. Wcześniej z ciągów wychodziłem szybko i się tak nie przejmowałem, spływało jak po psie, a teraz potężna depresja czy dystymia przewlekła depresja. Chyba było ten jeden raz za dużo, zasadzie ten pierwszy raz już było za dużo. Jak wielokrotnie pisałem pomimo wiedzy sięgnąłem po lek na alkoholu, czyli mówiąc wprost po alkohol.

- Ale nie wiem, czy może najgorsze w tej chwili są problemy z pęcherzem, pogorszyło się strasznie. Czasem latam co 15 minut, trzy pieluchomajtki dziennie idą. Strasznie źle to na psychikę działa i odwrotnie, dołuje.
Jeszcze do tego ogromny problem, bo Rodzinny nie chce mi zapotrzebowania na pieluchomajtki wypisać. Mówi, że do pęcherza neurogennego musi być jeszcze opinia, że nerw od pęcherza uszkodzony. Nie wiem, czy neurolog mi - odpukać wypisze. Bez kwitu 100zł paczka, a na miesiąc 3 idą. Jakby mi przyznali 500+, a nie przyznali nie byłoby problemu.
Na razie do grudnia mam wypisane, Rodzinna w mieście gdzie mieszkałem nie robiła problemu.
Jestem tym załamany, mam chodzić z cewnikiem, taniej wychodzi, ale jakoś nijak? I jak długo można. Odwołałem się do Sądu Pracy i Ubezpieczeń Społecznych, ale wątpię.
Zawiozą mnie do wojewódzkiego miasta  na komisję, a mimo to nie mam siły. Przy znacznym stopniu chcą aby wtedy mnie myli, golili itp. Mam napisane, że nie mogę pracować, ale to za mało więc wątpię, czy dadzą.

Te pieluchomajtki to dla mnie dramat.

- Do tego wszystkiego chodzenie mi odeszło. Do Rynku 400, tam i z powrotem nie dojdę bez chodzika. Nie tyle co boli kręgosłup tylko nie mam siły w nogach. Wcześniej powoli, ale jako tako chodziłem. Może to z kręgosłupa. Na tomografii komputerowej wyszło, że mam 3 przepukliny w kręgosłupie i coś tam jeszcze. I po schodach ciężko mi chodzić i się schylać w ogóle jestem słaby jak mucha.

- Mam też i inne dolegliwosci - niedosłuch, wrzód itd.

Do tego kłopoty finansowe. Trzeba to i owo dokupić leki przede wszystkim, tu nie dają, trochę jedzenia, papier toaletowy, nożyki bo tu marne, drobiazgi itp. A mi zostaje z emerytury   po odtrąceniach - oplata dps i komornicy 450 z tego pieluchomajtki,  telefon. Dpsu i tak całego nie nie spłacam, ponieważ ZUS wszystkiego nie może zająć, dług rośnie. W zasadzie na inne wydatki zostaje mi ok. 150 zł na miesiąc ok. 5 zł na dzień tragedia nie wiem jak żyć głodny. Po kolacji, jest o 17 o 20 i w nocy chce mi się jeszcze jeść, w dzień z nerwów nie bardzo mogę jeść. Jeszcze z końcem roku pogorszyło się trochę jedzenie, mało wędliny, ciągle biały ser i jajka. Jakby nie pomoc znajomych to nie wiem, nie zawsze ją mam.
Strasznie się tym wszystkim zamartwiam a teraz jeszcze te pieluchomajtki. Kaplica.

Biorąc to wszystko pod uwagę muszę stwierdzić, że w tej chwili nie nadaję się do niczego. Ani do pracy, ani do samodzielnego mieszkania, ani do schroniska. Może w moim też domu byłoby łatwiej, ale zapewne wszystkie dolegliwości by nie przeszły.

Nie mam wyjścia, muszę sobie odpuścić i pokornie to znosić to co jest, moja pani Psycholog też tak uważa, a ja już nie mam cierpliwości tego znosić. Czasami mam ochotę się zabić, pomogłoby to Córce, bo przestaliby zabierać na DPS.

Nie piszę tego wszystkiego aby się użalać, choć tak to wyglada chcę po prostu w miarę obiektywnie przedstawić moją sytuację.
Chcę jeszcze raz wyraźnie podkreślić - że zdaję sobie sprawę, że ta sytuacja to przede wszystkim moja wina. Jednak czasu nie cofnę i muszę z tym żyć.

Jak można mi pomóc?
To proste - Psychologa, psychiatrę i mitingi Anonimowych Alkoholików tu mam. Bardzo brakuje kasy i jedzenia, ale i każde słowo wsparcia równie bezcenne.

Każda pomoc byłaby zbawieniem.
Trochę osób wpłaciło na zrzutka.pl
https://zrzutka.pl/9ryut5, ale mało.

Próbuję wykrzesać z siebie trochę nadziei, lecz ciężko mi to

Może Bóg, czy Los dadzą mi szansę abym mógł to i owo jeszcze naprawić, ale z tymi chorobami będzie ciężko.

Mam jednak cichą nadzieję, że - odpukać coś się zmienieni na lepsze - moje myślenie, okoliczności i będę mógł o tym napisać.

Pozdrawiam Czytelników!










niedziela, 1 września 2024

UWAGA Zmiana adresu!

Drodzy czytelnicy!


Ponieważ przedłużenie domeny na kolejny rok z końcówką .pl czyli - www.problems.pl kosztuje ponad 200 zł, których nie mam, muszę wrócić do pierwotnej domeny -

problems-aude.blogspot.com 

pod którą blog będzie funcjonował, jest bezpłatna od Googli.

Jednak z tą zmianą adresu wierzą się pewne niedogodności. Muszę w tym dopisku to wyjaśnić. Odnośniki, linki do poprzednich stron bloga nie będą się otwierały.
Np. link -
https://www.problems.pl/2019/02/jeszcze-o-sensie.html

, który był wcześniej trzeba zmienić na link -

https://problems-aude.blogspot.com/2019/02/jeszcze-o-sensie.html

żeby się poprawnie otwierał. Zmienienie wszystkich /postów jest chyba ok. 200 jest bardzo pracochłonne, prawie nie wykonalne/. Linki do materiałów zewnętrznych są aktualne chyba, że jakaś strona zginęła.


Skąd AUDE?

Trafnie i blisko mojemu widzeniu pomagania oddaje opis tego terminu, wyrażony przez jednego z moich Mistrzów znanego Psychoterapeutę, Naukowca i Pedagoga. Ideę tę można wyrazić skrótem AUDE.
Akceptacja – drugiego człowieka;

Uczestniczenie – bycie z nim, nie pozostawianie go samotnym:

Dzielenie się – swoim doświadczeniem:

Empatia – umiejętność postawienia się w jego sytuacji.

Jest to towarzyszenie drugiemu człowiekowi w drodze do wprowadzaniu zmian. Odważ się zmieniać siebie! Sapere audet! - odważ się być mądrym. Ten sposób podejścia proponuję zarówno pomagaczowi, terapeucie, pedagogowi, jak i rodzicom, przyjacielowi, czy małżonkowi.



Już chyba o tym kiedyś pisałem, a może w poprzednim blogu, bo miałem - www.problems.com.pl ale zginął.

Są to myśli, które wywodzą się z założeń od dawna proponowanych przez pedagogikę i psychologię humanistyczną i ich przedstawiciela Carla Rogersa słynnego pedagoga, terapeutę i badacza. Namawiam zatem w pewnym sensie do powrotu ku źródłom. Moja idea polega na tym, aby to przesłanie stosować w życiu codziennym przez wszystkich, którzy pragną zmian i tych, którzy towarzyszą nam w zmianach. 
W dzisiejszym świecie pełnym pozorów nie jest takie proste, jakby się mogło wydawać. Pomimo to stawiam na autentyczność w kontaktach człowieka z człowiekiem.

Dla mnie teraz istotnym może być myśl Rogersa -
Jest ciekawym paradoksem to, że dopiero kiedy zaakceptuję siebie takiego, jakim jestem, mogę się zmienić.

Zapewne przy poszukiwaniu rozwiązań, wyjść z mojej sytuacji będę jeszcze nawiązywał do humanistycznego aspektu pomagania, ale na razie zajmę się bardziej przyziemnymi rzeczami potrzebnymi do pomocy samemu sobie teraz.

sobota, 10 sierpnia 2024

Psychiatria.


Znowu muszę pojęczeć niestety, ponieważ było źle i dalej jest nie tak jak być powinno. Nie chce mi się teraz pisać choć lubię i w ogóle nie chce mi się nic robić, ale się zmuszam i piszę. Jakakolwiek aktywność wpływa dobrze na moje samopoczucie.

Nie wiem na ile jeszcze obchodzą kogoś moje losy, ponieważ niezbyt wiele osób czyta blog, może mają dosyć użalania się, no i brak nowych postów może zniechęcać. Również dużo osób z mojego otoczenia unika kontaktu ze mną, w kółko to samo i mają dosyć, jednak piszę mimo to. Ale naprawdę trudno napisać, powiedzieć coś optymistyczngo, moja sytuacja jest trudna i nie bardzo widać poprawę,  choć zdaża się czasami malutka iskierka optymizmu.

Podczas rocznego pobytu Szpitalu Neuropsychiatrycznym i potem podczas półrocznym pobycie w dpsie mój stan psychiczny i co za tym idzie fizyczny nie poprawiał się. Wciąż - rano tragedia telepie jak po długim piciu, potem coraz lepiej,  wieczorem całkiem dobrze. Jedne z typowych objawów depresji.

Wobec tego poszedłem do Klinikę Psychiatrii, gdzie teraz jestem. Już nie miałem i nie mam żadnego innego pomysłu, a wiele osób mówiło, że tu jest lepiej i że pomogą.
Szczęście, że zawieźli samochodem z DPSu, bo sam w tym stanie bym nie dojechał.

Podobno w Klinice są lepsze efekty niż w Szpitalu Neuropsychiatrycznym gdzie byłem przez rok, zresztą prawie bez poprawy, nie wiem - zobaczymy. Na razie jest tragicznie nic nie pomaga, jest gorzej niż w DPSie. Cierpię okrutnie, nie da się opisać. Do obiadu czasami leżałem bez życia. Po południu odrobinę lepiej, ale nie za bardzo, chociaż ostatnio jest pewna poprawa, ale głównie wieczorem.




Koledzy zachwalali, w internecie były różne opinie o Klinice.
Jednak trochę przereklamowana ta Klinika. Mam podobne podobne objawy jak dpsie. Dali Ketrel, Absenor, Prebalgin, Asertin i witaminę D potem Duloksetynę.
To można było brać i brałem na wolności dopóki była kasa, ale
psychoterapii tu nie ma, o czym wiedziałem, jest tylko psycholog, przydałby mi się.
Czasami nie wiem po co tu przyszedłem, ale jakbym nie przyszedł bym nie wiedział jak tu jest i narzekałbym.
Ale ogólnie lekarze i obsługa w porządku.

Jeszcze tylko to palenie co 2 - 3 godziny na balkonie, co może to głupie, ale dla mnie straszne, nie ma palarni. Nawet sznurówki tu zabrali i metalowe konserwy, przesadzają. Na każdą uwagę mówią, że mogę pójść gdzie indziej.

Ostatnio odrobinę lepiej. Tylko  szczególnie rano - źle bardzo, telepie, słaby, nie mogę wstać i jeść. Głową chce, ale ciało odmawia posłuszeństwa.
Leki dają podobne co już wcześniej brałem i nie pomogły to jak teraz pomogą?

Niby się interesują, zmieniają leki mówią, że trzeba czasu, aby zaczęły działać, ale ja może przemądrzały jak niektórzy mówią, nie bardzo w to wierzę.

Według mnie nie jest to kwestia leków
Uważam, że jest znikoma szansa na poprawę, przyczyny są w głowie jak nieraz wspominałem -

- po ostatnim ciągu dwa lata temu, kiedy już byłem na prostej i wszystko straciłem jest żal po stracie, wyrzuty sumienia itp. nie dają mi spokoju i powodują takie stany;
- Ani DPS, ani szpital nie są miejscami dla mnie, poza tymi zaburzeniami depresyjnymi jestem jeszcze sprawnym człowiekiem z niewielkimi defektami fizycznymi np. bardzo kłopotliwy pęcherz neurogenny.

Mówią niektórzy - weź się w garść itp. Jest to bardzo przykre dla chorego, ponieważ nikt nie chce chorować, chciałbym żyć normalnie, ale ciało odmawia posłuszeństwa. Ludzie w to nie wierzą, przy depresji tak jest.

W Klinice jak to w szpitalu nie najlepiej karmią, kolacje takie sobie i wcześnie. Pomimo tego, że nie bardzo mogę jeść przed obiadem wieczorem bym coś zjadł jak to przy depresji, wieczorami bywam głodny, a nie bardzo mam za co dokupić z tych 400zł co zostaje z renty po odtrąceniach nie bardzo jest jak co kupić. Po niezbędnych wydatkach zostaje ok. 100zł na miesiąc, co za to można kupić?
Na razie pożyczyłem trochę od życzliwych znajomych i kolegów. Inny przynosi mi czasami drobne produkty - szyneczki, żółty ser, czekoladę. U innego mam wsparcie psychiczne, niestety finansowo on cienki jak ja.

Zwróciłem się do jednego kolegi co mi kiedyś pomagał o pomoc.
Wkurzył mnie, pisze -

więc jako ratownik zupełnie nie profesjonalny staram się nie przeszkadzać tym którzy ratować umieją. Szkoda że dyskwalifikujesz fachowców od Twoich dolegliwości.

Nie mam pojęcia na jakiej podstawie tak sądzi. Mówi, że nie motywacji do pomagania, kompletnie nie wiem o co mu chodzi, czego ode mnie oczekuje. Miałem przez rok wsparcie w szpitalu, piszę w cudzysłowie, ponieważ trudno to było nazwać wsparciem w Szpitalu Psychiatrycznym - prawie nic nie pomogło. Mam dwoje psychiatrów i panią Psycholog, biorę ich uwagi do serca. Tylko leków już nie wykupuję, bo nie mam za. Nie wiem już czy jest jakaś szansa na wyzdrowienie. No i poszedłem do Kliniki, cały czas szukam możliwości poprawy zdrowia.

Tak czy siak nie mam na leki no i na jedzenie jak wrócę z kliniki, nikt mi nie pomoże i leków nie będę kupować.
Czternastka dopiero pod koniec września. Też 17 września zostanę emerytem, ale rentę mam do 30 09. Emeryturę będą naliczać w ciągu miesiąca.

Od odpłatności za DPS MOPR w tylko symbolicznie odstąpili jednorazowo 160 zł, a liczyłem na więcej, a tak to guzik.
Za to zwiększyli odpłatność za DPS.

Z i tak niskiej renty 1770zł ZUS potrąca - na DPS 875zł, na komorników 486 do wypłaty zostaje mi 408 zł, tyle musi mi zostać według ustawy.

Pobyt w DPS oszacowano na 1239,26zł i z tego względu ośrodek pomocy społecznej, który finansuje pobyt chce abym dopłacał różnicę 1239,26 - 875,46 - to ZUS zł to jest 363,80. Nie mogę jednak tej kwoty zapłacić ponieważ muszę np. kupić pieluchomajtki, które są niezbędne przy mojej wadzie, trochę jedzenia, jakieś tanie leki, opłacić telefon, a i tak zabraknie. Niby nie mam tak dużo potrzeb, ale ten brak gotówki mocno boli, co można zrobić za 400zł.
Nie wiem co będzie dalej, może nie zostanę wyrzucony z DPSu, ale powstanie nowy dług, nie stać mnie mieszkać w DPSie.

Zadzwonili do mnie z pytaniem czy potwierdzam kolejkę do ZOLu, bo tam również składałem.
Odpowiedziałem, że raczej nie. Ale już nie wiem bo jak nie ma poprawy to może tam lepsza opieką tylko raczej nie można wychodzić, żarcie i warunki  raczej gorsze, tyle, że rodzina nie płaci. Nie wiem czy teraz Córce potrącają, bo niby pisze na jednym z portali -  zwolnienie może także nastąpić, gdy członkowie rodziny utrzymują się z jednego wynagrodzenia lub świadczenia.

Do schroniska nie nadaję się w tym stanie zresztą mnie tam nie chcą, tam trzeba być na chodzie.

Nie nadaję się teraz do samodzielnej egzystencji w tym stanie. W moim domu dałbym radę myślę, że szybko by mi przeszło, tak jak kiedyś kiedy też wpadłem w dużą depresję, ze trzy miesiące mnie trzymało - terapia, psychiatra. Jak pojawiło się rozwiązanie przeszło mi za trzy dni, tylko wtedy było łatwiej, bo mieszkałem z rodziną i miałem kasę.

Na stancji może było by lepiej tylko skąd kasę i też nie wiem, czy dałbym radę.

Złożyłem do komisji od niepełnosprawności wniosek o zmianę orzeczenia na stopień znaczny, ale nie dali chociaż stwierdzili, że nie jestem zdolny do pracy. Odwołałem się.

Złożyłem do ZUSu o niezdolność 500+ i nie dali. Złożyłem sprzeciw i stwierdzili, że jestem zdolny do samodzielnej egzystencji. Zostaje odwołanie od decyzji do sądu okręgowego - sądu pracy i ubezpieczeń społecznych /sądu I instancji/.

Złożyłem do sądu o pełnomocnika do upadłości konsumenckiej. Dostałem adwokata z urzędu, już działa, chociaż i to dobre, chociaż zapewne potrwa.

Nie wiem, bo nie mam kontaktu, czy od Córki odpłatność odstąpili choć trochę, wątpię, bo oni niechętni, składała wniosek z tego co wiem. A ja jak nie raz pisałem muszę tu siedzieć, nie nadaję się do życia. Może przejdzie, ale już czasem wątpię.

Zrobiłem rozszerzoną morfologię niby nic takiego nie wyszło
W tomografii płuc typowe zmiany. Po papierosach, lekki stan zapalny Pulmonolog dała antybiotyk.

W tomografii kręgosłupa wyszły zmiany m.in. 3 przepukliny, niby mówią, żeby się tym nie przejmować. Nie boli, ale był czas, że bardzo bolało, teraz tylko rano trochę w krzyżu.
W TK głowy jakiś zły przepływ krwi. Neurolog dał skierowanie na Doplera żył szyjnych, niby nic takiego w moim wieku.

Dobrze, że u urologa prostata OK, tylko ten pęcherz neurogenny, a to bardzo upierdliwe. Lek Adablok trochę pomaga.

Opisałem co u mnie słychać, w następnym poście spróbuję się zastanowić co dalej.