Nim
przejdę do zagadnienia, które mnie w tej chwili najbardziej
interesuje –
Co
mam zrobić, a w zasadzie, co przede
wszystkim chcę zrobić, aby po przerwaniu bardzo
długiej abstynencji wrócić do normalnego życia –
Napiszę
jeszcze o dwóch rzeczach.
Pomimo
olbrzymich strat jakie w ostatnim czasie poniosłem – swoją
historię opiszę w skrócie na osobnej stronie – myślę, iż
dużo, a może więcej, mogę jeszcze w życiu zrobić. Oczywiście,
jak zwykle piszę, to są propozycje dla mnie, jak ktoś chce z nich
zaczerpnąć to bardzo proszę.
Ogólnie
– mam wiele pomysłów na życie, na działanie /może wbrew
pozorom to wszystko odpukać, jednak może było po coś?
szkoda, że takim kosztem, ale nic darmo w życiu chyba.
Zaczynam
dostrzegać oprócz strat zyski – dużo lepiej siebie ostatnio
poznałem, wzrosło moje poczucie wartości, nabrałem siły do
działania. Wiąże się to też na pewno z polepszeniem zdrowia. Od
lipca mam różne dolegliwości niewiadomego pochodzenia, może nie
bardzo ciężkie, ale bardzo chwilami męczące, ma nadzieję, że w
końcu, odpukać wrócę do pełni formy, jeszcze nie do końca jest
tak jak powinno być.
Są
dwie rzeczy, które chcę brać pod uwagę, żeby trzeźwieć i coś
w życiu zrobić
Na
trzeźwienie, czy wychodzenie z kryzysu składają się dwa elementy,
nazwałem je sobie –
IDEOLOGIA
i
PRAKTYKA
Pod
hasłem – ideologia – rozumiem to o czym już
trochę pisałem wcześniej przyjęcie istotnych celów dla mnie
celów dla, dla których chcę żyć, szukanie odpowiedzi na pytanie
– PO CO?
Pod
hasłem – praktyka
– rozumiem codzienne, działania, czynności mające na celu
wzmacnianie, zwiększanie prawdopodobieństwa utrzymania abstynencji,
profilaktykę np. –
- zalecenia dla zdrowiejących alkoholików;
- Program HALT;
- Program 24 godzin;
- doskonalenie asertywności;
- modlitwa o pogodę ducha;
- itd.
Gdzieś
pomiędzy tymi dwoma kwestiami umieściłbym hasło ZAMIANA
PRZEKONAŃ.
Przez
pierwsze parę lat mojej pierwszej, długiej abstynencji pojawiało
mi się przekonanie -
jak
do końca moich dni nie będę już pił, to nigdy nie zaznam w życiu
chwil w pełni szczęśliwych. Później zmieniłem to przekonanie,
przeżyłem w ciągu 26 lat abstynencji wiele bardzo radosnych
momentów, czułem wtedy, że żyję, kojarzy mi się taki stan z
piosenką - I'm Alive / Żyję i jej wykonaniem przez Céline Dion –
https://www.youtube.com/watch?v=JIDqBlBOLdg
– oczywiście nie zawsze muszę śpiewać, zdarza się, że ciesze
się w głębi duszy, odczuwam spokój, zadowolenie.
Przykład
dialogu ze swoimi przekonaniami podają między innymi –
Allen
Carr – 7 mitów obalonych
i
Albert
Ellis – twórca racjonalno-emotywnej terapii behawioralnej /REBT/
– Terapia krótkoterminowa : lepiej, głębiej, trwalej. Raczej
fachowa pozycja - ale
parę rzeczy można wziąć.
Doszedłem
do wniosku, że gdyby nawet wynaleziono lek, sposób na powrót do
kontrolowanego picia, to nie byłby mi on potrzebny. Jakbym miał
wracać do myśli o piciu, nie pić momentami na siłę,
wytrzymywać, to przez
te lata bym zwariował. Po pół roku abstynencji miałem jeden
nawrót chęci napicia. Alkohol stał się dla mnie substancją
obojętną, jest bo jest tak jak wiele innych produktów, których
nie używam. Może to się wydawać niektórym dziwne, ale tak
miałem.
Oczywiście
były trudne chwile, jak to w życiu. Niektórzy określają je jako
tzw. nawrót /nawrót – jako kryzys bez uświadomionej sobie
chęci napicia się, wzięcia narkotyku, powrotu do hazardu itp./ ja
osobiście nie odróżniam nawrotu od sytuacji stresowej –
przewlekłego stresu.
Jak
go zwał tak zwał w każdym razie dobrze, jak zauważę, że coś w
życiu dzieje się nie tak i będę temu przeciwdziałał. Nie musi
taki dołek zakończyć się zapiciem, ale może skończyć się
różnie –
- nerwicą, depresją /używam potocznych określeń/;
- rozwodem;
- wypadkiem z rozkojarzenia;
- a nawet samobójstwem.
Pytanie
– Dlaczego skoro tak
sobie ładnie wymyśliłem wróciłem do picia?
- o tym będzie w następnych postach i na stronie o mnie.
Dodam
jeszcze dwie uwagi.
Za
najważniejsze, za JĄDRO w drodze do trwałej abstynencji, a szerzej
w dążeniu do trzeźwości uważam – ideologię. Jeśli wiem,
jestem przeświadczony dokąd idę, jaki mam cel, praktyka, technika
są mniej ważne, co nie znaczy, że niepotrzebne.
Na
przykład – jeśli nie nauczyłem się ładnie, asertywnie odmawiać
częstowania alkoholem, czy odmawiać udzielenia pożyczki itp. to
jeśli widzę cel odmówię, może w sposób mniej elegancki,
nieasertywny. Jeśli nie przestrzegałem HALTu, jestem głodny,
zmęczony i chcę się napić to się nie napiję, jak już teraz
wiem o co w życiu mi naprawdę chodzi. Może to jest i trochę
kontrowersyjny pogląd.
Oczywiście
nie wiem gdzie jest to największe – PO
CO? Ja
tak do końca Nie wiem do czego to wszystko zmierza. Po co się
staram, wyznaczam sobie cel napisanie książki. Na krótka metę
wiem – mam że ta książka komuś pomoże i mi też psychicznie i
nie ukrywam – finansowo. Chcę nawiązać znowu relacje z rodziną,
bo razem fajniej, robię zdjęcia, żebym ja i bliscy mieli pamiątki.
Ale za 200, 1000, 10 000, 100 000 lat nic z tego nie zostanie
materialnie i może duchowo /a może jednak coś zostanie?/. Już
teraz mam stare zdjęcia na których nie mogę niektórych osób
poznać, A może jednak coś zostanie. Nie jestem w tej chwili
praktykujący religijnie, zraziłem się do instytucji Kościoła,
chociaż wiem że tam duchowni są różni dobrzy i źli, jak
wszędzie. Poznałem paru wspaniałych księży, czytam Tygodnik
Powszechny /niektórzy uważają, ze nie jest katolicki. Czytam
Księży Bonieckiego, Tichnera.
Jest
taki wątpiący, trochę wierzę, że jest jakaś Siła Wyższa, Bóg
w jakiej postaci, że coś tam jest. Podobno nie można być trochę
w ciąży – tak mi odpowiadają moi adwersarze na taką myśl, a ja
tak mam i już.
Jednak
obecnie mimo wszystko z pasją wyznaczam sobie duże cele, wierzę,
że to wszystko – ma sens, ma sens...
Jak
się ktoś pyta – po
co mi to, po co to robię?
– odpowiadam – po
gó..o.
Oczywiście
każdy może wyznaczyć sobie jako cel główny różne cele np.
poprawa nawiązanie relacji z rodziną, ja postawiłem sobie taki cel
główny dosyć wysoki, ale to nie znaczy że np. dochód, rodzina,
mieszkanie nie jest dla mnie ważna wręcz przeciwnie
Szczególnie
na początku drogi te cele bywają bardziej jakby bliższe, ale też
nie sądzę aby trzeba było zbytnio ograniczać – warto może
odważyć się na odrobinę szaleństwa – odważ się, mówię
sobie też – Sapere AUDE
– miej odwagę być mądrym.
A
teraz na nowej stronie i w następnych postach powiem parę słów o
sobie.
Nie
będę opisywał teorii na temat uzależnień, motywacji, rodziny na
te tematy jest wiele książek, stron, szkoleń, terapii. Jak znajdę
coś wartego polecenia dopiszę na stronie – Co czytam i słucham
https://problems-aude.blogspot.com/p/co-czytam-i-sucham.html
Zajmę
si uporządkowaniem swoich doświadczeń, przeżyć obserwacji.
Na razie
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz