Już może kiedyś wspominałem tu w Domu Pomocy Społecznej nie mam z kim porozmawiać, trochę z panią Psycholog parę słów z pracownikami, dłużej rozmawiam z kolegą, który ma podobne problemy tyle że telefonicznie a to nie całkiem to.
Dlatego tu trochę samolubnie piszę o swoich przemyśleniach i przeżyciach. Z tym pisaniem łatwiej mi się żyje, może ta pogaduszka zamieni się kiedyś w rozmowę z Czytelnikiem. Na razie głównie rozmawiam sam ze sobą na sam.
Teraz wzięło mnie na odstawienie palenia. Wkurza mnie ten pomysł choć od dawna o tym myślałem /tylko myślałem/ to teraz jest to poniekąd wymuszone, bo jestem teraz w tragicznej sytuacji finansowej, co prawda paliłem tani tytoń, ale jednak też on kosztuje. Oczywiście chcę też wyzwolić z niewolnictwa. Ciągłe myślenie, żeby wziąć fajki, szukanie miejsc gdzie można zapalić, a z tym coraz trudniej itp.
Poza tym jest też zmarnowany czas na robienie fajek.
O zdrowiu i chorobach nie chcę nawet myśleć - system iluzji i zaprzeczeń.
Rzucenie picia alkoholu przyszło mi bardzo łatwo, po prostu któregoś dnia stwierdziłem, że to mi niepotrzebne i uwierzyłem, że da się żyć bez picia, coś mnie oświeciło nie wiem co, nie umiem na takie pytanie dlaczego to się wydarzyło - odpowiedzieć, jakby coś z nieba rypło. Może Siła Wyższa, Przypadek, Bóg? Wierzę, że jest COŚ, nie umiem tego nazwać, w ogóle to jestem niepraktyjący.
Od tego momentu przestałem całkiem myśleć o alkoholu. Śnił mi się tylko może ze 2 razy. Miałem jeden kryzys jak się zakochałem niedługo po zaprzestaniu picia. Szedłem już do Trzynastki żeby się napić, na szczęście była zamknięta więc zwróciłem się do Chmielnej i mi po drodze przeszło. Wróciłem do domu, popłakałem, zadzwoniłem do telefonu zaufania i to był jedyny kryzys alkoholowy w tym czasie. Nie robiły na mnie wrażenia stoiska z alkoholem ani spotkania gdzie był spożywany alkohol chyba, że głównym celem spotkania było picie alkoholu wtedy omijałem. Same dyskusje pijanych ludzi były już wystarczająco odstęczające.
Nie piłem 24 lata, ale wróciłem i teraz zaczynam od początku. Zacząłem nie przestrzegać zaleceń dla zdrowiejących alkoholików, brałem lek krople na alkoholu i się zaszczepiłem. Piszę o tym w poście Równia pochyła.
Alkohol dla mnie znowu teraz nie problem, ale fajek się boję.
Ale wróćmy do palenia. Przypadek czy opatrzność prawiły, że akurat trafiłem na książkę Allana Carr'a Prosta metoda jak skutecznie rzucić palenie.
W zasadzie czytała mi aplikacja Eleven Reader głosem Piotra Fronczewskiego z pliku pdf. Fajnie słucham i trochę czytam, bo jestem wzrokowcem.
Allan koncentruje się na obalaniu mitów dotyczących palenia w które wierzymy, nie straszy tylko skupia się na sposobie zmiany przez palacza przekonań odnośnie palenia. To podejście jest bardzo blisko mojemu stosunku do picia alkoholu trochę to wspominałem.
Ogólnie zgadzam się z Autorem tylko 2 zastrzeżenia -
- Carr pisze, że pierwszy papieros nie smakuje i wywołuje złe objawy nudności, wstręt itp. U mnie nic takiego nie było. Pierwszy Klubowy w komórce na podwórku bardzo mi smakowa. Paliłem pomalutku, w początkach nie zaciągałem się, ale potem i tego się nauczyłem.
- Allan twierdzi, że fajki śmierdzą i są odrażające. Mi tam nic nie śmierdzi i bardzo mi smakują szczególnie z rana wtedy aż mnie ssie.
W sumie palenie jest bardzo podobne do innych uzależnień na przykład alkoholizmu. Przy uzależnieniu od papierosów negatywne skutki widać dużo później i przeważnie nie wpływa ono tak na otoczenie chociaż czasami trochę tak. Przy uzależnieniu od alkoholu skutki widać od razu choć wysokofunkcjonujący uzależnieni mogą żyć wiele lat bez prawie niewidocznych dla otoczenia konsekwencji.
Dlaczego czasami używam określenia osoba uzależniona od alkoholu, a nie alkoholik?
Otóż określenie alkoholik chociaż przydatne dla alkoholików, ponieważ pomaga rozbroić ich SIiZ to jest też stygmatyzujące, a jest to przecież choroba jak inne. Jarosław Polanowski, który pełnił dyżury w Niebieskiej Linii opowiadał jak to zadzwoniła pewna kobieta i opowiadała swoją historię. Prawnik dopytał - jest pani ofiarą? Na to ona - I pan też mój mąż tak właśnie ciągle mówi. Czasami lepiej użyć określenia - osoba doznająca przemocy.
O różnych aspektach różnorodnych rodzajach uzależnień jest wiele książek, które warto poczytać na przykład -
Skończyłem czytać książkę Allana i mam mieszane uczucia. Między inny trochę boję skutków odstawienia palenia, ponieważ palę 50 lat i sobie zapewne głupio wymyśliłem, że organizm tak się przyzwyczaił, że jak nie dostanie nikotyny to zachoruje. Psyche też mocno się przyzwyczaiła do odruchu i będzie pewnie pustka bez palenia. To jest moja jedyna rozrywka w tej chwili. Oczywiście zdaję sobie doskonale sprawę, że to są durnowte dywagacje, rozum to wie, ale uczucia nie bardzo.
Doświadczenia na razie mam takie -
- jak już się położę do łóżka trochę przed zaśnięciem oglądam film czy czytam to już nawet wcale nie myślę o paleniu;
- też jak się czym zajmę pisanie, jakieś masterkowanie i się wciągnę to szkoda mi czasu na palenie;
- miałem dyżury w punkcie interwencyjnym do spraw przemocy po 3 godziny i dłużej, nie myślałem o paleniu.
Są to pewne moje zasoby, które można wykorzystywać przy wypełnianiu pustki po papierosach. Jest jeszcze taki problem, że nie umiem odpocząć, zrobić sobie przerwy bez papierosa.
Obiecałem sobie ostatnio któregoś dnia, że już od jutra nie palę. Przyznam się - na razie nie wyszło, rano wstaję rozbity pomimo, że normalnie spałem i przez 2 godziny dochodzę do siebie. Wiem, że przy depresji to normalne, ale mnie to denerwuje, chcę szybko wyzdrowieć. Widać jeszcze całkiem nie przeszło też ogólnie słaby jestem, trzeba ćwiczeń fizycznych to uwalnia serotoninę, trochę zacząłem spacerować.
Na razie zastosowałem metodę, której stanowczo nie poleca Carr, ograniczyłem palenie. Uczę się wykonywać czynności teraz pisanie i czytanie, spacer bez potrzeby ciągłego sięgania po papierosa. Pisze autor, że przy takiej metodzie palacz okrutnie się męczy, na się nie męczę, zakładam sobie, że np. piszę przez 2 godziny i piszę. Najgorsze są ranki. To oczywiście jest metoda przejściowa, sądzę, że stosunkowo szybko dojrzeję.
Tu podobnie jak przy alkoholiźmie w okresie abstynencji jeden kieliszek może z prawie stuprocentowym prawdopodobieństwem sposowidować nawrót picia, z paleniem u zaawansowanego palacza tak samo, jeden papieros w czasie odstawiania 99,99 % powoduje powrót do palenia.
Będę na bieżąco informować co z tego wyszło. W następnym poście podzielę się planami odnośnie dalszego pisania.