Nasila mi się pieczenie języka, ciężko jeść i się skupić, nie chce mi się pisać. W ogóle nic mi się nie chce mi się robić ostatnio szczególnie, tylko palić mi się chce, a i to przez język ciężko.
Może to wynikać trochę z tego, że czas płynie, ja powinienem robić teraz co innego - pracować np. Z drugiej strony pobyt w szpitalu pozwala mi na chwilę refleksji, na zastosowanie autoterapii, na wolności zapewne nie miałbym czasu, prę do przodu, łatwo wtedy się zagubić.Gdy zastanawiałem się nad tym "niechceniem" uświadomiłem sobie, że taki stan to dla mnie wybitny wyzwalacz.
Kiedy pracowałem jako asystent rodziny w pomocy społecznej i miałem pisać kwity, i mi się nie chciało, to stosowałem kropelki i wtedy jakoś szło. Nie upijałem się całkiem, ale byłem w stanie wskazującym. Pracę z klientami /niektórzy nie lubią tego określenia/ lubiłem, ale jak przyszło do sporządzania planów i raportów robiło mi się niedobrze.
Jak byłem na pierwszych studiach, politechnice /przez 6 lat zaliczyłem 2,5 roku/ i trzeba było zrobić duży projekt za 3 dni /bo wcześniej spędzałem czas na piwie/ popijałem powoli koniak, bo inaczej nie dałbym rady przez 2 nocy bez dopalacza.
W związku z tym wyzwalaczem pomyślałem sobie, że warto by sobie zrobić listę wyzwalaczy - zachętek jak mówi moja pani Dr.
Po co ostatnimi czasy zaczynałem pić praktycznie zaraz po wyjściach ze szpitala?
A no chciałem się odprężyć, zapomnieć i oczywiście sobie myślałem - tylko dzisiaj trochę, na drugi dzień kac i wiadomo... , a kasa była.
Inne moje wyzwalacze -
- rozmyślanie nadmierne o przeszłości i o przyszłości;
- myli z tym związane - co by było gdyby;
- przeziębienie, oskrzela lekka temperatura tak 37,2;
- nerwy związane z pęcherzem; neurogennym lub chorym językiem;
- niewyspanie - jak łyknę aktywność wraca.
Jest tego trochę - każdy powód dobry.
A u podłoża tego wszystkiego dwie rzeczy -
- nieuznanie bezsilności wobec alkoholu, trudne, bo wiele razy się udawało nie upić, ale to lotroteria, przeważnie kończyłem ciągiem.
- i poczucie małego sensu w życiu, brak fajnego celu.
O większości moich zachętek wiedziałem już dawno - no i co z tego. Myślę, że główna przyczyna to brak określonego celu w życiu.
Źródło - pixabay.com
U mnie jest jeszcze taka kwestią, że nie umiem sobie wrzucić na luz. Mam zakodowane że zawsze trzeba coś konstruktywnego robić. Jak nie piszę /to też jakiś rodzaj pracy/ i nie pracuję to mam wyrzuty sumienia. A przecież nie zawsze muszę coś robić, choć są sytuacje że muszę. Może jak się nic mi się nie chce to sygnał od organizmu, że trzeba się poobijać.
Czy przed zapiciem pojawią się naprzód emocja, czy myśl? Zastanowię się w następnym poście.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz