niedziela, 8 marca 2020

Szpital - dziennik 08.03.2020


No i znowu kombinuję jak wrócić do pisania. Na przeszkodzie wszelkiej aktywności czy to w szukaniu pracy, czy pisaniu, czy spotykaniu się z ludźmi lub nauce stanęła przewlekła infekcja oskrzeli.



W tym miejscu opiszę jak to u mnie z tymi oskrzelami jest. Od kilkunastu lat zapadam co roku lub co dwa lata na trudne do zwalczenia infekcje układu oddechowego. Dwie, trzy serie antybiotyków i przechodzi z trudem. Jak wspomniałem w wątku – Moje dzieje, a poście – Mama i Morze Czarne  od dziecka miałem skłonność do przeziębień.








W tym miejscu nawiążę do jednego z objawów choroby alkoholowej zawartych w definicji Światowej Organizacji Zdrowia w proponowanej X wersji Klasyfikacji Chorób, Urazów i Przyczyn Zgonów (ICD-10) –

8. picie alkoholu pomimo wyraźnych szkód (fizycznych psychicznych i społecznych), o których wiadomo, że mają ścisły związek z piciem. /za: Woronowicz Bohdan T.: Alkoholizm jako choroba. Państwowa Agencja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych, Warszawa1994, s. 50-51/.



Ta część definicji bardzo do mnie przemawia i myślę, że dobrze opisuje też istotę innych uzależnień zarówno od substancji /narkotyki, tytoń/ jak i zachowań /hazard, złość/.

Ktoś powie -
   
– Jak palę to szkodzę tylko sobie.

– Guzik prawda. Smród wącha rodzina, tracę pieniądze, społeczeństwo płaci za leczenie. Choć jeśli chodzi o pieniądze państwo ponosi co prawda koszty leczenia, ale oszczędza na przykład na emeryturach ponieważ palacze rzadziej dożywają emerytury. Ma też zyski z akcyzy.


Odnośnie mojego palenia to pasuje mi jeszcze jedno określenie –

…jak mówi przyjaciel ruchu AA dr William Silkworth: „... obsesja umysłu i alergia ciała”

/Kinney Jean, Leaton Gwen, Zrozumieć alkohol. Państwowa Agencja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych,Warszawa1996, s. 63/.



Palę około 45 lat i narzekam na infekcje w płucach i na to, że Żona miała pretensje do smrodu – trudno to inaczej określić jak zaburzenia umysłowe.

Ktoś powie –

  • Nic mi nie jest płuca mam zdrowe pomimo tego, że palę wiele lat a Wisława Szymborska kopciła do śmierci a żyła prawie 90 lat.
  • Jakiś argument to jest ale po pierwsze jak popatrzeć na palenie z boku to tak czy siak to głupota. Po drugie jak pokazuje krzywa Gaussa obrazująca rozkład tzw. normalny prawdopodobieństwa o której pisałem wcześniej, większość palaczy choruje a przypadek pani Szymborskiej czy Churchilla znajduje się na początku krzywej czyli inaczej mówiąc takich przypadków jest stosunkowo mało.



Tym razem zaczęło się listopad-grudzień w szpitalu psychiatrycznym, o czym wspominałem – Niepewna przyszłość – dziennik 12.12.2019. Jak zwykle pani Doktor w psychiatryku nie chciała dać od razu antybiotyku ponieważ teraz taka moda, że się ich unika. Ogólnie zapewne takie, u przeciętnego człowieka przechodzi po polopirynce ale u mnie, a wiem to z wieloletniego doświadczenia, wygląda to trochę inaczej. Na wolnościnie czekam na rozwój wydarzeń tylko ordynuję sobie zaraz antybiotyk. Jak wyszedłem ze szpitala z miejsca poszedłem do lekarza rodzinnego, który potem skierował mnie do pulmonologa, ponieważ nie miał już pomysłu a nie przechodziło. W sumie styczeń-luty wziąłem około sześciu antybiotyków. W końcu pulmonolog skierował mnie do szpitala. Wahałem się czy iść ponieważ ponad tydzień temu zacząłem czuć się dobrze normalnie chociaż jeszcze kaszlę do dzisiaj i temperatura lekko skacze.

Przez te dwa miesiące czułem się fatalnie, byłem jakby na kacu albo przy grypie, ale jak to zwykle u mnie temperatura była najwyżej 37,3, taką mam wadę, ze nie gorączkuję, czasami do tego były takie nawroty depresyjne i chyba wrzód trochę się odnowił. Przykre było to, że wiele osób nie rozumiało mojej choroby, ponieważ z boku wyglądało to tak jakbym się pieścił ze sobą a ja zdychałem – rano wstać nie mogłem, brak apetytu, słaby jak mucha.



Zdecydowałem się jednak pójść do szpitala chorób płucnych w którym obecnie jestem. Pomyślałem trochę za namową lekarzy, że jak nie pójdę to lekarze powiedzą, że nie chcę się leczyć i się obrażą.

Na razie stwierdzono, że jeszcze jakaś drobna infekcja jest, coś trochę jeszcze słychać w płucach. Zalecono plwocinę do badania, jak coś urośnie to dadzą antybiotyk i wypiszą chyba w środę, jak nie to pani Doktor proponuje że też wypiszą i będę czekać na możliwość zrobienia bronchoskopii. Strasznie tego nie chcę, miałem to kiedyś, badanie bezbolesne, ale bardzo nieprzyjemne. Jak mi robili w innym szpitalu to dali jakiegoś głupiego Jasia i nie bardzo wiedziałem co się ze mną dzieje. W ogóle mam dosyć tych badań, rury wsadzali mi już wszędzie jeszcze do – żołądka, penisa, jelita grubego.



Tak że na razie siedzę w szpitalu i czekam na rozwój wydarzeń trochę denerwując się. 


Wysyłam oferty w poszukiwaniu pracy, ale nie wiem jak, na kiedy się z kimś umawiać ze względu na tę niepewna sytuację. Poza tym próbuję dalej pisać posty na bloga chociaż trudno mi się zmobilizować do pracy. Ściągam muzykę, żeby mieć co słuchać w telefonie. Mam co prawda YouTube bez limitu, ale w trasie jak odtwarzam utwory z obrazem to bateria szybko siada. Pobrałem też parę filmów. Jak kiedyś pisałem dobrze abym trochę wyluzował – obejrzał fajny film, pograł trochę, pogadał z ludźmi a nie ciągle szukanie pracy, nauka języka /zaniedbana/ – trochę HALTu słowem. W następnych postach mam zamiar wrócić do teorii choroby i poszukiwania SENSU, szczególnie w cierpieniu, jak proponuje Frankl, a ja tego kompletnie nie rozumiem.

Szpital - dziennik 08.03.2020


No i znowu kombinuję jak wrócić do pisania. Na przeszkodzie wszelkiej aktywności czy to w szukaniu pracy, czy pisaniu, czy spotykaniu się z ludźmi lub nauce stanęła przewlekła infekcja oskrzeli.



W tym miejscu opiszę jak to u mnie z tymi oskrzelami jest. Od kilkunastu lat zapadam co roku lub co dwa lata na trudne do zwalczenia infekcje układu oddechowego. Dwie, trzy serie antybiotyków i przechodzi z trudem. Jak wspomniałem w wątku – Moje dzieje, a poście – Mama i Morze Czarne  od dziecka miałem skłonność do przeziębień.




sobota, 11 stycznia 2020

Sens w działaniu i tworzeniu.

Dla mnie ważne jest zdanie  Frankla:



Logoterapia nie jest nauczaniem ani kaznodziejstwem. Równie daleko jej do logicznego rozumowania, jak i do umoralniającego napominania /s.96.



Nie da się logicznie, rozumowo wyjaśnić wszystkich naszych działań, czasami nie da się opowiedzieć po co się staram, trzeba odpowiedzieć – po gó..o.


Logoterapeuta jest pomocnikiem w poszukiwaniu sensu. Tak też traktuję tę książkę – jako przewodnik do mojego poszukiwania. Nie mam możliwości ze względu na dostępność lub brak pieniędzy skorzystania z pomocy zawodowego psychoterapeuty.


środa, 8 stycznia 2020

Sens według Frankla.

Wróciłem do lektury Victora Frankla/Człowiek wposzukiwaniu sensu/o którym już wspominałem. Teraz zauważyłem, że bliska mojemu widzeniu drogi do w miarę pełnej trzeźwości, pisałem o tym w poście Jeszcze o sensie. Wspominałem ogólnie w wątku PO CO o tym, że warto mieć CEL, a ściślej – kierunek działań ponieważ ścisłe plany to rzecz nierealna i dlatego też umieszczam ten post w wątku PO CO. Ja nazywałem to potrzebą posiadania celu w życiu, Frankl nazywa to potrzebą dostrzegania sensu w życiu niezależnie od okoliczności.




Niektóre tezy będą trochę niezgodne w opozycji niektórych myśli Katie Byron, o czym pisałem w poście Teraz i tu. Chodzi mi o kwestionowanie przez nią zadania – Moje życie powinno mieć cel. Ja przez – cel rozumiem – sens, ogólny kierunek działań w życiu. Dokładnego planu nie da się


W części pierwszej Frankl opisuje swoje przeżycia z obozów koncentracyjnych. Szczerze mówiąc przejrzałem tę część tylko pobieżnie. Nie bardzo mogę czytać o obozach, jest to dla mnie za trudne. W głowie mi się nie mieści jak człowiek człowieka może prześladować. Nie mogę zrozumieć jak Frankl, czy Stanisław Grzesiuk /Pięć lat kacetu/ mogli to przeżyć i jeszcze jak Frankl dostrzegać sens tego cierpienia, ja raczej nie dałbym rady, nie chcę o tym myśleć. Frankl dostrzega sens w tych obozowych latach i wykorzystuje te doświadczenie w tworzeniu swojego modelu psychoterapii.

W części drugiej autor objaśni zasady swojej psychoterapeutycznej doktryny, którą nazywa logoterapią. Upraszczając pisze –
w porównaniu z psychoanalizą logoterapia jest metodą znacznie mniej retrospektywną, a bardziej introspektywną. Logoterapia skupia się głównie na przyszłości, to znaczy na ty m, do czego pacjent ma w swoim życiu dążyć (logoterapia jest w rzeczy samej psychoterapią
skoncentrowaną na sensie życia). /s. 85/
Co było odkładamy na półkę i zajmujemy się tym co jest, to dla mnie szalenie trudne.
i dalej
Zgodnie z logoterapią, dążenie do znalezienia w życiu sensu jest u człowieka najpotężniejszą siłą motywującą /s. 86/.
Logos po grecku sens
Uważam że w wychodzeniu z uzależnień od alkoholu, narkotyków, leków odgrywa poszukiwanie sensu w życiu. Sens jest tym czego mi najbardziej brakuje w radzeniu sobie ze swoją sytuacją, brakuje też wielu uzależnionym. Frankl przytacza wyniki badań –

Jeśli zaś chodzi o trzeci problem /poprzednie opiszę później/, jakim jest uzależnienie, przy chodzą mi na myśl potwierdzone obserwacjami klinicznymi i danymi statystycznymi wyniki pracy Annemarie von Forstmeyer; stwierdziła ona, że aż 90 procent przebadany ch przez nią alkoholików traktowało swą egzystencję jako bezsensowną i bezcelową. Natomiast już 100 procent narkomanów badanych przez Stanley a Krippnera uważało, że ich ży cie „nie ma sensu”/s.123/

Można nie pić, aby tylko nie pić, ale trudno jest przynajmniej mi żyć bez poszukiwania sensu. Nie bawi mnie takie życie – praca, jedzenie, robienie jedzenia, sen itd. dzień taki jak w filmie Dzień świstaka. Podobne obserwacje ma autor. W innych modelach terapii kładzie się nacisk na dążeniu do przyjemności lub do wyższości.

W wynikach różnych przeprowadzanych ankiet widać, że człowiek przeważnie człowiek potrzebuje „czegoś”, dla czego mógłby żyć.

Oczywiście poszukiwanie sensu jest czasem trudne i nie gwarantuje spokoju, homeostazy, wewnętrznego spokoju przez cały czas, , prowadzić może jednak do prawdziwej Pogody Ducha i pełnej satysfakcji z życia niezależnie od okoliczności. Dla mnie jest to w tej chwili bardzo trudne – nie mam pomysłu na resztę życia oprócz takich podstawowych spraw jak praca czy mieszkanie.

Przyszłość jest teraz - pixabay.com

Wątpienie w sens życia nie jest oznaką choroby –

Stanowczo nie zgadzam się z poglądem, jakoby ludzkie poszukiwanie sensu własnej egzystencji, a nawet powątpiewanie w ów sens nieodmiennie miało swoje źródło w chorobie czy też było jej powodem. Frustracja egzystencjalna jako taka nie jest sama w sobie zjawiskiem patologiczny m ani patogeniczny m. Troska, czy wręcz lęk człowieka dotyczący sensu życia, jest wy razem niepokoju egzystencjalnego, lecz z pewnością nie choroby umysłowej./s. 89/

i dalej

Widać zatem wy raźnie, że podstawą zdrowia psychicznego jest pewien stopień napięcia – rozdźwięk pomiędzy ty m, co już osiągnęliśmy, i ty m, co jeszcze musimy osiągnąć, albo tym, kim jesteśmy, a kim być powinniśmy. Tego rodzaju wewnętrzne napięcie jest nieodłączną cechą ludzkiej natury, a co za tym idzie, niezbędnym warunkiem zdrowia psychicznego./s.91/

Te zdania nieco mnie uspokoiły, nie podejrzewałem u siebie choroby umysłowej oprócz skłonności do zaburzeń o charakterze depresyjnym, lecz jednak martwiłem się, że takie wątpliwości co do sensu życia są odrobinę nienormalne.

Wiele jest prawdy w słowach Nietzschego, który powiedział: „Ten, kto wie, dlaczego żyje, nie troszczy się o to, jak żyje”. To zdanie jest dla mnie mottem, które sprawdza się w każdym rodzaju psychoterapii /s.91/.

Z drugiej strony pewnym okresie przywiązywałem nadmierną wagę do idei pomagania, za mało troszczyłem się o to jak żyję – Żona miała o to pretensje. Truizmem jest też twierdzenie, że w dzisiejszym czasie wiele osób poszukuje sensu w życiu. Mamy niby dzięki rozwojowi nauki wiele możliwości. Mamy więcej wolnego czasu, więcej możliwości komunikacji, rozrywki nauki. Jednak wielu z nas nie wie co zrobić z wolnym czasem, kontakty nawiązywane za pomocą mediów często są płytkie i nie dają satysfakcji. Praca, rodzaj działalności biznesowej nie są dane raz na całe życie.

Nie da się ogólnie odpowiedzieć – co to jest sens życia.

Wątpię, czy jakikolwiek lekarz potrafiłby odpowiedzieć ogólnie na tak postawione pytanie. Sens zmienia się nie tylko z dnia na dzień i z godziny na godzinę, lecz także od człowieka do człowieka. /s.95./

Oczywiście oczekiwałbym, aby psychoterapeuta, mentor powiedział mi jaki jest sens mojego życia, może podpowiedzieć lecz odpowiedź muszę znaleźć sam. Podobne odczucia miałem jak pojechałem na treningi psychoterapeutyczne do Warszawy. Spodziewałem się odpowiedzi na pytanie – jak żyć? Okazało się jednak, że nikt poza mną nie odpowie na to pytanie. Psychoterapeuta może jedynie pobudzić do samodzielnego myślenia. Jednak jest to bardzo dużo. Po tych treningach moje życie zmieniło się, ja się zmieniłem, zaczynałem dostrzegać szczęście. Spróbuję w następnych postach poszukać sensu swojego życia, na razie ciężko mi to idzie.

Sens według Frankla.

Wróciłem do lektury Victora Frankla /Człowiek wposzukiwaniu sensu/ o którym już wspominałem. Teraz zauważyłem, że bliska mojemu widzeniu drogi do w miarę pełnej trzeźwości, pisałem o tym w poście Jeszcze o sensie. Wspominałem ogólnie w wątku PO CO o tym, że warto mieć CEL, a ściślej – kierunek działań ponieważ ścisłe plany to rzecz nierealna i dlatego też umieszczam ten post w wątku PO CO. Ja nazywałem to potrzebą posiadania celu w życiu, Frankl nazywa to potrzebą dostrzegania sensu w życiu niezależnie od okoliczności.

niedziela, 5 stycznia 2020

O czym będzie w tym wątku.

Na początku wyjaśnię w tym miejscu, że eksperci Światowej Organizacji Zdrowia zaproponowali nowe terminy wprowadzone w 1978. Zamiast używanych dotąd alkoholizm nałogowy lub przewlekły wprowadzono termin zespół uzależnienia od alkoholu. Zamiast szeroko dotychczas stosowanego alkoholizm, który zawierał w sobie wiele pojęć, także wszystkie patologie społeczne związane z piciem alkoholu wprowadzono terminy: problemy alkoholowe lub stany ograniczonej sprawności spowodowanej alkoholem /Woronowicz Bohdan T.: Alkoholizm jako choroba. Państwowa Agencja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych, Warszawa1994. 1994, s. 45/. 



 
Ja dla uproszczenia na określenie zespół uzależnienia od alkoholu będę używał terminów choroba alkoholowa i uzależnienie od alkoholu. Kłopotliwe i niezrozumiałe jest mówienie np.: – On ma zespół uzależnienia od alkoholu. Termin problem alkoholowy rozumiem, jak już wspomniałem jako problem wynikający z picia alkoholu bez względu na to, kogo on dotyczy. Więcej o tym co to jest choroba alkoholowa później.
Używam też czasami terminu osoba uzależniona od alkoholu, narkotyków, hazardu zamiast alkoholik, narkoman, hazardzista. Można to odebrać jako łagodzenie problemu. Mi się jednak wydaje, ze te pierwsze określenia mają wydźwięk mniej stygmatyzujący. Co prawda na mitingach AA używa się przed wypowiedzią zwrotu np. – Jan Alkoholik, czy Janina Alkoholiczka. Ma to w zamyśle na celu przypominanie sobie kim jestem i brzmi to naturalnie. Natomiast w innych okolicznościach na np. na spotkaniach terapeutycznych itp. dla mnie nie brzmi to już dobrze. Jestem przede wszystkim Jankiem, Janką a dopiero potem jedną z cech jest alkoholizm. To podobnie można by się przedstawiać – Wojtek – wrzód na żołądku. Zapewne trochę przesadzam.

Pierwszy składnik tytułu – radzenie sobie, jest propozycją dla zainteresowanych, aby bez względu na to na ile i w jaki sposób dotyczy ich problem alkoholowy, spróbowali znaleźć sposób na poradzenie sobie z nim, aby wyjaśnili sobie swoją postawę wobec niego. Mogą do tego posłużyć m. in. wypowiedzi alkoholików w części gdzie będę omawiał wyniki badań.

Tak, więc, podsumowując, chciałbym, aby ta strona mogła być pomocna osobom, których problem alkoholowy dotyka w różny sposób:

  • są uzależnione od alkoholu lub go nadużywają;
  • są członkami ich rodzin lub ich przyjaciółmi;
  • pracują w różnych placówkach odwykowych;
  • pracują w instytucjach, które uczestniczą w rozwiązywaniu tych problemów, mam tu na myśli policjantów, pedagogów, psychologów, lekarzy, sędziów, prokuratorów, kuratorów sądowych, pracowników socjalnych, księży itp.;
  • są ludźmi, którym leży na sercu dobro drugiego, chcą pomagać, pomimo tego, że nie robią tego zawodowo;
  • spotykają się z tym problemem w życiu codziennym jako sąsiedzi, współpracownicy czy przechodnie na ulicy.

Postaram się przybliżyć te zjawiska w taki sposób, aby był on interesujący dla osób:
  • znających go bardzo mało;
  • znających już trochę to zjawisko;
  • znających go od dawna, lecz mimo to, jak wiem z własnego doświadczenia, często też doświadczających poczucia bezradności wobec niego, mam nadzieję, że znajdą tu oni nowe pomysły na radzenie sobie.

Naprzód spróbuję od strony teoretycznej opisać czytelnikowi zjawiska towarzyszące używaniu alkoholu, które uważam za najistotniejsze dla zrozumienia całości zagadnienia. Podkreślam w tym miejscu wyraźnie, iż nie jest moim celem usprawiedliwianie zachowań związanych z używaniem alkoholu, celem moim jest pomoc w zrozumieniu istoty tych zachowań po to, aby łatwiej można było sobie radzić z problemem alkoholowym. Zastrzeżenie to wynika stąd, że często spotykam się z bardzo emocjonalnym podejście do problemu, a takie podejście utrudnia szukanie rozwiązań.

W pracy tej będę wykorzystywał swoją wiedzę i doświadczenie zdobyte podczas mojej pracy i działalności o czym wspomniałem tu:
  • prowadziłem zajęcia grupowe o charakterze edukacyjno-motywacyjno i wspierającym oraz udzielam konsultacji w miarę potrzeb w różnych instytucjach między innymi: w Stowarzyszeniach, w Areszcie Śledczym, w Domu Pomocy Społecznej;
  • prowadziłem zajęcia objęte programem psychoterapii uzależnień w Ośrodku Szkoleniowo-Terapeutycznym.
  • uczestniczyłem w szkoleniach organizowanych przez Centrum Edukacji i Psychoedukacji Instytutu Psychologii Zdrowia Polskiego Towarzystwa Psychologicznego w Warszawie. Były to treningi intra- i interpersonalne;
  • pracowałem w Miejskiej Komisji do spraw Rozwiązywania Problemów Alkoholowych i Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie, działającej przy Urzędzie Miasta;
  • Współpracowałem z Miejskim i Gminnym Ośrodkiem Pomocy Społecznej, a także innymi instytucjami takimi jak szkoły, policja itp.
  • Skończyłem studia – jestem z wykształcenia pedagogiem socjalno-resocjalizacyjnym;
  • Pracowałem jako asystent rodziny w Ośrodkiem Pomocy Społecznej, współpracowałem głównie z rodzinami, w których występował problem alkoholowy.

Pomimo wiedzy, doświadczenia i niby posiadanej inteligencji wróciłem do picia – pisałem o tym na stronie - Tadeusz - Pomagacz z zamiłowania.

Jednak mimo to uważam, że mogę wyżej wymienione cechy wykorzystać do pomagania ludziom i oczywiście sobie.

Omówię też metodologiczne /czyli sposób w jaki zaplanowałem badania/ podstawy badań własnych. Przedstawię cel badań, problemy badawcze, opis technik badawczych. Zaprezentuję organizację i przebieg badań, a także scharakteryzuję badane osoby. W tym miejscu dodam tylko, że celem badań jest próba pokazania jak radzą sobie w życiu ludzie uzależnieni od alkoholu, jak wiele różnych sposobów wykorzystują. Chcę udowodnić, że to, o czym piszę w części teoretycznej nie jest tylko teorią, jest również obecne w praktyce i jest możliwe do zastosowania.

Będzie też część empiryczna, w której przedstawię i scharakteryzuję wyniki badań, niektóre są trochę zaskakujące.

Na zakończenie tej części dokonam podsumowania. W następnym wątku napiszę o tym jak można określić pojęcie zdrowia oraz o przeżywaniu problemów i jakości życia trzeźwiejących alkoholików w różnych okresach trzeźwienia.

Zdjęcie - ja.

O czym będzie w tym wątku.

Na początku wyjaśnię w tym miejscu, że eksperci Światowej Organizacji Zdrowia zaproponowali nowe terminy wprowadzone w 1978. Zamiast używanych dotąd alkoholizm nałogowy lub przewlekły wprowadzono termin zespół uzależnienia od alkoholu. Zamiast szeroko dotychczas stosowanego alkoholizm, który zawierał w sobie wiele pojęć, także wszystkie patologie społeczne związane z piciem alkoholu wprowadzono terminy: problemy alkoholowe lub stany ograniczonej sprawności spowodowanej alkoholem /Woronowicz Bohdan T.: Alkoholizm jako choroba. Państwowa Agencja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych, Warszawa1994. 1994, s. 45/. 


czwartek, 2 stycznia 2020

Trochę teorii - wstęp.


Ponieważ znudziło mi się trochę pisanie o historii rodziny, postanowiłem zająć się trochę teorią. Zarówno jeśli chodzi o uzależnienia, jak i o zagadnienie ogólnoludzkie. Nie wiem też na ile dzieje mojej rodziny mogą kogoś zainteresować, ale a nuż? Poza tym opisuję je dla siebie, a przede wszystkim dla przyszłych pokoleń.

W tym wątku będę korzystał z moich prac dyplomowych – licencjackiej i magisterskiej. Będę pisał o rzeczach które są wg mnie istotne, zapewne niektóre tematy są ogólnie znane, ale chcę podkreślić znaczenie niektórych z nich. Czasami będę odsyłał do ogólnie dostępnych źródeł.




W tytule swojej pracy dyplomowej licencjackiej użyłem terminów – radzenie sobie – oraz – z problemem alkoholowym. Zacznę od wyjaśnienia tego co rozumiem przez określenie – problem alkoholowy. Może czytelnik zapytać, dlaczego problem alkoholowy, co to takiego? Dlaczego nie alkoholizm lub uzależnienie od alkoholu? Użyłem zwrotu problem alkoholowy w pełni świadomie z paru powodów.

Stracona miłość - źródło - pixabay.com


Po pierwsze:
Uważam, że zagadnienia związane z uzależnieniem od alkoholu i innych substancji są często widziane w dość wąskim zakresie.
Słyszę często głosy:
– Po co się tyle o tym mówi, przecież osób uzależnionych nie jest wcale tak dużo, są inni, którym należy się pomoc emeryci, renciści, bezrobotni, bezdomni /często związane jest to z piciem, braniem narkotyków, czy hazardem/. Tam trzeba angażować siły społeczne i środki finansowe.
Pozornie rzeczywiście tak to wygląda, ale z drugiej strony, jeśli na przykład przyjrzymy się zagadnieniu od strony liczb to wygląda to trochę inaczej. W Polsce liczbę osób uzależnionych ocenia się na około 600 – 700 tys. /Lentowicz Zbigniew: Nałóg w pełni demokratyczny. „Rzeczpospolita”, nr 105 –06.05. „PRESSPUBLICA” sp. z o.o. Warszawa 2000/. Jak do tego dodamy liczbę członków najbliższej rodziny, których w jakiś sposób dotyka ten problem to już otrzymamy parę milionów. W problemach związanych z uzależnieniem uczestniczą też czy chcą tego czy nie, znajomi, sąsiedzi, a nawet przechodnie na ulicy. Dalej, w obsługę, jeśli można się tak wyrazić, każdego alkoholika i jego rodziny jest zaangażowanych wiele różnych osób, są to pracownicy służb socjalnych, służba zdrowia, policja i wiele, wiele innych. Jeżeli teraz zsumujemy liczby to otrzymamy kilka milionów, a może osób, których dotyka problem uzależnienia w sposób bezpośredni lub pośredni.
Wspomniałem na razie tylko o osobach uzależnionych, a przecież liczbę osób nadużywających alkohol szacuje się w Polsce na parę milionów. Jeżeli teraz, tak jak poprzednio do liczby osób nadużywających dodamy liczbę osób w jakiś sposób uczestniczących w problemach związanych z nadużywaniem otrzymamy bardzo dużą liczbę. Celowo nie podaję tu dokładnych statystyk, ponieważ występuje duża rozbieżność w podawanych danych, a do naszych celów wystarczą pobieżne szacunki. Jeżeli czytelnik uważa, że podane szacunkowe liczby są za duże to namawiam do popatrzenia wokół siebie, obserwacji najbliższego otoczenia i samodzielnego oszacowania. Chcę zwrócić uwagę, ze dane, które podałem są sprzed wielu lat i nie obejmuję uzależnień od narkotyków, leków, ostatnio dopalaczy i internetu, gier komputerowych itp.

Po drugie:
Piszę równocześnie o zjawiskach uzależnienia i nadużywania nazywając je łącznie ze zjawiskami im towarzyszącymi – problemem alkoholowym, dlatego, że:
Jeżeli ktoś rozbije mi samochód osoba będąca pod wpływem alkoholu, to w sumie nie jest dla mnie najbardziej istotne, czy jest ona uzależniona od alkoholu, czy tylko nadużywa. Podobnie dla dziecka, w pierwszej kolejności ważne, bolesne i przykre jest to, że tatuś awanturuje się po pijanemu, a może dopiero później to, czy jest alkoholikiem, czy nie. Wydaje mi się, że dla przeciętnego czytelnika, który nie jest specjalistą, ważne jest to, co zrobić z konkretnym problemem. Mniej ważne, a nawet niewskazane jest samodzielne rozpoznawanie czy ma do czynienia z nadużywaniem, czy z uzależnieniem.

Podobnie zajęcia, które prowadziłem w stowarzyszeniu abstynenckim nazywałem: zajęcia dla osób z problemem alkoholowym, ponieważ są one przeznaczone dla wszystkich chętnych, którzy mają kłopoty związane z piciem alkoholu i trudno wymagać, żeby od razu wszyscy przychodzący umieli się określić i odnaleźć.
Nadużywanie alkoholu prowadzi bardzo często do uzależnienia, oba te zjawiska ściśle się łączą, będę pisał o tym w dalszej części pracy.

Po trzecie:
Jak wynika z doświadczenia bardzo często jest tak, że problemu nie ma osoba pijąca, nadużywająca lub uzależniona, inaczej mówiąc nie widzi tego problemu. Problem ma, widzi go, osoba z rodziny lub osoba mająca jakieś kontakty z pijącym, a chcę, aby praca ta była pomocna temu, kto ma problem. Prawdziwy alkoholik na początku swojej drogi do trzeźwości przeważnie problemu nie widzi lub widzi go całkiem inaczej.

Po czwarte:
Zagadnienia związane z problemami alkoholowymi są bardzo często ujmowane dość jednostronnie, to znaczy przeważnie książki i opracowania przeznaczone są specjalnie dla osób uzależnionych albo współuzależnionych, albo pracowników rożnych służb itp. Ja chciałbym, aby z tej strony mogli równocześnie korzystać wszyscy, którzy chcą poznać , może ułatwi to wzajemne bliższe poznanie. Moim zdaniem takie wspólne podejście do zagadnienia może dać dobre efekty. W Polsce, stosunkowo nisko przez niektórych oceniana skuteczność działań, dotyczących omawianych tu spraw wynika może właśnie między innymi z braku współpracy różnych osób i instytucji. W niektórych państwach na świecie wygląda to inaczej. Trzeba jednak przyznać, że w ostatnich latach sporo się zmieniło na lepsze i nie ma porównania z okresem, kiedy pierwszy raz przestawałem pić. W małym dawnym województwie był w zasadzie jeden terapeuta uzależnień z prawdziwego zdarzenia, jedna dwie Grupy AA.

Trochę teorii - wstęp.


Ponieważ znudziło mi się trochę pisanie o historii rodziny, postanowiłem zająć się trochę teorią. Zarówno jeśli chodzi o uzależnienia, jak i o zagadnienie ogólnoludzkie. Nie wiem też na ile dzieje mojej rodziny mogą kogoś zainteresować, ale a nuż? Poza tym opisuję je dla siebie, a przede wszystkim dla przyszłych pokoleń.

W tym wątku będę korzystał z moich prac dyplomowych – licencjackiej i magisterskiej. Będę pisał o rzeczach które są wg mnie istotne, zapewne niektóre tematy są ogólnie znane, ale chcę podkreślić znaczenie niektórych z nich. Czasami będę odsyłał do ogólnie dostępnych źródeł.

środa, 1 stycznia 2020

Teraz i tu.

Natrafiłem na lekturę – Kochaj co masz autorstwa Katie Byron. Lektura jej mam nadzieję powinna mi trochę pomóc w mojej sytuacji., ponieważ dotyczy analizy nieprawdziwych przekonań. Trochę czytałem, wynotowałem to i owo. Próbowałem zastosować jej propozycje tzw. czterech pytań dotyczą one relacji z ludźmi i samym sobą –

PYTANIE PIERWSZE: CZY TO PRAWDA?

PYTANIE DRUGIE:
CZY MOŻESZ MIEĆ ABSOLUTNĄ PEWNOŚĆ, ŻE TO PRAWDA?

PYTANIE TRZECIE: JAK REAGUJESZ, KIEDY POJAWIA SIĘ TA MYŚL?

PYTANIE CZWARTE: KIM BYŁBYŚ BEZ TEJ MYŚLI?




Ogólnie na razie trochę mało ja rozumiem, to takie amerykańskie podejście do problemu. Może trywializuję, ale rzecz sprowadza się do zmiany przekonań co mój znajomy Terapeuta, Albert Ellis /Terapia racjonalno-emotywna/, moja Pani Dr Psychiatra i przyjaciel proponują, ja też pisałem o tym w swoim modelu trzeźwości obok techniki i ideologii –

Pragnienie, by rzeczywistość była inna, niż jest, nie może się ziścić. Po prostu mógłbyś spędzić resztę życia, próbując nauczyć kota szczekać.
A jednak z pewnością zauważasz, że wielokrotnie w ciągu dnia myślisz: „Ludzie powinni być bardziej uprzejmi". „Dzieci powinny być grzeczne". „Moi sąsiedzi powinni bardziej dbać o trawnik". „Ta kolejka w sklepie spożywczym powinna szybciej się przesuwać". „Mój współmałżonek powinien się ze mną zgadzać". „Powinnam być szczuplejsza (albo ładniejsza, albo powinnam odnosić większe sukcesy)". Te myśli są zawsze wyrazem naszych pragnień, by rzeczywistość była inna, niż jest. Jeśli wydaje ci się, że to stwierdzenie brzmi przygnębiająco, to masz rację. Wszelkie napięcie, jakie odczuwamy, spowodowane bywa sprzeciwem wobec tego, co jest.


Ludzie, którzy dopiero zaczynają stosować Pracę, często mówią mi: „Ale jeśli przestanę sprzeciwiać się rzeczywistości, to pozbawię się siły. Jeśli po prostu zaakceptuję rzeczywistość, stanę się bierny. Może nawet nie będzie mi się chciało nic robić". Odpowiadam im pytaniem: „Czy możesz mieć pewność, że to prawda?". Co daje nam więcej siły?: „Szkoda, że straciłem pracę" czy „Straciłem pracę. Co teraz mogę zrobić?".


Terapeuta ma rację pisząc do mnie: Zdaje mi się, że potrzebuje Pan jakiegoś duchowego przebudzenia, żeby inaczej spojrzeć na siebie i świat.

Pisałem że miałem takie przebudzenie przy pierwszej abstynencji – nie wiem dlaczego wtedy odeszła mi chęć do picia, oczywiście pielęgnowałem to.

Trudno jest być mi Franklem, może budować pozytywną teraźniejszość małymi krokami jak pisze autorka –

Wydobądź te prawdy z ciemności. Dla niektórych jest to ogromnie trudne na początku i niełatwo znajdują jakiś przykład. Nie spiesz się. Jeśli naprawdę chcesz poznać prawdę, pozwól, aby sama ci się objawiła. Codziennie próbuj znaleźć jakieś trzy sukcesy. Pierwszym może być na przykład: „Umyłem zęby". Drugim: „Pozmywałem naczynia". Trzecim: „Oddycham".

Odsuń się od wszelkiego myślenia, a nie będzie takiego miejsca, do którego nie mógłbyś pójść. Seng-ts'an (Trzeci Patriarcha)

Na razie mniej lub bardziej świadomie tkwię w przeszłości dalszej i bliższej, żałuję –

  • tego, że nie pojechałem dawno na rozmowę kwalifikacyjną do ośrodka terapii, wybrałem bezpieczniejszą niby dotychczasową sytuację;
  • nie wybrałem Studium Terapii Uzależnień, a chciałem zostać zawodowym terapeutą, w obu wypadkach byłem za mało zdecydowany, może malo dojrzały, chociaż z drugiej strony i okoliczności były inne;
podobnie –
  • nie rozwinąłem biznesiku handelku;
  • nie otworzyliśmy zakładu fryzjerskiego, chociaż mieliśmy lokal, a Żona skończyła kurs fryzjerski.
i
  • kropelek na alkoholu, które zacząłem używać nałogowo;
  • długów wynikłych z pijanego myślenia – Kiedy pracowałam z alkoholikami, zawsze odkrywałam, że zanim jeszcze upili się alkoholem, byli pijani swoim myśleniem – pisze autorka.
  • No i oczywiście ostatnich głupot – to jest straszne

Nie uwalniam się od swoich myśli / bo one są i tak / - wychodzę im naprzeciw ze zrozumieniem. Wtedy to one uwalniają się ode mnie.

Ale cierpię i na razie myśli nie bardzo mogę wychodzić im naprzeciw, może tak miało być, ale JA popiłem.

Źródło - pixabay.com


Na rozum wiem, że –
po pierwsze – na tamten czas sytuacja była inna;
po drugie – bez myśli o błędach i obaw o przyszłość czułbym się lepiej.
Jednak na razie uczucia są jakie są – dołujące.

No cóż trzeba jakoś /niestety na dzisiaj jakoś/ żyć i pracować nad tym, oby te ostatnie infekcje, które bardzo psują komfort minęły.

Z drugiej strony –
Nie odmawiam tym, którzy doszli do majątku, inteligencji, zasług, czy pracowitości, ale ciężka praca nie jest ani konieczna, ani wystarczająca do osiągnięcia sukcesu.
A co decyduje o sukcesie?

Po pierwsze kapitał kulturowy, czyli to, w jakim środowisku się urodziłeś. Po drugie kapitał społeczny, czyli twoja siatka znajomych. Po trzecie - przypadek. No i po czwarte coś, co można nazwać poduszką bezpieczeństwa, na którą spadasz w razie kłopotów.
Poduszka bezpieczeństwa?

Jej wielkość zależy od statusu twoich rodziców, ich kontaktów oraz pieniędzy, które mogą wyłożyć na wyciąganie cię z ewentualnych tarapatów. Jeśli wiesz, że zawsze spadniesz na cztery łapy, to masz odwagę podejmować większe ryzyko


Tak trochę na marginesie, autorka pisze /s. 105/ –

Zdanie „Moje życie powinno mieć cel" na pierwszy rzut oka wydaje się dosyć dziwnym tematem do Pracy. Być może uważasz, że takie przekonanie w żaden sposób nie może się przyczynić do czyjegoś cierpienia lub problemów. Z kolei zdanie „Moje życie nie ma celu" może być wystarczająco bolesne - by uzasadniać to, że sprawdzamy, czy jest prawdą. Okazuje się jednak, że przekonanie pozornie pozytywne jest równie bolesne jak przekonanie pozornie negatywne. A odwrócenie mające pozornie negatywną formę jest zdaniem, które przynosi poczucie wielkiej ulgi i wolności.
Przekonanie fundamentalne: Moje życie powinno mieć cel.

Ja znowu pisałem, że bez wytyczonego celu trudno uzyskać pełną trzeźwość. Może i się mylę. Ale mi nie chodzi o konkretny cel tylko bardziej o ogólny kierunek działań, podążanie za swoimi zainteresowaniami, naukę języka, aby lepiej porozumiewać z ludźmi na świecie lub łatwiej znaleźć pracę. Również wychowanie dzieci, pielęgnowanie związku, zdobywanie zawodu, ukończenie szkoły. Myślę, że pozostawanie biernym w życiu utrudnia trzeźwienie. Mi przez te dwadzieścia parę trzeźwych lat bardzo ułatwiało to, że dbałem o życie rodzinne, działałem społecznie, ukończyłem studia itd. Chociaż do końca nie osiągnąłem tego, czego chciałem, moje życie było fajne, tylko tego nie dostrzegałem.

Myślę, ze oprócz pracą nad przekonaniami wytyczenie kierunku działań praktycznych może mi pomóc wyjść z zapaści. W niektórych przypadkach to się łączy, np. nie znajdę fajnej pracy na jest duża szansa że znajdę, choć szczerze mówiąc teraz mało w to wierzę.

Teraz i tu.

Natrafiłem na lekturę – Kochaj co masz autorstwa Katie Byron. Lektura jej mam nadzieję powinna mi trochę pomóc w mojej sytuacji., ponieważ dotyczy analizy nieprawdziwych przekonań. Trochę czytałem, wynotowałem to i owo. Próbowałem zastosować jej propozycje tzw. czterech pytań dotyczą one relacji z ludźmi i samym sobą –

PYTANIE PIERWSZE: CZY TO PRAWDA?

PYTANIE DRUGIE:
CZY MOŻESZ MIEĆ ABSOLUTNĄ PEWNOŚĆ, ŻE TO PRAWDA?

PYTANIE TRZECIE: JAK REAGUJESZ, KIEDY POJAWIA SIĘ TA MYŚL?

PYTANIE CZWARTE: KIM BYŁBYŚ BEZ TEJ MYŚLI?